rashelek Posted May 26, 2014 Posted May 26, 2014 To jest właśnie potęga internetu, że sunia potrzebowała doby, żeby znaleźć nowy dom :grins: Właśnie dlatego nie wiem, czy chciałabym być DT - te rozstania są zawsze najtrudniejsze. I niepewność, czy może nie trafiłby się jeszcze lepszy dom. Ale pomyśl, że zrobiłaś dla niej dużo dobrego, przecież mogła choćby wpaść pod samochód. A dzięki Tobie dostanie swoje posłanko i miseczkę :loveu: Quote
Ty$ka Posted May 26, 2014 Author Posted May 26, 2014 Dzisiaj miałam telefon w sprawie suczki. I szczerze? Ubolewam, bo domek wydaje się idealny! Naprawdę. Wspaniale mi się z gościem rozmawiało. Sam fakt, że sam chciał podjechać 200km tylko po to, by zobaczyć czy suka zaakceptuje jego rodzinę i czy coś między nimi zaiskrzy :(. Wysłałam domek do kilku zaprzyjaźnionych haszczych organizacji, ale mówił, że już tam patrzył i nie ma żadnego psa blisko... a chce go najpierw dotknąć, zobaczyć się z nim na żywo zanim podejmie decyzje... no szkoda, obiecałam mu pomóc znaleźć psa. Mała ma się dobrze. :) Na razie chodzi jako bezimienna, ale to kwestia czasu. Za parę dni mają mi podesłać fotałki. Quote
Qeeriefire Posted May 26, 2014 Posted May 26, 2014 Już na fb czytałam tak dobre wieści! Dobrze, że się nią zajęłaś, dzięki temu tak szybko jest w nowym domu. Na zapas nie ma co się martwić ;) Quote
Majkowska Posted May 27, 2014 Posted May 27, 2014 Super wieści, niech tam haszczy dobrze będzie :):) A podpisałaś na nią jakąś umowę adopcyjną?? To zawsze jakieś tam zabezpieczenie. No i sterylka w zobowiązaniach - dla mnie to megaważne, szczególnie w przypadku psów w typie, w całej mojej karierze adopcyjnej zdarzyło mi się tylko 2 razy oddać zwierzaka "na gębę" i nie wyszło to im na dobre (rozmnożenie + porzucenie, handel młodymi) choć oddawałam po znajomości do sprawdzonych domów itd... Nie ufam już ludziom absolutnie, mówią piękne rzeczy, sami uświadamiają, a potem nagle się okazuje że takiego koloru to wszystsko nie ma:roll: Quote
rashelek Posted May 27, 2014 Posted May 27, 2014 To, że ten "nowy" domek WYDAJE Ci się idealny, nie znaczy, że taki by był. Równie dobrze Pan mógłby przyjechać i stwierdzić, że jednak nie, to nie suka dla niego. Dlatego nie wyrzucaj sobie, bo suńka już jest "u siebie", a tym ludziom możesz podrzucić innego psiaka. Nie ma tego złego ;) No i trochę to dziwne, że te z fundacji nie są "blisko", ale 200km to już jest rzut beretem :splat: Quote
Baski_Kropka Posted May 27, 2014 Posted May 27, 2014 Haaa bo cały szkopuł tkwi w tym, że z fundacji typu SOS kusky czy husky adopcje i inne, wcale nie ma łatwo wyadoptować psa! Wiem, bo kolega próbował. Pies miał by świetne warunki, wielk ogród, zapalonego turystę górskiego jako właściciela, który w każdy weekend jest w górach. A wiecie co go zdyskwalifikowało? Fakt, że pies mieszkał by w wielkim ogrodzie i miał by kojec :P No ale... a jeśli gość miał by jechać na przykłąd na śląsk to kawałek droi by miał, zależy skąd jest. Chociaż haszczaaki fundacyjne są rozsiane po całej Polsce ;) Quote
Ty$ka Posted May 27, 2014 Author Posted May 27, 2014 Wybaczcie, że potraktuję Was jednakowo i odpowiem wszystkim na raz. Jeśli chodzi o umowę adopcyjną. Nie zdążyłam jej zrobić i to mnie gryzie najbardziej. Miały mi dziewczyny podesłać, ale nie zdążyły. Jednak zawiązaliśmy umowę ustną - mamy świadków z dwóch stron. Oni przyjechali w tym celu właśnie z bratem od strony dziewczyny, która ma mieć psa oraz TŻem właścicielki, ode mnie wyszła cała rodzina plus sąsiedzi jako strona neutralna. Wiem, że w razie "w" ciężko jest dowodzić w sądzie swoje racje, bo każdy świadek stoi po stronie swoich, ale to działo się tak szybko - i jedyne to to, że uspokajają mnie sąsiedzi plus moja druhenka z drużyny, która przyszła do mnie w trakcie zawiązania umowy ustnej, są oni neutralni w tej całej sprawie i w razie (tfu, tfu) czegoś tam mamy przewagę. No i w adopcji pomagał nasz komendant policji, także i on śledzi całą tę sprawę. Ja poszłam w sobotę (w sumie w niedzielę już) grubo po 2 w nocy, bo ciągle szperałam czy czasem komuś sucz nie zaginęła. Potem ledwo wstałam, dostałam telefon, że przyjadą, zdążyłam jedynie naszykować sucz i pogadać z ludźmi jak się przygotować i przyjechali... Umowy nie spisaliśmy. To jest podstawa, pewnie ja o tym wiem, zawsze o tym mówię, ale no cóż. Nie byłąm przygotowana na tą sytuację, swego czasu trzymałam na swoim lapku takie rzeczy jak umowy, ale odkąd wrócił z naprawy nie zdążyłam, w sumie nie pomyślałam, że taka sytuacja będzie miała miejsce. Co do sterylki - podpowiedziałam im to, ale szczerze? Gdyby mi ktoś narzucił sterylkę to bym suczki np. nie wzięła. Po prostu w przypadku husky często się zdarza, że potem podsikują pod siebie czy mają problem ze stawami... Może nie jest to nagminne, ale jest. Ludzie nie wyglądają na rozmnażaczy, pies jest u brata, z rozmowy wynika, że wcześniej mieli sukę i ją pilnowali mocno. Sama cieczka była dla nich kłopotliwa, więc myślę, że moją propozycję przyjmą i suczkę wysterylizują. Mam ich często odwiedzać i pilnować. Jeśli się okaże, że dopuszczą suczkę (a to jest do zweryfikowania i to dość prosto) to ostrzegłam, że im psa odbiorę. Wyglądali na przejętych, zobaczymy jak będzie naprawdę. Tak poważnie to cała ta adopcja mnie gryzie, brak spisanej umowy, załatwienie wszystko na wariackich papierach... już teraz mam pobraną umowę i zrobioną "pod siebie", no ale to jest po czasie. Na razie dobrze mói kontakt z właścicielami. Nie chcę być z tych upierdliwych, więc nie będę często dzwonić, obiecałam że zadzwonię (jak oni tego pierwsi nie zrobią) za miesiąc, ale pewnie nie wytrzymał i w niedzielę się z nimi skontaktuję :evil_lol: A, i podsunę im przy najbliższej okazji forum haszcze, myślę że tam wejdą, bo mieli kilka pytań w sprawie psa... Ja sama do całej tej adopcji podchodzę z ogromnym dystansem, nie tak sobie wszystko wyobrażałam. Mocno pilnuję nowych właścicieli i będę ciągle trzymała rękę na pulsie. Zwłaszcza, że też nie ufam ludziom, tyle razy byłam świadkiem interwencji w domach, które 2lata wcześniej były super extra i miały nawet kilka psów z jednej fundacji, a nagle klops - z wizyty poadopcyjnej którejś tam z kolei robi się interwencja, choć wcześniejsze były takie wspaniałe, tylko formalnością. Jednak takie rzeczy wychodzą też w genialnych domach. Trzymam rękę na pulsie i nie przestanę. Suka nie mieszka jakiś szmat drogi ode mnie, mam zamiar za jakieś 3-4miesiące ją nawiedzić. Chyba, że urwie się kontakt - wtedy zrobię im nalot, pewnie z zaprzyjaźnionym komendantem policji. Powiem tak, przez telefon naprawdę ten nowy- niedoszły dom wydaje się całkiem sensowny. Podesłałam im kilka psów, zobaczymy co z tego wyniknie. Poza tym dowiedziałam się, że Stefan błąka się po mieście i dostałam rano telefon, że pałęta się od X czasu kolejny haszczak. Eeeeh.... chyba nigdy się to nie skończy. Jak psa znajdę to podeślę temu domkowi. Nawiążę też do tego, o czym już wspomniano - faktycznie fundacje mają swoje różne widzimisię. Nie znam ani jednej fundacji, która nie miałaby jakiejś swojej polityki. Aczkolwiek zaskoczyłaś mnie, baski tym, o czym mówisz - do tej pory bez problemów wyadoptywane były do kojca z tych konkretnych organizacji :crazyeye: Przynajmniej ta stara ekipa nie robiła problemów. Dla mnie chorym warunkiem akurat w każdej z tych fundacji jest zakaz spuszczania psa ze smyczy - z góy zakładanie, że rasa ta jest uciekającą... niby ma to jakiś sens, ale ja nie lubię jak ktoś mnie ogranicza. Bo czemu mam nie spuszczać psa odwoływalnego? Zwłaszcza, że nikt poważny od razu psa nie spuszcza, tylko z nim ćwiczy. Jeśli ktoś psa spuści, od razu chcą mu odebrać psa... Albo kolejne - porządny płot wysoki, z podmurówką. Pewnie, husky