Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Wiem jak bardzo warto mieć w domu takiego terapeutę. Sama mam jedną doskonałą (Kreskę) i drugą prawie doskonałą (Lili). Lili bywa niedoskonała, bo jest duża i nadpobudliwa, więc małe psiaczki się jej początkowo obawiają - zresztą całkiem niesłusznie :)

A pisząc o złych wieściach miałam na myśli nie nasza w sumie błahe i do naprawienia problemy zdrowotne Duszki, ale śmierć Malagosowej Dalii, tragiczną śmierć Atosa w drodze do DS i ucieczkę nieufnego Korka w Krakowie, którego właściciele spuścili ze smyczy po niespełna dwutygodniowym pobycie w DS :(

Posted (edited)

[quote name='Marinka']Łatuś to faktycznie najcudowniejszy psi terapeuta o wielkim i wspaniałym sercu. Myślę, że chłopaki szybko się zaprzyjaźnią :)

[quote name='Havanka']Czuję, że będzie dobrze, że się polubią z Łatkiem, bo Łatka nie można nie lubić. To najbardziej przyjazny pies jakiego widziałam w życiu !

oj, tak! Łatuś tzw. szerokim łukiem podchodzi do tej wielkiej budy, delikatnie spoglądając i merdając tym swoim pióropuszem.... czasem delikatnie szczeknie, poleży, odchodzi... i tak w kółko....
tak robił przy Diance, która ( podobnie, jak ten biedaczysko) też z budy tylko noc czasem wystawiała.... a potem - dwoje najlepszych przyjaciół :)

kilka osób widząc Łatka interesowało się nim, chcąc przygarnąć, ale...
1. on jest alergikiem, wciąż potrzebuje "podtrzymania odczulania"
2.gdzie ja drugiego takiego kochanego znajdę ;)

[quote name='Nutusia']Wiem jak bardzo warto mieć w domu takiego terapeutę. Sama mam jedną doskonałą (Kreskę) i drugą prawie doskonałą (Lili). Lili bywa niedoskonała, bo jest duża i nadpobudliwa, więc małe psiaczki się jej początkowo obawiają - zresztą całkiem niesłusznie :)

A pisząc o złych wieściach miałam na myśli nie nasza w sumie błahe i do naprawienia problemy zdrowotne Duszki, ale śmierć Malagosowej Dalii, tragiczną śmierć Atosa w drodze do DS i ucieczkę nieufnego Korka w Krakowie, którego właściciele spuścili ze smyczy po niespełna dwutygodniowym pobycie w DS :(

ojej, ależ seria nieszczęść :(:( :( :(
a Atos

  • .... straszne nieszczęście! żal mi bardzo, tym bardziej, że on bardzo do "terapeuty" Łatusia podobny, tylko bez białej łaty




  • Edited by mari23
    Posted

    [quote name='Ladymonia0610']12.03.2013r zakończył się bazarek dla piesków pod opieką Anioła-mari23;)

    Udało się zebrać 380,00zł.
    Wydatki:

    Opłacona faktura 20/01/2013 - 179,00zł (12.03.)
    Opłacona faktura 22/01/2013 - 133,00zł (01.04.)
    Opłacona częściowo (nie starczyło środków :-()faktura 18/01/2013 - 68,00zł (08.04.)
    Wydatki razem: 380,00zł
    Saldo: 380,00 - 380,00 = 0,00zł


    http://www.dogomania.pl/forum/threads/239856-Ona-pomaga-Psiakomi-daje-im-BDT!My-pomóżmy-jej-Mari23-Zakończony-ROZLICZAMY

    Marysiu, mam nadzieję, że nie masz szygnałów aby któraś z 3 faktur została nieopłacona?
    Chciałabym jakoś rozliczyć poprzedni bazarek :)

    Posted

    [FONT=comic sans ms][SIZE=5]Kochani :smile: Mam niewątpliwy zaszczyt zaprosić Was na XIV już edycję
    Bazarku dla 5 Ogonków, na który tradycyjnie
    [/FONT]
    [FONT=comic sans ms][SIZE=5][SIZE=4][FONT=comic sans ms][SIZE=5]fanty [/FONT]ofiarowała nasza kochana ranias i tym razem również Aimez_moi [/FONT]:loveu:
    Tradycyjnie jest również NAGRODA dla Najlepszego Klienta :smile:

    Znajdziecie tu coś dla Pań, Panów i Dzieci,SMAKOSZY :smile:




    TUTAJ

    Posted

    Dostałam dziś zapytanie o Fionkę. (Nie usunęłam wszystkich ogłoszeń). Pani chciała psa do pilnowania posesji. Zaproponowałam kaukaza i Pirata. Marysiu, masz jakieś zdjęcia Pirata, bo nie mogłam znaleźć.

