Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 177
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Dobrze, że Miś żyje i dobrze wygląda.
Może on rzeczywiście jest takim wolnym strzelcem?
Ma dom, ale jest wypuszczany?

U nas na osiedlu pojawia się Lisek.
Po raz pierwszy go zobaczyłam jakieś cztery lata temu.
O czwartej nad ranem wyszłam z małym Reksiem, a tu patrzę jakiś piesek leży zwinięty w kłębek pod klatką schodową w bloku obok.
Zastanawiałam się wtedy co zrobić, bo pogoda zimowa..
Potem się dowiedziałam, że on krąży zawsze tam gdzie suka ma cieczkę i tam często śpi całą noc.
Liska znają wszyscy.
Mieszka w familokach niedaleko naszego osiedla, ale czasami całą noc potrafi przeleżeć nawet zimą, pod jakąś klatką.
Jak się ubłoci na przykład - na drugi dzień przychodzi wykąpany.
Jest dobrze odkarmiony, zadbany,spokojny...tylko właściecieli ma nieodpowiedzialnych..ech...:shake:

  • 2 weeks later...
Posted

Jak dotąd nie udało mi się go spotkać znowu. Mogę tylko mieć nadzieję, że to dlatego, że gdzieś zamieszkał. Ale to nie znaczy, że nie będę się dalej rozglądać...

  • 1 month later...
Posted

:multi:Wreszcie dziś udało mi się Miśka dokładnie obejrzeć, a nawet pogłaskać!

Od kilku dni widywałam go codziennie w pobliżu mojego bloku, niestety - tylko przez okno i raz z daleka. Biegał, jak to Misiek. Myślę, że pojawił się, bo wyczuł, że właśnie jakaś sunia ma w okolicy cieczkę (mój pies mi o tym "powiedział"). Tzn. sunia nie biega wolno, ale zapach - wiadomo, przyciągnie psy. Myślę tak, bo Miśka nie było w te najgorsze mrozy, nie było go zresztą na dłużej już - jak wiadomo - od dawna.

I tu - o ile się nie mylę - chyba niezła wiadomość: wcześniej byłam pewna, że on jest sam, wiele rzeczy na to wyraźnie wskazywało. Ale potem zniknął i wychodzi na to, że w czasie swojego zniknięcia jakoś swoim rozumem i sprytem znalazł sobie miejsce z jedzeniem i spaniem, bo wygląda chyba lepiej.:lol: Sierść ma dość ładną, jest szczupły, ale nie wygląda na wychudzonego; tej starej obroży, którą kiedyś nosił - już nie ma, więc ktoś musiał mu ją zdjąć..

Dzisiaj niemal wpadliśmy na siebie i Misiek do mnie podszedł, gdy go zawołałam. Popatrzył na mnie, ale bez tej rozpaczy w oczach, którą miał kiedyś. Chętnie dał się pogłaskać, sprawdził, czy nie mam nic ciekawego dla niego w kieszeni (a skąd miałam wiedzieć, że na niego trafię..??), ale nie wyglądał na jakoś bardzo głodnego. A w końcu machnął ogonem i pobiegł dalej w swoich psich sprawach.:razz:

Przypuszczam - choć nie wiem tego, niestety, na pewno - że gdzieś sobie zamieszkał. Wprawdzie nikt go nie pilnuje, nie wiem, jak z inną opieką - ale najwyraźniej jakoś sobie psina radzi. :dog:

Dalej jest dla mnie tajemnicą, ale może kiedyś ją jednak odkryję..:PROXY5:

W każdym razie - nie wygląda, żeby mu coś bezpośrednio zagrażało i to jest ta wiadomość, którą chciałam się z Wami podzielić.:wink:

Posted

Dobrze, że się podzieliłaś cioteczko leonardo ;)

Ja też czasami nie wiem co myśleć o niektórych psach, biegają samopas, niby zadbane, ładna sierść, i potem się człowiek głowi i zastanawia....

