Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ha! zmobilizowałyście mnie, nie wiem, czy to jednorazowy wyskok, czy tez początek nowej serii, ale et voila!

Kocie opowieści.

W ramach kocich opowieści pokuszę sie o wspominki. Dzięki temu, będzie to opowieść oparta na faktach a nie jakaś tam fantastyczno-naukowa bajka. :p

Jak już wiecie, koty w odróżnieniu od psów nigdy nie były moim pragnieniem, co więcej, przez długi czas pewne było, że w tym domu żadnego kota nie będzie.


Tak mocne postanowienie było wynikiem zatwardziałej acz w pewnym stopniu zrozumiałej awersji mojej rodzicielki do tegoż właśnie gatunku. O podłożu tejże awersji nie napiszę, grunt, że wydarzenia zaszłe a pochodzące z wczesnego dzieciństwa mojej mamy spowodowały, że koty owszem ale na odległość, a najlepiej na obrazku. Wychodziła bowiem z założenia, że „krzywdy w żadnym wypadku nie zrobię, napoję i nakarmię ale po domu mi się to to pętać nie będzie”.

No więc dobrze, wpojona od dziecka wiedza ugruntowała się we mnie przez lata, przyzwyczaiłam się zatem do myśli, że koty będę sobie co najwyżej oglądać u znajomych lub w kolorowych magazynach. Nie bolało zresztą mnie to tak bardzo z racji prostej przyczyny, że w geny miałam wpisane zdecydowane psiolubstwo, a jak przez lata sądziłam, obu gatunków pogodzić się nie da, zatem z samej racji tego posiadanie kota było wykluczone.

Koty za to lubi mój tata. Co zapewne stało się przyczynkiem do dalszych wydarzeń. ;)

Jednak jedno wydarzenie sprawiło, że powiedzenie „tylko krowa nie zmienia poglądów” nabrało nowego wymiaru. Pierwszym kotem, który w sobie tylko wiadomy sposób przełamał nie tyle nawet barierę co wręcz mur oporowy ze strony mojej mamy było czarno-białe kocię znalezione przez mnie na klatce schodowej.


Pisałam co prawda już o tym, jednak było to skrótowo i po łebkach. A było to tak:

[quote name='jambi_'] ten pierwszy pojawił się jako zagubione zziębnięte małe kocię, które darło mordę w niebogłosy siedząc pod skrzynka na listy w mojej klatce. Darło się to to tak, że słyszałam go na 2 piętrze za zamkniętymi podwójnymi drzwiami. Zlazłam więc na dół i uprzejmie poprosiłam o zamknięcie dzioba, uprzednio spytawszy czy mu aby czego nie trzeba. To to spojrzało na mnie, zamilkło a potem ponownie podjęło akcję darcia, jednakże kierując owe darcie już wyraźnie ku mnie... co było robić, wzięłam więc na przechowanie, na moment, w celu nakarmienia i osuszenia, umieściłam w łazience bo w pozostałej części mieszkania szalała dzika bestia - pies.

„Dzika bestia” szalała, moja mama na widok nowego mieszkańca łazienki dostała niemalże apopleksji, stanowczo zażądała wykonania eksmisji i to w trybie natychmiastowym, czemu poddałam się bez słowa acz niechętnie... Wiedziałam, że w tym wypadku nie ma miejsca na dyskusje, wspomniana niechęć mojej mamy do kotów poparta była irracjonalnym lękiem i zdawałam sobie sprawę, że żadna ludzka ani kocia siła nie jest w stanie jej sprostać. Nie doceniłam jednakże siły wewnętrznych emocji...:cool3:
Kocię zatem zostało zniesione do piwniczki, w której wyszykowane było tymczasowe schronienie, po zaopatrzeniu w puszkę psiej karmy (innej nie było! własnemu psu odebrałam od pyska) i miseczkę z mlekiem (której kot oczywiście nie ruszył), kocię zostało utulone przez mnie do snu i pozostawione...

W międzyczasie wrócił mój tata, został nakarmiony opowieścią o dzikim lokatorze łazienki, wysłuchał także wersji drugiej strony - czyli mojej, z braku reakcji jednakże, w ramach odreagowania udałam się na spacer z psem.

