Dzis rano dałam śniadanie Greyce i jak zajadała, przypięłam jej starą smyczkę, ogryziona przez jakąś poprzedniczkę. Przestraszyła się, ale dokończyła jeść. Jak chodziłyśmy po ogrodzie, ciągneła tę smycz za sobą, a jak pochodziła do mnie, skacząc i rozrabiając, brałam tę końcówkę do ręki. A Greyka wtedy myk! na plecki się kładzie i leży plackiem! Wreszcie jej odpięłam, dałam smaczek i na razie została do mojego powrotu. Znów poćwiczymy w ten sposób, bo nie mam innego pomysłu.