to uciekinierzy, ale nie znowu tak rzadko wiele z nich ma gdzieś płot, zwłaszcza jeśli ogród traktują jako przedłużenie domu, dlaczego więc ja - osoba o płocie z podmurówką, ale niskim (1,6m, ale żaden pies tego jeszce nie pokonał, bo są to pionowe sztachety zakończone ostro i pies nie est głupi, nie pcha się na ostre) miałabym nie dostać psa nieinteresującego się ogrodzeniem tylko ze względu na wysokość płotu? Znajdzie się jeszcze parę kruczków. Faktycznie ostatnio jest moda na to, by nie wydawać psy na podwórek, do budy - nonsens. Mówię tu akurat ogólnie, nie o tej czy tamtej organizacji. Tak czy inaczej, uważam że SOS odwala porządną robotę. Husky Adopcje też, choć bardziej trzymam z tymi pierwszymi, wydaje mi się, że są mniej radykalne w swych poglądach, po prostu normalne, idzie się z nimi dogadać z racji starej ekipy. Tak btw. to wieje już hipokryzją, ale sama będąc wolontariuszką w stowarzyszeniu wiedziałam, że jak już będę adoptować psa to bez żadnych pośredników, spoza jakiekolwiek fundacji. Po prostu nie lubię jak ktoś mi narzuca warunki jak mam żyć i co z tym psem robić (albo nie robić), nie życzę sobie by ktoś dyktował mi czy mam psa wykastrować czy nie, czy spuszczać czy nie, czy podawać mu żarcie miski porcelanowej czy ze szklanki, czy BARF czy karmę :eviltong: I choć wiele rzeczy często nie jest w umowie, to potem wychodzi, że aby popaść w łaski danej fundacji i by Ci nie odebrali psa, musisz robić to co ona uważa za słuszne: np. obroże zakładać na spacery, szelki tylko na trening czy chodzić do wskazanej lecznicy weterynarii... Jak nie zrobisz to niby nie mają podstaw, by odebrać Ci psa (choć niektrózy mogą już coś wymyślić i spotkałam się już nieraz, że komuś odebrali lub nie wydali psa właśnie z błahych powodów), ale potem, po kolejnej wizycie poadop. czytasz o sobie w internecie, że jesteś zły i w ogóle zastanawiają się czy czasem nie odebrać Ci psa. Ja chcę tego uniknąć tego wszystkiego z racji, że jestem wolnym duchem. Chcę mieć psa bez strachu, że ktoś mi go odbierze tylko dlatego, że chodzi na spacer w szelkach, a nie w obroży :eviltong: A przed adopcją - zobaczyć go na żywo, móc z nim pochodzić, poczekać czy zaiskrzy i wybrać tego właściwego bez obaw, w razie rezygnacji z osobnika, że zostanę okrzyknięta materialistką i zrównana z ziemią, bo wybieram psa na podstawie własnego widzi-mi-się, przecież powinnam się cieszyć, że w ogóle mam przywilej wziąć psa z danej fundacji. Niestety, przypadki tak rzeczowego traktowania ludzi przez fundacje są częste... :shake: Dlatego rozumiem ludzi, którzy mają podobne podejście i wolą nawet podjechać te 200km, by zobaczyć psa (co dobrze świadczy o ludziach) i tyle. Ewentualnie podjąć decyzję o adopcji, podpisać umowę i mieć spokój od kochanych ciotek adopcyjnych niż potem całe życie się użerać z ich widzi-mi-się. Zwłaszcza, że wg wielu fundacji posiadanie małych dzieci wyklucza posiadanie psa. Myślę, że mogli spotkać się z odmową właśnie. Jednak nie oceniam żadnej ze stron, myślę że jak naprawdę tym ludziom zależy na idealnie dobranym psie to poczekają cierpliwie. Obiecaliśmy ze sobą utrzymać kontakt, więc myślę, że się pochwalą swoim "nabytkiem". To się wygadałam. Liczę na hejty. :roll: Quote
Ty$ka Posted May 27, 2014 Author Posted May 27, 2014 Dobra, by nie było za bardzo haszczakowo... w końcu to galeria Morusa. Za 2tygodnie widzimy się z Muffiastymi, nie mogę się doczekać. Spacer zaplanowany od marca, oby się udało. Kciukujcie :) Z kolei do fryzjerów są straszne kolejki :(. Nie wiem kiedy psa zetnę, buuu. Już chciałabym mieć to samo, tak samo jak reakcję mojej rodzinki, która nic o moim pomyśle nie wie. Działam w konspiracji :lol: Endy zaś znów źle przeżywa upał... To jest straszne, jak patrzę na to, że się tak męczy. Obciąć mu nic już nie mogę, ma sierść krótką - chociaż nie... można mu ciąć jajka jeszcze :lol: Za 2tygodnie mamy wakacje. Tzn. za 2tyg. samej nauki. Już nie mogę się doczekać! Quote