Wracałam z tegoż spaceru w nie najlepszym humorze, buntowniczo nastawiona do rodzicieli a jednocześnie pełna niepokoju o małego kociaka; w zamyśleniu otworzyłam drzwi, niezauważywszy że moja zwykle spokojna suka wciąga zapachy jak narkoman na głodzie, zdążyłam jeszcze usłyszeć „trzymaj psa w domu jest kot!”, na szczęście młoda wtedy byłam, reakcje więc dobrą miałam, psa zdążyłam złapać, pomyślawszy tylko >>jaki kot?!<<;
gdy weszłam do kuchni, zobaczyłam czarno-białą kulkę, która dopiero co przecież odniosłam własnoręcznie do piwnicy, zajadająca psią puszkę na kolanach mojego padre.
No i wtedy wyszło na jaw, że tak często powtarzane przez moją mamę „kotów to ja zasadniczo nie lubie ale krzywdy zrobić nie dam” ma swój głębszy sens. Nie mogła bowiem znieść myśli że to małe, samo, tam, w tej ciemnej piwnicy... zapewne nie z samej li własnej woli dokonała tych odkrywczych myśli, podejrzewam bowiem mojego ojca o spory udział w tej materii. :p

Nazajutrz, choć pewności co do kociej przyszłości nie było, to jednak należało zastanowić się co też z tym kotem zrobić.
Uszczęśliwianie kogokolwiek prezentem w postaci kota odpadało, znajomi kotolubni byli zakoceni i odmawiali przyjęcia pod swój dach kolejnej jednostki, na bruk wyrzucić się nie dało, podjęta bowiem próba umieszczenia kota w piwnicy była jedyną i rychło zresztą o niej zapomniano. Pozostawało zatem tylko jedno: przygarnąć. :p

Dzika bestia okazała się być dziką przez około 2 tygodnie, potem jednakże niezaspokojony instynkt macierzyński przeważył i chęć pożarcia została wyparta przez chęć wychowania. Na marginesie powiem, że z zadania tego moja suka wywiązała sie na medal, wychowując małego kociaka na porządnego psa. :evil_lol:

Wróćmy jednak do tych pierwszych dni. Skoro już kot w domu to i imię by się dla kota przydało.
Ale jak tu nadać imię, skoro nie wiadomo dziewczę to czy chłopię. Ja sie na kotach nie znam, psa od suki rozróżnię na pierwszy rzut oka i to niekoniecznie patrząc na część tylnią, wystarczy mi głowa, ale kota...? :niewiem: należało zatem zdać się na „znawców” i jak to w życiu bywa, znawcy nie zawiedli. Wszyscy jak jeden mąż, a było ich sztuk 3 i do tego jednostki całkowicie niezależne, zgodnie orzekli, iż znalezione przeze mnie kocie dziecko to dziewczynka :p a zatem koteczka została ochrzczona wdzięcznym, typowo kocim imieniem „Misia”.

Teraz pewnie zastanawiacie się skąd ta kotka, skoro pisałam wcześniej, że pierwszym moim kotem był Michał. Otóż, z ręką na sercu przysięgam, że nie skłamałam.

Pierwszym moim kotem był Michał. A skąd ta kotka? A pamiętacie może taki fragment:

[quote name='jambi_'] Joko była zatwardziałą dziewicą. Przez całe swoje życie unikała jak ognia kontaktów z płcia odmienną... i dobrze, za to w siódmym roku życia stała się matką! ... matką zastępczą dla znalezionego przez mnie osieroconego kocura Michała, który najpierw był kotką, ale o tym później

W błogiej nieświadomości żyliśmy więc wszyscy przez blisko 7 miesięcy, aż przyszła wiosna i po raz drugi zdarzyło mi się przynieść naszą kotkę z parteru, gdzie lądowała po nieudanej próbie łapania motyli na balustradzie balkonu (mieszkaliśmy na II piętrze, pod nami ogródki).

