Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 360
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

mru sorry ze tu ( ale masz zapchaną skrzynkę a ja o radę prosze :))

no więc przyjechalismy z Romanem. On na Tinę leje, ona odwraca wzrok jak na nią patrzy. Na spacerze sie odsuwała i jakby unikała. Powąchała go jak był odwrócony. Popatrzyła trochę jak głaskałam ją i jego ( po obu stronach mnie). Lezy u siebie na legowisku i sie nie rusza. Zdjełam jej kaganiec, niech się dzieje wola nieba. Moze go nie zje co?

Posted

aaa a jak będzie na mnie? :P

skoro go unika to tak, chyba możesz

tylko wiesz musisz ich obserwować
żadnego zostawiania ich samych itp.
patrz na nich, niech Tina wie, że kontrolujesz sytuację
jakby warczała to Ty też warcz !

Star, sory że tu offujemy :P ladyiga - przepraszam!

Posted

jak ona będzie warczała to ja bedę sie darła ...i panikowała jak się da pewnie :/

tak, ladyiga sorrrki ale mru ma zapchaną skrzynkę - to moze sie skusi i ją opróżni jak to juz 2 raz piszę ;)

A jak Star? Jak postępy?

Posted

skrzynka już czysta :) możesz mi 200 pmów napisać!

nie panikuj jak ona coś zacznie
tylko pewna siebie warcz na nią :P lub łap za nogi hihi
ojeza, Romek - trzymaj się...

Posted

mru napisał(a):
aaa a jak będzie na mnie? :P

Star, sory że tu offujemy :P ladyiga - przepraszam!


A offujcie sobie bardzo prosimy - dla nas to jest też ważne, więc zostańcie tutaj :) Ze Starem coraz lepiej, napiszę więcej wieczorkiem

Posted

W tym staruszku jest bardzo dużo strachu w środku. Stąd warczy na naszych i te wszystkie zadymy. Nasze psiska nigdy z nim nie zaczynają, a nawet wygląda, że mu odpuszczają... Ale dzisiaj było dużo lepiej niż wcześniej. Tylko jedna mała zadymka na koniec dnia. Najwyraźniej pomogło wyrzucanie łobuziaków za drzwi i wrzeszczenie, kiedy się biją. A mały pomału nabiera odwagi.

Jeszcze wczoraj Staruś postawiony w jednym miejscu, np. w ganku albo na kanapie, pozostawał tam prawie bez ruchu przez wiele godzin. Potrafił przesiedzieć na kanapie w jednym rogu pół dnia. Przedwczoraj spędził tak cały dzień - głównie odwrócony tyłem do całego świata. Wczoraj był ciągle jak przyklejony, ale już bardzo ciekawie rozglądał się wszędzie dokoła na wyciągniętej szyi, jak żyrafka. A dzisiaj... nasz mały staruszek całe przedpołudnie przechodził z jednego końca kanapy na drugi jakby była jego :) a wieczorem... przeskoczył sobie na drugą kanapę, która stoi obok. To tak, jakby średniowieczny podróżnik dotarł na inny kontynent. Szkoda, że nie widzieliście jego dumnej miny na tej nowej, zdobytej kanapie... A wieczorem staruszek został dokładnie wyczesany, wykąpany, wytarty i zapakowany w kocyk. Potem jak co wieczór przeniosłem go do ganku, gdzie sypia odkąd tu przyjechał. A tu niespodzianka... Staruś szczeka i szczeka. W końcu otworzyłem mu drzwi, postał trochę, pomyślał i wszedł do mieszkania... po raz pierwszy! Chociaż bardzo boi się Pikusia i Lary, przeszedł przez kuchnię, jadalnie i przyszedł do salonu, gdzie wszyscy siedzieliśmy... szedł na paluszkach... stawał co chwilę... patrzył kątem oka na te dwa potwory... w końcu doszedł do fotela... wskoczył na niego po chwili wahania... a potem przeszedł na moją kanapę, gdzie siedziałem sobie zawinięty w koc... zwinął się w kłębek u mojego boku i zasnął... każdy chce do domu...