chounapa Posted May 27, 2014 Posted May 27, 2014 Byleby osoby którym fundacja odmówi z powodu płotu, nie kupiły psa z pseudo :roll: Z tym niespuszczaniem to faktycznie głupota. Według mnie, ciężko wybiegać psa, trzymając go ciągle na smyczy, a długa linka w wielu miejscach jest kłopotliwa. Sama już dość często puszczam Lilo w miejscach gdzie wiem, że nawet jeśli nie wróci od razu zawołana, to jest bezpieczna. Lilo nie ucieka, czasem jedynie zawiesza się na moment i kalkuluje czy opłaca się przybiec już, czy jeszcze chwile się na mnie popatrzeć jak głupek. Pod pracą wychodzimy już właściwie bez smyczy. Smycz i smaczki biorę w rękę. Idziemy od razu za budynek, gdzie mała załatwia potrzeby i właściwie od razu wracamy. Nie odchodzi ode mnie dalej niż na metr nigdzie gdzie jeżdżą samochody (np. parking przed budynkiem gdzie pracuje, zanim dojdziemy za budynek ), a jak jest bez smyczy i widzi obcego psa, zawsze przybiega do mnie i czeka aż ją zapnę. Wtedy albo czekamy aż sobie pójdzie, albo podchodzimy, witamy się i spuszczam ją ponownie by mogły się pobawić. Nie wyobrażam sobie, prowadzania jej tylko zapiętej, skoro nie robi żadnych problemów kiedy nie jest ograniczana przez smycz. Przymus kastracji, akurat mi nie przeszkadza. Osobiście wykastrowałabym najchętniej wszystko co się rusza, z ludzkimi samcami włącznie ;). Lilo prawdopodobnie też zostanie ciachnięta w odpowiednim wieku, mimo że nikt tego ode mnie nie wymaga ;). Ale karmienie ( zakładając że nie są to resztki z obiadu ), wychowanie ( jeśli opiekun nie krzywdzi zwierzaka ) czy wybór miejsca do spania, powinny jednak leżeć w kwestii osoby, która wzięła psa. Quote
Majkowska Posted May 27, 2014 Posted May 27, 2014 Sory za pesymizm, ale wiesz że co na gębę to nieważne... Jakąkolwiek umowę trzeba było spisać na kartce, nie musiał to być druk, wystarczy wylegitymowanie, podstawowe zobowiązania i podpis. Gdyby mnie ktoś odmówił sterylki to bym mu psa nie dała ;) Choć rozumiem że ludzie się czują głęboko oburzeni tym że im ktoś nakazuje jak oni dobro czynią i pieska biorą, ale wolę dmuchać na zimne, zasłyszą od weta że suka musi mieć młode, stwierdzą że przecież jest ich i mogą robić co chcą i wypuszczą sobie lewy miocik. Niestety to znam nie tylko z opowiadań , ale i z praktyki...I robią to bardzo porządni ludzie którzy się oburzają że jak to ktoś im będzie kazał coś, dał psa to niech spada, a papieru nie ma , mówione nie było... Jeśli się okaże, że dopuszczą suczkę (a to jest do zweryfikowania i to dość prosto) to ostrzegłam, że im psa odbiorę Na jakiej podstawie prawnej chcesz odebrać psa którego opiekunem na papierze nie byłaś nigdy?? Jedynie chyba interwencja i schronisko, ale tak o sobie wziąc od nich psa nie możesz, mają z tym problem niejednokrotnie organizacje, a co dopiero wejść do ludzi i "zabieram psa, bo nie tak sobie rozmawialiśmy". Ja tam nie widzę powodów na hejty, trochę się z tym zgadzam. Choć np dostałam kotkę "na luzie" i czułam się dość dziwnie że nie ma żadnych wizyt, umów, kontroli... trochę pomyślałam że przecież mogłam już z nią coś zrobić 20 razy, rozmnożyć, wywalić itd... Kontrola jest ok, tyle ze faktycznie nie powinna być przesadna. Quote
marta1624 Posted May 27, 2014 Posted May 27, 2014 Ja wakacje mam dopiero pod koniec lipca ;) Ale da się wytrzymać ;) Quote
rashelek Posted May 27, 2014 Posted May 27, 2014 No niestety, ale teraz już nic nie poradzisz, pilnuj DS jak tam się małą zajmują, tylko im nie wejdź na głowę :eviltong: Sporo fundacji ma chore warunku adopcji psów. Ja np. nigdy w życiu nie zgodzę się na wizyty przed- i poadopcyjne, co w 90% wyklucza mnie z tego typu adopcji ;) Tak samo nie rozumiem tego ingerowania we wszystko, że pies ma nie być spuszczany, musi dostawać wodę w ceramicznej miseczce i robić dwie kupy dziennie :shake: Liczę, że będą jakieś fotki z borderkiem! :grins: To zapisuj się szybko do tego fryzjera, ciekawe jak Morus będzie wyglądał :D Quote