Posted

Leonardo, a może noś przy sobie obrożę z przyczepioną karteczką, taką wiesz, że prosisz o kontakt...czy jakoś tak podobnie.
I jeśli go spotkasz,to może mu ją założysz...I jeśli jest czyjś, to może ten ktoś zechce zadzwonić..
Kurcze, jak pomyślałam,to mi się wydał całkiem dobry pomyśł, a jak napisałam - to jakoś idiotycznie brzmi..:roll::oops:

Posted

Ha - a ja o tym od jakiegoś czasu myślałam, ale wtedy wydawało mi się to głupie. A teraz, jak Jasza napisała, to już mniej;)

Tylko zastanawiałam się, u kogo on bywa, kto jest ewentualnym właścicielem (jeśli w ogóle jest takowy), no i jak zareaguje na taką karteczkę.. może się wkurzy, że ktoś się wtrąca i po prostu wyrzuci? A może ktoś inny ją psu z ciekawości zdejmie i zabierze? Choć bardziej obawiam się, że ktoś, kto tak ma w nosie co jego pies robi całymi dniami, to raczej nie będzie się kontaktował, raczej mi może zrobić na złość jakiś głupi numer z telefonem np. (szczerze mówiąc, to mnie w znacznym stopniu powstrzymuje).

Tylko chyba, jeśli po prostu ktoś normalny dał mu jakiś kąt do spania i podkarmia, to taka osoba by może zadzwoniła..

No i tak się biję od jakiegoś czasu z myślami na ten temat...

Posted

Z córką pomyślałyśmy, że może by po prostu kupić jakiś starter i go wykorzystać - wtedy w razie czego normalnie go wyrzucę i już. Tylko zastanawiamy się, jak zabezpieczyć kartkę (a powinna być raczej łatwa do znalezienia), no i przede wszystkim - co napisać, żeby ktoś się nie wystraszył i zechciał zadzwonić. Wpadło nam przed chwilą do głowy, że pies uratował dziecko i jest jakaś skromna nagroda dla właściciela - ale to chyba zbyt głupie. No, a jak napiszę tylko prośbę o kontakt, to ktoś (o ile w ogóle jest) może się wystraszyć i nie odezwać, a jeszcze nie daj Boże gdzieś psa zamknąć albo wprost przeciwnie - wypędzić...

Tak że nie wiem na razie jak napisać. Ktoś ma pomysł? I czy to w ogóle robić - żeby nie zaszkodzić psu "nadmiernym" zainteresowaniem..

Posted

No więc jak dotąd nie założyłam mu żadnej obróżki z wiadomością, bo jakoś tak mi głupio jeszcze i nie mogę się zdecydować - to raz. I nie było okazji - to dwa.
Wprawdzie teraz go prawie codziennie widuję, jak przebiega przed moimi oknami, ale on jest jak struś pędziwiatr - raz tu, a za chwilę z drugiej strony albo nigdzie...

Jestem pewna, że tu przybiega za suczką, bo wszystkie psy na osiedlu, które koło mnie widzę, włącznie z moim, jakby czegoś do głowy ostatnio dostały. Na szczęście nie ma żadnej biegającej suczki - tylko zapach cieczki jakiejś domowej. Ale to i tak wystarczy..

No to idę sobie rano na szybkie zakupy, a tu Misiek nagle pędem leci i na moich oczach atakuje całkiem sporego psa z grupki trzech, które urzędowały bez smyczy koło targu..

Posted

Na szczęście do jakiegoś bardzo poważnego starcia nie doszło, bo rzuciły się na siebie tylko na chwilę i tamten uciekł, a Misiek go gonił dookoła póki całkiem nie przegonił i został sam - wielki zwycięzca. No a mój Rufi ze mną był - to jak zobaczył, co się dzieje i jeszcze że to Misiek, z którym się przecież od zawsze nienawidzą - dał taki popis wokalny, że aż się dziwię, że nikt mnie nie opierniczył za to. Jednak żeby hałas robić nie ma to jak biglowate:razz:

No i za chwilę idę z moim głupolem do domu - a tu naprzeciwko stoi Misiek z miną wielkiego zwycięzcy na górce i rozgląda się, komu by tu jeszcze coś udowodnić...
a głupol już go zauważył i swoje - szarpie się jak sam diabeł, warczy, szczeka i co umie, to po psiemu wyzywa...:mad:

Myślę - no teraz, jak oba nakręcone, to już weterynarz i szycie tylko mnie czeka. No ale patrzę na Miśka, który już zaczął iść na wprost Rufiego i jakoś tak normalnie mówię do niego: Misiek, nie wolno. Zatrzymaj się, nie będziecie mi się tu gryźć.

