Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 597
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Materacyk byl przyniesiony dla rekonwalescenta labradora bo byl wtedy po operacji i aby nie skakal na kanape przynieslismy mu materac, ale Yello (nasz labrador) nie mial szans-co widac na zdjeciu. A obok Muffinka jest Fuksik mamy go juz 6 lat

  • 1 year later...
Posted (edited)

Mam bardzo smutnie wieści. Nie miałem siły żeby zdobyć się na to wcześniej i nadal nie jest mi łatwo to napisać. Ostatnie kilka miesięcy Dori parę razy nam chorował na gardło - z wiekiem spadła mu odporność - diagnoza lekarska. Dostawał leki uotporniające i chyba było lepiej bo od maja było całkiem nieźle. Ale wiek też mu się już dawał we znaki, wyraźnie zwolnił, dużo pił, w ciągu ostatniego roku schudł kilka kg. Robilismy badania ale nic nie
wykazały (teraz wiem, że to były problemy z sercem). Pojawiły się zauważalne trudności w chodzeniu, tzw cięzki chód, na spacerach odpoczywał. I nagle w ostatni długi weekend z soboty na niedzielę (16/17.08 ) zaczął kaszleć i był bardzo osłabiony. Pomoc lekarska (antbiotyk, przeciwgorączkowy) w niedzielę nie poprawiła jego samopoczucia. Brak apetytu i osłabienie. Pojechałem z nim w nocy ponownie do lekarza, dostał kroplówkę, steryd na
opuchnięte gardło, i dożylnie na zbicie gorączki. Był na tyle ok, że nawet wenflon wyciągał sobie umiejętnie rozgryzając plastry :). Wróciliśmy o 2.30 nad ranem. Nadal ciężko oddychał i pokasływał. Ale w miarę sił się przemieszczał po pokoju, a nad ranem po 5 (o tej godzinie wstaję zwykle) nawet wszedł na kanapę i chyba było mu juz nieco lepiej. Kiedy zgodnie z codziennym harmonogramem przyszła jego kolej na spacer leżał już pod drzwiami pokoju,
zawołałem, wstał i nieco chwiejnym krokiem przeszedł do drzwi wyjściowych. Chciałem go tylko na chwilę wyprowadzić przed dom. Zastałem go leżącego przed drzwiami wyjściowymi, pomogłem mu wstać, czyniłem to już także poprzedniego dnia i udawało się nam krzeczek zaliczyć. Tym razem jednak juz przed gankiem legł ponownie i nie miał siły się podnieść. Dałem mu odpocząć (a co tam najwyżej się spóźnie do pracy) ok 20 minut, jednak żadnej poprawy. Uznałem (może popełniłem bład?) że lepiej będzie wrócić z nim do domu, ale tym razem pies był już niemal bezwładny, ułożył się na przedpokoju. Minęło 30 minut ale stan się nie poprawiał, raczej z każdą minutą wydawał się być słabszy. To chyba jego ostatnie chwile, pomyslałem, nawet
wczesniem przemknęła mi myśl, że może jechać z nim gdzieś, ale najblższy gabinet 30 minut drogi co najmniej, w trakcie jazdy mógłby odejść a ja nawet zajęty prowadzeniem bym tego nie zauważył. Dziwnym zrządzenie losu zadzwonił (sam?) mój telefon do Katarzyny (mojej żony),
obudzona wyszła do mnie. Nie chciałem jej budzić aby Doriego zapamiętała w takiej chwili ale z drugiej strony mogła się z nim jeszcze pożegnać. Przez cały czas go głaskałem i niedostępowałem ani na chwilę. W piękny poniedziałkowy poranek, 18.08.2014r. o godzinie 6.40 Dorian, wielki, dostojny a zarazem łagodny i życzliwy ludziom pies odszedł za Tęczowy Most, do krainy szczęśliwych psów :placz:. Tak kończy się jego historia. Był z nami 8,5 roku, szmat czasu - a trafił do nas mając ok 4-5 lat. Dzięki swojej ugodowemu charakterowi dogadywał się ze wszystkimi naszymi psami, akceptując kolejne przyprowadzane biedaki. Najbardziej jednak lubił się z kundlem Fuksem, który trafił do nas ze śmietnika jako 5 ok miesięczny szczeniak
(dziś ma już prawie 7 lat) pewnego styczniowego dnia. Fuks go dla zabawy podgryzał, zaczepiał, a Dori cierpliwie to znosił, jeszcze parę dni temu tak go zaczepiał... praktycznie się z nim wychował.
I nie będą już na siebie powarkiwać i pokazywać czasem zabki dwaj starsi panowie niczym dwaj zgryźliwi tetrycy :)- mowa o Muffinie, sznaucerku lat 10, jak coś bywało nie pomysli, np. obudzony z drzemki Dori...ale poza tym się lubili przecież.
Trudno mi opisać to wszystko a ilośc łeż wylana po drodze nie do policzenia, a dodam, że piszę to w godzinach pracy (dobrze, że siedzę chwilowo sam w pokoju...).
Córka lat 5 na razie o niego nie pyta, duzy pies a jakby go nie było, ale taki był, bezproblemowy, sypiał na wygodnym posłaniu albo w różnych częściach domu, i nawet na koniec odszedł ciszy i spokoju.
Cały czas za nim płaczemy na zmianę. Wczoraj nie mogłem spokojnie nic zjeść bo wzrok mój spoglądał w puste posłanie na którym jeszcze niedawno leżał Dori i spoglądał na mnie swoim pięknym mądrym okiem. I zawsze cieszył ogonem na mój widok, zawsze nawet leżąc. A "miłość" do kotów pozostała mu do samego końca.
Zamieszczam ostatnie zdjęcia ze spaceru Doriego, zrobione 08.08.2014. Tak go zapamiętajmy.