chounapa Posted May 27, 2014 Posted May 27, 2014 Ja robiłam wizyty i wymagałam wizyt przedadopcyjnych dla szczurów :P Quote
Majkowska Posted May 27, 2014 Posted May 27, 2014 Moim zdaniem jeśli ktoś się decyduje adoptować psa to musi się z tym liczyć że osoby które się nim opiekowały chcą mieć pewność że mu dobrze, są pewne wymogi które trzeba spełnić. To tak jak czasem ludzie nie chcą podać swoich danych czy cokolwiek o sobie powiedzieć - sory ale to juz wzbudza we mnie podejrzenia, osobiście jestem z dużym dystansem i w te i w te. Jeśli wydam psa do adopcji i nigdy go już nie odwiedzę ani nie zainteresuję się jego losem, nie będzie mnie obchodziło czy jest wysterylizowany i gdzie mieszka to trochę też źle o mnie świadczy. Fakt że poniektóre cioteczki zakładają od razu klęskę i inwigilują nawet brudne majtki w pralce, ale jest zbyt dużo tragedii w psim świecie żeby ufać ludziom. Nawet w hodowlach zdarzają się tragiczne scenariusze, gdzie ludzie kupują psa i stwierdzając że zapłacili robią z nim wszystko co najgorsze. Dla mnie np bardzo ładne jest ze strony hodowcy że interesuje się losem psa, zawsze jest , pomoże. To samo z domami tymczasowymi - jeśli chcą zobaczyć gdzie zwierze będzie mieszkać ok, do mnie przyjechała dziewczyna na kawę i tyle, nic mi się nie stało złego. Nie mam ani luksusu, ani nie sprawiam chyba dobrego pierwszego wrażenia, w wielu miejscach sądzę ze psa bym nie dostała wcale. Choć ostatnio znajoma miała dośc śmieszną sytuację - wizytowała piękny duży dom, bogatych ludzi, uświadomionych o potrzebach psa, stać ich na sprzęt , szkolenie itd...Przy kolejnej kontroli z zaskoku okazało się że pies nie poszedł do nich - oni tylko podstawili się żeby psa zdobyć, pies zamieszkał w melinie u biednej patologicznej rodziny, która tylko porosiła sąsiadów żeby udawali właścicieli. Wiedzieli że nie dostaną psa do takich warunków a jednak go zdobyli podstępem i są podejrzenia że za jego sprawą chcieli sobie wzbogacić żywot...:roll: Quote
Ty$ka Posted May 27, 2014 Author Posted May 27, 2014 chounapa, właśnie o to chodzi. To jest całkiem bez sensu, bo wiadome jest, że ludzie jak dostaną odmowę to zwrócą się do pseudo. Wiele zasad wielu fundacji jest dla mnie niezrozumiałych, ale nie będę z nimi na ten temat dyskutować - nie mój cyrk, nie moje małpy. Ja rozumiem te wszystkie działania itd., rozumiem, szanuję i zgadzam się z nimi, ale dla mnie kastrowanie wszystkiego jak leci jest całkiem głupie. Swojego psa nie wykastruję, bo nie widzę potrzeby. I pomyśl, że ktoś mi zarzucił warunek, że jednak muszę go pozbyć jajek, a ja się pytam - po co? Pewnie, że wtedy bym go ciachnęła, bo ustalenia są ustaleniami, ale prawda jest taka, że nie każdemu psu taki zabieg idzie na dobre. Sterylizacja psów wydawanych do adopcji jest zrozumiała i ją całkowicie popieram. Nie popieram natomiast tej całej akcji wszechobecnej, żeby każdy swojego psa ciachał. Majkowska, nie no, ja punkt o sterylce całkiem rozumiem, żeby nie było. Choć mam inne podejście do rozmnażania w przeciwieństwie do wielu osób. Dla mnie termin "pseudohodowla" poszerza się także o większość hodowców w związku kynologicznym, którzy rozmnażają dla samego rozmnażania i wyglądu. Natomiast nie uważam, by osoba, która rozmnaża psy świadomie i oddaje w dobre ręce jest kimś gorszym od hodowcy, który sprzedaje nieprzebadane psy z hodowli, ale o tym tutaj dyskusja była nie raz, nie dwa. Tak czy inaczej niczego nie popieram. Tak jak pisałam, obowiązuje nas umowa słowna. Zgodnie z art. 353 KC istnieje właśnie coś takiego i możemy ją zawrzeć. W praktyce oczywiście jest trudno udowodnić, że dane ustalenia miały miejsce, ale świadkowie umożliwiają to, zwłaszcza Ci neutralni. Generalnie cała umowa słowna jest ryzykowana, ale istnieje w świecie prawa. Jedyne co teraz mogę zrobić, to spisać sobie na kartce nasze ustalenia w formie umowy i podjechać do domku, by mi ją podpisali. U nas wizyty są zapowiedziane i będę tego akurat pilnować. Wspólne spacery też mają być. marta1624, to współczuję ;p Quote