Posted

ale cudne wieści...ja jestem taka zmęczona ze nie mam sily pisać wiecej, ale ten post znacznie mnie pokrzepil i uradował:):)Wyobrazilam sobie dokladnie wszytslkie te sceny i wiem ze bylo..nie..nie bylo..jest fantastycznie:):)

Posted

figa33 napisał(a):
cudne te opowiesci o psie , którego miało juz nie być:calus:


Opowieść ma ciąg dalszy... staruszek był z nami na kanapie cały wieczór, potem - jak zwykle wieczorem, zaniosłem go do ganku spać, ale szczekał i nie chciał już być sam, to zabraliśmy go na górę do nas do sypialni, gdzie śpimy razem z naszymi... Dziadek jest ślepawy, więc strach go samego puścić na schody, żeby się nie zabił. No to zrobiliśmy mu jakby kojec w rogu za drzwiami sypialni, zagrodzony jakimiś gratami, żeby był z nami, ale nie mógł sam wyjść... ale znowu szczekał i skrobał łapkami, to zrobiliśmy w końcu taką małą zagrodę obok mojej strony łóżka... wreszcie był szczęśliwy! stanął na łapkach, opierał się przednimi łapkami o obraz, z którego zrobiliśmy jedną ze ścian kojca i stękał sobie z zadowolenia... mimo naszych obaw, nasi w ogóle nie reagowali na jego obecność na ich świętym gruncie... potem wszyscy zgodnie zasnęli, a rano....... od rana dziadek jest zupełnie odmieniony... wesolutki, ciekawy, rozgląda się na wszystkie strony, bardzo żywo reaguje na kontakt z nim, jak tylko wszyscy wstali, zaczął zwiedzać całe mieszkanie, zajrzał we wszystkie kąty, obwąchał wszystko, co się dało, a nasi chodzili koło niego obojętnie, jakby nigdy nic... jednak jest coś w powiedzeniu, że kiedy się z kimś prześpimy, to coś zmienia między nami ;) Po południu była jedna czy dwie zadymki, ale bez przekonania i wystarczyło tylko podnieść głos, żeby się uspokoiło. A jeszcze później mały poszedł sobie na górę do sypialni sam i położył się spać na moim miejscu na łóżku. Pikuś wszedł, popatrzyli na siebie i nic - pokój między nimi... czego wszystkim życzymy w ten świąteczny czas. Mamy nadzieję, że ten serial ze Starusiem pocieszy wszystkich, którzy właśnie ustawiają swoją psią brygadę po wprowadzeniu się nowego członka rodziny ;) Idusiek: jak tam Roman i Tina????

Posted

właśnie, idusiek się nie odzywa, aż się boję :eviltong:
no ale może piecze ciasta jeszcze ;)

Star to chyba w końcu zrozumiał, że to już koniec jego wędrówki :cool3:
wiecie, on długo był w gruncie rzeczy sam i nauczył się sam spać, nie potrzebował tak człowieka, bo go nie miał... a teraz zobaczył, że ma i to kilku i że jesteście fajni i że z Wami jest lepiej niż bez Was :)

a no i jeszcze został wykąpany i pomyślał - "coo? kąpiecie mnie z mojego smrodku? to mam teraz pachnieć Wami? aha! czyli zostaję!"

Star kochanie, czekamy na zdjęcia... :):):)

Twoi koledzy z lecznicy maja się dobrze
Kora odżywa :) wczoraj swój domek zyskał Kozik bez łapki... :p
"nowy" Pit tylko na razie nie obczaja za bardzo...
Odyn (ten ON) w hoteliku biedak jest chory jak się okazuje na wszystko :(:(:( żal mi go okropnie... musi go wszystko boleć :(

Posted

Czytam te opowieści i... koją moje serce, duszę.... Dziękuję, tak ciężko mi w tych dniach od 8 lat. Tak bardzo chce mi się uciec od Świata. Dziękuję za te chwile ukojenia.

Nie jestem w stanie składać życzeń, napisałam ogólne na swojej galerii jamniczej. Przepraszam.

[video=youtube;6Vq3w9e2V7U]http://www.youtube.com/watch?v=6Vq3w9e2V7U[/video]

