Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 2.1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

[quote name='2411magdalenka']witam,

poszło 200 zł od FajnejApteka.pl na podane konto Lubelskiej Straży z dopiskiem "Darowizna na Rachów Stary"... bardzo proszę o email na [email protected] "potwierdzam zaksięgowanie darowizny na Rachów Stary" +imię i nazwisko, gdy kasiora przyjdzie.

Soni super :) już podaje łapę, codziennie przychodzi pobyć z nami w domu, czasem zostaje na noc i wtedy śpi obok łóżka :) rewelacyjnie stróżuje, dalej skacze jak kangur.. ogólnie przecudowna sunieczka. Jeszcze na 200% się do nas nie otwarła, dalej jest trochę nieufna i strachulec, ale wobec jej pierwotnych zachowań - niebo a ziemia :)
pozdrawiam Ciotki i miziołki dla pozostałych "Rachowian"
Doszło,dziekujemy:)

Posted

Psy w przytulisku bardzo przeżyły Nowy Rok i polowanie gdzie nagonka trwała jakieś 3 dni....
Sara ma uszkodzoną łapę i ledwo przeżyła z powodu ogromnego stresu.
Biała sunia ma rozciętą głowę:-(

Posted

Zobaczcie co znalazłam wg. mnie wiele się zmieniło i to na lepsze:)
[video=youtube;fanT1QfWkIo]http://www.youtube.com/watch?v=fanT1QfWkIo[/video]

Posted

MaDi napisał(a):
Psy w przytulisku bardzo przeżyły Nowy Rok i polowanie gdzie nagonka trwała jakieś 3 dni....
Sara ma uszkodzoną łapę i ledwo przeżyła z powodu ogromnego stresu.
Biała sunia ma rozciętą głowę:-(

O matko co za ......!!!!

Posted

MaDi napisał(a):
Nie wytrzymałam i zadzwoniłam znów do gminy w sprawie tych 2 podrzuconych agresywnych psów.

I co powiedzieli? (niech zgadnę, teraz to już psy P. Renaty, czy nie mają pieniędzy?)

Posted

MaDi napisał(a):
Psy w przytulisku bardzo przeżyły Nowy Rok i polowanie gdzie nagonka trwała jakieś 3 dni....
Sara ma uszkodzoną łapę i ledwo przeżyła z powodu ogromnego stresu.
Biała sunia ma rozciętą głowę:-(

Jakie polowanie i nagonka?

Posted

zaginiona sara napisał(a):
Jakie polowanie i nagonka?

Nagonka to wyszła dzisiaj ale na gminę, pisać nawet mi się nie chce bo zrobiłam z siebie idiotkę dzięki Pani Renacie.
Obawiam się,że będziemy zmuszeniu zakończyć współpracę z przytuliskiem...
Poczekam jeszcze dwa dni i zadzwonię do Pani Renaty czy postanowiła zacząć wreszcie działać racjonalnie tzn. nie wyręczać gminy i NIE PRZYJMOWAĆ nowych psów.

Posted

Moim zdaniem to było do przewidzenia, że ludzie zaczną tam przywozić psy jak do schroniska. I co w takiej sytuacji powinna zrobić Pani Renata? Jak odmówi, to ten 'właściciel psa' powie sobie 'próbowałem zrobić dobrze, nie udało się, to pójdę przywiążę psa w lesie i niech zdycha'. Bo wątpię, żeby taki 'właściciel psa' wysilił się, żeby go zawieźć do prawdziwego schroniska. Wydaje mi się, że wymaganie od Pani Renaty, żeby nie przyjmowała psów faktycznie może zakończyć się konfliktem. Rozumiem Panią Renatę, że przyjmuje psy i w ten sposób (prawdopodobnie) ratuje im życie. Może działania powinny iść nie przeciw przyjmowaniu psów przez Panią Renatę, tylko w stronę gminy, a podrzucanie do przytuliska nowych psów byłoby kolejnym argumentem przemawiającym za koniecznością wspierania przytuliska przez gminę czy inne władze. Media już znają sprawę i może pomogłyby nagłośnić to z punktu widzenia braku chęci pomocy ze strony władz (gminy/powiatu/województwa/państwa?). Moim skromnym zdaniem zakończenie współpracy z Panią Renatą nie wyjdzie nikomu na dobre, a przede wszystkim będzie bardzo złe dla psów z przytuliska.

