Muszę się pochwalić, że pod moją nieobecność dom znalazł też pies ze wsi, zagoniony przez chłopa do obory, bo zagryzł kurę - trafił do naszego kojca gminnego. Poszłam go obejrzeć, to duży młody poczciwina, zastraszony bardzo i bardzo chudy. A dwa dni później wyjechałam nad morze, ale Tomek nie zasypiał gruszek w popiele :) Od dawna leczył suczkę naszych niedalekich sąsiadów, aż niestety zeszła na raka wątroby. I tych ludzi namówił na Rudasa. No i pies ma dom, zaokrągla się, macha ogonem, rewelacja! Bardzo go sobie chwalą ci ludzie.