Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

jambi_ napisał(a):
Dzień dobry Fides :multi:, mówisz "chwilka wytchnienia w pracy" ... :hmmmm: to chyba muszę znowu przysiąść i przygotować jakąś opowieść :cool3:,
"Charakterystyka sznaucera" była tak na jedną kawkę i papieroska (oczywiście - co do tego drugiego przymusu nie ma ;) ) - dokładnie tak na chwilkę wytchnienia... od tamtej pory jakoś się opuściłam w moich opowieściach ... zobaczymy, zobaczymy...



no na "Charakterystykę sznaucera" miałam trochę dłuższą chwilę pod postacią urlopu :multi:
ale urlop był i się skończył :shake:
chwilka na kawkę jak najbardziej zawsze jest mile widziana, z papieroskiem jest tak, że zmądrzałam z wiekiem i już nie palę :cool3:

Posted

[quote name='Fides79']chwilka na kawkę jak najbardziej zawsze jest mile widziana, z papieroskiem jest tak, że zmądrzałam z wiekiem i już nie palę :cool3:

to znaczy, że ja chyba jeszcze nie dojrzałam ;) w takim razie, jeśli akurat nie masz nic innego do roboty a masz akurat chęć na popołudniową kawkę to zapraszam... :)

[quote name='eria']skarb nie pies:loveu:

Eria mnie natchnęła ;) „Skarb nie pies” mówisz? Tak... a więc dzisiaj będzie o Aronie :p

Kiedyś pisałam juz o tym, że ten pies dostarczył mi wiele powodów zarówno do dumy jak i wiele rozterek.
Po doświadczeniach z psem, który odczytywał moje myśli, bez problemu odgadywał moje emocje, był moim cieniem, pojawienie się osobnika tak kontrastującego było dla mnie nie lada szokiem. Po śmierci Joko, poniekąd w ramach „ukojenia w bólu”, poniekąd także z racji tego, że ja bez psa żyć nie umiem, trafił do mojego domu Aron.
Był on tak różny od Joko, że bez wahania moge powiedzieć, że przewrócił mój świat do góry nogami. :huh:
Jednak nie w negatywnym sensie, bo właściwie powinnam powiedzieć, że dzięki niemu znacznie podniósł się mój poziom edukacji :p. Dzięki niemu zaczęłam bowiem zgłębiać tajniki psiej psychiki, poznałam pojęcia "behawioryzm", "dominacja", "warunkowanie", szkolenie stało się moim hobby, a Pola Mokotowskie niemal drugim domem. ;)

Joko była psim aniołem, o niebywałej, wrodzonej inteligencji, ogromnych pokładach dobroci i miłości, psem nigdy nie szkolonym a jednak na głowę biła wiele psiaków z ukończonym kursem PT. Przez 12 lat jej życia, rzadko kiedy używałam smyczy – nie musiałam! Nigdy nie oddaliła się ode mnie dalej niż na odległość 10 metrów. Nie wszczynała bójek z psami, ba! Ona wręcz unikała innych psów, nade wszystko przedkładając towarzystwo człowieka, a ściśle biorąc - moje. Spacery z nią to była czysta przyjemność :mdrmed:[FONT=Verdana] wystarczyło gwizdnąć a pies już był przy nodze i przez cały czas szła trzymając się blisko, od czasu do czasu obiegając mnie (lub raczej zaganiając :cool3:– w sposób typowy dla owczarków, które wszak miała we krwi). Nigdy nie musiałam mieć „oczu dookoła głowy” – to pies pilnował mnie a nie ja psa... ale miało być o Aronie. Cóż... Aron pod tym względem okazał się być zupełnie inny niż Joko :icon_roc:. Silny, dominujący samiec, nie stroniący od kłopotów, zawsze chętny do włączenia się w psie awantury, i wreszcie pies, przy którym musiałam się nauczyć jednocześnie patrzeć w cztery strony świata...[/FONT]
Najpierw radosny, energiczny szczeniak, potem młodzik, który dopiero poznaje swoje siły, aż wreszcie nadszedł okres buntu... cóż, musze przyznać, że problemów narobiłam sobie sama, praktykując tzw. "bezstresowe wychowanie", na moja obronę mam brak doświadczenia z tzw. "trudnymi psami" ... mój Psi Anioł nie przygotował mnie na to zupełnie :shake:. Na zawsze chyba zapamiętam kpiące słowa jakie padły pod moim adresem na szkoleniu psów z ust Trenera „dziewczynka kupiła sobie dużego psa, który jeszcze ją nauczy życia” :stormy-sad:

Byłam wtedy wściekła, nie bardzo rozumiałam czego się czepia?! Ale... no cóż... nauczył... w niecałe 2 miesiące później ten sam trener powiedział „a nie mówiłem!” gdy ze łzami w oczach, straszliwie wściekła i rozgoryczona próbowałam „walczyć” z własnym psem w myśl zasady „albo ja, albo on”, wtedy też postanowiłam sobie, że jednak ja.

