Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

magdabroy napisał(a):
A nie da się przekonać rodziców, żeby dołączył do Morusa?

Rodzice to rodzice... Koło mnie jest sporo kotów, z 15 jak nic można doliczyć. Wszystkie mieszkają ciągle na zewnątrz, na mrozie, chodzą głodne, kilka zostało zagryzionych przez psy, ostatnio też spod topniejącego śniegu wyłoniły się zamarznięte zwłoki... :shake:. To wszystko to koty sąsiadów. Najpierw mieli jednego, później drugiego i tak wyszło 15... I kolejna kotka jest w ciąży z tego co widziałam. Niedługo mają nas wysiedlać... Pytałam na miau co się stanie z tymi kotami, co mam robić itd. Odpowiedzieli mi, że "nie chcę wiedzieć co z nimi będzie". Prosiłam, błagałam mamę, ale jest nieugięta... :roll:. Nic mnie bardziej nie wkurza jak taka bezsilność...


A, no... a my się witamy, bo czas najwyższy poodwiedzać inne galerie :).

Posted

magdabroy napisał(a):
A nie da się przekonać rodziców, żeby dołączył do Morusa?


Gezowa napisał(a):
Rodzice to rodzice... Koło mnie jest sporo kotów, z 15 jak nic można doliczyć. Wszystkie mieszkają ciągle na zewnątrz, na mrozie, chodzą głodne, kilka zostało zagryzionych przez psy, ostatnio też spod topniejącego śniegu wyłoniły się zamarznięte zwłoki... :shake:. To wszystko to koty sąsiadów. Najpierw mieli jednego, później drugiego i tak wyszło 15... I kolejna kotka jest w ciąży z tego co widziałam. Niedługo mają nas wysiedlać... Pytałam na miau co się stanie z tymi kotami, co mam robić itd. Odpowiedzieli mi, że "nie chcę wiedzieć co z nimi będzie". Prosiłam, błagałam mamę, ale jest nieugięta... :roll:. Nic mnie bardziej nie wkurza jak taka bezsilność...


A, no... a my się witamy, bo czas najwyższy poodwiedzać inne galerie :).

Dziewczyny, z jednej strony jest faktycznie jak mówi Gezowa (bardzo ciepło Cię witam :) ) - moi Rodzice są nieugięci, dwa psy to dla nich za dużo jednak. Inna kwestia to wzięcie odpowiedzialności za to wszystko. Moi Rodzice nie śpią na pieniądzach, nie jesteśmy biedni, no ale... ale musimy z wielu rzeczy rezygnować (mnie np. głupio jest kupować coś sobie, na zakupy ciuchowe idę raz na pół roku, a i to latam po bazarach, bo szkoda mi kasy na markowe rzeczy), a nas jest dość dużo.. My, czyli 6 dorosłych osób (no okej, nasza trójka jeszcze nie, ale mamy potrzeby już jak dorośli, a nawet większe, bo niedługo idziemy na studia, dość drogo wychodzi nasze utrzymanie) + pies, 2koty, królik i szynszyla. To jest dużo. A jeszcze w tym roku dochodzi sterylizacja Milki, Ali non stop choruje i tygodniowo przez ostatnie miesiąca wydajemy 100zł na leczenie (około, czasem więcej, czasem mniej), moi Rodzice też podupadli na zdrowiu... Podejrzewam, że kolejne zwierzę, nawet tak niewielkie i bezproblemowe jak Bryś (bo tak został ochrzczony) byłby już obciążeniem. Trzeba patrzeć też w przód - za 3lata wyjadę na studia. Nie wiem jeszcze gdzie, ale wiem, że jestem trocha ograniczona przez psa. Pojechać z dwoma to już pewien kłopot, a szczególnie na ten kierunek, który chcę - ciągle będę praktycznie na wyjazdach, po studiach to już w ogóle. Nie wykluczam opcji wyjazdu za granicę. Nie mogę obarczyć Rodziców jeszcze opieką nad psami. Bo wiem, że koty i szynszyla z nimi zostaną. Nie wiem co z królikiem - czy uda się mojemu Bratu wyjechać z nim do Anglii. Tak czy inaczej, patrząc na to, co robią dla nas, egoizmem z mojej strony byłoby wzięcie Brysia. Na tymczas możliwe, że nie, ale mniemam, że skoro się już teraz mi podoba i się w nim zakochałam, to by został na stałe. A na to pozwolić sobie nie mogę. Nie teraz. W ogóle coraz bardziej zastanawiam się czy w przyszłości spełni się moje marzenie o dwóch psach. Albo pies w ogóle. Trudne to wszystko, ale ja trzymam się zasady, że wolę nie mieć nic, gdybym przez tą decyzję miałam kogokolwiek skrzywdzić.

