Jump to content
Dogomania

YUKI (dawniej HES) husky ze schroniska szuka opiekuna i przyjaciela


Recommended Posts

  • Replies 350
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Wczoraj skończylismy zastrzyki. Zostały oczka do leczenia :(
Każdego ranka biegamy po polach (bo lasy to nie są)





Próbujemy się szkolić na posłuszeństwo (jako takie, czyli żadne - według Yukiego)





Posted

Yuki chodzi przy nodze!!!!... przez 5 minut, jak mam cos wyjatkowo dobrego do żarcia. Łakomczuch!!!
Ulubionym zajęciem jest świrowanie głupa





A codziennie o 19.00 chodzimy z Kacprem ulicami. Łoooo matko!!! Co ten świr wyczynia!!!
Każda brama, drzwi, furtka, podjazd... biegnie zobaczyć z bliska. Wczoraj osioł jeden koniecznie chciał iść na Policję. We dwoje go z komendy wyciągaliśmy!!!
My na zewnątrz, a pies rwie do środka (chyba się jak król czuł gdy drzwi przed nim otwierano.... automatyczne).
Potem szlismy wąską uliczką ze starymi kamieniczkami. Yuki zagladał we wszystkie okna skacząc na parapety.
Ale ulubionym zajęciem są zakupy! Już się stało tradycja, że na koniec spaceru chłopaki czekaja pod małym osiedlowym marketem, a ja lecę po... dwa (obrane z osłonki) serdelki.
Yuki czeka grzecznie, bo wie że zaraz dostanie prezent. Wychodzę i szał!!! Skacze, śpiewa (daj parówę) i ściąga mi rękawiczki.
A dzisiaj kupiłam jeszcze coś - taką dziwna kiełbachę specjalną dla psów. Pewnie badziewie, ale trudno, raz można.
Yuki pochłonął serdelki i dostał to "coś". Wziął w zęby i pekając z dumy paradował ulicami. Na koniec zjadł prawie całe, resztę zakopał w śniegu. I tu przydałaby się kamera.
Tak to ukrywał, ze "uklepywał" śnieg nosem. Pękłam ze śmiechu!
Odkryłam jeszcze jedną umiejetność. Chyba gdzieś na fotkach było widać miski kojcowe... W mniejszą któregoś wieczoru sypnełam Trovet od weta (próbka suchej karmy). Rano znalazłam miskę ze wszystkimi granulkami w środku na budzie. Nie wiem jak Yuki to nosi :)
Yuki to... terapia śmiechem i lekarstwo na chandrę :)
A chandrę miałam... wczoraj...
- komin się nam zapalił. Niby nic strasznego, ale kominiarz zabronił uruchamiania centralnego. Do godziny 15 dzisiaj zamarzałam (młody w szkole, TZ w Italii)
- podczas akcji serdelkowej, pod sklepem, na naszych oczach jakiś zdebilniały kierowca (ze 100km/h) potrącił kota. Chciałam ratować kiciusia, ale ledwo ściągnęłam go ze srodka jezdni umarł :(
Dzisiaj jest lepiej, ale mam... lenia. No!!!

Posted

Jeszcze dla uatrakcyjnienia dnia wczorajszego padł mi telefon... chyba taśma się przetarła (rozsuwany).
Kasia (fotograf) pozyczyła mi swój, ale kontakty zostały na tym zepsutym. Wrrrr....

A dzisiaj Yuki okupował wszystkie murki, próbował wskoczyć nawet na taki trzymetrowy i koniecznie zapragnął zwiedzać stary cmentarz. A ze łazenie wsród poniemieckich grobów w ciemnościach grozi zawałem to trzeba było siłą odciagać uparciucha od celu jaki sobie obrał.

Kto używał uzdy (haltera, kantarka... czy jak to się nazywa). Czy to się sprawdza?
Nie mogę oduczyć szaleńca od ciągnięcia. On się zachowuje jakby się ciagle spieszył... jakby to co ma metr przed nosem właśnie miało zniknąć.