Edited by PiterW
Posted (edited)

[URL="http://imageshack.com/f/idWWNeWoj"][U][COLOR=#0000ff][URL="http://imageshack.com/f/pc28qO8ij"][IMG]http://imagizer.imageshack.us/v2/280x200q90/912/28qO8i.jpg[/IMG][/URL]

[URL="http://imageshack.com/f/ex8XE88yj"][IMG]http://imagizer.imageshack.us/v2/280x200q90/537/8XE88y.jpg[/IMG][/URL][/COLOR][/U]

[IMG]http://imagizer.imageshack.us/v2/280x200q90/661/WWNeWo.jpg[/IMG][/URL]

Edited by PiterW
Posted

Żegnaj Dorianku :( ['] taki podobny do mojej Bryzusi, która jeszcze walczy, jeszcze nie jest gotowa przekroczyć tęczowy most...

kawał pięknej historii i kawał pięknego życia miał dzięki Wam :calus:

Posted

Dziękuję Ci za pamięć - własnie przeglądłem cały jego wątek, byłaś z nim od samego początku... Mamy gromadkę ogonków a jednak tego jednego tak bardzo żal. Nigdy nie myślałem że to będzie takie trudne do przeżycia, bo w ostatnim czasie niestety próbowaliśmy się oswajać z myślą o powoli zbliżającym się nieuchronnym. Na starość jeszcze nie wymyślono lekarstwa. A jednak to bardzo trudne.....

Posted

Dzięki Malawaszko, doszły faktycznie "zjadłem" r w adresie - doszły. Mam te zdjęcia w pamięci do tej pory. Ale na widok pyszczka znowu zrobiły mi się mokre oczy i pociągam nosem (a w pracy jestem .... ). Od wczoraj lekturuję cały wątek Doriego. Jak wiele pracy i czasu, determinacji poświęciliście aby wyciągnąć Go z tego okropnego schroniska i jakim zrządzeniem losu trafił do nas. Wiele z nim przeszliśmy z Waszą ogromną pomocą ale był kochanym psem, było co pogłaskać i z kim wyjść bez obaw wieczorową porą. Okropnie brak teraz porannego wycia (czasem i o 5 rano!), bo czekali z Yello - labradorem na swoją kolej do wyjścia. Bez przesady, byli raptem 2-dzy, ale z nimi wyła lub szczekała reszta domu... od kilku dni koncertu już nie ma. Właśnie mi Dogo przypomniało że dziś moje okrągłe 45 lat ale kompletnie nie mam ochoty na świętowanie, a jeszcze tydzień temu mieliśmy plany na sympatyczny piątek....

Posted

Dorian był także jednym z argumentów za opuszczeniem miasta i przeprowadzką za do domku, choć nie jedynym :) - rodzina zrobiła się rozwojowa, więc i miejsca więcej potrzebowaliśmy, a ile łatwiej wózej wyprowadzić po 3ch schodkach zamiast z 2go piętra w bloku. Do "pieca" dołożyli też "życzliwi" sąsiedzi. Myślę, że domek także zrobił Doriemu dobrze i tak długo z nami był - nie musiał się wysoko po stopniach wspinać a wiekowemu psu jest, wiadomo trudno.... choć cały czas myślę, czy jednak nie za wcześnie mimo wieku odszedł i czy naprawdę wszystko zrobiliśmy.... Życie niestety nie uznaje korekt. Nie do wiary jak szybko minęło te 8,5 roku. Ochodzą Esperanzo i oddają miesce nastepnym biedakom.....

Posted

Nie do wiary... góra z górą się nie zejdą a człowiek... No to równiez najlepsze życzenia z okazji 18tki :) :tort:. Miłośnicy sznaucerów. Coś w tym jest.

Posted

Wszystkiego najlepszego PiterzeW i Malawaszko :-)

Dorian miał wiele szczęścia. Nie każdy psiak ma go tyle. Taki Mopek np:
[URL="https://flic.kr/p/orW5uW"][IMG]https://farm6.staticflickr.com/5574/14733312478_0782274ed6.jpg[/IMG][/URL]

W schronisku już od kilku lat, starszy, duży, wycofany.

  • 1 month later...
Posted (edited)

Nie byłam w stanie tu pisać po tym co się stało... jakby to nie był długi week end, czynny byłby nasz wet i może i by mnie posłuchał i dałoby się jeszcze coś zrobić... a tak pozostała pustką...

Teraz jest z nami jeszcze mondy kochający elektryczność - dziś odgryzł kolejna wtyczke ....ale tym innym razem...

Potrzebuje Pomocy... błąka się u nas pies podobny bardzo do owczarka niemieckiego... nie taki w klasycznej masce, ale tam jest umaszczen ... dziś go widziałam, czarny z podpalanym, samiec...
Może mógłby go ktoś przygarnac na DT, my już nie możemy bo mamy komplet... a może komuś pod kieleckim nowinami zginął??? Nie boi się ludzi.

Niech żyją technologie mobilne -masakra

Edited by Kate1205
  • 2 weeks later...
  • 2 weeks later...
  • 10 months later...
Posted

Wczoraj minęła rocznica odkąd nie ma z nami Doriego. Nie, nie zapomniałem, ale przesyt obcowania z komputerem (mam to na co dzień) sprawił, że na urlopie na ile mogę unikam komputera. Zawsze pozostanie w naszych sercach i pamięci. Ma godnego następcę (Mondy  :evilbat: ) i może dlatego wspomnienia nie wywolują  :sad: .... Jak szybko minął ten rok.....

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...