Posted

Ja rozumiem, ale wyręczanie gminy w spełnianiu jej obowiązków powoduje tylko większą ignorancję z ich strony, a nam przysparza dodatkowych problemów i psów do wyżywienia. Gmina umywa ręce od wszystkiego, wykręca się od pomocy jak tylko może, a ludzie ciągle pomagają i cała odpowiedzialność za te zwierzęta spada na kieszenie wszystkich którzy pomagają. Nie po to kombinujemy jak konie pod górę, żeby psów zamiast ubywało, to przybywało. Każdego trzeba zrozumieć w tej sytuacji. Nie da się tego problemu rozwiązać, aby wszyscy byli szczęśliwi. Tutaj potrzeba jakiegoś ruszenia. Może faktycznie zastosować najprostsze rozwiązanie zaproponowane przez gminę? Wypuścić wszystkie psy z przytuliska, niech zajmą cały powiat, to wtedy gmina nie będzie miała wyboru i pieniądze na to się znajdą, a i ktoś się pewnie nieźle wzbogaci na ich odławianiu. Teraz podrzucony został agresywny pies z suką, jak ona już nie jest w ciąży to będziemy mieli szczęście... Nam jako wspierającym to przytulisko, zwyczajnie opadają ręce. Ledwo udało nam się wygrać krakvet, ale to jedzenie nie będzie wieczne, a co potem?

Posted

Niestety niesienie pomocy przytulisku i związany z tym rozgłos medialny, który zrobił bardzo wiele dobrego, miał też swoją złą stronę w postaci traktowania przytuliska przez okolicznych ludzi jak schronisko i podrzucania tam psów. W związku z tym co Pani Renata ma zrobić, gdy ktoś przyprowadzi jej psa?

Posted

Powiedzieć, że zwierząt nie przyjmuje i niech jedzie do najbliższego schroniska np Nowodwór.
Poza tym ludzie podrzucają przez płot zwierzęta i P. Renata wtedy powinna zadzwonić do gminy, żeby je zabrali i za żadne skarby nie zgadzać się na to, żeby tam zostały...

Posted

muzzy napisał(a):
Moim zdaniem to było do przewidzenia, że ludzie zaczną tam przywozić psy jak do schroniska. I co w takiej sytuacji powinna zrobić Pani Renata? Jak odmówi, to ten 'właściciel psa' powie sobie 'próbowałem zrobić dobrze, nie udało się, to pójdę przywiążę psa w lesie i niech zdycha'. Bo wątpię, żeby taki 'właściciel psa' wysilił się, żeby go zawieźć do prawdziwego schroniska. Wydaje mi się, że wymaganie od Pani Renaty, żeby nie przyjmowała psów faktycznie może zakończyć się konfliktem. Rozumiem Panią Renatę, że przyjmuje psy i w ten sposób (prawdopodobnie) ratuje im życie. Może działania powinny iść nie przeciw przyjmowaniu psów przez Panią Renatę, tylko w stronę gminy, a podrzucanie do przytuliska nowych psów byłoby kolejnym argumentem przemawiającym za koniecznością wspierania przytuliska przez gminę czy inne władze. Media już znają sprawę i może pomogłyby nagłośnić to z punktu widzenia braku chęci pomocy ze strony władz (gminy/powiatu/województwa/państwa?). Moim skromnym zdaniem zakończenie współpracy z Panią Renatą nie wyjdzie nikomu na dobre, a przede wszystkim będzie bardzo złe dla psów z przytuliska.