Wtedy też, zaprzyjaźniona sąsiadka poradziła mi, aby zaopatrzyć się w jakieś specyfiki, co by kolejna wycieczka kociego spadochroniarza nie zakończyła się powrotem do domu z przychówkiem. W gronie rodzinnym zgodnie uznaliśmy, że rada jest nie tylko słuszna ale i warta zastosowania, zatem następnego dnia udałam się z kotka pod pachą do weterynarza. :p

Gdy nadeszła nasza kolej, postawiłam koteczkę na stoliku, doktor dokonał dokładnych oględzin, chwilę miło pogawędziliśmy, zdążyłam nawet pomyśleć że to bardzo fajny i rozsądny lekarz. Rychło jednak zwatpiłam w tę opinię, gdy na jego pytanie o cel wizyty odparłam że ja po środki antykoncepcyjne. Pan doktor spojrzał na mnie dziwnie i zadał głupie w moim przekonaniu pytanie: „a dla kogo?” :-?, pomyślałam >>wariat, no przecież nie dla mnie!<< ale przywołując na usta miły uśmiech grzecznie odpowiedziałam „dla kotki”, gdy padło kolejne pytanie „dla jakiej kotki?” zwątpiłam jeszcze bardziej i już bez uśmiechu odparłam „dla tej” na co Pan weterynarz do reszty zepsuł opinię o sobie w moich oczach bo ryknął śmiechem, zgiął się wpół i klapnął na fotel... :obrazic: pomyślałam, że nie dość że wariat, to jeszcze nie wychowany i już miałam wyjść mocno zdegustowana, gdy Pan doktor odzyskał głos, mówiąc coś takiego, od czego zrobiło mi się najpierw zimno a potem gorąco, jednocześnie w jednej chwili łapiąc, skąd jego nadmierna wesołość... „to jest samiec proszę pani” ...
:eek2:

I tak po ponad półroku życia w przeświadczeniu, że dzielimy dom z kotką o imieniu Misia, stanęliśmy przed faktem, iż ktoś tu nas zrobił w konia... I tak Misia została Michałem :kociak:

Posted

I tak po ponad półroku życia w przeświadczeniu, że dzielimy dom z kotką o imieniu Misia, stanęliśmy przed faktem, iż ktoś tu nas zrobił w konia... I tak Misia została Michałem


U nas było podobnie. Moje koty to spadek po Śp.mamie. Siostra wzieła jedną kotke o imieniu Kropka.Ja kocura Pedra i kotke Mambe. Kocura wykastrowałam u nas a kotki miałysmy wysterylizowac za darmo u siostry w Jaworznie. ( Jest pewien weterynarz,który w podczas urlopu ,robi zabiegi darmowo.) Poszłysmy na umówiny termin i co sie okazało .Kotka Kropka, była kocurem .:):) Jak to trzeba sie znać na anatomi zwierzat :):). Tez był ubaw po pachy.

Posted

Javena napisał(a):
Kotka Kropka, była kocurem .:):) Jak to trzeba sie znać na anatomi zwierzat :):). Tez był ubaw po pachy.


i tak Kropka została Kropkiem .... :lol: ha! dobrze mieć świadomość, że nie tylko mnie to spotkało :evil_lol:

i jak miło czytać o takich weterynarzach, którzy w ramach urlopu robią darmowe zabiegi!

Posted

[quote name='jambi_']
Gdy nadeszła nasza kolej, postawiłam koteczkę na stoliku, doktor dokonał dokładnych oględzin, chwilę miło pogawędziliśmy, zdążyłam nawet pomyśleć że to bardzo fajny i rozsądny lekarz. Rychło jednak zwatpiłam w tę opinię, gdy na jego pytanie o cel wizyty odparłam że ja po środki antykoncepcyjne. Pan doktor spojrzał na mnie dziwnie i zadał głupie w moim przekonaniu pytanie: „a dla kogo?” :-?, pomyślałam >>wariat, no przecież nie dla mnie!<< ale przywołując na usta miły uśmiech grzecznie odpowiedziałam „dla kotki”, gdy padło kolejne pytanie „dla jakiej kotki?” zwątpiłam jeszcze bardziej i już bez uśmiechu odparłam „dla tej” na co Pan weterynarz do reszty zepsuł opinię o sobie w moich oczach bo ryknął śmiechem, zgiął się wpół i klapnął na fotel... :obrazic: pomyślałam, że nie dość że wariat, to jeszcze nie wychowany i już miałam wyjść mocno zdegustowana, gdy Pan doktor odzyskał głos, mówiąc coś takiego, od czego zrobiło mi się najpierw zimno a potem gorąco, jednocześnie w jednej chwili łapiąc, skąd jego nadmierna wesołość... „to jest samiec proszę pani” ...
:eek2:


:roflt: hahaha nie martw się takich jest więcej co to długi czas mysla, że mają kotką a mają kocura albo odwrotnie :lol: a najciekawsze, że wielu wetów nie potrafi u kociąt odróżniać płci, a wystarczyło w necie zerknąć i już - banalnie proste to jest i póki co tfu tfu mam 100% trafień :lol:

aaaa no i widzę, że nie tylko ja KIEDYŚ byłam zatwardziałym miłośnikiem TYLKO psów :lol:

Posted

malawaszka napisał(a):
:roflt: hahaha nie martw się takich jest więcej co to długi czas mysla, że mają kotką a mają kocura albo odwrotnie :lol: a najciekawsze, że wielu wetów nie potrafi u kociąt odróżniać płci, a wystarczyło w necie zerknąć i już - banalnie proste to jest i póki co tfu tfu mam 100% trafień :lol:

Gorzej jak faktyczna płeć wychodzi wraz z gromadką kociąt ;)

malawaszka napisał(a):
aaaa no i widzę, że nie tylko ja KIEDYŚ byłam zatwardziałym miłośnikiem TYLKO psów :lol:

Ha! Zapisuję się do klubu... tylko mi ogrodu do kota brak :/

Posted

:D Kocia opowieść jest super :D

moja ciocia przygarnęła podwórkową kocią sierotę, której to kocia mam i rodzeństwo nie chcieli w swoim gronie, było to tak małe, że bez problemu mieściło się na dłoni, zapchlone do granic możliwości, z zaropiałymi oczami i parkinsonkiem, i jak udała się z tą garstką nieszczęścia do weta, to nie był jej w stanie w 100% powiedzieć jakiej kocie jest płci, obstawiał, że to kotka i jak się okazało słusznie.
Mój Felek bardzo lubi tą obecnie 2 letnią kocią damę jednak ona nie odwzajemnia tej sympatii i przy spotkaniach w cztery ślepia chowa się pod kanapą i wydaje z siebie niezwykłe dźwięki :eek2:

Posted

[quote name='zerduszko']
Ha! Zapisuję się do klubu... tylko mi ogrodu do kota brak :/

no jeśli to warunek konieczny to chyba klub nam upadnie, bo ja też nie mam ogrodu...:shake:


[quote name='Fides79'] Mój Felek bardzo lubi tą obecnie 2 letnią kocią damę jednak ona nie odwzajemnia tej sympatii i przy spotkaniach w cztery ślepia chowa się pod kanapą i wydaje z siebie niezwykłe dźwięki :eek2:

no a u mnie psio-kocia miłość kwitnie; Michał dzięki wychowaniu jakie odebrał od Joko myslał, że jest psem, potem jemu przypadła rola przewodnika duchowego dla Arona, dzięki czemu ten ostatni wielbi nad życie gatunek koci... :lol:

a na zakończenie koto-story fotecka moich kotecków - po lewej Michał - ten pierwszy, po prawej jego kolejne wcielenie - mój obecny ukochany Kotosław :p

Posted

jambi_ napisał(a):
no jeśli to warunek konieczny to chyba klub nam upadnie, bo ja też nie mam ogrodu...:shake:



a kto ma ogród? ja też nie mam hahaha ja mam piaskownicę :lol:


wow faktycznie wcielenie Michała :loveu:

Posted

:crazyeye::crazyeye: no rzeczywiście kolejne wcielenie, ja bym nawet powiedziała, że odzwierciedlenie :grin:
na tych zdjęciach wyglądają jak bliźniacy :fadein:

a co do ogrodu, to ja tez nie posiadam, ha nie posiadam nawet balkonu, a za ogród robią dwa storczyki :grin:

Posted

malawaszka napisał(a):
a kto ma ogród? ja też nie mam hahaha ja mam piaskownicę :lol:

I przynajmniej Twoje koty mają gdzie... yyyy zakopywać :] A ja co? Nie dość, że nie mam ogrodu, to jeszcze 2 śmiercionośne balkony na IX piętrze :placz:

Jambi czy Ty nie chcesz narzeczonej dla kotecka Twego :razz: Gdzie te Twoje koty maja wąso-brwi :-o

Posted

[quote name='Fides79']wyczytałam u Ciebie, że strzyżesz Czarnych zamiast trymować i tak się zastanawiam czemu mój Gamoń również strzyżony zmienia barwy a Twoje pięknoty są nadal jak węgielki :niedowia:

"pięknoty"??? :-o a Ty napewno oglądałaś moją galerię ? :diabloti: toć to sznupy pospolite wiecznie zwichrowane, a Mia wręcz powala swą urodą z jednym uszkiem bardziej, chudymi nóżkami i grubym zadkiem :evil_lol: a co do strzyżenia - no ciacham maszynką, na trymowanie brak mi zapału, chęci i energii, zresztą szkoda mi na to czasu :p, a że we wszelkich zabiegach fryzjerskich dotyczących moich psów chodzi raczej o to aby im było chłodniej i higieniczniej, mniejszy nacisk kładę na walory estetyczne :razz:
a co do tej czerni - wspomniana Mia jest rzeczywiście jak węgielek, ale juz Balbina w wersji na łyso ma odcień stalowo-grafitowy.

[quote name='zerduszko'] I Nie dość, że nie mam ogrodu, to jeszcze 2 śmiercionośne balkony na IX piętrze :placz:

kobieto nie grzesz! 2 balkony i narzeka :shake:, a ja niedość że ogródka nie mam to w tej chwili nawet pół balkonu nie posiadam

[quote name='zerduszko'] Jambi czy Ty nie chcesz narzeczonej dla kotecka Twego :razz: Gdzie te Twoje koty maja wąso-brwi :-o

nie dziękuję jedną już mam :p








a co do wąso brwi - ten model nie posiada :eviltong: , co innego to małe łaciate, jak sie dobrze przyjrzysz to widać trochę czegoś co sterczy nad oczami




na koniec zagadka: gdzie kotkom śpi się najlepiej?

Posted

jambi_ napisał(a):
kobieto nie grzesz! 2 balkony i narzeka :shake:, a ja niedość że ogródka nie mam to w tej chwili nawet pół balkonu nie posiadam

Narzekam, bo na tych balkonach chyba jest magnes na kota :mad: Drugi się objawił za drzwiami wejściowymi. A takie to było małe nieporadne :shake: Niedługo się nauczy otwierać drzwi i będzie placek z kota :angryy:
jambi_ napisał(a):
nie dziękuję jedną już mam :p

Ale moja lalka nie ma chłopaka i z braku laku zgadza się na bycie tą drugą :razz:

Posted

zerduszko napisał(a):
Ale moja lalka nie ma chłopaka i z braku laku zgadza się na bycie tą drugą :razz:


to jej dokoptuj sympatycznego kolege od misieeek a nie tu będziesz szczęśliwy związek rozbijać :mad:

ludwa napisał(a):
na wielkiej czarnej pufie;)???


cieepło :lol:

Posted

jambi_ napisał(a):
to jej dokoptuj sympatycznego kolege od misieeek a nie tu będziesz szczęśliwy związek rozbijać :mad:

Albo związek Twoich kociastych, albo mój :lol:

Poka pufę :loveu:

Posted

Jak wiem, ja wiem, jaka to pufa. Nie dośc, że czarna, kudłata, to jeszcze cieplutka...
A skąd wiem? Przyznaję, ja kiedys tez miałam sznaucery olbrzymy i stąd wiem, gdzie kotom najlepiej...:)

pzdr.

Posted

[quote name='zerduszko']Albo związek Twoich kociastych, albo mój :lol:

ale to ja mam wybierać? :razz: no to jak tak stawiasz sprawe to oczywiście, że będę popierac kociastych :eviltong: ale ale, ja widze, że tu jest głębszy problem... czyżby na drodze do szczęścia Twojej lalki stał Twój TZ? .... a ..... rozważałaś poszukanie nowego domu dla tz-ta?

[quote name='ludwa']ta pufa to kudłata;)?

nooo, ja lubię czarne kudłate ... pufy :p

ha! zagadka rozwiązana ;)





Posted

Jak juz pisałam w moim domu psiowo-kocia miłość kwitnie, miłość czysto platoniczna, uczucie trwałe i silne, oparte na podwalinach uwielbienia, a takie oto obrazki to codzienność:



zbliżenie:



i widok z lotu ptaka:




Poniższa sytuacja może być myląca, bo mimo, że wygląda to na ostrą wymianę zdań, jest to sielski obrazek wzajemnej miłości i zrozumienia, a prezentacja uzębienia jest wynikiem raczej przyjętej pozycji :p




... a co do pozycji... jak widac oba gatunki lubia wypoczywac w podobnej ;)



:roll:
:p
:evil_lol:

Posted

jambi_ napisał(a):
ale ale, ja widze, że tu jest głębszy problem... czyżby na drodze do szczęścia Twojej lalki stał Twój TZ? .... a ..... rozważałaś poszukanie nowego domu dla tz-ta?