Posted

Taygo, czytam o Yukim, serce się raduje, gęba śmieje i na dokładkę zdjęcia świrusa, by już po chwili :shake: -Twój komin, Ty zamarzająca z zimna i ten nieszczęsny kotek :-(. Czy zawsze tak musi być, że radość przeplata się ze smutkiem?
Wracając do Yukiego to twarda z niego sztuka, uparta :mad:, daje Ci chłopak "popalić", wyobrażam sobie te spacery z nim a raczej za nim :evil_lol:. Dobrze, że opłaca trud włożony w jego wychowanie swoim radosnym i pociesznym zachowaniem.

Posted

ja uzywam halti i dziala - to jedyna metoda zebym utrzymala mojego gada :-) ale na dłuzszą metę nie oducza on ciągnięcia!
działa za to metoda stop - jak pies ciągnie to się zarzymujesz jak wryta i idziecie dopiero jak się cofnie (poluźni smycz) :-)

Posted

Ja sobie radzę z Yukim, ale chciałabym ulzyć Kacprowi. Uwielbia te nasze spacerki, ale jedzie czasami na butach wleczony na smyczy (np w pogoni za kotem).
Kacper niby sobie radzi, ale chyba łatwiej byłoby z taką obrożą.
A jak oduczyć ciągnięcia? Nigdy nie miałam aż takiego problemu. Nalę uczyłam od szczeniaka, inne psiaki jakieś pojetniejsze były, a nasz szaleniec rwie do przodu jak taran.

Posted

[quote name='tayga']


Dobiła mnie ludzka głupota:



Gdzie nie spojrzeć to taki widok :(

Tayga to przecież "norma", że wielu ludzi w miejscu, gdzie powinien znajdować się mózg ma "pustostan".

Posted

[quote name='wilczy zew']Do oduczenia ciągnięcia na smyczy bardzo dobrze sprawdza się dobrze dopasowana kolczatka.
Akurat ja jestem przeciwniczką metod zadających ból. To uczenie przemocą, a nie o to chodzi.
Poza tym pies uczony spokojnego chodzenia na kolczatce będzie nadal ciągnął gdy mu się założy szelki lub obrożę... bo wtedy nie boli.
Mam nadzieję, że poradzę sobie w bardziej humanitarny sposób.

Posted

Wierzę Taygo, że sobie poradzisz :happy1:.
Na pewno znasz wiele sposobów, ale z własnego doświadczenia wiem jak trudno zastosować znane metody w praktyce.
Metoda na drzewo, inaczej stop najczęściej polecana, bardzo trudna na początku, bo przy bardzo ciągnącym psie sprowadza się do ciągłego stania. W przypadku psów schroniskowych szkoda mi czasu przeznaczonego na spacer, przeważnie raz na tydzień, ogólnie krótkiego, poświęcać na udawanie drzewa, na czekanie aż pies przestanie naciągać smycz. O wiele częściej próbuję sposobu polegającego na zmianie kierunku ruchu, gdy pies ciągnie. Pies rwie co sił na smyczy - zmieniam kierunek o 90 stopni, idziemy, on znowu ciągnie to znowu zmiana kierunku i tak do skutku a raczej do zawrotu głowy :evil_lol:, bo przy tych szczególnych, to aż w głowie się kręci od ciągłych zmian. Pies po jakimś czasie, chociaż nie każdy :roll: skupia się na przewodniku, obserwuje go, dostosowuje się do tempa.

Posted

Własnie mi też szkoda czasu na stanie.
Metoda ze zmianą kierunku wydaje się rozsądna, wypróbuję. Wielkie dzięki za podpowiedź :)
A najlepiej obie na raz - rano będę dostawać zawrotów głowy (wychodzimy tam gdzie robię fotki) a wieczorem "w miasto" - lepiej stanąć niż wpaść pod auto na ulicy :)

Posted

[quote name='tayga']
Poza tym pies uczony spokojnego chodzenia na kolczatce będzie nadal ciągnął gdy mu się założy szelki lub obrożę... bo wtedy nie boli.