marta1624 Posted May 27, 2014 Posted May 27, 2014 Nie ma czego, ja w szkole tylko w weekendy :eviltong: W lipcu mogę pochodzić :D Quote
chounapa Posted May 27, 2014 Posted May 27, 2014 Ja nie mam nic do ludzi którzy mają niekastrowane zwierzęta i pilnują by zwierzęta te się nie mnożyły. Jednak gdybym miała psa na DT w wieku odpowiednim do kastracji, sama bym go ciachnęła dla pewności. Gdybym oddała młodego psa, raczej wpis taki w umowie by się znalazł. Z reguły ludziom nie ufam, więc wolę jak najlepiej się zabezpieczyć :). Lilo będzie wykastrowana dla jej spokoju, mojego spokoju, bezpieczeństwa i by zminimalizować ryzyko chorób układu rodnego. Chyba że przed kastracją pojawią się jakieś przeciwwskazania. Ten wymóg rozumiem, ale niektóre faktycznie niestety bywają jak z kosmosu :roll: Mimo wszystko umowa i wizyta przedadopcyjna to coś, czego bym nie podarowała, bo ktoś nie lubi obcych w domu. Zawsze się tego pilnowałam w przypadku szczurów, które oddawałam. Mam cały segregator umów o szczurki, z których wiele już dawno nie żyje i czuje się z tego powodu pewniej. Zdarzyło mi się również powołać na umowę i odebrać 2 szczury z domu który średnio wypalił. Fakt, że ta osoba prawdopodobnie by nie robiła problemów z odbiorem bez umowy, ale umowa była i się na nią powołałam. W Twoim przypadku akurat czas był wrogiem, więc oby nie było przykrych niespodzianek. Ja trzymam kciuki :) Quote
Ty$ka Posted May 27, 2014 Author Posted May 27, 2014 rashelek napisał(a):No niestety, ale teraz już nic nie poradzisz, pilnuj DS jak tam się małą zajmują, tylko im nie wejdź na głowę :eviltong: Sporo fundacji ma chore warunku adopcji psów. Ja np. nigdy w życiu nie zgodzę się na wizyty przed- i poadopcyjne, co w 90% wyklucza mnie z tego typu adopcji ;) Tak samo nie rozumiem tego ingerowania we wszystko, że pies ma nie być spuszczany, musi dostawać wodę w ceramicznej miseczce i robić dwie kupy dziennie :shake: Liczę, że będą jakieś fotki z borderkiem! :grins: To zapisuj się szybko do tego fryzjera, ciekawe jak Morus będzie wyglądał :D Nie no, kontakt mamy mieć zapewniony. Podesłałał im forum haszcze, więc myślę, że zajrzą. O toto. Dla mnie wizyty przed adopcyjne są bez sensu, zwłaszcza jeśli je robi ktoś bez psa, którego chcę adoptować albo go na oczy nie widziała :p. Równie dobrze mogę sobie porozmawiać z kimś przez telefon. Co do poadopcyjnych - jestem na tak, o ile robione są rzadko i nie na zasadzie wchodzenia komuś w dupę, a tylko sprawdzenia czy dalej jest OK, ale właśnie w miłej atmosferze: najlepiej wspólny spacer zakończony pójściem na kawkę i ciastko do domu DS. Natomiast oprócz zakazu oddawania psów (tzn. oprócz ochrony przed porzuceniem psa), trzymania go na łańcuchu i zakazie rozmnażania, reszta warunków jest często zbędna. ;) Też na to liczę ;p Zapisujemy, zapisujemy. Na razie boję się, że źle trafię, więc dopytuję psiarzy, ale mam dwóch fryzjerów, których biore pod uwagę ;p chounapa napisał(a):Ja robiłam wizyty i wymagałam wizyt przedadopcyjnych dla szczurów :P I czy to powodowało, że te szczury na 100% miały na zawsze dom? Bo u psów nie jest to żadna weryfikacja. Ludzie są wspaniałymi aktorami tak naprawdę. Majkowska napisał(a):Moim zdaniem jeśli ktoś się decyduje adoptować psa to musi się z tym liczyć że osoby które się nim opiekowały chcą mieć pewność że mu dobrze, są pewne wymogi które trzeba spełnić. To tak jak czasem ludzie nie chcą podać swoich danych czy cokolwiek o sobie powiedzieć - sory ale to juz wzbudza we mnie