Gezowa, mam nadzieję, że będziesz się u mnie dobrze bawić. Choć tu bardziej jest nagadane niż nafocone, ale jednak uważam, że mili ludzie są, to i fajna atmosferka :)

unikatowydiament napisał(a):
hej,miłego weekendu:)


phase napisał(a):
Hej Tysiaczki moje. :loveu:


Klaudia&Aza napisał(a):
Hej :):):)


Sonka95 napisał(a):
Hejka w wietrzny dzionek :)

Hej Moje Kochane.
Wiecie co, takiej Sybierii to jeszcze nie mieliśmy! Non stop pada. Zaspy są już większe ode mnie. Jeszcze rano było widać Morusa na dworze, ale o 9 zaspy przerastały jego samego. :lol: Więc zamieszkał w domu. Ja natomiast spędziłam piąteczek w domu. Miałam dzisiaj jechać na Dni Otwarte, ale drogi zasypało tak, że wszystkie busy odwołane. Nie poszłam też do szkoły, bo i po co na siłe dostawać jedynkę - dzisiaj sprawdzian, a ja nic nie umiałam :P Mój Brat do domu wrócił o 12, bo było mało ludzi w szkole. Z jego klasy tylko 6 osób, w tym on ;) Zresztą w południe widoczność z okna malała z minuty na minutę: w moim pokoju okna były zasypane do połowy. I są nadal. ;) Ale ja nie o tym... Bo dzieki temu, że kundel był w domu mogłam z nim poćwiczyć. W końcu zaczyna mi się naprawdę niemal idealnie dostawiać do nogi, w dodatku już podczas pracy nie ma ochoty na pasienie Milki, co było do tej pory dość wielkim problemem. I pracujemy nad trupem :p Powoli jakoś nam idzie do przodu, za to wkurza mnie to, że dalej nie wie do czego służą mu tylne łapy. Ale mam na niego pomysł :siara: Jak nie pomoże to się zastrzelę. Albo uduszę go własnoręcznie. W każdym razie wybiorę mniejsze zło :lol: Mniejsza o to. ;ppp Mam nadzieję, że nas nie zasypie całkowicie. Bo to nudne jest. Przez cały dzień czytałam Terakowską, to na przemian pomagałam w domu i mordowałam psa. Endy? Endy cały dzień przespał. I z wielką obrazą zmusił się do wysikania w kuwecie :lol: Milka za wszelką cenę chciała wyjść na dwór, więc... ubrałam się ciepło i z nią poszłam na tą zawieruchę. Wsadziłam na sam środek zaspy i od razu się zapadła :lol: Szybciej wróciła do domu niż była na dworze. Więcej już nie darła ryja, że chce na dwór :siara: Ja za to musiałam. Tzn. nie drzeć ryja (choć akurat drcie ryja to moje całe JA), ale wychodzić na dwór. Odśnieżałam trochę, choć to wiele nie dawało - po chwili znów wszystko było zasypane... Cóż, jednak bez tej syzyfowej pracy nie zdołaliby Rodzice wjechać samochodem. O dziwo, Morus mi ani razu nie pomagał przy odśnieżaniu. Raz go siłą wypchnęłam na dwór, to siedział jak zmaltretowany pies i walczył z żywiołem. Jego sierść w połączeniu z silnym wiatrem zrobiły z niego paralotnię i biedak odrywał się od ziemi :evil_lol: Dzisiaj też nie skakał w zaspy, chodził tylko po odsnieżonym - cóż, nie dziwię się, od razu by go ne było widać ;). Jednak raz się rozpędził i myśląc, że ten kawałek jest odśnieżony pobiegł. I od razu rozcapierzył łapy, drąc się do mnie "ratunku, tonę!". A nie dobra Ty$ka stała, gapiła się na spanikowanego psa, próbującego się wydostać z zaspy i się śmiała :diabloti: Zaraz jednak mu pomogłam. Już więcej z domu nie wyszedł tego dnia, nawet nie pomagało hasło spacerek. A szkoda, bo miałabym niezły ubaw, gdyby walczył z żywiołem :eviltong:
W tym całym śmiechu jednak... jednak krył się smutek. Ano taki, że Bryś nie ma tak dobrze. Nie ma ciepłego domu. Ma tylko tą prowizoryczną budę, którą pewnie już rwano zasypało. Boję się o niego. Boję się zobaczyć co u niego ani kogokolwiek o to zapytać... oby moje przeczucia mnie myliły...