Trochę trwało przekonanie mojego 45 kilowego psa o przerośniętym ego o tym, że to jednak ja tu rządzę, że żarcie jest moje, że leci się a nawet szczeka jak ja pozwolę, a o żadnej samowolce nie ma mowy .
W tamtym czasie spędzaliśmy długie godziny na szkoleniu, ćwiczyliśmy bez opamiętania, ustalaliśmy podstawowe zasady. Było to koniecznością, mieliśmy przecież wspólnie spędzić życie. Efekt był taki, że egzamin PT zdaliśmy z wynikiem 194 punkty na 200 możliwych :multi: a nasz Trener podszedł do nas z gratulacjami i powiedział „nie wierzyłem w to, a jednak dałaś radę” a ja pękałam z dumy. Tego dnia zdały tylko 3 psy, a mój miał najlepszy wynik! Z trenerem pozostajemy przyjaciółmi, nie raz i nie dwa uczestniczyliśmy także w pokazach na jego szkoleniu.
Jednak szkolenie szkoleniem, a życie życiem. Aron nigdy nie był psem, którego można było bez obaw wpuścić pomiędzy tabun innych kotłujących się psów, (no chyba że były to suki, bo przy tym wszystkim mój pies jest dżentelmenem – damy nie ruszy). Nie chodzi o posłuszeństwo – z tym dawaliśmy sobie radę, z reguły był psem „odwołalnym” jednak ta jego odwołalność była w dużej mierze zależna od ilości bodźców zewnętrznych... z reguły wracał do mnie „potem”, siadał i patrzył na mnie z taką miną jakby chciał powiedzieć „noż, nie mogłem sie powstrzymać...”. Posłuszeństwo na co dzień było niemal stuprocentowe, jednak gdy w pobliżu miał miejsce konflikt psi, ten mój Strażnik Teksasu, koniecznie musiał się włączyć :mdleje:
Piszę „była” bo teraz to już stary piernik, który bodźców zewnętrznych nie zauważa... znormalniał na starość :p.
Przy całej tej swojej dominacji, chęci pokazania światu jaki to on jest silny i ważny, mój pies - postrach pozorantów i zły sen osiedlowych pijaczków ma także drugie oblicze :razz:. Jest zagorzałym wielbicielem kotów, fanem weterynarzy i ma wybitnie specyficzny stosunek do dzieci.
Koty uwielbia! Na widok napotkanego kota zastyga i merda popiskując, rzecz jasna obce koty zdają się nie rozumieć właściwych intencji i prychają, kiedy jednak zdarzy się, że napotka na swojej drodze kota, który nie ma nic przeciwko bliższym kontaktom z psim gatunkiem, bije przed nim pokłony, swoje prywatne a także zaprzyjaźnione koty namiętnie wylizuje... z tej miłości do kotów Aron polubił strzyżenie. Po kilku razach skojarzył bowiem, że gdy tylko wskoczy na stół trymerski zostaną otwarte drzwi do pokoju w którym są koty :lol:. I potrafił tak stać nieruchomo na stole prawie 2 godziny – byle mu tylko nie zasłaniać kotków.

