Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 597
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Nadszedł koniec roku.
Bez żalu żegnamy 2006, bo zbyt wiele przykrych wydarzeń jest z nim związanych... chyba jedyna pozytywna to adopcja Doriego.
Oj sylwester co cięzki dzień dla psów, bardzo się boją huku petard :placz:
Muffinek mniejszy to dałem radę go wynieść i chociaż się wysiusiał ale Dori, uciekł :shake: sprzed drzwi wyjściowych do domu jak tylko usłyszał wybuch.
Bez opamiętania strzelają, bezmyślni ludzie:angryy:.
Wszystkim składamy w imieniu psiaków i nas życzenia Wszelkiej Pomyślności na nadchodzący 2007 rok, aby Wam i Waszym podopiecznym dobrze się działo.:multi:

  • 4 weeks later...
Posted

Dawno tu nie zaglądałem, ale to, co czytam, to jakiś horror!!!
Hormonalnie każde zwierzę musi być w stu procentach na wymaganym poziomie przez naturę. Każda ingerencja powoduje zawieruchę i w efekcie upośledzenie psa- nie chodzi o zdolność rozpłodową psa, czy suki, ale o ogólny stan organizmu.
Przedmówczyni pisze, że kastracja chroni przed rakiem prostaty. A skąd ma takie informacje :crazyeye:??? Tysiące kastratów zmarło z powodu raka prostaty. To właśnie ten "koktail hormonalny" chroni każdy organizm ssaka przed chorobami, a dwa, trzy razy do roku "zakochanego" psa albo znosimy, albo robimy z niego pluszową maskotkę bez uczuć, bo nam tak wygodniej i spokój mamy z pluszakiem. To może misie pluszowe niech tacy kupują! Natury nie da się oszukać. Jeśli coś zabieramy, to coś innego zacznie stwarzać problem zdrowotny, gdyż równowaga zostaje zachwiana. Głównie jest problemem spadek odporności, któty prowadzić będzie tylko do rozwoju wszelkich chorób z nowotworami włącznie. To już przerabialiśmy na priva. Kastracja jest tylko poprawieniem komfortu psychicznego właściciela zwierzęcia i to do czasu, a nie lekarstwem na długowieczność pupila i jego zdrowie psychiczne i somatyczne, i zmianę upodobań seksualnych, którymi steruje natura, a nie właściciel.

Posted

Pancio napisał(a):
Dawno tu nie zaglądałem, ale to, co czytam, to jakiś horror!!!
Hormonalnie każde zwierzę musi być w stu procentach na wymaganym poziomie przez naturę. Każda ingerencja powoduje zawieruchę i w efekcie upośledzenie psa- nie chodzi o zdolność rozpłodową psa, czy suki, ale o ogólny stan organizmu.
Przedmówczyni pisze, że kastracja chroni przed rakiem prostaty. A skąd ma takie informacje :crazyeye:??? Tysiące kastratów zmarło z powodu raka prostaty. To właśnie ten "koktail hormonalny" chroni każdy organizm ssaka przed chorobami, a dwa, trzy razy do roku "zakochanego" psa albo znosimy, albo robimy z niego pluszową maskotkę bez uczuć, bo nam tak wygodniej i spokój mamy z pluszakiem. To może misie pluszowe niech tacy kupują! Natury nie da się oszukać. Jeśli coś zabieramy, to coś innego zacznie stwarzać problem zdrowotny, gdyż równowaga zostaje zachwiana. Głównie jest problemem spadek odporności, któty prowadzić będzie tylko do rozwoju wszelkich chorób z nowotworami włącznie. To już przerabialiśmy na priva. Kastracja jest tylko poprawieniem komfortu psychicznego właściciela zwierzęcia i to do czasu, a nie lekarstwem na długowieczność pupila i jego zdrowie psychiczne i somatyczne, i zmianę upodobań seksualnych, którymi steruje natura, a nie właściciel.


Panu podziękujemy, zyczę Panu licznej gromadki psich dzieci tak ku szczęściu rodziny i zwierząt, oraz takiego rozrosu jak u Pani Villas, może Pan troszeczkę zakuma co na czym polega. Tak nawiasem pisząc, wielu ludziom tez ciachnęłabym ku przestrodze...

