Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation since 09/10/25 in Posts
-
Wiadomość z ostatniej chwili : Zbiórka wśród znajomych dała 4000 zł., my z mężem dopłacamy kolejne 4000 zł , z moich bazarków powinna uzbierać się reszta na spłatę długu u Murki. Tym samym cały dług zostanie spłacony. Mam nadzieję, że dzięki temu Murka nadal będzie brać pod opiekę kotki ze Szczebrzeszyna od DORA1020.21 points
-
Mam jeszcze jedną wiadomość odnośnie Malinki - my już jej nie oddamy. Plan był wstępnie taki, że poczekamy do operacji i jakby tego oczka nie udało się uratować i Malinka nie mogłaby znaleźć domu to mogłaby u nas zostać, ale już teraz wiem, że nie byłabym w stanie robić jej zdjęć do ogłoszeń. Te wszystkie perypetie z jej oczkami spowodowały, że bardzo się zżyliśmy z Malinką i ona z nami. Od grudnia Malinkę zapoznawałam stopniowo z moimi kotkami i już się do siebie przyzwyczaiły. Z moją Kolią bez łapki, która jest anty kocia raczej, wspólnie się brykają i zaczepiają Styczeń to ostatni miesiąc kiedy liczę hotelowanie Malinki. Potem już wszystko biorę na swoje barki. Jedynie w razie operacji będę prosić o pomoc. Zea zaoferowała też pokrycie kosztów sterylki za co bardzo dziękuję12 points
-
Dzisiaj Heboriś pierwszy raz zachęcał Niunie do zabawy. Teraz staram sie nasze dzikuski otwierać żeby wychodziły ze swojego małego wybiegu do innych i przyzwyczajały się do reszty stadka, żeby do czasu jak przyjdą chłody nauczyły sie przychodzić wraz z innymi do domu. I dzisiaj stanęlam jak wryta. Ten biedak , ktory wiele dnii ze spuszczoną główką nie miał śmiałości nawet spojrzeć do góry zachęcał drugiego psa do zabawy, a ja siedziałam blisko nich. Dzisiaj to już sie rozryczałam. Dotąd sama miałam wątpliwości czy ta przeprowadzka poprawi komfort życia tych zapomnianych latami rozbitków. Ale chyba poprawiła Na pierwszym planie oczywiście Niunia.11 points
-
Jestem dzisiaj cała w emocjach oczy mi sie troche "spociły" Heboriś pierwszy raz wziął smaczka z ręki na wybiegu. Dotąd zdarzalo sie ze coś wziął jak zaglądalam do nich od góry, przez dach budki. Ale nigdy jeszcze dotąd nie podszedł sam do mnie na wybiegu. To jak pierwsze słowo dzieciątka. Michałek jest z jednej strony niby mniej płochliwy ale też mniej inteligentny i on jeszcze nie odważył sie sam podejść. Tak czy inaczej obaj są dużo śmielsi. Często chodzą po trawce. Szczekali wczoraj razem na pieska, ktory stał za płotem (pierwszy raz). Heboriś tak sie rozbrykał, ze jak w dzień dach budy jest otwarty wbiega przez drzwiczki i wyskakuje górą. On jest jeszcze bardzo sprawny. Ale najważniejsze że rusza sie, zagląda, szczeka. Zaczął żyć. Bierze miske w ząbki i niesie w inne miejsce, nareszcie robi inne rzeczy niz skulone siedzenie w kąciku. Michaś widać że jest starszy, takich sztuczek nie potrafi ale drepcze dzielnie za Heborkiem11 points
-
Ale mnie rozśmieszył i rozczulił Michałek. Zerkam co robią i oczom nie wierzę Michałek biegnie z moim sandałkiem w ząbkach. Taki stareńki biedak porwał sobie sandała do zabawy. Chłopcy już cały dzień spędzają z innymi pieskami. Wszyscy, odpukać, bardzo dobrze sie tolerują. Jeszcze tylko nie mają odwagi wejść do domu ale już kładą sie coraz bliżej drzwi, a Michałek już wczoraj, pierwszy raz, zaglądał przez drzwi do środka. Nasze biedulki kochane.10 points