    Posted

    [quote name='Havanka']Dostałam dziś zapytanie o Fionkę. (Nie usunęłam wszystkich ogłoszeń). Pani chciała psa do pilnowania posesji. Zaproponowałam kaukaza i Pirata. Marysiu, masz jakieś zdjęcia Pirata, bo nie mogłam znaleźć.[/QUOTE]

    mam, ale Pirat chyba nie za bardzo do pilnowania posesji z tymi uszami.... ( chyba, że spałby w domu, nie w budzie)

    ale są jeszcze dwaj bracia Fionki - młode, wykastrowane psy, do zabrania od zaraz

    a kaukaz...
    nie wiem, jak to napisać..... od wczorajszego rana moje serce jest jak poszarpane przez dzikiego zwierza....
    kiedy rano poszłam do psiaków - zastałam tylko Łatka......
    żadnego śladu, którędy to potężne i ciężkie psisko wyskoczyło.....
    cały wczorajszy dzień spędziłam na szukaniu, rozwiesiłam plakaty.....
    czy on uciekł, by pod ten sklep wrócić ????

    żeby gorycz była większa - około 10-tej zadzwonił pan - naprawił auto i chciał po psa przyjechać....

    a on wolał znów na ulicę :-( :-( :-( :-(
    dlaczego ????????????????????????
    ja już nie mam siły płakać, jeżdżę jak wariatka po okolicy rycząc jak bóbr.....

    Posted

    Ojej...Ta psina przywykła już do wolności i bezdomności. Nie potrafi zaakceptować nowych warunków. Marysiu, spokojnie, nie martw się tak. On już tyle czasu dawał sobie radę...Znajdzie się. Nikt się nie spodziewał, ze przeskoczy ogrodzenie (a może przeszedł?). Ech, psiaku... nie dajesz sobie pomóc...

    Posted

    O masz ci los :( Może rzeczywiście wrócił pod ten sklep... Jak naszego Lupusa drań właściciel przywiązał do płotu sąsiadów, a my go stamtąd zabrałyśmy, zapewniłyśmy bezpieczne i ciepłe schronienie i michę dwa razy dziennie, za każdym razem, gdy tylko miał okazję, nawiewał te kilkaset metrów dalej i kładł się pod płotem, pod którym został porzucony, czniając nasze "luksusy"... Myślę, że gdyby był z kimś w domu, poczuł jego opiekę, po pewnym czasie przestałby kombinować. Ale z kojca to one jeszcze długo będzie próbował się wyrwać na wolność... chyba...

    Posted

    [quote name='Poker']Nutusiu, pies wczoraj został złapany.[/QUOTE]

    [quote name='Nutusia']Dzięki, Pokerku. Tak myślałam, że nie będzie uprawiał totalnej partyzantki ;) I co teraz? Pan przyjedzie, czy się zniechęcił?...[/QUOTE]

    przepraszam, nie byłam w stanie wczoraj usiąść do komputera, a w pracy nie miałam czasu

    wczoraj około 20.30 spłakana i wyczerpana wróciłam do domu.....
    nie minęło 15 minut, jak zadzwonił telefon i pan, z którym parę godzin wcześniej rozmawiałam o uciekinierze powiedział, że ten pies, którego szukam chyba się do jego kolegi przybłąkał.
    Pojechałam natychmiast.... i wróciłam z łobuzem - serdecznie mnie przywitał!
    ja go cały dzień szukałam jak wariatka, a on już od rana był u tych ludzi....(wciąż myślę, jak im się odwdzięczyć)
    on był całkiem blisko - pierwsza wieś od nas, ale właśnie w kierunku miejsca, z którego go zabrałam, przeszedł już nawet na drugą stronę trasy przebiegającej przez tą wieś, chyba naprawdę zmierzał w tamtym kierunku

    nocował w domu ( niestety wymagało to odizolowania Pirata, który rzucał się do niego, jak szalony)
    rano idąc do pracy zostawiłam go znów u Łatka ( w domu kot i Pirat, więc nie mógł zostać)
    jest u Łatusia teraz, leżą sobie razem, "niedźwiadek" grzeczny jest i kochany (w przeciwieństwie do Pirata, który właśnie wszystkimi 4 łapami wskoczył na parapet)

    pan się nie rozmyślił, a nawet bardzo pozytywnie mnie zaskoczył obiecując, że przez conajmniej tydzień nie zostawi go samego, że pies będzie razem z nim cały czas ( żona wraca dopiero za 2 tygodnie z Niemiec)
    rozmawiałam ze szkoleniowcem i lepiej będzie, jeżeli to ja go tam zawiozę. niż jak pan go stąd sam zabierze 0 wyprawa zaplanowana na jutro