podejrzenia, osobiście jestem z dużym dystansem i w te i w te. Jeśli wydam psa do adopcji i nigdy go już nie odwiedzę ani nie zainteresuję się jego losem, nie będzie mnie obchodziło czy jest wysterylizowany i gdzie mieszka to trochę też źle o mnie świadczy. Fakt że poniektóre cioteczki zakładają od razu klęskę i inwigilują nawet brudne majtki w pralce, ale jest zbyt dużo tragedii w psim świecie żeby ufać ludziom. Nawet w hodowlach zdarzają się tragiczne scenariusze, gdzie ludzie kupują psa i stwierdzając że zapłacili robią z nim wszystko co najgorsze. Dla mnie np bardzo ładne jest ze strony hodowcy że interesuje się losem psa, zawsze jest , pomoże. To samo z domami tymczasowymi - jeśli chcą zobaczyć gdzie zwierze będzie mieszkać ok, do mnie przyjechała dziewczyna na kawę i tyle, nic mi się nie stało złego. Nie mam ani luksusu, ani nie sprawiam chyba dobrego pierwszego wrażenia, w wielu miejscach sądzę ze psa bym nie dostała wcale. Choć ostatnio znajoma miała dośc śmieszną sytuację - wizytowała piękny duży dom, bogatych ludzi, uświadomionych o potrzebach psa, stać ich na sprzęt , szkolenie itd...Przy kolejnej kontroli z zaskoku okazało się że pies nie poszedł do nich - oni tylko podstawili się żeby psa zdobyć, pies zamieszkał w melinie u biednej patologicznej rodziny, która tylko porosiła sąsiadów żeby udawali właścicieli. Wiedzieli że nie dostaną psa do takich warunków a jednak go zdobyli podstępem i są podejrzenia że za jego sprawą chcieli sobie wzbogacić żywot...:roll: No ok, mogę się zdecydować na pewne warunki, ale bez przesady. Ja adoptuję samego psa, a nie psa z nadopiekuńczymi cioteczkami... Mam nadzieję, że nie pijesz do mnie, bo naprawdę interesuję się losem tej suki, telefony mam stałe z domkiem i obiecałam im pomóc w razie jakikolwiek problemów. Mnie nie obchodzi czy sucz będzie wysterylizowana, ważne by nie była rozmnażana. Pewnie, że ciachnięcie da mi tutaj 100% pewności, że nie zajdzie w niechcianą ciążę, ale bez przesady - gdyby upilnowanie suki byłoby problemem, to by hodowle nie miały racji bytu. Nie wykluczam też głupich pomysłów, ale co jak co, nigdy się nie jest pewnym czego można się spodziewać po ludziach. Na razie jesteśmy w dobrych stosunkach ze sobą i mamy obiecane wspólne wypady gdzieś, obiecali czasem wpaść do nas. I uważam to za ok. Moja intuicja podpowiada, że będzie dobrze, a ona akurat mnie jeszcze nigdy nie zmyliła ;) Widzisz, taki przykład pokazuje, że wizyty nie są odnośnikiem tego, że pies dobrze trafi. Ludzie są cwańsi niż wszystkie restrykcyjne zasady fundacji. Nieraz byłam świadkiem różnych takich sytuacji: ktoś na wizycie był cudowny och i ach, a potem nagle bach! coś się odmieniło i pies na ulicę. Co więcej - umowa spisana też nie uchroniła przed tym. Tak naprawdę można by takich ludzi ukarać, ale wiele osób do tego nie dąży, bo wtedy pies jest dowodem w sprawie i jest zupełnie nieadopcyjny. Dlatego umowa w pewien sposób chroni, ale nie do końca. Jeśli ktoś chce dostać psa, to go dostanie. A jeśli chce się go pozbyć - zrobi to. Tak naprawdę przyszłe DS są bezkarne, bo nikomu nie chce się bawić w chodzenie po sądach skoro zazwyczaj wynik jest ten sam: niska szkodliwość społeczna i pies bez domu przed długie, długie miesiące jako ten nieszczęsny dowód w sprawie. Nie mówię, że teraz w ogóle oddajmy bez żadnej kontroli psy, nie! Pierwsza weryfikacja to przez telefon. Potem rozmowa w 4 oczy z domkiem, ustalenie warunków no i kontrola przez telefon, wizyty. Umowa też może wystraszyć i jest podstawą prawną, by psa odebrać, ale prawda jest taka, że nie ma jedynej skutecznej metody na ustrzenie się przed debilami. Quote