-
Tak, wszystko jest dla chlopców nowe. Obserwowalam ich jak świtało, tuptali po trawie ale w dzien kiedy wieś ożyła, kiedy zaczelo być slychać ludzi, auta, psy, kosiarki schowali sie znowu do budy Na razie dalej sie oswajamy, wpadam co chwile, nosze smaczki, jedzonko w małych porcjach. Czarnuszek tak sie boi, że nawet na mnie nie spojrzy. A Michałek jest taki śmieszny, przygląda mi sie jak mówie, co robie, takimi zdziwionymi, dużymi oczkami jakby ufo zobaczył.10 points
-
Aksamitka, w swoim domu Luna, już na własnych włościach. Akcja była błyskawiczna. Moja córka straciła kotka, który miał 16 lat i zachorował na nadczynność tarczycy. Coś jeszcze musiało go "żreć" bo pojawiło się porażenie łapek i robił pod siebie. Przyszedł czas na rozstanie. W domu jest jeszcze jeden kotek, pies i 2 szynszyle. Przedwczoraj pokazałam córce Lunkę, od razu zaiskrzyło, córkom czyli moim wnuczkom , też się spodobała. Wczoraj postanowiła pojechać po nią. Murka zgodziła się podwieźć kicię do Krakowa i wszystko potoczyło się błyskawicznie. Lunka to niezła kluseczka, na pewno czeka ją odchudzanie. Córka ma mieszkanie ze schodami, więc będzie miała gdzie biegać. Po przyjeździe do domu już jadła i piła. Spała na łóżku 2 godziny, mruczy, dopieszczała się z wnuczką i córką. Na psa trochę fuka. Kot Benio przez 2 godziny chodził po domu i śpiewał. Będzie dobrze.10 points
-
Od tygodnie dzwonię po róznych fundacjach,proszę błagam o pomoc dla kotków. Zajęło mi to sporo czasu,juz nie mówię o stresie. Ale się udało,jedna z lubelskich fundacji pomoże,zabierze na dt Burcię jedna osoba,druga zabierze Felicjana. Pani obiecała,ze bedzie ze mną cały czas w kontakcie,a to dla mnie jest bardzo ważne. Felicjan musi być zaszczepiony,Burci na razie nie będziemy stresować. Koszt szczepienia 80zł ,do tego dochodzi płatny transport do Lublina, zwrot kosztów za paliwo 100zł Może to nieduzo,ale mam nadzieję,ze zawiezie je jakis kociolub Stefankiem zajmiemy się pózniej,na razie nie ma go,on nie jest wykastrowany,bo pojawił sie pół roku temu. Kotki teraz maja rujki,więc gdzieś się włóczy. Kotki pojadą z karmą,wiadomo fundacje maja braki finasowe.Pozniej trzeba będzie dosłać karmę.10 points
-
Za radą koleżanki kupiłam jej przełyk wołowy, który miał jej trochę rozładować stres... rozpracowała go bardzo szybko, ale udało mi się niepostrzeżenie zrobić zdjęcie. Jutro wybieram się (tak już od miesiąca! ;)) na badania do Środy Śląskiej, to kupię dla niej konga i kulę-smakulę, żeby łakomczucha zajęła się zdobywaniem pyszności. Ten zadaszony i zabudowany kojec jest dla niej teraz jedynym bezpiecznym miejscem, stąd nie ucieknie (oj,próbowała nawet "podkop" robić), widzę ją z okna kuchni i ona mnie też, ma towarzystwo wybiegających z domu psów ( ich się nie boi, największa z nich - Inka jest podobnej wielkości). To pierwszy etap - jak zaakceptuje nowe miejsce i zaufa mi choć troszkę, to powoli będziemy próbować "udomowić" Gaję. W jednej z bud (i tą właśnie wybrała!) jest posłanko i kocyk Milusia - pomyślałam, że spadek po zamojszczaku będzie właśnie dla niej... i oby jak Miluś - szybko poczuła się tu "u siebie"9 points