    Posted

    [quote name='Havanka']Ojej...Ta psina przywykła już do wolności i bezdomności. Nie potrafi zaakceptować nowych warunków. Marysiu, spokojnie, nie martw się tak. On już tyle czasu dawał sobie radę...Znajdzie się. Nikt się nie spodziewał, ze przeskoczy ogrodzenie (a może przeszedł?). Ech, psiaku... nie dajesz sobie pomóc...[/QUOTE]

    właśnie tak - nie daje sobie pomóc :( :( on za wszelką cenę próbuje uciekać od tej pomocy :-(
    ma cudowny DS, dzisiaj mamy go zawieźć..... a jak stamtąd ucieknie? jak go będę szukać 50 km stąd ???

    dałam mu dzisiaj Hydroxyzynę, bo próbował przy mnie uciekać, w domu jest niespokojny....
    tak bardzo sie boję tej adopcji - jak ucieknie tu- wiem, gdzie go szukać i wszyscy w okolicy wiedzą, gdzie bezdomniaka zgłosić ( do mnie rzecz jasna)
    a tam? jak ucieknie - zero szans na odnalezienie.....

    już nawet myślę, czy nie odwieźć go tam i dostarczać jedzenie, budę może obok tego sklepu.....
    może tam będzie szczęśliwszy i bezpieczniejszy?
    do 16.00 mam czas i straszliwie boję sie tej decyzji, tej odpowiedzialności za jego losy, za jego szczęście....
    on potrafi otworzyć sobie drzwi skacząc na klamkę! dzisiaj gdyby nie moja intuicja pozostawienia mu smyczy w domu - już byłby pewnie daleko.... skoczył na klamkę i gdyby będący na podwórku mąż nie przydepnął wlokącej się smyczy....

    dałam mu rano KalmAid..... nic to nie dało, nie mam dobrego zdania o tym leku - kiedyś dostawała go przerażona Tiara - bez efektów

    nowy dom jest wspaniały, ludzie pogodni, spokojni, okolica też - wymarzone warunki...... ale ten pies wciąż chce gdzieś biec !!!! jak sprawić, by zechciał zoostać na zawsze ????
    co robić?????? :(

    Posted

    Marysiu, bądźmy dobrej myśli. Może faktycznie spodoba mu się tam i zostanie? Bo jakie jest inne wyjście? Zostać u Ciebie nie może a poza tym, nawet gdyby został, to jak go upilnujesz mając tyle na głowie?

    Posted

    Jeśli to dobry dom, to nie ma co go skazywać na budę przy sklepie, nawet jeśli pies jest tam szczęśliwy. Bo w nowym domu ma szanse być w końcu szczęśliwszy, tylko musi minąć trochę czasu.
    Moim zdaniem, jeśli mogę je wyrazić, po pierwsze stały nadzór przez pierwszy czas (dopięta cały czas smycz bardzo wskazana), a do tego obroża z adresatką i chip. No i stały kontakt z psem, przekupywanie go, odwracanie uwagi, atrakcyjne spacery... A specyfikiem, który dobrze wycisza jest stress-out, tylko na jego działanie trzeba trochę poczekać, bo to preparat ziołowy. Za to można dawać większą dawkę niż przepisana na opakowaniu ;)

    Posted

    [quote name='Patmol']może na nowym miejscu poczuje się u siebie i nie będzie uciekał[/QUOTE]

    [quote name='Havanka']Marysiu, bądźmy dobrej myśli. Może faktycznie spodoba mu się tam i zostanie? Bo jakie jest inne wyjście? Zostać u Ciebie nie może a poza tym, nawet gdyby został, to jak go upilnujesz mając tyle na głowie?[/QUOTE]

    wiem.... i wiem też, że stresuje go obecność innych psów - to wiem na pewno, dlatego u mnie nigdy nie będzie czuł się dobrze...
    on nie jest agresywny, nie warknie nawet, choc jest potężny, to jednak cofa się nawet przed Dropsikiem, który jest przecież niewiele większy od jego głowy

    muszę albo spróbować, albo..... odwieźć go tam, skąd go zabrałam....

    Posted

    spróbuj z domem -to szansa dla psa

    Ja mam psa, już dwa lata minęły, który kocha przestrzeń i zmiany. Dość długo spuszczałam go tylko na lince -bo na spacerach całkiem o mnie zapominał -szczególnie jeśli łąki pachniały. Przestrzeń i przyroda działają na niego niesamowicie mocno.
    Ale jednocześnie to doskonały pies na włóczenie się po górach. Wszędzie (oprócz autobusu PKS) czuje się świetnie.