Posted

Szkoda, że tak się układa życie i nie można mieć tego co się pragnie :(
Wiem co to znaczy wychować się w biednej rodzinie ;) Sama mam 3 braci i siostrę i wiele kosztowało rodziców nasze kształcenie itp. :roll:

Posted

magdabroy napisał(a):
Szkoda, że tak się układa życie i nie można mieć tego co się pragnie :(
Wiem co to znaczy wychować się w biednej rodzinie ;) Sama mam 3 braci i siostrę i wiele kosztowało rodziców nasze kształcenie itp. :roll:

Ale jak to nas uczy cierpliwości i cieszenia się z tego, co się ma :)
Ja np. dzięki temu nie widzę sensu kupowania drogich rzeczy, by poczuć się kimś. Jeszcze w ogóle nie byłam za granicą, ale dzięki temu otworzyły mi się oczy na piękno naszej ojczyzny ;) A przede wszystkim mam kochającą rodzinę i wspaniałych Rodziców. A to jest najwspanialsze, co może być :)

Posted

Ty$ka napisał(a):
Ale jak to nas uczy cierpliwości i cieszenia się z tego, co się ma :)
Ja np. dzięki temu nie widzę sensu kupowania drogich rzeczy, by poczuć się kimś. Jeszcze w ogóle nie byłam za granicą, ale dzięki temu otworzyły mi się oczy na piękno naszej ojczyzny ;) A przede wszystkim mam kochającą rodzinę i wspaniałych Rodziców. A to jest najwspanialsze, co może być :)


Ja też nigdy nie miałam firmowych rzeczy i żyję ;) Nawet teraz, choć mnie stać, to nie kupuję firmówek, bo szkoda mi kasy :oops: Theosiowi też kupuję ubranka w tanich sklepach, bo i tak szybko z nich wyrasta ;) Ma jedną bluzkę z Mexx'a, ale tylko dlatego, że dostał ją w prezencie :)
Ja kooooooooooocham polskie morze :loveu: Byłam nad morzem niemieckim, holenderskim i belgijskim ;) Ale to polskie kocham :loveu:

Posted

Ty$ka napisał(a):
Dziewczyny, z jednej strony jest faktycznie jak mówi Gezowa (bardzo ciepło Cię witam :) ) - moi Rodzice są nieugięci, dwa psy to dla nich za dużo jednak. Inna kwestia to wzięcie odpowiedzialności za to wszystko. Moi Rodzice nie śpią na pieniądzach, nie jesteśmy biedni, no ale... ale musimy z wielu rzeczy rezygnować (mnie np. głupio jest kupować coś sobie, na zakupy ciuchowe idę raz na pół roku, a i to latam po bazarach, bo szkoda mi kasy na markowe rzeczy), a nas jest dość dużo.. My, czyli 6 dorosłych osób (no okej, nasza trójka jeszcze nie, ale mamy potrzeby już jak dorośli, a nawet większe, bo niedługo idziemy na studia, dość drogo wychodzi nasze utrzymanie) + pies, 2koty, królik i szynszyla. To jest dużo. A jeszcze w tym roku dochodzi sterylizacja Milki, Ali non stop choruje i tygodniowo przez ostatnie miesiąca wydajemy 100zł na leczenie (około, czasem więcej, czasem mniej), moi Rodzice też podupadli na zdrowiu... Podejrzewam, że kolejne zwierzę, nawet tak niewielkie i bezproblemowe jak Bryś (bo tak został ochrzczony) byłby już obciążeniem. Trzeba patrzeć też w przód - za 3lata wyjadę na studia. Nie wiem jeszcze gdzie, ale wiem, że jestem trocha ograniczona przez psa. Pojechać z dwoma to już pewien kłopot, a szczególnie na ten kierunek, który chcę - ciągle będę praktycznie na wyjazdach, po studiach to już w ogóle. Nie wykluczam opcji wyjazdu za granicę. Nie mogę obarczyć Rodziców jeszcze opieką nad psami. Bo wiem, że koty i szynszyla z nimi zostaną. Nie wiem co z królikiem - czy uda się mojemu Bratu wyjechać z nim do Anglii. Tak czy inaczej, patrząc na to, co robią dla nas, egoizmem z mojej strony byłoby wzięcie Brysia. Na tymczas możliwe, że nie, ale mniemam, że skoro się już teraz mi podoba i się w nim zakochałam, to by został na stałe. A na to pozwolić sobie nie mogę. Nie teraz. W ogóle coraz bardziej zastanawiam się czy w przyszłości spełni się moje marzenie o dwóch psach. Albo pies w ogóle. Trudne to wszystko, ale ja trzymam się zasady, że wolę nie mieć nic, gdybym przez tą decyzję miałam kogokolwiek skrzywdzić.

Gezowa, mam nadzieję, że będziesz się u mnie dobrze bawić. Choć tu bardziej jest nagadane niż nafocone, ale jednak uważam, że mili ludzie są, to i fajna atmosferka :)