Nie prawda.Psu wydaje się odpowiednie polecenie i dopiero koryguje kolczatką.Gdy jest nauczy się reakcji na odpowiednie komendy to może chodzić w szerokiej obroży i nie ciągnie.

Posted

Chyba nakręcę filmik ze spaceru. Żeby skorygować takiego szaleńca musiałabym chyba dziury w krtani zrobić.
Udaje że jest ślepy i głuchy. Słuch ma wybióczy... reaguje tylko na "masz", czasami na imię (jak mu się chce).
Będę próbować bez kolczatki, jak mi się nie uda to pomyślę :)
A wierzę, że się uda.

Posted

Moze masz wyłączone w opcjach?

Miałam juz nic nie pisać, chciałam najpierw zrobić fotki i odwiedzić kojec interwencyjny...

Mam problem :-(
Wczoraj z komendantem Strazy Miejskiej (prywatnie - nie był na słuzbie, w soboty nie pracują) zbierałam ONka znad rzeki.
Wet wyjechany do dzisiaj (wesele czy inna impreza)
Myśleliśmy, ze potrącony, a on taki wycieńczony :-( Nie znaliśmy bidulka, więc chcielismy podprowadzić poskramiaczem. Zerwał się na nóżki i... padł na bok.
Nieśliśmy do auta na kocu, nie stanał już na łapki. Poskramiacz nie potrzebny, psiak przełagodny!
Dopiero jak się napił wody (ciepłej - bo był wyziębiony) z 5 litrów zaczął powoli się podnosić. Biedak szedł do rzeki, zastał lód :-( Taki miziak... kto mi moze pomóc?
Fotki mu jutro zrobię, szkielecik kochany :-( Na tej jedynej fotce nie widać, ale skóra i kości.

Na zdjęciu moment, jak się przewrócił :(

Posted

[quote name='tayga']Moze masz wyłączone w opcjach?

Miałam juz nic nie pisać, chciałam najpierw zrobić fotki i odwiedzić kojec interwencyjny...

Mam problem :-(
Wczoraj z komendantem Strazy Miejskiej (prywatnie - nie był na słuzbie, w soboty nie pracują) zbierałam ONka znad rzeki.
Wet wyjechany do dzisiaj (wesele czy inna impreza)
Myśleliśmy, ze potrącony, a on taki wycieńczony :-( Nie znaliśmy bidulka, więc chcielismy podprowadzić poskramiaczem. Zerwał się na nóżki i... padł na bok.
Nieśliśmy do auta na kocu, nie stanał już na łapki. Poskramiacz nie potrzebny, psiak przełagodny!
Dopiero jak się napił wody (ciepłej - bo był wyziębiony) z 5 litrów zaczął powoli się podnosić. Biedak szedł do rzeki, zastał lód :-( Taki miziak... kto mi moze pomóc?
Fotki mu jutro zrobię, szkielecik kochany :-( Na tej jedynej fotce nie widać, ale skóra i kości.

Na zdjęciu moment, jak się przewrócił :(



biedak straszny!! jak mu można pomóc?? gdzie On teraz jest??

Posted

Agmarek napisał(a):
Nie możesz mu już pomóc :-( nic nie można już zrobić

  • Napisałam to tylko u Emi... zapomniałam, ze tutaj tez bidulka wkleiłam :(
    Umarł w nocy, powód nieznany :( Sekcji nie będzie... to nic nie zmieni. A już chodził, jadł wczoraj normalnie...
    Za pół litra zakopano go w lesie przy użyciu koparki, ziemia jeszcze zamarznięta.
    Jedyne pocieszenie, to że nie odszedł sam na ulicy :(

    Join the conversation

    You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

    Guest
    Reply to this topic...

    ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


    ×
    ×
    • Create New...