    Ktoś kiedyś go złapał, jeszcze jak szczeniaka, gdy włóczył się po polach -jego matką była bezdomna suka- nie wiem gdzie jest szczęśliwszy; ale na pewno pies ma najwięcej szans na dobre, ciekawe i bezpieczne życie jak ma swojego człowieka -bezpieczeństwo za cenę pewnego ograniczenia wolności.

    Posted

    [quote name='mari23']
    nowy dom jest wspaniały, ludzie pogodni, spokojni, okolica też - wymarzone warunki...... ale ten pies wciąż chce gdzieś biec !!!! jak sprawić, by zechciał zoostać na zawsze ????
    co robić?????? :([/QUOTE]
    Chyba jednak probowac, chociaz znam takie psy, ktore do konca swojego zycia nie czuly sie dobrze obok czlowieka, to sa trudne wybory...Z jednej strony myslimy o ich bezpieczenstwie a z drugiej o tym ,zeby byly szczesliwe. Nie ma zlotego srodka...

    Posted

    Oj tak - trudno o jakikolwiek środek, już nawet nie o złoty.
    Pies jest zwierzęciem stadnym. Potrzebuje człowieka bardziej niż np. kot. Ten konkretny pies byłby wyjątkowo nieszczęśliwy np. w schronisku, ale przy swoim człowieku powinien się odnaleźć i być szczęśliwy. Mocno wierzę, że tak właśnie się stanie.

    Posted

    jestem dopiero dzisiaj, wczoraj nie byłam w stanie nic napisać...
    został, choć sie wyrywał, jak odchodziłam...
    ale do pana od razu się "uśmiechnął", podobnie, jak do małego, rudego terierka w dużym kojcu ( kury na wolnośc- terier w kojcu, kury idą spać - terier biega wolno - parę kur już zagryzł, psiak też przygarnięty)

    bardzo mnie martwi, że podczas podróży w przerwach "rozmowy" ze mną pilnie obserwował drogę, a raczej pola przy drodze, bardzo, bardzo zainteresował go most na Odrze w Ścinawie.... bo on jest teraz z drugiej strony Odry....

    pan jeszcze 2 tygodnie jest sam, żona wróci pod koniec kwietnia z Niemiec, w domu cisza, spokój i tylko ich dwóch...
    jak dzwoniłam pierwszy raz to obaj siedzieli sobie w ogrodzie i było już po pierwszej próbie skoku przez płot...
    jak dzwoniłam o 21.00 to obaj już byli w sypialni, karmiony z ręki, drapany, głaskany i cały czas z linką...

    został zaczipowany, na drugiej ( nie przy lince, a lużnej) obroży ma lisetkę i adresatkę), jakby zdjął przez głowę obrożę, która go więzi - a to potrafi po mistrzowsku, pomimo dużej przecież głowy) to ta druga obroża zostanie, gdyby zdjął obie jednocześnie - chociaż czip ma....

    wykastrowany był w dniu zabrania z ulicy, ale z miesiąc chyba potrzeba, żeby hormony się wyciszyły

    mam zdjęcie w nowym domku , ale dopiero w domu zgram z telefonu i po południu wkleję

    o nowym domku:
    pan psem zachwycony, zaraz dzwonił do żony, no i pytał o stosunek do dzieci, bo wnuki w wieku od 3 do 13 lat odwiedzają ich - ale ten pies kocha dzieci

    dom ostatni na wsi, za oknem pola i las - widok cudny no i warunki idealne dla psa szukającego spokoju, ale.... sytuacja beznadziejna w przypadku ucieczki...
    dom ma doświadczenie z ogromnym psem - mieli bernardyna 80 kg wagi

    dostał ode mnie nowiutką 6-mertową miękką linkę-smycz, 5-metrową linkę stalową TRIXIE, żeby na podwórku przy panu na uwięzi siedział, kocyk, na którym leżał, trochę karmy i smaczków,

    na pożegnanie dostałam serdecznego buziaka, postarałam się i przy pożegnaniu nie płakałam dopiero , jak do domu wróciłam
    oczywiście jadąc w tamtą stronę całą drogę płakałam szepcząc mu do ucha, że tam będzie szczęśliwy, że nie wolno mu uciekać, bo mi serce pęknie ( teraz też ryczę)

    Join the conversation

    You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

    Guest
    Reply to this topic...

    ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

    ×
    ×
    • Create New...