Weterynarzy uwielbia prawie na równi z kotami. Bezproblemowo ładuje się do gabinetu, koniecznie chce zawrzeć bliższą znajomość z każdym przedstawicielem tej profesji, a swego czasu służył nawet jako pies "poglądowy" dla studentów weterynarii na SGGW, którzy na przykładzie żywych eksponatów mieli nauczyć się jak dokonuje się oględzin zwierza. Pamiętam, jak kiedyś wybrałyśmy się na takie zajęcia z koleżanką, ja z Aronem, ona z Yorkiem. Wszyscy studenci oblegli stół Yorka, a przy mnie została dwójka, zrobiło mi się wtedy bardzo smutno... jednak po kilkunastu minutach, gdy spostrzegli, że York robi za całe stado, do tego wściekłe, a Olbrzym leży spokojnie i łapą nawet nie kiwnie, stopniowo przenosili się do nas, rozpływając się w komplementach dla mojego "grzecznego" psa.... i kolejny raz moje serce rozpierała duma :)
Ta miłość Arona do weterynarzy, i spokój jaki zachowuje na stole pozwoliły abym za niego podjęła bardzo ważną decyzję. Postanowiłam, że w ramach rehabilitacji za wielokrotne poniewieranie swymi pobratymcami, mój pies dla nich także coś zrobi. I tak Aron został Honorowym Dawcą Krwi :p


Z dziećmi jako takimi Aron miał niewiele kontaktu. Sporadycznie spotykał się z dzieciakami znajomych, na ulicach, na spacerach. Tym bardziej nie miałam pojęcia jak też mój pies zareaguje na nowego członka rodziny, który pojawił się gdy Aron miał już 9 lat. I tu zaskoczył mnie na całej linii :lol:. Z miejsca zaakceptował małego, który w miarę wzrostu coraz bardziej zacieśniał swoje kontakty z psem. Zaczęło się od niewinnego targania za uszko, ciagnięcia za futro, poprzez naukę chodzenia przy użyciu psiego ogona i obroży i wkładania rączek do psiego pyska, aż po takie obrazki jakie mieliście okazję widzieć na zdjęciu.
I nie chodzi o to, że do tego dziecka mój pies jest przyzwyczajony, bo po pierwsze – jak wspomniałam, gdy się pojawiło był już mocno dorosłym psem, a po drugie o jego stosunku do dzieci świadczy również taka oto sytuacja, która miała miejsce na ulicy, gdy wracaliśmy ze spaceru z Pól:
Aron dreptał obok mnie, bez smyczy, gdy nagle usłyszałam za plecami klap, klap – odgłos biegnących kroków, gdy się obejrzałam było już za późno, do Arona doleciała dziewczynka, na oko 10 – 11 lat, która bez pardonu rzuciła się mojemu psu na szyję... ja zamarłam, mój pies zastygł, dziewczynka wisiała mu na szyji... ja zdążyłam pomyśleć „Jezus Mario!” mój pies patrzył wprost przed siebie tkwiąc w absolutnym bezruchu i tak to sobie chwile trwało, aż w końcu dziewczę zeszło z psa i spytało mnie „a jak on ma na imie?” Przezornie złapałam psa, odpowiedziałam dziecku, rozglądając się za matką, którą w końcu dostrzegłam. Okazało się że dziewczynka uczęszcza do szkoły specjalnej, gdzie odbywają się zajęcia z dogoterapii, które ona bardzo lubi. To wtedy narodziło się we mnie marzenie o dogoterapii... kiedyś je zrealizuję...
Te dziewczynkę spotykałam jeszcze wielokrotnie, zawsze gdy słyszałam klap, klap zatrzymywałam się głaszcząc psa. Po całej tej historii duma rozpierała już nie tylko moje serce ale i duszę! Uświadomiłam sobie, że nie byłoby niczym nienormalnym, gdyby na taki „rzut na kark” pies zareagował zgoła odmiennie, żeby nie powiedzieć agresywnie, a tymczasem, moje cielątko chyba wyczuło, że jakikolwiek przejaw agresji byłby tu nie na miejscu...
tak... taki pies to skarb!:p

Posted

jambi_ napisał(a):
z tej miłości do kotów Aron polubił strzyżenie. Po kilku razach skojarzył bowiem, że gdy tylko wskoczy na stół trymerski zostaną otwarte drzwi do pokoju w którym są koty :lol:. I potrafił tak stać nieruchomo na stole prawie 2 godziny – byle mu tylko nie zasłaniać kotków.


hahahahahaha KOCHAM GO :klacz:


a historia z dziewczynką - no cóż oczy mi się spociły :loveu:

Posted

to znaczy, że ja chyba jeszcze nie dojrzałam ;)


każdy swój rozum ma i robi co mu się podoba :cool3:

w takim razie, jeśli akurat nie masz nic innego do roboty a masz akurat chęć na popołudniową kawkę to zapraszam... :smile:

w między czasie jednak zajęcie się znalazło (niestety:shake:) i historyjka zostala przeczytana nie przy kolejnej kawce (byłaby to już trzecia) a po powrocie do domu w czasie konsumowania obiadu :lol:
napisana jak zwykle z polotem czytała się doskonale i wywołała uśmiech na twarzy :grins:
rzeczywiście taki pies to skarb :shiny:

Posted

cieszę się,że Cię natchnęłam! Z ogromną przyjemnością poczytałam o Aronie, porównując sobie w myślach go z moją największą dumą, tą czarną , za TM.

