Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='rashelek']Eh wspominki :loveu: Perła mnie ujęła, a szczeniaczki miała po prostu przepiękne![/QUOTE]
Lekiem na wszystko :D Perła to taki rozczochraniec był :lol: W dodatku akurat to pierwsze zdjęcie to było po ataku grzybicy, więc sierść jej odrastała :P
Fakt, papisie miała śliczne :loveu: :D

Posted

W sumie smutna historia, ale takich jest wiele ;) Ja miałam poprzednio tylko jednego psa, rottweilera Rymsa, umarł z powodu wątroby, trzeba było mu "pomóc" :( Nic nie jadł, a ciągle wymiotował, to było straszne.. Chociaż on nie był "kochanym" psem, w domu warczał na mnie i brata, ogólnie średnio sobie moja rodzina poradziła z jego wychowaniem :roll: Potem długo, długo nic, no i dopiero moja Luśka :loveu: Po drodze kilka przybłęd się przewijało, ale moja mama długo dojrzewała do posiadania kolejnego psa. A teraz są 4, więc trochę się odmieniło :evil_lol:

Ale to fajne, wspominać zwierzęta z naszej przeszłości ;) Szkoda, że tak krótko są z nami ..

Posted

[quote name='unikatowydiament']też uwielbiam wspomnienia,ale nie raz za często do nich uciekam,śliczne psiaki:)
Ja też kiedyś bardzo często wracałam, teraz staram się żyć teraźniejszością, ale różnie z tym bywa ;)

[quote name='Ptysiak']Jak fajnie :multi: znów mam co nadrabiać :multi::evil_lol:
Bardzo się cieszę :loveu: Specjalnie dla Ciebie pisaliśmy dużo :diabloti:

[quote name='Sonka95']Fajnie jest tak czasem powspominać :)
Bardzo. Jednak trzeba uważać, by się na historii nie zatrzymywać ; )

[quote name='phase']http://img16.imageshack.us/img16/6684/p1000427eh.jpg jaki duży klocek. :evil_lol:
I jeszcze taki inny niż pozostałe :evil_lol:

[quote name='zmierzchnica']W sumie smutna historia, ale takich jest wiele ;) Ja miałam poprzednio tylko jednego psa, rottweilera Rymsa, umarł z powodu wątroby, trzeba było mu "pomóc" :( Nic nie jadł, a ciągle wymiotował, to było straszne.. Chociaż on nie był "kochanym" psem, w domu warczał na mnie i brata, ogólnie średnio sobie moja rodzina poradziła z jego wychowaniem :roll: Potem długo, długo nic, no i dopiero moja Luśka :loveu: Po drodze kilka przybłęd się przewijało, ale moja mama długo dojrzewała do posiadania kolejnego psa. A teraz są 4, więc trochę się odmieniło :evil_lol:

Ale to fajne, wspominać zwierzęta z naszej przeszłości ;) Szkoda, że tak krótko są z nami ..
Tym bardziej, że człowiek za dziecka wiele do powiedzenia nie ma ;). Bardzo mi przykro z powodu rottka... U mnie po śmierci Perły nie miało być żadnego psa, a ja oczywiście nie mogłam się powstrzymać i krzyczałam, że chce haszczaka. I oto efekt - mam Morusa :loveu: W ogóle nie żałuję tej decyzji, on jest genialny :loveu: Nie wiem czy kiedyś trafię na tak cudownego czworonoga ;] Co do przybłęd... przed Perłą u nas były same przybłędy. Rudy był psem z lasu - ktoś go porzucił, mój Tato (jeszcze był nastolatkiem wtedy) go przygarnął, tak samo kundel w typie ONa, mnóstwo innych kundli, a ja jedynie co trochę pamiętam to przygarniętego podhalana, był wobec rocznej Tysi bardzo cierpliwy, mam zdjęcia jak pod nim przechodziłam i podobno zaglądałam mu w zęby ku przerażeniom rodziców :cool3:

Ano, bardzo fajnie. Choć trochę u mnie pozostaje pewien żal, że nie było się doskonałym opiekunem ;).