Posted

ladyiga napisał(a):
Opowieść ma ciąg dalszy... staruszek był z nami na kanapie cały wieczór, potem - jak zwykle wieczorem, zaniosłem go do ganku spać, ale szczekał i nie chciał już być sam, to zabraliśmy go na górę do nas do sypialni, gdzie śpimy razem z naszymi... Dziadek jest ślepawy, więc strach go samego puścić na schody, żeby się nie zabił. No to zrobiliśmy mu jakby kojec w rogu za drzwiami sypialni, zagrodzony jakimiś gratami, żeby był z nami, ale nie mógł sam wyjść... ale znowu szczekał i skrobał łapkami, to zrobiliśmy w końcu taką małą zagrodę obok mojej strony łóżka... wreszcie był szczęśliwy! stanął na łapkach, opierał się przednimi łapkami o obraz, z którego zrobiliśmy jedną ze ścian kojca i stękał sobie z zadowolenia... nasi mimo naszych obaw, nasi w ogóle nie reagowali na jego obecność na ich świętym gruncie... potem wszyscy zgodnie zasnęli, a rano....... od rana dziadek jest zupełnie odmieniony... wesolutki, ciekawy, rozgląda się na wszystkie strony, bardzo żywo reaguje na kontakt z nim, jak tylko wszyscy wstali, zaczął zwiedzać całe mieszkanie, zajrzał we wszystkie kąty, obwąchał wszystko, co się dało, a nasi chodzili koło niego obojętnie, jakby nigdy nic... jednak jest coś w powiedzeniu, że kiedy się z kimś prześpimy, to coś zmienia między nami ;) Po południu była jedna czy dwie zadymki, ale bez przekonania i wystarczyło tylko podnieść głos, żeby się uspokoiło. A jeszcze później mały poszedł sobie na górę do sypialni sam i położył się spać na moim miejscu na łóżku. Pikuś wszedł, popatrzyli na siebie i nic - pokój między nim... czego wszystkim życzymy w ten świąteczny czas. Mamy nadzieję, że ten serial ze Starusiem pocieszy wszystkich, którzy właśnie ustawiają swoją psią brygadę po wprowadzeniu się nowego członka rodziny ;) Idusiak: jak tak Roman i Tina????

Piękna historia....aż miło sieczyta i ciepło robi na serduszku..
Bardzo dziekjue kochanej Starusiowej rodzince za serce i miłośc jakie ofiarowuja temu biedkowi...jak pomysle, ze koejny maluszek będzie mial świeta w swoim domku- przy swoich ukochanych ludziach i mniej (na razie) ukochanych kolegach..to aż fruwac z radosci sie chce...
ŻYCZĘ WAM WSZYSTKIM DRODZY PRZYJACIELE-WSZYSTKIEGO CO NAJLEPSZE I NAJPIEKNIEJSZE W TE SWIĘTA..NIECH CZAS RADOSCI NIGDY SIE NIE KONCZY A MIŁOŚC NIGDY NIE USTAJE...
w ten radosny czas mysle ze kazdy z nas powinien czuc sie szczesliwy- ale niestey nie wszystkim jest to dane....:(...Błagam więc wszystkie SERCA ANIOŁKOWE....zaglądnijcie więc choć do biedaka, ktorego dzis mi przedstawiono...nie moge przestać o Nim mysleć..on świąt niestey nie spędzi w domku..a i male szanse ma po świętach, jesli my mu nie pomożemy...ON POTRZEBUJE WETA...a chca go dac na boks ogolny gdzie jest bez szans...MY MOZEMY ODMIENIC JEGO LOS...PROSZE....
.http://www.dogomania.pl/threads/176179-Staruszek-ze-skrAE-conAE-gA-owAE-moA-e-nie-przeA-yAE-do-Nowego-Roku-PomA-A-my-Mu?p=13752823

Posted

Isadora7 napisał(a):
Czytam te opowieści i... koją moje serce, duszę.... Dziękuję, tak ciężko mi w tych dniach od 8 lat. Tak bardzo chce mi się uciec od Świata. Dziękuję za te chwile ukojenia.


... bo nam się tylko wydaje, że to my coś dla tych psiaków robimy.. to one dla nas robią... pozwalają nam się poczuć naprawdę żywym i zrozumieć, jakim darem jest życie, wszystko jedno w jakiej postaci. Pozwalają nam , często zabieganym i goniącym za czymś tam, albo przejętych jakimiś głupotami, poczuć na chwilę, czym jest prawdziwe szczęście - kiedy coś, naprawdę, z czystego odruchu serca, dajemy drugiej istocie... nic nie jest bardziej prawdziwe.

Posted

ladyiga napisał(a):
... bo nam się tylko wydaje, że to my coś dla tych psiaków robimy.. to one dla nas robią... pozwalają nam się poczuć naprawdę żywym i zrozumieć, jakim darem jest życie, wszystko jedno w jakiej postaci. Pozwalają nam , często zabieganym i goniącym za czymś tam, albo przejętych jakimiś głupotami, poczuć na chwilę, czym jest prawdziwe szczęście - kiedy coś, naprawdę, z czystego odruchu serca, dajemy drugiej istocie... nic nie jest bardziej prawdziwe.