Ja lubię dużo gadania :diabloti:.
Masz bardzo rozsądne podejście w takiej sytuacji :). Wiem, ze ci żal pieska, ja też jak pomyślę o tylu bidach w taką pogodę i mrozy, to aż mnie serducho ściska... Do teraz pluję sobie - przepraszam za określenie - w mordę, bo nasza "hodowczyni" (raczej pseudo, bo na miano hodowcy nie zasługuje... :roll:) sprzedawała matkę mojego młodziaka za 300 zł "przez problemy rodzinne". Bez sterylki, bez niczego. Jak zadzwoniłam i zapytałam czy ogłoszenie aktualne, usłyszałam babę całą w skowronkach "Nie, już nie, zamieszkała z panem, który miał kiedyś pieska". Jaka w tym moja wina? Ano taka, że mogłam dzwonić od razu jak zobaczyłam ogłoszenie, a nie następnego dnia... może bym się załapała. Wzięłabym sukę i znalazłabym jej nowy dom, ale przed tym bym ją wysterylizowała... Żeby mieć pewność :roll:. Pieniędzy też za dużo nie mam, więc pewnie by to potrwało, ale wahałam się głównie dlatego, że myślałam o tym w kontekście "nie jestem gotowa na drugiego psa", zamiast "poszukam jej DT" :shake:.
Ty$ka napisał(a):
Hej Moje Kochane.
Wiecie co, takiej Sybierii to jeszcze nie mieliśmy! Non stop pada. Zaspy są już większe ode mnie. Jeszcze rano było widać Morusa na dworze, ale o 9 zaspy przerastały jego samego. :lol: Więc zamieszkał w domu. Ja natomiast spędziłam piąteczek w domu. Miałam dzisiaj jechać na Dni Otwarte, ale drogi zasypało tak, że wszystkie busy odwołane. Nie poszłam też do szkoły, bo i po co na siłe dostawać jedynkę - dzisiaj sprawdzian, a ja nic nie umiałam :P Mój Brat do domu wrócił o 12, bo było mało ludzi w szkole. Z jego klasy tylko 6 osób, w tym on ;) Zresztą w południe widoczność z okna malała z minuty na minutę: w moim pokoju okna były zasypane do połowy. I są nadal. ;) Ale ja nie o tym... Bo dzieki temu, że kundel był w domu mogłam z nim poćwiczyć. W końcu zaczyna mi się naprawdę niemal idealnie dostawiać do nogi, w dodatku już podczas pracy nie ma ochoty na pasienie Milki, co było do tej pory dość wielkim problemem. I pracujemy nad trupem :p Powoli jakoś nam idzie do przodu, za to wkurza mnie to, że dalej nie wie do czego służą mu tylne łapy. Ale mam na niego pomysł :siara: Jak nie pomoże to się zastrzelę. Albo uduszę go własnoręcznie. W każdym razie wybiorę mniejsze zło :lol: Mniejsza o to. ;ppp Mam nadzieję, że nas nie zasypie całkowicie. Bo to nudne jest. Przez cały dzień czytałam Terakowską, to na przemian pomagałam w domu i mordowałam psa. Endy? Endy cały dzień przespał. I z wielką obrazą zmusił się do wysikania w kuwecie :lol: Milka za wszelką cenę chciała wyjść na dwór, więc... ubrałam się ciepło i z nią poszłam na tą zawieruchę. Wsadziłam na sam środek zaspy i od razu się zapadła :lol: Szybciej wróciła do domu niż była na dworze. Więcej już nie darła ryja, że chce na dwór :siara: Ja za to musiałam. Tzn. nie drzeć ryja (choć akurat drcie ryja to moje całe JA), ale wychodzić na dwór. Odśnieżałam trochę, choć to wiele nie dawało - po chwili znów wszystko było zasypane... Cóż, jednak bez tej syzyfowej pracy nie zdołaliby Rodzice wjechać samochodem. O dziwo, Morus mi ani razu nie pomagał przy odśnieżaniu. Raz go siłą wypchnęłam na dwór, to siedział jak zmaltretowany pies i walczył z żywiołem. Jego sierść w połączeniu z silnym wiatrem zrobiły z niego paralotnię i biedak odrywał się od ziemi :evil_lol: Dzisiaj też nie skakał w zaspy, chodził tylko po odsnieżonym - cóż, nie dziwię się, od razu by go ne było widać ;). Jednak raz się rozpędził i myśląc, że ten kawałek jest odśnieżony pobiegł. I od razu rozcapierzył łapy, drąc się do mnie "ratunku, tonę!". A nie dobra Ty$ka stała, gapiła się na spanikowanego psa, próbującego się wydostać z zaspy i się śmiała :diabloti: Zaraz jednak mu pomogłam. Już więcej z domu nie wyszedł tego dnia, nawet nie pomagało hasło spacerek. A szkoda, bo miałabym niezły ubaw, gdyby walczył z żywiołem :eviltong:
W tym całym śmiechu jednak... jednak krył się smutek. Ano taki, że Bryś nie ma tak dobrze. Nie ma ciepłego domu. Ma tylko tą prowizoryczną budę, którą pewnie już rwano zasypało. Boję się o niego. Boję się zobaczyć co u niego ani kogokolwiek o to zapytać... oby moje przeczucia mnie myliły...

O matko, prawdziwa Syberia :). U nas nie jest aż tak źle, ale śniegu też sporo napadało. Przynajmniej młody miał zabawę jak pańcia lepiła różne figury, a mała menda z wielką radością je rozwalała :diabloti:.

Posted

Z drugim psem to u mnie jest dokładnie taka sama sytuacja. Chociaż już zlekka wkurzyła mnie wczorajsza awantura o... chomika, którego chce mój brat ;) Ale jak się wyprowadzimy od babci to pewnie będzie lepiej :shake:
Pogody nie zazdroszczę, u nas dzisiaj sloneczko świeci :D Zimno jest, ale śniegu za dużo nie ma. ale ma jeszcze padać :lol:
A jak tam Milka, wychodzisz z nią na spacery? Pomogło?

