Mapet Posted January 2, 2013 Posted January 2, 2013 Dziuniek - musisz im to zgłosic, tylko zastanawiam się czy juz czy może np. za 2 tygodnie. ja nie zgłosiłam odejścia psów i wykorzystali to przeciwko mnie. a punkt w umowie jest. Quote
dziuniek Posted January 2, 2013 Posted January 2, 2013 [quote name='malagos']O matko, co ty mówisz! Co się stało? To się niestety stawało od lipca, kiedy Sajgonek wyszedł w schronisku ze szpitalika i trafił na oddział geriatrii. On marniał z każdym dniem, jego wszystkie narządy nie pracowały dobrze, potem dołączył się świerzb. Gdy zaczęłam o niego walczyć, jego wychudzenie było 100%: on nie miał nie tylko tkanki tłuszczowej, ale żadnego mięśnia (pisałam o tym). Na kości miednicy (już bez sierści) miał odleżyny. Serce miał słabe, co jakiś czas tężały mu mięśnie i cały sztywniał i dusił się. U mnie w domu wygrzebywał się z trudem z posłania, żeby zrobić siusiu, ale jadł i pił łapczywie. Może gdyby w schronisku miał jeść podane w większej ilości (stan tarczycy tego wymagał), jakoś by egzystował, on jeszcze przedtem miał nużeńca, leki na to są bardzo toksyczne. Cierpienie tego psa było ogromne, wciąż stają mi łzy w oczach gdy przypominam sobie, jak płakał. Najgorsze jest to, że zawinili wszyscy-opiekunowie, bo nie zgłaszali jego stanu, lekarze, bo chyba to nie jest prawda, że oglądają co tydzień wszystkie psy na geriatrii (a powinni, jak w szpitalu, to i tak jest tylko raz na tydzień!), na koniec wolontariusze za późno podnieśli alarm- ale cóż mogą, jedynie pisać o tym na forum i błagać o ratunek innych.Każdy z nich ma przecież pełno zwierząt w domu. W schronisku nikt ich nie słucha, mają jakieś zakazy i są traktowani jak zło konieczne. Quote
dziuniek Posted January 2, 2013 Posted January 2, 2013 anetek100 napisał(a):o rany:(wiadomośc bardzo przykra:( ja wiem, że to nie reguła, ale zauważyłam, że staruszki gdy ida do nowego domku, gdzie jest dużo miłości, ciepła, opieki, bezpieczeństwa po prostu albo tracą odpornośc w sensie, że w schronisku warunki gorsze to organizm jakoś sie broni, a w domu, gdzie człowiek go kochający to pies rozluźnia się, poddaje niestety chorobie, bo wie, że tu mu nic nie grozi...to dziwne do wytłumaczenia, ale tak po prostu bywa..Sajgonek wiedział, że już wszystko w porządku, wszystko ok i zasnął w cieple, na miękkim posłanku, a nie na przykład na zimnych kafelkach ... moge się mylic, ale to był już chory starszy piesek, jak opisałaś z tyloma kłopotami zdrowotnymi..dziękujemy dziunek za opiekę nad nim:( Tak, masz rację, tak niestety bywa i jest to znane i opisywane zjawisko. Tam w schronisku leżał i umierał w plastikowej misce, w ostatnim kącie. W domu miał koszyk, czyste posłanie i kołderkę, jedzenie i picie i głaskanie po główce, bo reszta ciała była zbyt poraniona...Nie mogę pisać.... Quote
Aryste Posted January 2, 2013 Posted January 2, 2013 dlaczego te biedne psy musza tak cierpiec na tej geriatri? sajgonek mogl miec dom juz od kilku miesiecy.. moze wtedy , jakby go wydano nie bylo by kjuz za pozno zeby mu pomoc... Quote
wiosenka Posted January 2, 2013 Posted January 2, 2013 Dziuniek trzymaj się, myślami jestem z Tobą. Quote
dziuniek Posted January 2, 2013 Posted January 2, 2013 [quote name='Mapet']Dziuniek - musisz im to zgłosic, tylko zastanawiam się czy juz czy może np. za 2 tygodnie. ja nie zgłosiłam odejścia psów i wykorzystali to przeciwko mnie. a punkt w umowie jest.Zrobię tak niedługo. Na geriatrii panuje świerzb i chyba jest bardzo źle, skoro kolejny pies odchodzi tuż po zaadoptowaniu. Wszystko było za późno. Kłębuszek-MIś Colargol jest również bardzo wychudzony, a przecież chętnie je, kiedyś byłam przeciwna temu słowu, ale byłam, widziałam: umieralnia, mimo nowych kafelków, ciepłej wody i nie wiem, czego jeszcze... Quote