.....................nic dodać...nic ująć....bo do prawdy nic juz nie jest potrzebne....:)

Posted

ocelot napisał(a):
Kochani dziękuję Wam za Stara i za jego Święta:)


A Star dziękuje wszystkim swoim cioteczkom :) i mówi: "zobaczcie jak ładnie wyglądam na nowej drodze życia":

Posted

Mówią, że w Wigilię o północy zwierzęta mówią ludzkim głosem. Nie wierzyliśmy w to aż do dzisiaj, ale... tuż po północy usłyszeliśmy jakiś gwar spod stołu. Głosy były trochę niewyraźnie i chwilami pomieszane z jakimiś pomrukami i mlaskaniami. Mimo to dało się je zrozumieć. Postaramy się jak najwierniej przekazać to, co udało nam się na szybko zanotować:

"- Lara: hm... może uda się jeszcze wykukać coś do szamanka...
- Pikuś: uszka w tym roku się udały
- Staruś: ja, koledzy, to ciągle jestem jeszcze trochę w szoku... tam w rowie... właściwie to już pożegnałem się z życiem... potem ocknąłem się w tej lecznicy... najpierw nie wiedziałem, co się dzieje, byłem śmiertelnie przerażony; ludzie zwykle wcześniej nie byli dla mnie zbyt dobrzy, a może trafiałem nie na tych co trzeba. Do dzisiaj mam taki odruch, że kiedy ktoś wyciąga do mnie rękę, kulę się cały, bo dawniej ktoś dawał mi przysmak, a potem uderzał albo ciągnął za ucho... No więc w tej lecznicy kłuli mnie i obmacywali, ale potem jakoś zrobiło mi się dobrze i zasnąłem na wiele godzin... koledzy?
- Lara: hm... przysnęłam chyba... może uda się jeszcze wykukać coś do szamanka...
- Pikuś: ja nie śpię. Dawaj dalej.
- Staruś: No więc, obudziłem się potem a przed moją klatką stała jakaś dziewczyna i mówiła mi, że ona, znaczy Mru, i cała gromada innych cioteczek szukają dla mnie domu i żebym się nie martwił, bo na pewno wszystko będzie dobrze, że już nie raz znajdowały domki dla takich niechcianych znajd, jak ja... miło było słuchać, ale za bardzo w to nie wierzyłem. Przez tyle lat żyło się na śmietnikach i po krzakach... kto by tam chciał ślepego, starego kundla... No ale nie chciałem jej martwić, więc mrużyłem oczy, kiedy mnie głaskała i starałem się, żeby widziała, że mi jest miło. Potem jeszcze wiele razy przychodziła ze swoim chłopakiem i zabierali mnie na spacer... nie macie pojęcia, jak było bosko! przez chwilę pozwalałem sobie nawet pomarzyć, że to naprawdę moja rodzinka... ale potem musieliśmy wracać do lecznicy i ona znowu mi obiecywała, że wróci. Mówiła, że już są jacyś ludzie, którzy oferują pieniążki dla mnie na hotelik, inni mogą mi dać domek tymczasowy i nawet ktoś może zabrałby mnie na zawsze do siebie... ech, myślałem sobie, to by dopiero było... zasypiać sobie na swoim własnym fotelu, odurzony zapachami swojej własnej rodzinki... z czystym futerkiem i pełnym brzuszkiem...
- Pikuś: jak byłem mały, na podwórku w innym mieście, czwarty w kolejce do miski i w ogóle - lubiłem zaglądać do ludzkich domów. Tak się tam wydawało czysto i ciepło. Ale zawsze wtedy mnie wyganiali, bo moje miejsce miało być na dworze... do dzisiaj, chociaż to już lata odkąd tu zamieszkałem i śpię z moimi człowiekami w ich łóżku, najbardziej lubię sobie leżeć w salonie z nosem przy szybie od tarasu - w siedzenie cieplutko, ale mam ogródek na oku i mogę pilnować im domu za to, że mi tutaj tak dobrze. A propos... pycha był ten śledzik, nie?
- Staruś: Fakt, pycha. Raz znalazłem takiego na śmietniku, ale jakoś inaczej smakował... Ale wracając do mojej opowieści, parę dni temu Mru przyszła do lecznicy jakaś zmartwiona... coś mówiła, że w poniedziałek przyjedzie jakiś “hycel” i że musi się strasznie postarać o ten domek dla mnie, bo coś tam... nie wiem, co miała na myśli, ale było w jej głosie coś, co mnie zaniepokoiło... tej nocy bardzo źle spałem, ale następnego ranka przyszła bardzo rozradowana i powiedziała, że w sobotę będę miał gości. Jeżeli im się spodobam, może zabiorą mnie na trochę do prawdziwego domu, a może nawet zostanę tam już na zawsze. Rzeczywiście - w sobotę przyjechali do mnie, ale w ogóle nie rozmawiali o tym, czy się im podobam. Zamiast tego wypytywali panią doktor o różne rzeczy, wypisywali jakiś papiery i coś mówili, że mają nadzieję, że dogadam się z ich psami, czyli z wami, koledzy. A potem raz dwa wpakowali mnie do samochodu no i dalej to już wiecie... przepraszam za te moje warkoty na początku... pierwszy raz spotykam takie duże psy, które nie chcą mi zrobić nic złego. Ty Lara też jesteś fajna i jeszcze masz takie fajne, białe futro... Lara?
- Lara: hm... może uda się jeszcze wykukać coś do szamanka... "