Posted

Biedne zwierzaki musiały znosić nasze uczenie się na błędach ;) Ja się tylko cieszę, że trafiłam na dogomanię, kiedy miałam Lukę i się dużo nauczyłam. Przedtem byłam głupia jak but :oops: Chociaż i potem też robiłam błędy, swego czasu byłam maniakalnym wyznawcą "pozytywnego wychowania" i dopiero Chibi mi uświadomiła, że się nie da tak całkiem pozytywnie z pieseczkami obchodzić :diabloti:
Moim zdaniem to ważne, żeby nie popełniać błędów z przeszłości, bo jej samej już nie zmienimy ;) A nasze zwierzaki, cóż, myślę, że i tak miały się dobrze w porównaniu z wieloma nieszczęśnikami na metrowych łańcuchach...

Ryms to była w ogóle dziwna sprawa, bo do 3 roku był świetnym psem, a jak był szczylem to mama woziła go ze mną w wózku :diabloti: A jak dojrzał to mu "odbiło" (tj. nie został wychowany, a był mocno dominującym i silnym psem) i skończyło się "dobropieskowanie". Ciężko się z nim żyło, ale mimo to moment jego śmierci bardzo przeżyłam, jak to dzieciak.. No, ale szkoda to rozdrapywać, ważne, żeby nasze psiaki teraz miały się dobrze :p

Posted (edited)

"Kurde... nie chce mi się", "Ale pies potrzebuje spaceru. Mnie też się przyda.", "Zimno jest, wieje jak cholera, a ja jestem przeziębiona - znów się rozłożę na parę tygodni...", "Ale znów przesiedzę w domu przy kompie, a tak...", "Jutro ma być bardzo ciepło, więc... - tak biłam się dzisiaj z myślami: iść na spacer, czy nie iść. Aż w końcu siadłam przy biurku, spojrzałam za okno, pomyślałam o tym, że muszę siąść do lekcji i problem został rozwiązany. "Oj, dupa. Idę z psem na spacer." I tak oto spakowawszy smakole, haszczaka, aparat i telefon wybraliśmy się na polankę. Właściwie to nie wiedziałam, co będziemy robić, nie chciało mi się kompletnie nic, a ślizgawica nie zachęcała mnie do biegania i robienia z siebie głupka. Tym bardziej, że miałam na sobie adidasy :diabloti: Zaczęło się. Musztra. OK. Spuściłam psa, dałam sygnał i... i on stał. "Ej no, co jest?" - nim zdążyłam skończyć tą myśl, Morus wydał okrzyk radości i zaczął się tarzać. Szedł krok i znów: na glebę. I znowu, i znowu. Kurde, mózg mu przymarzł. A właściwie miejsce, w którym POWINIEN mieć mózg, a wiemy przecież doskonale, że go tam nie ma. Chwilę dałam psu się wytarzać, ale szczerze to martwiłam się o to, że całkiem mu odbiło. Że nawet psychiatryk już nie pomoże. Zapobiegawczo zawołałam psa, dałam mu kilka sztuczek, nagrodziłam i puściłam wolno. Nagrodzenie smakołykami było błędem. Włączył mu się pier*ol. Zaczęłam się zastanawiać czy faktycznie są to smakołyki (a nuż pomyliłam opakowania i wzięłam maryśkę? :cool3:), powąchałam. Nic. No jak smakołyk. A idźcie no, psa straciłam. Przed moimi oczami przewija się Czarna Kula Debilizmu, a nie Morus. A mówią, że na starość pies poważnieje... Gdzie tam, Morus to wyjątek. Im starszy, tym bardziej ruchliwy, tym bardziej go nosi, tym bardziej chce się bawić... Za szczeniaka był o wiele spokojniejszy... Tej myśli nie skończyłam. Pies z impetem wskoczył na mnie, mając nadzieję, że dołączę do niego. Tego było dość! Dałam sygnał na wyciszenie. Kundel automatycznie się zatrzymał, ale kątem oka przyglądał się bawiącym się na pobliskim placu zabaw - chciał do nich dołączyć. -
-Siad, waruj, zostań, równaj, Równaj powiedziałam! No dobra, niech Ci będzie. Przy mnie. - piesek chodził wgapiony we mnie jak w obrazek. Aż w końcu jego upragniona komenda...
-Cudnie! OK! - Ok to komenda zwalniająca, ale kundel jeszcze czekał, liczył na coś więcej niż pochwałę słowną. I wtem, nieoczekiwanie... pańcia rzuciła mu haszczaka! Oczy mu się zaświeciły z podniecenia, biegał, tarzał, przewracał haszczaka przynosił, szarpał, mordował. :loveu: Na moje słowo oddał mi i czekał posłusznie na polecenia. Dałam siad-zostań, odbiegłam spory kawałek, rzuciłam zabawkę. Ufff, ani drgnął, choć był bardzo podniecony. Chwila prawdy. Cisza. Spojrzeliśmy się na siebie. Piesek czekał cierpliwie na sygnał zwalniający. Ledwie "OK" wyszło z moich ust, a torpeda wypruła już w kierunku haszczaka i go dorwała. Na spacerze wiele było takich chwil. Gdy byłam dumna z Morusa. Bo nakręcił się na haszczaka, ale dzięki Bogu nie stracił resztki mózgu i umiał się wyciszyć. Co przy piszczących dzieciach (!) i ukochanym pluszaku nigdy nie było do pomyślenia! Na spacerze wiele się szkoliliśmy, ale nigdy piesek nie przerywał zadań, choć miał taką ochotę. Choćby wtedy, gdy dzieci ciumkały (największy rozpraszacz, porównywalny do spanieli i beagli) czy haszczak poooooleciał w drugą stronę. Zawsze czekał na magiczne "OK" - i od razu wtedy biegł w swoją stronę. Zawsze sam się nagradzał dodatkowym tarzaniem. :cool3:
W końcu zmęczeni, wracaliśmy do domu. I spotkaliśmy kundla. Zrobiłam mu dwa zdjęcia raptem, dałam kilka smakołyków, ale przy tym jaki Morus miał wzrok. A jaką ulgę, gdy przekonał się, że ten kundel nie idzie z nami do domu. Bo Morus to pies towarzyski. Ale z pańcią się nie podzieli. Nigdy. :eviltong:

A teraz footy :P Aparat nie nadąża nad moim kochanym adhd (ach, w końcu mogę to powiedzieć - ostatnio naprawdę stał się adhd, ciężko mu ustać w miejscu :loveu:), więc większość zdjęć w statyce.

Jestem sobie głupi pies...


Ale jeszcze umiem spokojnie dreptać w stronę pańci


Jednak non stop udowadniam, że jestem nienormalny :diabloti:


Tam biegają dzieci, a ja nie mogę do nich dołączyć :(


Szczyt debilizmu :evil_lol: Czyli "mamo, mamo chwytałem śnieg w galopie i się wypier...potknąłem"

Edited by Ty$ka
Posted

"Ja już nie żyję! miałem wypadek, musisz mnie nieść" :siara:


"Dobra, żartowałem - się trochę potarzam"


I zabawa "Rozbieg - do pani - na panią - i po wywalonem pańci" :lol:




I z serii "Nie mam mózgu" odc. "Maaamo, język mi przymarzł do śniegu" 8)

Posted

Trochę powagi nie zaszkodzi ;PP




I tu zaczyna się męczenie haszczaka po szkoleniu :D



Na resztę zdjęć (czyli jeszcze jakieś 40 :D) musicie poczekać, jeszcze się wgrywają ;PP

Posted

[quote name='zmierzchnica']Biedne zwierzaki musiały znosić nasze uczenie się na błędach ;) Ja się tylko cieszę, że trafiłam na dogomanię, kiedy miałam Lukę i się dużo nauczyłam. Przedtem byłam głupia jak but :oops: Chociaż i potem też robiłam błędy, swego czasu byłam maniakalnym wyznawcą "pozytywnego wychowania" i dopiero Chibi mi uświadomiła, że się nie da tak całkiem pozytywnie z pieseczkami obchodzić :diabloti:
Moim zdaniem to ważne, żeby nie popełniać błędów z przeszłości, bo jej samej już nie zmienimy ;) A nasze zwierzaki, cóż, myślę, że i tak miały się dobrze w porównaniu z wieloma nieszczęśnikami na metrowych łańcuchach...