Sławku mowa tu głównie o podrzucaniu psów o tym,że UG ma obowiązek zapewnienia takim psom opieki. Pani Renata sama nazwijmy to "wynajduje" psy. Miałam nadzieje,że wielokrotne rozmowy coś zmienią ale chyba się przeliczyłam. Dziś przeprowadziłam burzliwą rozmowę z UG i co wszstko na nic bo Pani Renata zgodziła się aby psy (pies i suka!) zostały w zamian za ich zaszczepienie i makaron. Dla gminy to czysty zysk dla nas wypruwanie flaków i miot szczeniąt lada moment.Ludzie pomagają bo mieliśmy wspólny cel aby ograniczyć ilość psów, wiadomo że miały zostać staruszki ale obecnie raz ubywa raz przybywa.
Wspomnę tylko o ryzyku przenoszenia chorób zakaźnych przez nowo przyjęte psy. Historia Lusi i jej siostry mogła zakończyć się tragicznie ale na szczęście poszczupliła tylko nasz budżet o kilkaset złotych. Nie wyobrażam sobie ponad 140 psów chorych na parwowirozę! Stres i obawy jaki przeżyłam ja czy Merys był ogromny i myslę,że rozumią nas osoby mające kontakt z psami które umierały na te właśnie choroby.
Obecnie w przytulisku są chore/ranne psy i co? nie maja opieki więc po co kolejne?
Wybaczcie ale cała ta sytuacja zrobiła się chora to nie moja ziemia ani zwierzęta więc mogę tylko sugerować a nie rozkazywać.
Obawiam się,że pomoc z innych stron szybko się zakończy tak jak miało to miejsce za życia Pani Stanisławy. Zbieractwo to niestety choroba.

Posted

Niestety zbieractwo to choroba i mam nadzieje, że pani Renata sie opamieta bo straca na tym tylko psy! A jak sie tyle robi i tak angażuje w pomoc a efektu żadnego to mozna stracic nadzieje, ze w ogóle bedzie lepiej. :(

Posted

MaDi napisał(a):
Obawiam się,że pomoc z innych stron szybko się zakończy tak jak miało to miejsce za życia Pani Stanisławy.

Ale co to da dobrego?
W moim odczuciu Pani Renata chce pomóc każdemu psu los każdego psa jest dla niej ważny, o czym świadczy choćby to, że zna wszystkie psy z imienia i jest w stanie o każdym coś powiedzieć. Czy to coś złego? Ja tę sytuację odbieram tak, że są dwie alternatywy: Pani Renata przyjmująca psy i otrzymująca pomoc od LSOZ oraz Pani Renata przyjmująca psy i nie otrzymująca pomocy od LSOZ. Co ta druga opcja przyniesie dobrego dla psów tudzież dla LSOZ? A kontynuowanie pomocy stwarza okazję do przekonania (pewnie bardzo powoli, jeśli w ogóle) Pani Renaty do wymagania od gminy czy innych władz, żeby zabierały podrzucone psy. Z tym że robi już i tak masę dobrego i nie wiem, czy dałaby radę jeszcze użerać się z gminą.
Ale rozumiem też Twoje i Merys argumenty o zagrożeniach płynących z przyjmowania nowych psów. Jak to często bywa, są dwie strony medalu. Osobiście mam nadzieję, że LSOZ nadal będzie w miarę możliwości pomagać przytulisku.

Posted

[quote name='muzzy']Ale co to da dobrego?
W moim odczuciu Pani Renata chce pomóc każdemu psu los każdego psa jest dla niej ważny, o czym świadczy choćby to, że zna wszystkie psy z imienia i jest w stanie o każdym coś powiedzieć. Czy to coś złego? Ja tę sytuację odbieram tak, że są dwie alternatywy: Pani Renata przyjmująca psy i otrzymująca pomoc od LSOZ oraz Pani Renata przyjmująca psy i nie otrzymująca pomocy od LSOZ. Co ta druga opcja przyniesie dobrego dla psów tudzież dla LSOZ? A kontynuowanie pomocy stwarza okazję do przekonania (pewnie bardzo powoli, jeśli w ogóle) Pani Renaty do wymagania od gminy czy innych władz, żeby zabierały podrzucone psy. Z tym że robi już i tak masę dobrego i nie wiem, czy dałaby radę jeszcze użerać się z gminą.
Ale rozumiem też Twoje i Merys argumenty o zagrożeniach płynących z przyjmowania nowych psów. Jak to często bywa, są dwie strony medalu. Osobiście mam nadzieję, że LSOZ nadal będzie w miarę możliwości pomagać przytulisku.

A propos pogrubienia - a co da dobrego pomoc z fundacji dla zbieraczki, jeśli taką okaże się być p. Renata? Pieniądze, które idą w przytulisko, mogłyby pomóc innym psom, które nie mają dachu nad głową. Pomagać owszem, trzeba - ale w ramach rozsądku. A nie pomagać na czyichś zasadach, czyli sponsorować zabiegi, weta, jedzenie i pomoc, a w zamian nie otrzymywać nic - nawet zgody na nie przyjmowanie dalszej ilości psów.