Na tym kończą się nasze notatki. Potem jeszcze jakiś czas psiaki rozmawiały pod stołem, ale było w tym rozmawianiu coraz więcej chichotów, jakichś mlaskań i oblizywań - pewnie zbyt już oddaliliśmy się od północy i zwierzęta wróciły do własnego języka.

Ubolewamy, że niestety nie posiadamy daru fantazjowania, bo wtedy ta opowieść byłaby na pewno ciekawsza. Zamiast tego, staraliśmy się więc tu po prostu z reporterską dokładnością oddać jak najwierniej każde słowo tej rozmowy, niczego nie przekręcając, ani nie dodając od siebie. Ciąg dalszy - w Wigilię za rok :)

Posted

ladyiga napisał(a):
Mówią, że w Wigilię o północy zwierzęta mówią ludzkim głosem. Nie wierzyliśmy w to aż do dzisiaj, ale... tuż po północy usłyszeliśmy jakiś gwar spod stołu. Głosy były trochę niewyraźnie i chwilami pomieszane z jakimiś pomrukami i mlaskaniami. Mimo to dało się je zrozumieć. Postaramy się jak najwierniej przekazać to, co udało nam się na szybko zanotować:

"- Lara: hm... może uda się jeszcze wykukać coś do szamanka...
- Pikuś: uszka w tym roku się udały
- Staruś: ja, koledzy, to ciągle jestem jeszcze trochę w szoku... tam w rowie... właściwie to już pożegnałem się z życiem... potem ocknąłem się w tej lecznicy... najpierw nie wiedziałem, co się dzieje, byłem śmiertelnie przerażony; ludzie zwykle wcześniej nie byli dla mnie zbyt dobrzy, a może trafiałem nie na tych co trzeba. Do dzisiaj mam taki odruch, że kiedy ktoś wyciąga do mnie rękę, kulę się cały, bo dawniej ktoś dawał mi przysmak, a potem uderzał albo ciągnął za ucho... No więc w tej lecznicy kłuli mnie i obmacywali, ale potem jakoś zrobiło mi się dobrze i zasnąłem na wiele godzin... koledzy?
- Lara: hm... przysnęłam chyba... może uda się jeszcze wykukać coś do szamanka...
- Pikuś: ja nie śpię. Dawaj dalej.
- Staruś: No więc, obudziłem się potem a przed moją klatką stała jakaś dziewczyna i mówiła mi, że ona, znaczy Mru, i cała gromada innych cioteczek szukają dla mnie domu i żebym się nie martwił, bo na pewno wszystko będzie dobrze, że już nie raz znajdowały domki dla takich niechcianych znajd, jak ja... miło było słuchać, ale za bardzo w to nie wierzyłem. Przez tyle lat żyło się na śmietnikach i po krzakach... kto by tam chciał ślepego, starego kundla... No ale nie chciałem jej martwić, więc mrużyłem oczy, kiedy mnie głaskała i starałem się, żeby widziała, że mi jest miło. Potem jeszcze wiele razy przychodziła ze swoim chłopakiem i zabierali mnie na spacer... nie macie pojęcia, jak było bosko! przez chwilę pozwalałem sobie nawet pomarzyć, że to naprawdę moja rodzinka... ale potem musieliśmy wracać do lecznicy i ona znowu mi obiecywała, że wróci. Mówiła, że już są jacyś ludzie, którzy oferują pieniążki dla mnie na hotelik, inni mogą mi dać domek tymczasowy i nawet ktoś może zabrałby mnie na zawsze do siebie... ech, myślałem sobie, to by dopiero było... zasypiać sobie na swoim własnym fotelu, odurzony zapachami swojej własnej rodzinki... z czystym futerkiem i pełnym brzuszkiem...