Ryms to była w ogóle dziwna sprawa, bo do 3 roku był świetnym psem, a jak był szczylem to mama woziła go ze mną w wózku :diabloti: A jak dojrzał to mu "odbiło" (tj. nie został wychowany, a był mocno dominującym i silnym psem) i skończyło się "dobropieskowanie". Ciężko się z nim żyło, ale mimo to moment jego śmierci bardzo przeżyłam, jak to dzieciak.. No, ale szkoda to rozdrapywać, ważne, żeby nasze psiaki teraz miały się dobrze :p[/QUOTE]

Ano racja. Ja przed wzięciem M. niby dużo czytałam o psach, ale tyle błędów popełniłam, że jednak wielka rozpacz mnie ogarnia. Musiałam trochę poodkręcać, ale są takie rzeczy, z którymi będziemy się zmagać do końca życia. Ja ze strasznego alfa, czyli "pokazywanie szczylowi gdzie jego miejsce" (okropny błąd), przeszłam na "Każdemu psa można klikać" - jednak i u mnie pies zweryfikował poglądy ;). Nie jestem pozytywna, ale też daleka do tłamszenia pieska. Po prostu uważam, że z psem - czy ktoś chce, czy nie - tworzymy stado i musi wiedzieć, gdzie jego miejsce, ale pokazuję to nie brutalnie, ale tak, jak oczekuje tego ode mnie mój kundel ;). Staram się go czytać, rozmawiać z nim itd. Owszem, podczas nauki nowej rzeczy tiutiam na psa i nagradzam, ale podczas znanej psu czynności czy pracy nad paskudnym nawykiem potrafię na psa huknąć, szarpnąć, pokazać mu, że mi się to absolutnie nie podoba. I nie uważam się za straszną opiekunkę ;) Dzięki temu wiele naszych problemów zniknęło jak za pomocą czarodziejskiej różdżki :D

Masz rację... czasu się nie cofnie, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. U nas też było kilka agresorów, takich kompletnie zafiskowanych, trudnych, ale wtedy nikt się z nimi nie cackał, nie mogliśmy sobie pozwolić na nieprzewidywalne zwierzęta, więc dostawały po dawce M. Takie jest życie. Perła była natomiast bardzo specyficzna, bałam się jej, bo nie wiadomo kiedy coś jej nie podpasuje i czy czasem nie pacnie mnie w rękę, ale fakt - ja też nie należałam do delikatnych w obyciu dzieci ;). Tak czy inaczej, myślę że jednak miała szczęśliwe życie :).

Posted (edited)





Jestem taki mądry, że przy mnie nawet but jest geniuszem :p


A tuuu... uwiecznione! Morus zaczął bawić się patykami! Yeeeeaaaaah! :D


"opatykpatykpatykrzućmirzućnoprędkorzuuuuuć!"

Edited by Ty$ka
Posted

I patykomania :D




Potknąłem się o patyk.... :P


A ja nie mam mózgu! Haha!


Aaa! Jakiś pies tu biegał! [a no tak, to są moje ślady] :lol:

Posted

Mój patyk :diabloti:


Dobra, nie gniewaj się... mogę Ci dać ten patyk - przecież ja nie lubię patylasów :D


Obczajanie terenu






cdn.

Posted

Bieeeegnęęę!


Jakość :( A na aparacie takie zdjęcie się extra wydawało :(


I zdjęcia naszego kolegi, o którego kundel mój był zazdrosny :p





To tyle. :) Reszta jest tak rozmazana, że nie nadaje się w ogóle do publikacji ;)

Posted

[quote name='Istar19']Morusek kochany :loveu::loveu::loveu:

jak tak się bawi to Holi przypomina :D

masz jeszcze więcej zdjęć ?;)[/QUOTE]
:loveu: Fakt, czasem potrafi być kochany :cool3:

Tylko, że u nas zabawa jest sporadycznie ;)

Już nie :evil_lol:

Posted

[quote name='rashelek']Ile zdjęć :loveu:
Morus jest cudny i fenomenalnie wygląda w tych szelach! :D
Nie cytuję najfajniejszych, bo wszystkie mi się podobają :lol:[/QUOTE]
Zrobiłam 2x więcej (odezwał się głód 'paparazzi' :P), ale wiesz... albo wyszły mi łapy, albo sam ogon, albo rozmazana kula, więc od razu poleciały do kosza :lol:
Mówiłam, że bardzo mu pasują :lol: Najbardziej mi się teraz w nich podoba ;P
Och, cieszę się :D

Posted

Znam ten ból, ja ostatnio też cykam jak wściekła, bo trochę słońca wyszło :lol: Ale też w większości dupy albo kawałki udaje mi się złapać :mad:
Superowe są, dużo bardziej mi się podobają na odległość :lol:

Przypomnij mi jeszcze raz tą liste ze swoimi rzeczami na sprzedaż, proszę :) Te nie-psie możesz pominąć ;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...