-
Tak, Miecio jest już nasz. Po śmierci Luizki a potem Telmy obiecaliśmy dom jakiejś starszej koteczce (ze względu na nasz wiek), a stało się, jak się stało i mamy młodego, 7 miesięcznego kocurka. Od września nikt o niego nie zapytał i teraz już szkoda nam zmieniać mu miejsce. Mam nadzieję, że jeszcze trochę pożyjemy9 points
-
Mam kilka wieści o maurysiowym życiu - ostatni czas był ciepły przyjemny, Maurycy mógł korzystać swobodnie ze spacerków ale robił to spokojnie w swoim tempie. Za to wprowadził nową aktywność - czasem wybiega otwartymi drzwiami wejściowymi do domku żeby wbiec do środka przez otwarty kojec psimi drzwiczkami . Poza tym ma swój rytuał - jak rano opiekunka otwiera mu pokój to od razu wychodzi i idzie do swojego psijaciela Kazimierza . Kazimierz to poczciwy dziadeczek, pozwala Maurysiowi nawet zajmować swoje legowisko, nawet mu nie przeszkadza jak sam leży na legowisku a Mauryś wpada i wpycha się między niego a ścianę i wtedy tak sobie leżą przytuleni . To musi być urocze.8 points
-
8 points
-
7 points
-
A tymczasem u naszych słodziaczków kolejne malutkie zmiany. - Heborciu reaguje na wołanie, no tak niemal reaguje Kiedy go wołam wychodzi zza krzaczka czy z budki i zerka czego chce.. Jak nie mam nic smakowitego w rękach to nie podchodzi. ale już wie, że to o niego chodzi. - Michałcio uczy sie powoli ale zaczął podchodzić po smaczka nawet bez kraty - obaj biegają po całym terenie i nie szukają dziury by uciec. Nawet zdarza się, że leżą sobie wraz innymi pieskami Obaj zaciekle bronią posesji, szczekają baaardzo mocno zwłaszcza Michałek na każdą osobę, każdego pieska za płotem. Niestety Michałek szczeka też na mnie. Chyba dlatego nikt sie nim przez te wszystkie lata nie zainteresował bo biedaczek szczeka jak szalony, tak troche jakby chciał ugryźć, chociaż to pewnie ze strachu, tak na zapas, zeby biedactwo wydawał sie groźniejszy...7 points
-
Nerrrrrrrwusek malutki z Mikusia A Biedunio wciąż walczy o siebie, dziarsko wstaje na łapinki. Apetyt mu dopisuje, ostatnie wyniki były dobre...i niech tak jak najdłużej zostanie. Choć wiem, że za Nivalin "płaci się" wątrobą. Przeszłam przez to wiele lat temu z Charlisiem, którego kikou przywiozła mi z wrocławskiego schroniska. To właśnie od kikou i Charliego rozpoczęła się moja "znajomość" z Dogomanią. Mam naprawdę dobre wieści o Gajusi. To już naprawdę coraz bardziej radosna sunia, na mój widok tańczy i wywija hołubce, buźka jej się cieszy...a moje oczy się pocą.... Wychodzimy poza jej teren, wtedy widać, że wraca niepokój, ciągle się za mną ogląda - chyba przy mnie czuje się bezpieczna. Chciała się zaprzyjaźnić z Inką, a ta uciekła głuptasek, ona też lękliwa bardzo. Gajeczka jest ciekawa świata, ale...po podkulonym ogonku kapie.....sika pod siebie ze strachu...ale idzie naprzód! Nie stresuję jej dodatkowo robieniem zdjęć, bo "coś" trzymane w ręku budzi w niej lęk. Ostatnio, kiedy na chwilkę przerwałam drapanie za uszkiem - trąciła mnie lekko noskiem w rękę, patrząc wymownie prosto na mnie, tak rześko: ej, ty, no miziaj jeszcze!7 points
-