Posted

tak sobie właśnie pomyślałam, że po moim (skrótowym) opisie Arona, można odnieść wrażenie, że jest on jednostką całkowicie aspołeczną i wrogo nastawioną do psów.

Otóż, nic podobnego! Rzeczona wrogość tyczy się tylko samców o równie porywczym, dominującym charakterze, oraz sytuacji, w których dochodzi do napięć bądź wręcz spięć - wtedy koniecznie musi się włączyć.

Jednak Aroniasty potrafi się także zachowywać w sposób niezwykle grzeczny i spokojny - możnaby powiedzieć wręcz wzorowy - w dużych skupiskach psów, na dowód czego - kilka zdjęć ;)

moga mnie okrążać, mogą patrzeć spode łba, moga kombinować... nic to, nie zdenerwują mnie bom ja luzak bejbe! :eviltong:




wyścigi z większym kumplem kto pierwszy dorwie patyczek (Aron to ten po lewej :cool3: )



no chyba, że pierwszy będzie basset, a wtedy po co sie męczyć... wystarczy poczekac przy brzegu... :evil_lol:



i wspólne gonitwy w stylu "dorwać małego" :lol:





a po gonitwach razem do wodopoju! :p

Posted

Tak to se ne da ;) nno, może się da, w sumie Joko mi się trafiła jak ślepej kurze przenica :lol:, ale co do Olbrzymów, zwłaszcza samców to na cuda w tej materii bym nie liczyła :shake:
Ten kolega ma na koncie kilka niechlubnych epizodów, kilka historii o których wolałabym nie pamiętać i kilka moich siwych włosów. Ale po tym jak stanęłam przed wyborem "on albo ja" i wahałam się ułamek sekundy za długo, postanowiłam, że trzeba brać przykład z małego księcia i wziąć odpowiedzialność za to co się oswoiło.:p
Praca, konsekwencja, czas i chęci - połowa tajemnicy sukcesu. Druga połowa to... nie wiem jak to nazwać... miłość? wiara? szczęście? wiem jak to brzmi, ale miłość, bo trzeba kochać, żeby czasem wybaczać i konsekwentnie dążyć do celu; wiara, bo trzeba wierzyć, że się uda, że potrzeba tylko czasu, ćwiczeń i chęci, a szczęście? bo ono zawsze się przydaje ;)

Posted

a teraz kilka zdjęć z ulubionego zajęcia Pana Aroniastego ;) i tym razem nie mam na myśli wylizywania kotków, czy niańczenia dzieci... :cool3:

...chociaż... na początek prezentacja jego samego, czekającego na...







Posted

[quote name='lolka75']uuuaaa...ale mialam nadrabiania:shake:
ale doskonale sie czytalo i przepiekne historyjki:loveu:
ale zdjec malo:mad:

sama jesteś sobie winna :p wpadaj częściej, wtedy nie będziesz miała takich zaległości ;)

że co mało? że zdjęć mało? jak mało?! czekaj czekaj... zdjęcia... coś mi świta... :hmmmm:

... nie wiem...

:niewiem: cóż, skleroza....

[quote name='Fides79'] tutaj to, jak tak leży wygląda na dużo mniejszego od kolegów bassetów

bo wbrew pozorom basset wcale mniejszy nie jest! :) jest zdecydowanie niższy, ale na długość - taki sam, a co do głowy, to ja nie wiem, czy cała głowa (od guza do nosa) nie jest dłuższa od głowy typowego sznaucera... więć jak Aron leżał i wzrostem nad resztą nie górował, to wcale nie był od nich większy :lol:.