Ty$ka Posted May 27, 2014 Author Posted May 27, 2014 marta1624 napisał(a):Nie ma czego, ja w szkole tylko w weekendy :eviltong: W lipcu mogę pochodzić :D Przepraszam, że pytam, ale do jakiej Ty szkoły uczęszczasz? chounapa napisał(a):Ja nie mam nic do ludzi którzy mają niekastrowane zwierzęta i pilnują by zwierzęta te się nie mnożyły. Jednak gdybym miała psa na DT w wieku odpowiednim do kastracji, sama bym go ciachnęła dla pewności. Gdybym oddała młodego psa, raczej wpis taki w umowie by się znalazł. Z reguły ludziom nie ufam, więc wolę jak najlepiej się zabezpieczyć :). Lilo będzie wykastrowana dla jej spokoju, mojego spokoju, bezpieczeństwa i by zminimalizować ryzyko chorób układu rodnego. Chyba że przed kastracją pojawią się jakieś przeciwwskazania. Ten wymóg rozumiem, ale niektóre faktycznie niestety bywają jak z kosmosu :roll: Mimo wszystko umowa i wizyta przedadopcyjna to coś, czego bym nie podarowała, bo ktoś nie lubi obcych w domu. Zawsze się tego pilnowałam w przypadku szczurów, które oddawałam. Mam cały segregator umów o szczurki, z których wiele już dawno nie żyje i czuje się z tego powodu pewniej. Zdarzyło mi się również powołać na umowę i odebrać 2 szczury z domu który średnio wypalił. Fakt, że ta osoba prawdopodobnie by nie robiła problemów z odbiorem bez umowy, ale umowa była i się na nią powołałam. W Twoim przypadku akurat czas był wrogiem, więc oby nie było przykrych niespodzianek. Ja trzymam kciuki :) To myślę, że mamy podobnie. Ja zawsze byłam zwolenniczka sterylizacji wszystkich niehodowlanych suk, ale ostatnio sporo czytam o złych wpływach ciachnięcia na zdrowie suki i szczerze mówiąc, mój entuzjazm oklapł. OK, akurat tu mamy inne podejście. Dla mnie wizyta jest po prostu czymś zbędnym, zamiast tego wolałabym właśni wspólny spacer, podczas którego zobaczą zachowanie psa. Z kolei spotkałam się w niektórych fundacjach, że specjalnie nie zabierają psa do adopcji na wizytę przed/a do zainteresowanego, zupełnie tego pojąć nie umiem... Tak, wszystko przez ten czas. Nie miałam czasu myśleć o czymkolwiek. Nie chciałam by trafiła do schrona, bo tam - też niesterylizowana - mogłaby trafić na łańcuch i już kompletnie nie wiedziałabym kto jest jej właścicielem... Tak btw. podobno ten domek zaglądał regularnie do tego schrona, do którego miała trafić i podglądał jego stronę w celu znalezienia dla siebie suczki husky. I faktycznie od przez ostatnie 2 miesiące tam nie było ani jednej. Dlatego myślę, że i tak by natrafili na młodą i ją adoptowali. Z tą różnicą, że wtedy nie wiedziałabym kim jest DS. Teraz przynajmniej wiem. Żeby nie było - ja nie chcę się tłumaczyć. Uważam, że głupio zrobiłam, bez namysłu itd. Jednak cała ta sprawa byla pokręcona, a dziewczyny z fundacji tak naprawdę nie ruszyły palcem oprócz udostępniania suki i rzucaniem złotymi radami już po adopcji, że mogłam się wstrzymać aż wyślą umowę, ale przecież one mają własne życie i nie miały czasu... I nagle pojawiły się pytania do mnie dlaczego wybrałam ten domek, na jakiej podstawie... To smutne, poczułam się głupio, tym bardziej, że wiedziały dobrze, że mnie czas goni. Dlatego na chwilę obecną stwierdzam jedno - dopóki się nie przeprowadzę, nie będę DT, choćby awaryjnym. No błagam, jestem jeszcze głupim dzieckiem, skąd mam wiedzieć jak od A do Z poprowadzić adopcje! Zwłaszcza, że rodzinie zależało by wypchnąć psa komukolwiek i przeszkadzała zamiast pomagać :( Nadal uważam, że suka fajnie trafiła. Młodzi, kontaktowi ludzie, którzy są pozytywnie zakręceni. Quote
*Magda* Posted May 27, 2014 Posted May 27, 2014 W sprawie adopcji jestem zielona, więc się nie wypowiadam :) Ale powiem chociaż "dobry wieczór" :) Quote
Majkowska Posted May 27, 2014 Posted May 27, 2014 (edited) Dubel ;) Sory ;) Edited May 27, 2014 by Majkowska Quote
Ty$ka Posted May 27, 2014 Author Posted May 27, 2014 [quote name='magdabroy']W sprawie adopcji jestem zielona, więc się nie wypowiadam :) Ale powiem chociaż "dobry wieczór" :) Dobry wieczór :) Majkowska, dubel? ;) Bo komentarz identyczny jak wyżej. :D Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.