Posted

No i co? Mój swoje dalej, a Misiek stanął, spojrzał na mnie i niemal usłyszałam, jak wyraźnie mnie informuje: No to weź stąd to coś, co masz na smyczy, bo długo nie zdzierżę, i idźcie.

Więc ja Rufika na siłę ciągnąc szybko zabrałam, Misiek stał i patrzał. Jakby to nie brzmiało nienormalnie, to bym napisała, że mi prawie oko puścił.

Rufiiego wpakowałam do domu i lecę z powrotem z kawałkiem gotowanej świeżo wołowiny, bo akurat miałam, a Misiek, myślę, może głodny. No i jakoś nawet od razu na niego trafiłam, znowu leciał biegiem, dumny z siebie jak cholera. Zawołałam, stanął, zawrócił. Podszedł, ja mu to mięso pod nos, a on powąchał krótko i ... nic. Machnął ogonem, obrócił się na pięcie i pobiegł dalej rządzić na pasażu..

Posted

Znaczy się - myślę - w sumie dobrze, niegłodny przynajmniej. No, chyba, że tak go te psie sprawy z cieczką i walką zajmują, że na jedzenie nie ma czasu ani ochoty. Ale na wychudzonego dalej nie wygląda. Kawał psa się z niego zrobił (no, bez przesady, to raczej ten ogon postawiony i głowa do góry sprawiają takie wrażenie).

No, ale teraz tak: jakby on tak się rzucił na psa (podkreślam - przepędził go tylko, nie pogryzł!), który byłby w towarzystwie właściciela, to ja nie wiem, jaka by była reakcja. I czy ktoś by na policję lub straż nie zadzwonił, że tu biega agresywny pies. (A żebyście Miśka widzieli, jak tu biegał po deszczu ostatnio - to jedna wielka bieda była:shake:).

Posted

Druga sprawa - dalej nie mam pojęcia, skąd przychodzi i gdzie znika.. a w dodatku weszłam przed chwilą na wątek Rudego na śląskim forum - i szok - toż to Rudy, dawny kolega Miśka! I niby się wydawało, że gdzieś w pobliskich domkach mieszka, i nawet takie pogłoski od ludzi słyszałam, bo też mu coś do jedzenia dawałam czasem, jak tak biegał - a tu masz, psina omal nie zamarzła:shake:
No i wprawdzie u Rudego się już prawie ułożyło (dzięki Avilii), ale tym bardziej zaczęłam się od nowa gnębić Miśkiem. Bo może mi się tylko wydaje, że on coś ma?? Fakt - mrozy gdzieś przetrzymał, ale jednak co z tego? To nie musi nic znaczyć.. I Rudy też nie zawsze był głodny, bo parę razy coś mu dawałam i nie chciał... a to go jakieś panie dokarmiały..

Posted

Nie wiem, może spróbuję jakoś teraz, póki Misiek jest widoczny, poprosić Avilię o pomoc w " śledztwie"? Może ona jest w stanie dowiedzieć się więcej? W każdym razie spróbuję.

Posted

No, niedobrze by było gdyby ktoś nadgorliwy zadzwonił na straż, że Misiek atakuje psy...
Mógłby trafić nie wiedomo gdzie.

Mi się wydaje jednak że on ma metę gdzieś,ma dom, tylko taki właśnie..siaki.
Znam kilka takich psów, w tym Lisek o którym pisałam.

Wierzę, że Ci to nie daje spokoju Leonardo....
Dobrze byłoby wiedzieć tak na 100%.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...