Posted

PiterW napisał(a):
Wszystkim składamy w imieniu psiaków i nas życzenia Wszelkiej Pomyślności na nadchodzący 2007 rok, aby Wam i Waszym podopiecznym dobrze się działo.:multi:


Kate, Piter, nie wiem co się stało, czy subskrypcja nie działała czy co, nie miałam powiadomień o wypowiedziach na Waszym wątku.:oops: Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!!!:multi: :p (styczeń jeszcze nie minął, więc życzenia można składać!:lol: ;) )
Jak tam Dorianek, jak Mufinek? Też dzisiaj u Was pada? Ten śnieg przypomniał mi zeszłoroczną zimę (to już rok!:crazyeye: :lol: ) i dwa czarne, baaardzo symaptyczne sznaucerki - jeden mały, drugi wielki :lol: -wędrujące na smyczach obok siebie przez pole i poznające się dopiero pierwszy raz.:p Milady też to na pewno pamięta, i myślę że Wy Kasiu i Piotrze też!:lol:

Posted

Kate1205 napisał(a):
Na poczatku jak wzielismy Doriego, to nie myslelismy o kastracji, bo takie nerwowe zachowanie bylo nam obce (zaden z naszych psow tak sie nie zachowywal). Poza tym mielismy inny powod do niepokoju, przerosniety sutek, ktory w koncu po wielu naradach zostal operacyjnie usuniety i to byla dobra decyzja, jak sie okazalo.
Jak zobaczy sunie na spacerze, to jeczy i merda potwornie ogonkiem...
Nie mial chyba innego powodu do szalenstwa, bo byl wyprowadzony i najedzony..
Musimy pomyslec chyba o kastracji...
Dori teraz jest juz spokojny, przeszlo tak niespodziewanie, jak sie zaczelo... Szalal chyba 3 dni, a teraz juz jest spokojny... Dori ma podobno ok. 7 lat, tak powiedzial weterynarz. Czy w takim wieku wielkiego psa mozna jeszcze wykastrowac?

Asiu nie zmieniaj prosze tytulu, teraz juz wiemy, ze chodzi o sunie....
Myslelismy jeszcze o kojcu na powietrzu na te pare dni...
Dziekujemy bardzo za pomoc :multi:


W wieku 7 lat jeszcze mozna wykonać kastrację, najlepiej jednak wykonac dodatkowe badania itp. weterynarz który zna Doriego napewno bedzie wiedział czy zlecić badania czy nie a jak tak to jakie :)
Powodzenia :)

Posted

Maćka napisał(a):
Panu podziękujemy, zyczę Panu licznej gromadki psich dzieci tak ku szczęściu rodziny i zwierząt, oraz takiego rozrosu jak u Pani Villas, może Pan troszeczkę zakuma co na czym polega. Tak nawiasem pisząc, wielu ludziom tez ciachnęłabym ku przestrodze...


Nie zniżę się do poziomu tej Pani. Odpowiedź na powyższe wysłałem na priva.

Posted

Cóż, na pewno zabieg kastracji nie pozostaje obojętny dla zdrowia psa. Szkoda, że nie ma na ten temat dokładnych badań i nie można jednoznacznie stwierdzić, czy kastracja przyczynia się np.do zwiększonego ryzyka zachorowania np. na nowotwory, czy też jest dokładnie odwrotnie i zmieniona po kastracji gospodarka hormonalna zmniejsza częstość występowania tego typu zmian. Ale bez wątpienia raz na zawsze eliminuje ryzyko nowotworów jąder (Pańcio, chyba nikt tu nie pisał o prostacie, albo przegapiłam ;) , w każdym razie rzeczywiście prostata nadal jest zagrożona bo przecież nie usuwa się jej przy kastracji) oraz zmniejsza popęd płciowy samca lub nawet całkowicie go eliminuje. Można dyskutować, czy szczęśliwszy jest pies niewykastrowany o silnym popędzie rozrodczym i nie mogący zaspokoić swoich potrzeb, a tym samym niespokojny, wariujący, niewyspany, czy też lepiej czuje się psiak wykastrowany i pozbawiony tego popędu a wraz z nim wszelkich tego typu niepokoi. Ja uważam, że pies nadmiernie pobudzony w okresie cieczek przeżywa ogromny stres związany z tym że nie może zaspokoić swojego popędu, do tego jeśli niszczy rzeczy w domu atmosfera robi się napięta i psiak tym bardziej się stresuje. Nie jest to chyba dla niego dobre. Nie traktuję kastracji jako panaceum na wszelkie dolegliwości i kłopoty, ale jednak zabieg ten jest czasem uzasadniony.