Aryste Posted January 2, 2013 Posted January 2, 2013 w lato jest jeszcze gorzej... jak w upale panuje tam smrod nei do opisania...a biedne psy ledwo sie slaniaja na nogach w przepelnionych klatkach... Quote
Astaroth Posted January 2, 2013 Posted January 2, 2013 może trzeba go porządnie odrobaczyć, zdaje się że psy są odrobaczane raz na wejściu a potem to już rzadkość Quote
Mapet Posted January 2, 2013 Posted January 2, 2013 szkoda gadac o tym oddziale i lepiej jak najmniej pisac ... bo wszystko odbija sie potem na psach Quote
magdyska25 Posted January 3, 2013 Posted January 3, 2013 w Nowym Roku marzy mi się, żeby wreszcie wszyscy zaczęli ze sobą współpracować. Dyrekcja, Opiekunowie i Wolontariusze. Czy tak nie byłoby prościej i lepiej dla zwierząt?...... Quote
sleepingbyday Posted January 3, 2013 Posted January 3, 2013 Aryste napisał(a):dlaczego te biedne psy musza tak cierpiec na tej geriatri? sajgonek mogl miec dom juz od kilku miesiecy.. moze wtedy , jakby go wydano nie bylo by kjuz za pozno zeby mu pomoc... jestem o tym przekonana :-( Quote
APSA Posted January 3, 2013 Posted January 3, 2013 dziuniek napisał(a): Najgorsze jest to, że zawinili wszyscy-opiekunowie, [...], lekarze, [...], na koniec wolontariusze [...] Dodaj jeszcze osoby odpowiedzialne za całokształt działania schroniska. I organy, które nadzorując jego pracę nie widzą żadnych nieprawidłowości. Jednak winna jest przede wszystkim ta osoba, która go skazała na poniewierkę pod koniec życia, były właściciel. Od tego się zawsze zaczyna, pay w schronisku nie biorą się znikąd... Quote
dziuniek Posted January 3, 2013 Posted January 3, 2013 APSA napisał(a):Jednak winna jest przede wszystkim ta osoba, która go skazała na poniewierkę pod koniec życia, były właściciel. Od tego się zawsze zaczyna, pay w schronisku nie biorą się znikąd... Oczywiście,że tak. Schronisko powinno być tymczasowym (chwilowym) miejscem dla psów, które zgubiły się właścicielom. To jest twór "chory", nie powinien w ogóle istnieć. Ale jak poprzestawiać ludziom w mózgach? Skoro potrafią porzucać, a nawet zabijać własne dzieci? Nam pozostaje naprawiać to, co zepsuli inni... Quote
sleepingbyday Posted January 3, 2013 Posted January 3, 2013 za zaniedbania w schronisku (i w ogóle specyficznie pojmowane dobro i szacunek dla zwierząt) nie jest winny ten, co sajgonka wywalił. on jest winny czego innego. Quote
dziuniek Posted January 5, 2013 Posted January 5, 2013 (edited) Wklejam kawałek mojej wypowiedzi z wątku Kłębuszka, bo tu więcej osób czyta: Dlatego właśnie proszę wolontariuszy, żeby oprócz wyjścia ze "swoimi" psami roglądali się tam trochę. Przecież ja jestem obca, a przejrzałam i przeszłam przez wszystkie korytarzyki i salki, do których się dało i nikt nic nie mówił (i to nie jeden raz). Wszystko da się zobaczyć, zapisać numer psa i potem szukać ratunku z zewnątrz. Nawet jak dzwoniłam, to podawali mi dane z karty(!), albo kierowali do lekarza i da się osobno porozmawiać, zawsze można udawać adoptującego. Tam chyba lekarze nie oglądają każdego psa, tylko tego, którego zgłosi opiekun. Facet, który tam jest, to w ogóle nic nie zauważa (jakiś niekumaty), dziewczyny nie rozgryzłam, może boi się o pracę albo już kompletnie zobojętniała, chociaż sama podobno posiada gromadkę zwierząt. Błagam! A tu nowe wiadomości: Kłębuszek nadal słabowity, ale na spacerkach się ożywia. Ten pies w schronisku odszedłby też niedługo, on w nocy śpi dotąd, dopóki go nie obudzę, bo po co tam miał wstawać? Ale po troszku zauważa, że cały czas w domu się coś dzieje i są ludzie, do których można podejść i zostać pogłaskanym. Każdego dnia wycinam mu garstkę dredów, bo strasznie tego nie lubi, a tak szczeka, jakby chciał oprawcę pożreć. Zwykły Kundelek - jest tez w parszywym stanie, siedzi i patrzy na własne łapy (pomieszczenie przed gabinetem), APSA wie który. A który to??? Edited January 6, 2013 by dziuniek Quote