Wszystko ok. Mikuś ( tak maleńtas został ochrzczony) zwiedził mieszkanie, zjadł, napił się. Potem poleżał trochę na balkonie. Poszlismy ze znajomym na kawę. Oczywiście z psiakami.Siedzieliśmy w ogródku piwnym w cieniu. Mikusia wszystko interesuje, zwłaszcza pieski. W domu z Kajunią ok. Jak ja wąchał, dostał po pysku ogonkiem, bo merdała. Koty jeszcze wystraszone, zwłaszcza Karmelek. Ogólnie cud, miód i orzeszki7 points
-
Oj, bardzo spanikowana, jak siedzę przy niej to łzy się kręcą kiedy ona biedna ostrożnie bierze z ręki kąsek i odskakuje. Miejsce już chyba zaakceptowała i zaczyna się urządzać po swojemu - wyrzuciła z posłanka Milusiowy kocyk wczoraj, włożyłam wieczorem - rano znów wyrzucony...a był tam od soboty przecież Jest dużo spokojniejsza, ale jej strach przed dotykiem bardzo trudno będzie pokonać. Daję z ręki w taki sposób, żeby moje palce delikatnie jej dotykały przy braniu. Kupiłam jej KalmVet, może troszkę pomoże.7 points
-
Noc w miarę spokojnie minęła i Gaja już mnie kojarzy z czymś pysznym do zjedzenia - jest strasznym łakomczuchem (dokładnie takim samym, jak moja Inka, która była długo głodzona). Naszą nić porozumienia nawiązujemy więc poprzez najsmaczniejsze kąski. Niestety Gaja w przeciwieństwie do drugiej suni jest strasznie znerwicowana, niespokojna, bierze z ręki, nawet już całkiem blisko podchodzi, ale natychmiast odskakuje i po chwili kaszle (zastanawiam się, czy to ze stresu, czy z wysiłku). Mało odpoczywa, ciągle nerwowo się rozgląda i biega w kółeczko poszczekując i kaszląc na przemian Nie wiem, jak to zrobić, żeby ją do wetki zabrać, bo stres będzie to ogromny i dla niej, i dla mnie. Na razie trzeba jej dać czas i odczekać. Jestem w kontakcie z osobą, która przez ostatnie 20 lat wiele psów wyprowadziła z traumy, dzwonię więc co parę godzin zdając relację i pytając o rady. Dawniej w takich sytuacjach najbardziej pomagał mi mój cudowny psi terapeuta Łatuś....7 points
-
Marysiu, a ja nie zgadzam się na to, żebyś sama pokrywała pierwszy miesiąc pobytu suni. Bierzesz pod opiekę drugą sunię i to wystarczy. Nie uzbieram całej kwoty, ale wyproszę przyjaciół, żeby wsparli ten pierwszy miesiąc pobytu. Ty już o tym nie myśl proszę.7 points
-
7 points
-
Kochani, może mi ktoś podpowiedzieć jak przenieść wiadomość z WhatsApp na kompa? Jakoś mnie to przerasta...:(. Pytam, bo mam wiadomość od Kasi, którą tu chciałam w całości wstawić. Kasia napisała, że Maurycy pozwala się już nawet troszkę pogłaskać. Nie tylko po szyi, boczkach ale pozwolił sobie dotknąć brzuch. I tu mamy problem... Maurycy ma na podbrzuszu guza, takie jajko, ładnie oddzielone od skóry, wg Kasi łatwe do usunięcia. Ona sugeruje żeby to usunąć i to w miarę szybko , żeby nie rosło i nie podrażniało się o podłoże jak pies będzie leżał. Kasia ma plan, żeby może umówić go do weta ale tak najlepiej żeby ogarnąć wszystko za jednym razem. Czyli nie jeden wyjazd żeby lekarz obejrzał i wtedy umówić operację tylko od razu na operację. Maurycy niedawno był oglądany przez lekarza, miał niezłe wyniki to może ten plan się uda. W każdym razie dałam Kasi zielone światło do rozmów z wetem i dałam zgodę na ewentualną operację. Mam nadzieję, ze się ze mną zgodzicie?7 points