Posted

AśkaK napisał(a):
Cóż, na pewno zabieg kastracji nie pozostaje obojętny dla zdrowia psa. Szkoda, że nie ma na ten temat dokładnych badań i nie można jednoznacznie stwierdzić, czy kastracja przyczynia się np.do zwiększonego ryzyka zachorowania np. na nowotwory, czy też jest dokładnie odwrotnie i zmieniona po kastracji gospodarka hormonalna zmniejsza częstość występowania tego typu zmian. Ale bez wątpienia raz na zawsze eliminuje ryzyko nowotworów jąder (Pańcio, chyba nikt tu nie pisał o prostacie, albo przegapiłam ;) , w każdym razie rzeczywiście prostata nadal jest zagrożona bo przecież nie usuwa się jej przy kastracji) oraz zmniejsza popęd płciowy samca lub nawet całkowicie go eliminuje. Można dyskutować, czy szczęśliwszy jest pies niewykastrowany o silnym popędzie rozrodczym i nie mogący zaspokoić swoich potrzeb, a tym samym niespokojny, wariujący, niewyspany, czy też lepiej czuje się psiak wykastrowany i pozbawiony tego popędu a wraz z nim wszelkich tego typu niepokoi. Ja uważam, że pies nadmiernie pobudzony w okresie cieczek przeżywa ogromny stres związany z tym że nie może zaspokoić swojego popędu, do tego jeśli niszczy rzeczy w domu atmosfera robi się napięta i psiak tym bardziej się stresuje. Nie jest to chyba dla niego dobre. Nie traktuję kastracji jako panaceum na wszelkie dolegliwości i kłopoty, ale jednak zabieg ten jest czasem uzasadniony.

Badania są dostępne w fachowej literaturze medycznej i weterynaryjnej. Wystarczy sięgnąć do jakiegokolwiek podręcznika endokrynologii. Wobec pomysłu kastracji, czy sterylizacji należy głęboko rozważyć wszystko za i przeciw. Nad zachowaniem psa też, w tym okresie, można zapanować i ulżyć jego "miłosnym" cierpieniom choćby farmakologicznie i nie jest to obarczone żadnym ryzykiem uszczerbku zdrowotnego psiaczka.
Jednym słowem- trzeba wybrać mądrze. Nowotworowe choroby mogą spotkać każdego psa ale nie oznacza to, że należy usuwać narządy potencjalnie zagrożone, bo nawet na logikę, jakby nie były potrzebne, to natura nie obdarzyłaby nimi. Nowotwory jąder u psów są rzadkością. Jądra i hormony produkowane przez nie nie powstały też tylko do reprodukcji.
Jest wiadome, że organizmy z zaburzoną równowagą hormonalną zdecydowanie częściej zapadają na choroby nowotworowe. Ponadto u Doriego problem nowotworowy już był. I to też trzeba poważnie brać pod uwagę.

Posted

W takim razie chętnie się zapoznam z literaturą, jutro sobie poszperam na uczelni.:p Ale z tego co wiem jako laik, farmakologia i hormony w zastrzykach to ryzykowna sprawa i więcej szkody mogą przynieść niż pożytku? Bo dawki nie są tak dopracowane jak w lekach hormonalnych dla ludzi (które z resztą też na pewno wiele pozostawiają do życzenia).

Myślę że decyzja należy do Kate i Pitera :p , na pewno wybiorą mądrze.

Posted

Asiu, pewnie, że pamiętamy tamtą zimę, psiaki na śniegu, Ciebie i Mylady, to było miłe spotkanie ;) U nas niestety Muffinek nam choruje na wątrobę, zrobiliśmy badania (wyszły źle), dostał leki, dietetyczną karmę i zobaczymy, mamy za kilka dni powtórzyć badania. Denerwujemy się bardzo. Nie miał apetytu, więc dostał ryż z piersiami z kurczaka i potym się zaczęło. Teraz dostaje tylko specjalną karmę.
Chcielibyśmy się dowiedzieć o farmakolgicznym umiarkowaniu popędu, bo o tym nie słyszeliśmy, my laicy...