- Pikuś: jak byłem mały, na podwórku w innym mieście, czwarty w kolejce do miski i w ogóle - lubiłem zaglądać do ludzkich domów. Tak się tam wydawało czysto i ciepło. Ale zawsze wtedy mnie wyganiali, bo moje miejsce miało być na dworze... do dzisiaj, chociaż to już lata odkąd tu zamieszkałem i śpię z moimi człowiekami w ich łóżku, najbardziej lubię sobie leżeć w salonie z nosem przy szybie od tarasu - w siedzenie cieplutko, ale mam ogródek na oku i mogę pilnować im domu za to, że mi tutaj tak dobrze. A propos... pycha był ten śledzik, nie?
- Staruś: Fakt, pycha. Raz znalazłem takiego na śmietniku, ale jakoś inaczej smakował... Ale wracając do mojej opowieści, parę dni temu Mru przyszła do lecznicy jakaś zmartwiona... coś mówiła, że w poniedziałek przyjedzie jakiś “hycel” i że musi się strasznie postarać o ten domek dla mnie, bo coś tam... nie wiem, co miała na myśli, ale było w jej głosie coś, co mnie zaniepokoiło... tej nocy bardzo źle spałem, ale następnego ranka przyszła bardzo rozradowana i powiedziała, że w sobotę będę miał gości. Jeżeli im się spodobam, może zabiorą mnie na trochę do prawdziwego domu, a może nawet zostanę tam już na zawsze. Rzeczywiście - w sobotę przyjechali do mnie, ale w ogóle nie rozmawiali o tym, czy się im podobam. Zamiast tego wypytywali panią doktor o różne rzeczy, wypisywali jakiś papiery i coś mówili, że mają nadzieję, że dogadam się z ich psami, czyli z wami, koledzy. A potem raz dwa wpakowali mnie do samochodu no i dalej to już wiecie... przepraszam za te moje warkoty na początku... pierwszy raz spotykam takie duże psy, które nie chcą mi zrobić nic złego. Ty Lara też jesteś fajna i jeszcze masz takie fajne, białe futro... Lara?
- Lara: hm... może uda się jeszcze wykukać coś do szamanka... "

Na tym kończą się nasze notatki. Potem jeszcze jakiś czas psiaki rozmawiały pod stołem, ale było w tym rozmawianiu coraz więcej chichotów, jakichś mlaskań i oblizywań - pewnie zbyt już oddaliliśmy się od północy i zwierzęta wróciły do własnego języka.

Ubolewamy, że niestety nie posiadamy daru fantazjowania, bo wtedy ta opowieść byłaby na pewno ciekawsza. Zamiast tego, staraliśmy się więc tu po prostu z reporterską dokładnością oddać jak najwierniej każde słowo tej rozmowy, niczego nie przekręcając, ani nie dodając od siebie. Ciąg dalszy - w Wigilię za rok :)
Poryczałam sie jak male dziecko...zasmarkalam...zaplułam....czulam sie przez chwile jak w cudownej bajce...tam..razem z Nimi pod stołem....kiedy byłam mala zawsze siedzialam pod stolem z moim(mojej cioci) Onkiem Barusiem i z Nim rozmawialam..i On też do mnie wtedy mówił...godzinami potrafilismy tam siedziec i gadac....wychowywalam sie z Nim...wzięty z policji, umiał dobrze mnie pilnowac....a kiedy umierał chory na watrobę- ja mialam 5 lat i nieświadoma co sie z nim dzieje i dlaczego od kilku dni nie chce nic jeśc, jak zawsze weszlam do Niego pod stół..pogadalam z Nim...wytłumaczyłam... i nakarmiłam go ...obierkami od ziemniaków....zjadł wszystko....:(:( i leżał....dopoki nie poszlam sobie..jak poszłam...wszystko zwrócił....:(:(Więcej go nie widzialam:(:(:(....ale dziś...dzieki Tobie Starusiowa Rodzinko- znów byłam pod tym stołem...i jestem szczęsliwa....

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...