Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 1.1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

[quote name='lavinia']To jest Ptyś - buldożek francuski. Ma 4 miesiące, od miesiąca jest moim "synkiem". A było to tak;
Ptyś urodził się jako 3 z 3 szczeniaczków. Od urodzin był mniejszy niż rodzeństwo i zawsze chory. Jego "pani" w pewnym momencie przestała się nim interesować - wiadomo było, że piesek nie przyniesie zysku:-( Sąsiadka tej pani, przyniosła go pewnego dnia do zaprzyjażnionej kliniki weterynaryjnej w stanie agonalnym - był siny , ledwo oddychał, miał olbrzymi brzuch. Uratowano go tam.....jego pani powiedziała, że już go nie chce....dziewczyny zadzwoniły do mnie....pojechałam po niego....
Od ponad miesiąca całe życie mojej rodziny i moje jest podporządkowane Ptysiowi...
Ptyś ma bardzo poważną wadę serca - zwężenie tętnicy płucnej. Sinieje, ma zadyszki, bardzo szybko się wyziębia. Na szyi ma żyłkę, która "wybija" rytm jego serca - ciśnienie krwi w jego ciałku jest tak wielkie, że musi gdzieś znajdować ujście....Nie może biegać, skakać, bawić się jak inne szczeniaczki. Musi spać z główką do góry, żeby mógł oddychać. Dostaje leki podtrzymujące go przy życiu...
Dr. Magda Garncarz zdiagnozowała Ptysia miesiąc temu, powiedziała, że każdy dzień może być ostanim, bo jego stan jest bardzo poważny...dała namiar do dr P. - kardiolog z Wrocławia i powiedziała, że AR tam, to jedyne miejsce w Polsce, które może wykonać operację ratującą małemu życie. Od tej pory próbujemy ustalić termin operacji z Wrocławiem - zaprzyjażniona wetka dzwoniła, ustaliła szczególy, pani P.miała odddzwonić po konsultacji z chirurgiem i anastezjologiem....obiecała operację już wkrótce, już niedługo,już za parę dni... i nic :angryy:
próbowałam sama - zadzwoniłam ponownie do dr. Garncarz, prosiłam o interwencję - cisza. Napisałam maila do anastezjologa - dr . Skrzypczak - bez odzewu. Napisałam maila do kierownika katedry chirurgii AR - bez odzewu....

Ptyś cierpi - ma opiekę najlepszą jaka może być, ale widzę, jak ucieka z niego życie... jest tak cudownym pieskiem, tak mądrym, spokojnym, pogodzonym ze swoim losem...nie mogę zrozumieć dlaczego lekarze we Wrocławiu nas ignorują - wiem, ja nie jestem wetem, jestem dla nich nikim, ale dzwoniła do nich wetka, pisał do nich jeszcze inny lekarz - i nic... a życie Ptysia wisi na włosku....

Dlatego bardzo, bardzo was proszę - zapomnijmy o wszystkich niesnaskach i antypatiach - jeśli ktoś z was ma dojście do lekarzy z Wrocławia, błagam - pomózcie Ptysiowi...nie mnie...jemu..on tak bardzo chce żyć.... jest super mądrym pieskiem, wszyscy go kochają, nawet ciotka Doddy :-)

Ptyś śpi ze mną, jest ze mną cały czas - boję się go zostawić samego nawet na chwilę - mógłby zrobić sobie krzywdę, wyziębić się...mój syn Robert już kilka razy nie poszedł do szkoły na konto Ptysia ( bo ktoś musi opiekować się dzieckiem, gdy Mama pracuje :placz: ) W nocy śpi z nami w łóżku, muszę go przekładać, sprawdzać czy oddycha, odsysać gluty z nosa... W dzień karmię go co 2 godziny, noszę w pionie, by ukoić szaleńczo bijące serduszko,zabieram ze sobą wszędzie. Ptyś wie, że jest chory, moje psy wiedzą, że Ptyś jest chory - Doda buldożka, sama oddaje mu swoje zabawki, Mietka jamniczka, co wieczór czyści mu uszy i oczka....

Proszę, pomóżcie Ptysiowi...sama operacja nie należy do super skomplikowanych - polega na wprowadzeniu balonika do tętnicy i poszerzeniu jej. Problem leży w narkozie - mały może się nie wybudzić, potrzebny jest doświadczony anastezjolog...codziennie czekam na sygnał, pojadę z nim choćby jutro....a oni milczą...

jeśli ktoś z was ma dostęp do AR we Wrocławiu - pomóżcie, proszę - niech powiedzą, że mają nas gdzieś, że ich to nie interesuje, cokolwiek...oczekiwanie i niewiedza są straszne...a Ptyś powoli odchodzi na moich oczach - nie mogę na to patrzeć...

Dorothy, Pajuniu - może dowiedzcie się, czy ktoś robi takie operacje w Niemczech i za ile ? We Wrocławiu to kosztuje 1500 zł. Pojadę z Ptysiem do Niemiec, pojadę gdziekolwiek, byleby tylko nie odebrać mu jedynej szansy na życie, którą ma...







Lavinio pozwoliłam sobie to wstawić gdyby ktoś nie czytał całości-jesteś wspaniałą osobą-popłakałam się nad Ptysiem, bo nie wiedziałam co mu dolegało w tak młodym iweku a Twój banerek i avatar wiele widzę-teraz już wiem:-( :-( :-( i z całego serca Ci współczuję i cieszę się, że na ziemi została garść takich osób jak Ty:Rose: :Rose: :Rose: Ptyś był prawdziwym aniołkiem-kimś wyjątkowym...

Posted


Ptysiowi bylo z toba na prawde dobrze...teraz jest zdrowy i biega razem z moim mlodym labradorkiem po tamtej stronie teczy...kiedys sie jeszcze z nimi spotkamy :-(

Posted

Ptysiulku, wybacz, wczoraj wieczorem żle się czułam, nie wkleiłam twojego codziennego zdjęcia.....od twojego odejścia każdego dnia wklejam jedno lub dwa, póżniej je wszystkie znów oglądam...płaczę....

za dwa dni minie miesiąc odkąd ciebie nie ma...pewnie już wiesz, że mamy w domu nowego bulwka - Pepe...jest mały i troszkę do ciebie podobny, ale nie taki jak ty, drugiego takiego już nie będzie...

tylko ty potrafiłeś tak śmiesznie wymachiwać przednimi łapkami gdy coś do ciebie mówiłam, i cieszyć się z mojej obecności całym swoim ciałkiem, od czubka noska do końca ogonka..

żaden inny piesek nie śpi ze mną tak jak ty - z główką na mojej szyi....

Pepe to taki mały bulwiasty facecik, zadziorny i twardy...ty byłeś moim przytulaśnym słodkim misiem.....chorutkim słoneczkiem, którego trzeba cały czas pilnować....

kocham cię Ptysiowy....

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...