Pozdrawiamy

Posted

O rany, Kasiu, to zmartwiłaś mnie.:oops: Mam nadzieję, że to nic poważnego, że wystarczy odpowiednia dieta a leki pomogą.:calus: Wymiziajcie tam Muffinka ode mnie, żeby znowu dokazywał!:kciuki:

A ja muszę, po prostu muszę zdradzić niewtajemniczonym ;) , że Kate i Piter ponownie otworzyli swoje wspaniałe serca na psią bidę - Łyska, a teraz już Gizma!!!:loveu: :multi: Kasia wraz ze swoim bratem po raz drugi przebyła długą podróż, by uratować nieszczęśliwe psie istnienie, psiaczek zamieszkał z bratem Kasi i tak oto rodzinka powiększyła się o trzeciego już sznaucerka!:multi: Kasiu, zwlekałam trochę żeby to tu napisać, nie wiedziałam czy sobie życzycie, ale...w końcu to żadna tajemnica, że macie WIEEELKIE SERDUCHA!!!:loveu: :iloveyou: :lol:

Posted

Bardzo potrzebujemy pomocy, nasz mały sznaucerek Muffinek jest chory.:placz:
Zrobiliśmy mu badania, bo nie miał apetytu i wyszła chora wątroba...
Dostał leki na wątrobę, jest na diecie - je Canin Id. Teraz powtórzyliśmy badania, wątroba doszła do normy, ale trzustka jest chora (najpierw miał za wysokie wskaźniki, a teraz amylazę-niską).
Potrzebna nam informacja, gdzie można zrobić dokładne badania trzustki? I jak umówić się na konsultacje, np. na SGGW???? U nas w Kielcach badania nie są aż tak specjalistyczne.
Stan pieska jest taki, że bierze wciąż leki na wątrobę, jest na diecie i jest żywiołowy, bawi się, nie ma temperatury, i nową karmę nawet chętnie je (może dzięki lekom, ale je).

Posted

:oops: Oj to zmartwiłaś mnie Kasia.
Mam w W-wie świetnego weta, całe życie na sggw przepracował, teraz prowadzi już tylko prywatne wizyty u siebie w domu, ale potrafi psa świetnie ustawić pod względem leczenia. Ma chyba nawet specjalizację z chorób układu pokarmowego. My jeździmy z Rudym (też trzustka), już na 1 wizycie ustalił nam leki i od miesięcy jest świetnie. Oczywiście Muffinka trzeba by dokładniej przebadać skoro jeszcze wątroba do tego...myślę że na sggw bez problemu można się umówić na wizytę na wybrany dzień (strona internetowa z nr tel to http://www.sggw.pias.pl/). Jeśli chcesz Kasiu to podam Ci też namiary na tego mojego weta - można do niego podjechać z wynikami badań. Ufam mu w 100%, nie tylko ja z resztą bo jest nam polecony przez znajomą. Myślę że można też do niego zadzwonić i porozmawiać, wypytać jakie badania zaleca. Może te badania uda się wykonać u Was..? Szkoda żebyście się ciągali do W-wy np. tylko na pobranie krwi. Może też być potrzebne usg ale w Kielcach też to pewnie można zrobić.
Trzymam mocno kciuki. Leczenie niewydolności trzustki nie jest chyba skomplikowane, zależy pewnie jak duża jest ta niewydolność...Nasz Rudas dostaje przed jedzeniem jedną pigułę (takie sztuczne enzymy:amylaza, lipaza, proteazy) i finito. Mam nadzieję że u Muffinka też nic więcej nie będzie potrzebne.:oops:

Posted

Byliśmy wczoraj na SGGW z Muffinkiem, nie mogliśmy dłużej czekać. Zrobiliśmy tam badania, wątroba doszła do normy (bierze wciąż leki na wątrobę), martwię się o tę trzustkę. Lekarze na SGGW powiedzieli, że to nie trzustka, bo chudłby w oczach i miał silne biegunki, a on ma tak 5 razy kupkę dobrą i 1 raz nieprwidłową. Muszę mu jeszcze zrobić badanie trypazy z kału, mam nadzieję, że w Kielcach robią i badanie na Lamblie, bo na SGGW podejrzewają, że to Lamblie.
A co do kochanego Doriego, bo jego jest ten wątek, to był wczoraj bardzo niegrzeczny. Został w domu, a my pojechaliśmy z małym na SGGW, wyprowadzony, dostał miskę na 8 godz. i nawet specjalnie zatrudniliśmy rodzinę na popołudniowy spacer i znowu miseczka, a ten nicpoń zdemolował nam znowu przedpokój, rozerwał na strzępy swoją poduchę, pierze było w całym domu, wywlukł z kuchni schowane moje naukowe materiały i artykuły (jakieś 100 kartek) i rozerwał wszystko na strzępy....
Z takim psem, to chyba tylko my możemy wytrzymać.