Mapet Posted January 5, 2013 Posted January 5, 2013 (edited) Klara jak odrośnie będzie wyglądała tak Edited January 7, 2013 by Mapet Quote
dziuniek Posted January 8, 2013 Posted January 8, 2013 Serdecznie zapraszam na bazarek. Cioteczki, wspomóżcie! Quote
sleepingbyday Posted January 10, 2013 Posted January 10, 2013 Hej, wolontariuszki z palucha, mam sprawę. napisała do mnie koleżanka - jej sąsiadka znalazła psa, z chipem, podany telefon nie odpowiada, pies został zabrany na paluch, chip był zresztą jest paluchowy. dziewczyna dzwoniła na paluch, ale "nie byli zbyt wylewni", czyli nie wiadomo, czy "ścigają" właściciela. nie wiadomo też, czy psa ktoś szuka - w okolicy znalezienia nie ma ogłoszeń, ta dziewczyna wrzuciła na net info o znalezieniu, tel z bazy chipów nie odpowiada od wczoraj. nie wiadomo, czy paluch próbował się z właścicielami kontaktować i nei wiadomo, co dalej, jeśli nie uda sie zlapać kontaktu - dziewczyna sie przejęła, bardzo dobra obywatelska postawa, chce pomóc, no i wiedzieć, jak wygląda dalsze postępowanie w sprawie. czy ktoś jest w stanie dowiedziec się, co się z psem dzieje i w jego sprawie? Nr sprawy tego psiaka 94/13 Quote
morisowa Posted January 10, 2013 Posted January 10, 2013 Jak tel nie odpowiada, to trzeba ich gnębić, żeby pojechali pod adres z umowy. Często wygląda taka sprawa tak: tel nie odpowiada, za jakiś czas dalej nie odpowiada, no to wysyłają pismo, brak odpowiedzi, czas leci i jak nikt z wolontariuszy/odwiedzających o psa nie pyta to pies tkwi jako depozyt, bo posiada właściciela... Ale przyznaję, czasem ładnie sprawę załatwią, żeby nie było, że tylko źle o biurze piszę ;) Quote
sleepingbyday Posted January 10, 2013 Posted January 10, 2013 morisowa, możesz ty, albo ktoś, kto będzie neidługo na paluchu sprawdzić, czy coś robią? żeby dziewczyna ich nie ścigała bez potrzeby. a ja przekażę. dzięki! Quote
morisowa Posted January 10, 2013 Posted January 10, 2013 Mnie teraz nie będzie ale poproszę Beatę to w sobotę spyta. Quote
sleepingbyday Posted January 11, 2013 Posted January 11, 2013 dzięki bardzo! ta dziewczyna ma dziś dzownić na palucha, wiec może przez upierdliwość zaktywizuje biuro ;-) Quote
Mapet Posted January 11, 2013 Posted January 11, 2013 (edited) ...................... Edited January 11, 2013 by Mapet Quote
APSA Posted January 12, 2013 Posted January 12, 2013 Mapet napisał(a):...................... Popieram, szkoda słów :shake: Quote
Aryste Posted January 13, 2013 Posted January 13, 2013 Dziewczyny, dzisiaj jak odprowadzalam psa do klatki, zauwazylam na geriatri malego pieska w typie jamnika, jest tam od niedawna ( na paluch trafil 9/12/2012),wiec miesiac temu.Siedzi w boksie przy wejsciu na geriatrie. Bardzo mnei chwycil za serce bo tak sie łasil i widac bylo ze zupelnie nie rozumial do konca gdzie sie znajduje i dlaczego tam trafil....zupelnie zagubiony...Nie rozumie dlaczego i za co dostal ten bilet w jedna strone.... Ma nr 2815/12 ze strony schroniska wynika ze ma 13 lat....wiec pewnie ktos go oddal na starosc... czy ktoras z was sie opiekuje ta klatka? kojazycie go??? chciala bym mu zrobic zdjecia i ogloszenia. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.