Posted

Gezowa napisał(a):
Ja lubię dużo gadania :diabloti:.
Masz bardzo rozsądne podejście w takiej sytuacji :). Wiem, ze ci żal pieska, ja też jak pomyślę o tylu bidach w taką pogodę i mrozy, to aż mnie serducho ściska... Do teraz pluję sobie - przepraszam za określenie - w mordę, bo nasza "hodowczyni" (raczej pseudo, bo na miano hodowcy nie zasługuje... :roll:) sprzedawała matkę mojego młodziaka za 300 zł "przez problemy rodzinne". Bez sterylki, bez niczego. Jak zadzwoniłam i zapytałam czy ogłoszenie aktualne, usłyszałam babę całą w skowronkach "Nie, już nie, zamieszkała z panem, który miał kiedyś pieska". Jaka w tym moja wina? Ano taka, że mogłam dzwonić od razu jak zobaczyłam ogłoszenie, a nie następnego dnia... może bym się załapała. Wzięłabym sukę i znalazłabym jej nowy dom, ale przed tym bym ją wysterylizowała... Żeby mieć pewność :roll:. Pieniędzy też za dużo nie mam, więc pewnie by to potrwało, ale wahałam się głównie dlatego, że myślałam o tym w kontekście "nie jestem gotowa na drugiego psa", zamiast "poszukam jej DT" :shake:.

O matko, prawdziwa Syberia :). U nas nie jest aż tak źle, ale śniegu też sporo napadało. Przynajmniej młody miał zabawę jak pańcia lepiła różne figury, a mała menda z wielką radością je rozwalała :diabloti:.

To powinnaś się tutaj bardzo dobrze czuć :lol:
Rozsądek to moje drugie imię niestety :P Czasem za bardzo jestem spokojna, opanowana i rozsądna - brakuje we mnie impulsu, stąd ciężko mi podjąć jakąkolwiek decyzję :roll: Z drugiej strony jak ją podejmę, to rzadko się zdarza, że żałuję :) I uważam, że takie postępowanie jest słuszne - nie można mieć wszystkiego, liczy się dobro obecnych zwierząt i nasze, reszta idzie na dalszy plan. Ooo, mój kochany temat :loveu: Jak ja kocham ZKwP :loveu: :loveu: No cóż... szkoda suki, ale już teraz nic nie zrobisz - możesz ew. postarać się poszukać gdzie niuńka poszła i nawiązać kontakt z domkiem, ale to trochę brzmi jak jakaś baśń ;P.

A żebyś wiedziała, że Syberia :) Od dwóch dni w końcu jednak mamy słooońce, a dzięki temu już widzę cokolwiek przez okna :lol: Śnieg trochę się stopił, ale nadal jest większy od Morusa, a zaspy bywają większe i ode mnie. Dzisiaj nie byliśmy na spacerze, przyznam bez bicia, ale byłam na dworze z kundlem przez dłuższy czas i chodziłam po zaspach sięgających mi do pasa :eviltong: I wołałam Morusa. A ten debil szedł i się zapadał :evil_lol: Najlepsze było, gdy skoczył z impetem za ptakiem na górę śniegu i... i nagle zniknął z oczu. Na jego miejscu pojawił się duuuży dół, a w nim mój kochany piesecek :loveu: Tak się zmęczył po tym zmaganiu śnieżnym, że na moją propozycję spaceru popatrzył jak na debilkę :siara:

rashelek napisał(a):
Z drugim psem to u mnie jest dokładnie taka sama sytuacja. Chociaż już zlekka wkurzyła mnie wczorajsza awantura o... chomika, którego chce mój brat ;) Ale jak się wyprowadzimy od babci to pewnie będzie lepiej :shake:
Pogody nie zazdroszczę, u nas dzisiaj sloneczko świeci :D Zimno jest, ale śniegu za dużo nie ma. ale ma jeszcze padać :lol:
A jak tam Milka, wychodzisz z nią na spacery? Pomogło?