Nie wiem doprawdy, co zrobić, aby nie miał takich ataków złości?? :shake::shake::shake:

Dori ogólnie zachowuje się jak szczeniak, wszystko zabiera małemu koledze, i tylko to jest dobre czym właśnie bawi się Muffinek. Dori musi mieć właśnie tą piłkę, którą ma w paszczy mały i pomimo, że w tym samym czasie rzucam mu drugą, to on zabiera małemu.

Posted

Zapomniałam jeszcze dodać, że w dużym pokoju też spustoszenie, pozrzucał i potłukł doniczki ceramiczne, zrzucił radiomagnetofon razem z metalowym stojakiem, podrapał tv i szafkę, na przedpokoju powyginał wieszak nie będę mówić ile ten wieszak mnie kosztował, bo może to nieważne, ale ....

Ręce opadają.....

Posted

Kate, ja jestem zupełnie zielona, co to jest "Lamblie"?
A z trzustką to chyba różnie bywa, nie chcę się mądrzyć ;) i zdania wetów podważać, tylko tyle co mi powiedział ten nasz, "trzustkowy" doktor :p - przy małej niewydolności wcale nie musi być ciągłych biegunek, bywa że pies nie trawi tylko częściowo tłuszczy (bo brakuje mu odpowiednich enzymów wydzielanych przez trzustkę) i daje to np.objawy tylko takie że...puszcza bąki no i właśnie co jakiś czas koopa może być brzydka. Ale Broń Boże nie odwodzę Was od dalszych badań. Cieszę się że to jedzeie służy Muffinkowi i leki też pomogły i z wątrobą sytuacja stabilna, oby tak dalej!

A Dorian...no nie popisałeś się chłopie!:shake: On chyba ze stresu tak wariuje, nie znosi sam zostawać... Oj Kasiu, chyba rzeczywiście tylko Wy z takim psem możecie wytrzymać!:lol:

Posted

Heh ;) to prawda, że z Dorianem łobuzem niewiele osób by wytrzymało. Jesteście WIEEEEEELCY

A co do Muffinka, to jedyne co mogę napisać, to to, że trzymam kciuki za maluszka :-(

  • 2 weeks later...
Posted

I jak tam Muffinek? Mam nadzieję, że wraca do zdrowia.
A uczyliście Doriego zostawania w domu? Ja właśnie z Nudlem to przerabiam, chociaż u mnie nie jest aż tak drastycznie i powoli wychodzimy na prostą bo już tak nie płacze, kiedy zostaje sam. :)

  • 4 weeks later...
Posted

Długo nas nie było.... U Doriego wszystko dobrze, wciąż bawi się zabawkami jakby miał pół roku i wyrywają sobie nawzajem z Muffinkiem zabawki...
Byliśmy z Muffinkiem w pana doktora w Warszawie, którego poleciła nam Asia. Piesek przeszedł kurację antybiotykową, a teraz dostaje enzymy trzustkowe w pastylce i jest na specjalnej karmie.... Będziemy musieli zrobić ponowne badania i pojechać na kontrolę..
Co do Doriego, to 26.03 ma do Kielc przyjechać pan doktor Garncarz, mam nadzieję, że zgłosi się trochę chętnych na badania, aby wizyta nie została odwołana. My zapisaliśmy na tę wizytę Doriana, aby pan doktor zbadał chore oko...
Chore oko Doriemu nie przeszkadza w wypatrywaniu kotów. Dostaje wtedy jakiegoś turbo i trudno go utrzymać...