Problem jest nawet poważniejszy niż myślisz, bo ta moja lalka ciągle szuka domu z przyczyn wiadomych ;)

A z mniejszymi koty jak? Też love?

Posted

jambi_ napisał(a):
"pięknoty"??? :-o a Ty napewno oglądałaś moją galerię ? :diabloti: toć to sznupy pospolite wiecznie zwichrowane, a Mia wręcz powala swą urodą z jednym uszkiem bardziej, chudymi nóżkami i grubym zadkiem :evil_lol: a co do strzyżenia - no ciacham maszynką, na trymowanie brak mi zapału, chęci i energii, zresztą szkoda mi na to czasu :p, a że we wszelkich zabiegach fryzjerskich dotyczących moich psów chodzi raczej o to aby im było chłodniej i higieniczniej, mniejszy nacisk kładę na walory estetyczne :razz:
a co do tej czerni - wspomniana Mia jest rzeczywiście jak węgielek, ale juz Balbina w wersji na łyso ma odcień stalowo-grafitowy.


nie rozumiem Twojego zdziwienia na określenie "pięknoty", dla każdego właściciela jego pies jest najpiękniejszy i najukochańszy na świecie, choćby wszyscy inni uważali, że jest inaczej.

a pytając o samo strzyżenie to chciałam wiedzieć czy tylko mój Felek taki jakiś odmieniec w tej kwestii zmiany barw, czy też innym też się zdarza, i widzę, że mają poza uszami jak u nietoperza z Twoją Balbiną również wspólne barwy :D tylko mój zmienia umaszczenie czarne na sól i pieprz co jest widoczne nawet przy odrośniętej sierści :grin:


a pozycje kocio psiego wypoczywania są rewelacyjne :-D

Posted

..........

słuchajcie... ja wam to MUSZĘ pokazać.... to jest coś, co najtwardszego powinno przekonać... że czasem warto...


[quote name='brazowa1']Sama nie moge w to uwierzyć. Ciekawe,czy Wy uwierzycie.
W listopadzie byłam w schronisku w Starogardzie Gdańskim.Panie w biurze miały od pół roku skołtunioną, brudna szmatkę. Suczkę shih-tzu,niewidomą.Wzięłam sunie do zdjęcia,w pachwinie miała tatuaż.


w schronie:





w nowym domu










oryginalny post zamieszczony na jednym z moich ulubionych watków "Metamorfozy"

Posted

[quote name='zerduszko'] A z mniejszymi koty jak? Też love?

love, peace i wogóle symbioza :p

[quote name='Fides79']nie rozumiem Twojego zdziwienia na określenie "pięknoty", dla każdego właściciela jego pies jest najpiękniejszy i najukochańszy na świecie, choćby wszyscy inni uważali, że jest inaczej.


ha, no widzisz bo ja jestem taki odmieniec ;) nie no, ale na serio, ja sobie zdaję sprawę z mankamentów urody u każdego z mojej trójki, wiem, że jedno ma coś tam bardziej, a drugie czegoś za mało ... zresztą, niejednokrotnie "znawcy rasy" wytykali mi różne rzeczy w wyglądzie moich psów, które są "nie do końca doskonałe"...

jakby to miało jakiekolwiek znaczenie...

jeśli chodzi o moje psy - dla mnie piękne, a że tu i ówdzie czegoś im brakuje? cóż z tego? ja tez nie jestem doskonała i mankamenty mam :eviltong: ;

poza tym, wiadomo że psów doskonałych nie ma, każdy ma jakieś mniejsze lub większe "skrzywienie" w te czy w tamtą. Osobiście mi to skrzywienie nie przeszkadza o ile tylko dotyczy wyglądu, znacznie bardziej przeszkadza mi skrzywienie psychiczne, i chocby pies był wtedy najpiękniejszy, najbardziej idealny i zbliżony do wzorca, przy zwichrowanej psychice dla mnie jest do ... nie do przyjęcia :shake:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...