Chomiki... u mnie też były o nie awantury. O każdego . Okazało się, że moja Babcia i Mama brzydzą się widokie gryzoni, ale mój szantaż pomógł - mówiłam, że jak nie chomik to przywlokę ptasznika. Zawsze pomagało :diabloti: Aczkolwiek ja już więcej nie chciałabym chomików - tak czy inaczej życze powodzenia dla Twojego brata ;)
Zresztą przez Milkę przeszły mi koty :mad: Minimum kilka razy dziennie mam ochotę ją zatłuc, nieraz już poważnie myślałam o wywaleniu ją na zbity pysk dna ulicę :diabloti: Wychodzenie może i pomoże, bo zawsze gdy chce kuu drze ryja i biegnie w stronę okna, ale jest zimno, a kotek tego nie lubi... Ilekroć jest wypychana (ze mną) na dwór, tak szybko wraca do domu. I s.a, gdzie właśnie stoi. Czy to przy łóżku, czy to w kuchni, czy w swojej misce, czy na stole, czy za telewizorem. Wszędzie, ale nigdy w kuwecie! Bo to przecież nie przystaje na kota! :angryy::roll: I naprawdę szlag mnie trafia. Zresztą nie tylko mnie. Co mnie podkusiło by ją wziąć?! Jedno jest już pewno - NIGDY WIĘCEJ KOTA! :p Bo jak wszystkie poprzednie były w miarę normalne (owszem, niektóre miały swoje zafiskowania i wady jak sikanie, gdzie się da), ale Milka przekracza wszystkie granice! ;pp

Posted

Sonka95 napisał(a):
U mnie też drugi pies nie wchodzi w grę przynajmniej puki mieszkam z rodzicami :-(
Dzisiaj znowu było słoneczko , ale śniegu nie ubywa :roll:

Ale to może i dobrze... co by nasze pupile powiedziały o konkurencji do pieszczot :razz:
Heheh... u nas W KOŃCU od dwóch dni wyszło słońce! :multi:

Patik napisał(a):
U mnie trzeci pies też nie wchodzi w grę :evil_lol:
chociaż marzy mi się taki DON'ek :loveu:
pozdrawiamy :-D

Trzeci :PPP
A mi..... a mi... a mi nie wiem co :-( Tzn. wiem, ale nie mam na niego warunków :P (w budzie go nijak nie widzę).
My też :-D

unikatowydiament napisał(a):
hej w słoneczną niedzielę:smile:


Izabela124. napisał(a):
Hejka gaduły :smile:

Hej, witajcie :smile:

Posted

Co do Milki, to nie napawa optymizmem :shake: Skoro nawet dworowanie na nią nie działa, to już zupełnie nie mam pomysłu co by tu zrobić... I nie chcę być złym prorokiem, ale pewnie Twojej babci czy rodzicom może pęknąć żyła w końcu. U mnie się tak skończyło, jak przyniosłam megazapchloną i histeryczną kotkę do domu - pewnego dnia wróciłam ze szkoły, a ona już była u kogoś...

Posted

Ty$ka napisał(a):
Ale to może i dobrze... co by nasze pupile powiedziały o konkurencji do pieszczot :razz:
Heheh... u nas W KOŃCU od dwóch dni wyszło słońce! :multi:


Sonia to rzeczywiście mogłaby być troszkę zazdrosna o pieszczoty , jedzonko i zabawki :diabloti:

Posted

rashelek napisał(a):
Co do Milki, to nie napawa optymizmem :shake: Skoro nawet dworowanie na nią nie działa, to już zupełnie nie mam pomysłu co by tu zrobić... I nie chcę być złym prorokiem, ale pewnie Twojej babci czy rodzicom może pęknąć żyła w końcu. U mnie się tak skończyło, jak przyniosłam megazapchloną i histeryczną kotkę do domu - pewnego dnia wróciłam ze szkoły, a ona już była u kogoś...