Posted

muzzy napisał(a):
Ale co to da dobrego?
W moim odczuciu Pani Renata chce pomóc każdemu psu los każdego psa jest dla niej ważny, o czym świadczy choćby to, że zna wszystkie psy z imienia i jest w stanie o każdym coś powiedzieć. Czy to coś złego? Ja tę sytuację odbieram tak, że są dwie alternatywy: Pani Renata przyjmująca psy i otrzymująca pomoc od LSOZ oraz Pani Renata przyjmująca psy i nie otrzymująca pomocy od LSOZ. Co ta druga opcja przyniesie dobrego dla psów tudzież dla LSOZ? A kontynuowanie pomocy stwarza okazję do przekonania (pewnie bardzo powoli, jeśli w ogóle) Pani Renaty do wymagania od gminy czy innych władz, żeby zabierały podrzucone psy. Z tym że robi już i tak masę dobrego i nie wiem, czy dałaby radę jeszcze użerać się z gminą.
Ale rozumiem też Twoje i Merys argumenty o zagrożeniach płynących z przyjmowania nowych psów. Jak to często bywa, są dwie strony medalu. Osobiście mam nadzieję, że LSOZ nadal będzie w miarę możliwości pomagać przytulisku.

Oferowałam pomoc w kontaktach z urzędnikami wielokrotnie i co? Jak się dzisiaj okazało na darmo. Owszem zna psy jednak nie wszystkie;) popatrz w jakich żyją warunkach, miałam nadzieję że ograniczenie ich liczby poprawi ich los. Mijają kolejne miesiące a my się wypruwamy finansowo fizycznie i psychicznie:shake:
Co to da ciężko powiedzieć roboty i tak mamy za dużo.

Posted

ladySwallow napisał(a):
A propos pogrubienia - a co da dobrego pomoc z fundacji dla zbieraczki, jeśli taką okaże się być p. Renata? Pieniądze, które idą w przytulisko, mogłyby pomóc innym psom, które nie mają dachu nad głową. Pomagać owszem, trzeba - ale w ramach rozsądku. A nie pomagać na czyichś zasadach, czyli sponsorować zabiegi, weta, jedzenie i pomoc, a w zamian nie otrzymywać nic - nawet zgody na nie przyjmowanie dalszej ilości psów.

Amen;):huh:

Posted

[quote name='muzzy']Ale co to da dobrego?
W moim odczuciu Pani Renata chce pomóc każdemu psu los każdego psa jest dla niej ważny, o czym świadczy choćby to, że zna wszystkie psy z imienia i jest w stanie o każdym coś powiedzieć. Czy to coś złego? Ja tę sytuację odbieram tak, że są dwie alternatywy: Pani Renata przyjmująca psy i otrzymująca pomoc od LSOZ oraz Pani Renata przyjmująca psy i nie otrzymująca pomocy od LSOZ. Co ta druga opcja przyniesie dobrego dla psów tudzież dla LSOZ? A kontynuowanie pomocy stwarza okazję do przekonania (pewnie bardzo powoli, jeśli w ogóle) Pani Renaty do wymagania od gminy czy innych władz, żeby zabierały podrzucone psy. Z tym że robi już i tak masę dobrego i nie wiem, czy dałaby radę jeszcze użerać się z gminą.
Ale rozumiem też Twoje i Merys argumenty o zagrożeniach płynących z przyjmowania nowych psów. Jak to często bywa, są dwie strony medalu. Osobiście mam nadzieję, że LSOZ nadal będzie w miarę możliwości pomagać przytulisku.

Tutaj nie chodzi o to, ze to coś złego. Nikt nikogo nie krytykuje za miłość do zwierząt, ale trzeba się kierować rozsądkiem. My również staramy się pomagać każdemu zwierzęciu, ale trzeba mierzyć siły na zamiary, bo nie mamy nieograniczonego budzetu i mozliwości. Wszystko co zbieramy dla Rachowa pochodzi z darowizn... Ale czy plan nie był taki, żeby wyadoptować jak najwiekszą ilość zwierząt, a te które nie nadają się do adopcji, aby dożyły tam swoich dni. A wychodzi na to, że odwalamy robotę za gminę i prowadzimy dla nich darmowe schronisko...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...