  • 5 months later...
Posted

Po baaaardzo długiej nieobecności powraca Dori :)
No tak miały być fotki i nadal ich nie ma :oops:, niedawno zgrałem je dopiero z aparatu i nie mogę się zabrać za przygotowanie ich do zamieszczenia w sieci.
A co z nowości? Dori to już absolutnie pełnoprawny członek rodziny.
Ma dwie WIELKIE miłości: miska i spacer :loveu: - kolejność do wyboru (czasem zwycięża miseczka). Po czasach biedy śladu nie ma - konia z rzędem, kto wymaca żeberka :) Tak, tak, nieco się upasłem... ale co tam, wreszcie wyglądam :lol:. I nie jestem już taki potulny, jak mnie jakiś piesek "wkurzy" to :diabloti: i trafia na czarną listę - to na wypadek gdybym go spotkał ponownie:mad::diabloti:.
Oczywiście bez przesady ale uważać trzeba. A koty? Pamiętacie Asiu i Milady jak przestrzegaliście nas od samego początku... ta miłość nie rdzewieje, ba mamy już ulubione miejsca "gdzie można spotkać futrzaki" a wtedy:diabloti: BARDZO mocno trzeba się trzymać.
Ale poza tym to oaza spokoju: pędzący rower, biegnący człowiek albo rozwrzeszczany małolat nie robi najmniejszego wrażenia. Swoją drogą to ja bardzo podziwiam ludzi, którzy bez kompletnej wyobraźni przebiegają obok obcego psa (w wersji z Muffinkiem ten numer nie przechodzi - każdy to potencjalny wróg, a skutek: powiększona prostata, ponoć nadpobudliwe pieski tak mają).
Dori doczekał nowiutkiego posłania - bo stare nieco nawyrężył, kiedy został w domu na kilka godzin, to tak z tęsknoty :cool3:. No i nie bylo rady, bo posłanko to bardzo ważna rzecz. Stare, po skróceniu i połataniu trafiło do samochodowego bagażnika kombi - jest psu wygodniej w czasie podróży, nic się nie marnuje :), chociaż w pierwszej chwili miało trafić do śmieci.
I najważniesze: byliśmy tego lata na wczasach pod gruszą (dokładnie pod wierzbami) na naszym ranczo. Ponieważ domek nie nadawał się do zamieszkania (a do remontu), nocowaliśmy pod namiotem.
Mówię Wam jak się Doriemu tam podoba, Muffinowi też. Już jak się szykujemy, to psiaki wiedzą (skąd?), że tam jedziemy i nie odstępują drzwi na krok (żeby czasem ich ktoś nie zostawił). Początkowe wyjazdy wiadomo, były dla Doriego trudne (Opory przed podróżą pozostały). Nadal się ślini (i to bardzo ) jak tylko wsiądzie do auta, czasem nie dojedziemy na miejsce bez sprzątania (ten uraz musi mieć związek z przeszloscia - może go ktoś wywiózł?), ale już do tego przywykliśmy. Za to na miejscu jest pięknie, dużo przestrzeni, krzaczków do podlewania, dołki pod drzewami do spania (wykonane własnymi łapami! jak się ma takie łapy to się kopie....) i super woda do picia ze studni:eviltong:.
I dużo świeżego powietrza - żyć nie umierać.:multi:
Pozostaje uzupełnić ten krótki opis zdjęciami....

Posted

No tak, z tego wszystkiego nic nie wspomniałem o badaniu wzroku.
Szczęśliwie wizyta doszła do skutku, przemiły Pan Doktor nie bez trudu obejrzał oczka Doriego. (prawie siedziałem na Dorim, który okropnie przestraszył się światełka przyrządu okulistycznego i chciał uciec...:-o)
Diagnoza: chore oczko jest niestety ślepe (jaskra po przebytym urazie, rozsadzone przez ciśnienie wewnątrzgałkowe), ale ciśnienie OK i nie trzeba nic z nim robić, zdrowe i widzące oko ma niestety powolną tendencję do wydłużenia czasu odświeżania czyli obraz którego już nie ma jest jeszcze na siatkówce i z czasem piesek może się potykać o przeszkody... cóż, to przychodzi z wiekiem i jest rzeczą normalną.
Uff, podsumowując: nie jest źle. I nie zapominajmy, że najważniejszy jest dla psa nos:p a ten sprawuje się bez zarzutu:eviltong:.

  • 2 weeks later...
Posted

Piter, Kate, jak świetnie się czyta takie relacje !!!
Uśmiałam się z wybryków Doriana, a to łobuz - ganiać kotki!:mad: :lol: Cieszę się że z nim wytrzymujecie :lol: , mimo wszystkich wybryków i niespodzianek! Miał farta Dorian, na takich pańciów trafić!:loveu:
A jak Muffinek, czy leczenie przyniosło poprawę? Nie piszecie nic więc mam nadzieję że już wszystko dobrze.:p
Oczywiście muszę też zapytać o "mojego" Łysulka..? Jakby była szansa na nowe fotki..?:cool3:
Pozdrawiam Was serdecznie!
Dla psiaków wielki całus w kudłate brody!:lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...