Czekamy cierpliwie na wiosnę, w niej zostaje nadzieja. Jak to nie pomoże, to niestety też obawiam się, że skończy się oddaniem Milki. Cóż, już teraz są niezłe awantury o Milkę, charakter ma extra, ale jej wybuchowość i sralność przekracza wszelkie granice. A jeszcze uwielbia drapać ludzi po szyi i twarzy, i wyglądam jak siedem nieszczęść - jestem nieźle pocharatana. Tyle dobrze, że coraz słabszą alergią na nią reaguję, to jakiś zawsze plus. No, ale cierpliwość nasza powoli się kończy, początkowa radość, przemieniła się w horrorek. Oby wiosna była naszym zbawcą, bo mimo wszystko kocham tą zarazę. ;)

Sonka95 napisał(a):
Sonia to rzeczywiście mogłaby być troszkę zazdrosna o pieszczoty , jedzonko i zabawki :diabloti:

O, Morus to nie tylko trochę :lol:

Posted

dOgLoV napisał(a):
a tu znowu nagadane i nagadane ;)

dzień dobry ;)

Powiedziała Ta, która zawsze ma cicho i spokojnie w galerii :siara: 8)
Doberek, doberek :)

Posted

Tego też się spodziewałam, że już niektórym nerwy puszczają i masz w domu przez nią przekichane. Ale z drugiej strony ciężko się dziwić, no bo ile można ;) Ale mam nadzieję, że z wiosną przyjdzie jakaś poprawa i czegoś się potwór nauczy w końcu!

Posted

rashelek napisał(a):
Tego też się spodziewałam, że już niektórym nerwy puszczają i masz w domu przez nią przekichane. Ale z drugiej strony ciężko się dziwić, no bo ile można ;) Ale mam nadzieję, że z wiosną przyjdzie jakaś poprawa i czegoś się potwór nauczy w końcu!

Mnie samej puszczają, a przecież do Milki od samego początku miałam ogromną cierpliwość (bo inaczej w nerwicę bym wpadła :diabloti:). Dzisiaj, przed szkołą, znalazłam kupsko koło mojego biurka :mdleje: Ona serio sra tam, gdzie właśnie stoi :roll: Nie przeszkadza jej też robić w miejscu, gdzie je, czasem narobiła do miski... :roll: A teraz właśnie drze ryja, że chce na dwór... :diabloti: Oczywiście chce, ale tak, by było ciepło, jak się jej otworzy okno i mówi "Idź i nie wracaj aż nie znajdziesz mózgu" to od razu zwiewa do drugiego pokoju, bo jej zimno :lol: Zresztą samej bym jej nie puściła, gdybym wiedziała, że zamiast ucieczki wybiegnie na parapet (by potem zejść po budzie kundla na ogród).

A ja straciłam głos. Akurat teraz, gdy właśnie będzie Misterium. A ja pracuję głosem. Po prostu świetnie :diabloti: Tyle godzin prób i straconych dni (i nerwów :P) na nic. Jednak cicho liczę na to, że do niedzieli głos mi wróci. Oby...
Dzisiaj mi na chwilę głos wrócił, ale polazłam z kundlem na spacer i spotkaliśmy jego klona, z tymże jeszcze szczyla. Potem dołączył do nas Ciapek (sam... :roll:) i zaczął być gwałcony przez Klona, zresztą do Morusa też się dobierał... Morusek więc pokazał ząbki Klonowi, że nikt nie ma prawa ruszyć jego i jego kumpli. Ten jednak nic sobie nie zrobił, kilka razy kundliszon pokazywał zęby i go ustawiał, aż w końcu - widząc, że bez rezultatu - rzucił się na niego i przyglebił go, jeszcze wżynając ząbki w jego cielsko. No i się zaczęła jatka, bo Klon nie chciał ustąpić. I wtedy wydarłam się ja. Od razu zaistniał spokój (tzn. Klon został z Ciapkiem i dalej go gwałcił, a Morus poszedł ze mną, już nie bronił kumpla), ale ja przepłaciłam to ponowną utratą głosu. Ekstra. Mówiłam już, że kocham nastoletnich gwałcicieli? :loveu:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...