[quote name='Fides79']czy to wilczarz??
Tak, to wilczarz... jedna z moich ukochanych ras :loveu:





to na zdjęciach obok wilczarza to ja - wersja krótkowłosa i pare kilo większa :razz:

a właśnie, skoro o zdjęciach mowa...
:mdleje:
[quote name='jambi_']a teraz kilka zdjęć z ulubionego zajęcia Pana Aroniastego ;) i tym razem nie mam na myśli wylizywania kotków, czy niańczenia dzieci... :cool3:

no i patrzcie do czego ta skleroza prowadzi... zapomniałam, że miałam wstawić zdjęcia... :cool3:

Posted

Zdjęcia z ulubionych zajęć Arona w szkole - obrony.

















Przy okazji, prosze nie zwracac uwagi na mój nieodpowiedni strój - zwłaszcza klapeczki ;) z reguły na szkolenie chadzam bardziej stosownie ubrana zwłaszcza w kwestii obuwia. :razz:
Myśmy się tam znaleźli zupełnie przypadkowo, zaszedłszy na teren szkolenia w ramach psiego spaceru, po czym zostaliśmy wyłapani i poproszeni o demonstrację niedowiarkom, jak to pies kastrowany nie traci chęci do życia i nadal potrafi funkcjonować (co poniektórzy twierdzili) ... z tego też powodu Aron wystąpił w podwójnej obroży, a ja służyłam za ofiarę napaści w tychże klapeczkach...:cool3:

Aron zachował się bez zarzutu za to Mała Mi odwaliła numer wszechczasów... :mdleje:

Posted

ludwa napisał(a):
A ja myślałam że z Ciebie taka supermenka i klapeczki Ci nie przeszkadzają:)

bo i wcale nie przeszkadzały :) jako niewinna ofiara ataku byłam nawet bardziej przekonująca :lol:

a teraz będzie o Małej Mi :evil_lol:

Kiedy zostaliśmy poproszeni o demonstrację rzekomo niemożliwych możliwości obrony przez mojego psa, ochoczo na to przystaliśmy - oboje :p ja bo uwielbiam patrzeć na wyczyny mojego psa, On bo kocha ten sport :razz:, ale należało coś zrobić z kudłatymi maupami. Nie można ich było puścić luzem, bo przecież skoro wujek ma kłopoty to one koniecznie muszą mu pomóc :evil_lol: , zatem z obawy o zdrowie i życie pozoranta (którego poniekąd darzyłam sporą sympatią) należało jakoś odpowiednio to rozwiązać. Jako rzekłam na szkoleniu znaleźliśmy się całkowicie przypadkowo, nie miałam więc normalnego oprzyrządowania dla wszystkich - moje babki chodzą raczej luzem - więc zostały oddane pod opiekę pewnej Pani, która zapięła je obie razem na jednej lince.
Ze względów bezpieczeństwa wszystkie psy zostały ustawione w szereg, a za tymże szeregiem stanęła Pani trzymająca moje małe.
Mia ma 30 cm wzrostu i waży około 8 kilogramów... tłuścioszek :p ... wówczas jednak, była rozmiarowo nieco mniejsza, to znaczy miała również 30 cm wzrostu ale wagowo oscylowała w okolicach 5,5 kg. Czyli jakieś 10 razy mniej od przeciętnego psa biorącego wówczas udział w szkoleniu. Pisze o tym po to, aby uzmysłowić, iż prezentowała się raczej mizernie, na patyczkowatych nogach, z chuda dupiną, a jednak udało jej się rozpetać nieomal konflikt światowy :cool3:
Kiedy doszło do pokazu, Aron odwalał swoje a wszystkie psy ustawione w szeregu zaczęły ujadać, oczywiście ponad wszystko przebijał sie piskliwy głos moich miniaturowych panienek. Mia wespół z "wielkimi psami" dopingowała Arona, złość z niej aż kipiała a z emocji aż podrzucało ją do góry. Szarpała się przy tym straszliwie wogóle nie zwracając uwagi na stojące obok psy. Po lewej stronie miała ogromnego Azjatę, po prawej niemal równie wielkiego Kaukaza. Niemogąc zerwać się z linki mała Mi musiała chyba jakoś dać upust swoim emocjom, bo nagle rozejrzała się i z całej siły dziabnęła w nogę Kaukaza ... i się cofnęła. Musiała wbić zęby naprawdę mocno, bo tamten aż zawył z bólu, spojrzał w bok i niezauwazywszy małej Mi posądził zapewne o ten niecny czyn kolege Azjatę. I się zaczęło! Kaukaz na Azjatę, Azjata zdziwiony na Kaukaza, w międzyczasie urwał się bokser, do tego dołączył jeszcze Owczarek Niemiecki... mętlik, dziki szał, pokrzykiwania i próba rozplątania. A Mała Mi w tym czasie stała grzecznie z tyłu i trawkę wąchała...
Gdyby nie ta Pani, która trzymała moje dziewczynki, nikt by sie nie dowiedział co tak naprawdę leżało u zarania konfliktu, bo wiadomo - psy rozemocjonowane to i rozładowują się na innych. Od tamtej pory jestem uprzejmie proszona o niezabieranie dziewczynek na szkolenie, a w przypadku "przypadku" o zapinanie ich do płota...
:evil_lol:

Posted

[quote name='malawaszka']http://a.imageshack.us/img821/940/rotationofp1040760.jpg

ekstra w takich włoskach!!!!!!!!! :loveu:


ja Ci sie podobam czy fryzura ? :grins: bo jak ja to to było 3 lata temu, teraz widziałaś - odrosły, chyba, że nie pamiętasz...a jak fryzura to proszę - wkleję Ci również z tyłu :lol:




[quote name='malawaszka']
hahaha dobrze, że napisałaś o niestosownym ubraniu bo już miałam sobie pomyśleć o Tobie conieco :stupid::megagrin:



i właśnie dlatego napisałam, że to przypadkiem :p sama bym o sobie tak pomyślała... zawsze mnie powalaja Panie na szkoleniu w szpileczkach i Panowie w garniturkach :roll:


[quote name='malawaszka']
nooo i czekam czekam na opowieść cóż to wyczyniała Mała MI :)


widzę, że Ci się podobało :grins:

Posted

jambi_
Napisał Fides79
czy to wilczarz??



Tak, to wilczarz... jedna z moich ukochanych ras :loveu:
też jestem pod wrażeniem tych pięknych psów :loveu:

no proszę jaki z Arona pies obronny a z Mi niezła cwaniara i zawadiaka :cool3:


Mia ma 30 cm wzrostu i waży około 8 kilogramów... tłuścioszek :-P
ha ha ha a potem się dziwisz, że robię z niej buldożka francuskiego :shiny:

a co do włosków i fryzurek to bardzo ładnie Ci zarówno w długich jak i w krótkich :)

Posted

[quote name='Fides79'] ha ha ha a potem się dziwisz, że robię z niej buldożka francuskiego :shiny:

ooo co to to nie moja Droga! Buldożka Francuskiego to Ty mi zrobiłaś z Balbiny a nie z Mii!:cool3: Ha!

a co do włosów - ja wole jednak dłuuugie :p, chocia.ż co jakiś czas targa mną taka chęć do ciachania, ale te ciachane ze względu na nadmierną potrzebe pielęgnacji to nie do końca dla mnie, :shake: codziennie rano myć, układać, pianki nie pianki... ech... macie pojęcie ile od czasu jak mam długie zaoszczędziłam na żelu :razz: ?

Nie mniej - dziekuje za miłe słowa

To na zakończenie jeszcze po foteczce:

Wilczarz dla Fides (tym razem w wersji Śpiąca Królewna, a w tle drugi ;) ):



Wersja krótkowłosa mnie dla Waszki (tym razem w wersji Dama z...)





nie, zdecydowanie wole siebie samą w wersji ,long :p

a na fotce z wilczarzem załapał sie i mój własny pies... ten biały pasek po środku to jego obroża, znaczy że on tam tez jest :razz:

Posted

[quote name='malawaszka']naprawdę czad czad w tych włoskach :klacz: zakochałam się :lol:

Wasiu...! :oops: ... ale co? z długimi nie mam szans? :placz:



tu dla odmiany było z grzywką :eviltong:

Posted

jambi_ Napisał Fides79
ha ha ha a potem się dziwisz, że robię z niej buldożka francuskiego :shiny:



ooo co to to nie moja Droga! Buldożka Francuskiego to Ty mi zrobiłaś z Balbiny a nie z Mii!:cool3: Ha!


ha ha ha rzeczywiście , ale ze mnie gapa :roflt:wybacz mi proszę to niedopatrzenie :modla:
w nagrodę mały prezent( w ramach wielbienia wilczarzy :) ):





i zagadka: co to za piesek:?

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...