Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 2.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

fotki mam ale nie moge przegrać z telefonu na komputer-czekam aż mi je mój brat lub Eloise zgrają dziś wieczorem.
Jak tylko będę miała to wystawię jego aukcję a Was proszę o umieszczenie go w innych ogłoszeniach.

Mały dziś był na spacerze ze mną, ładnie chodzi na smyczy ale strasznie rozpacza w klatce. Jak go wyciągnęłam do pokoiku na kocyk to pięknie się bawił kostką ale jak go wsadziła do klatki to darł się strasznie, serce krwawi.
Najgorzej jest z Rudzikiem. Leży całe dnie bez ruchu.
Nie możemy wyprowadzać go na dwór bo od razu chce wiać.
Rana bardzo trudno się goi, pewnie będzie musiał być w lecznicy jeszcze min. tydzień.Ożywia się tylko jak my przychodzimy i bierzemy go do pokoju (a i tak musimy przeprowadzając go przez korytarz uważać żeby nie zwiał).
Zdejmujemy mu kołnierz i wtedy trochę ożywia się.

Mam prośbę-m nie możemy jeździć do nich 2 razy dziennie. Jesteśmy codziennie rano. Czy ktoś mógłby wpadać do nich po południu. Mikusia wyprowadzić na spacer a potem ew. z Rudzikiem posiedzieć w pokoju kąpielowym, pogłaskać go, żeby sobie trochę kości rozprostował.
Proszę o pomoc ja już nie wyrabiam.:oops: Gdyby to było bliżej Legionowa to bym u nich była rano i wieczorem a tak to nie daję rady.

Posted

Zdjęcia Mikusia poniżej
[quote name='asiaf1']fotki mam ale nie moge przegrać z telefonu na komputer-czekam aż mi je mój brat lub Eloise zgrają dziś wieczorem.
Jak tylko będę miała to wystawię jego aukcję a Was proszę o umieszczenie go w innych ogłoszeniach.

Mały dziś był na spacerze ze mną, ładnie chodzi na smyczy ale strasznie rozpacza w klatce. Jak go wyciągnęłam do pokoiku na kocyk to pięknie się bawił kostką ale jak go wsadziła do klatki to darł się strasznie, serce krwawi.












Najgorzej jest z Rudzikiem. Leży całe dnie bez ruchu.
Nie możemy wyprowadzać go na dwór bo od razu chce wiać.
Rana bardzo trudno się goi, pewnie będzie musiał być w lecznicy jeszcze min. tydzień.Ożywia się tylko jak my przychodzimy i bierzemy go do pokoju (a i tak musimy przeprowadzając go przez korytarz uważać żeby nie zwiał).
Zdejmujemy mu kołnierz i wtedy trochę ożywia się.

Mam prośbę-m nie możemy jeździć do nich 2 razy dziennie. Jesteśmy codziennie rano. Czy ktoś mógłby wpadać do nich po południu. Mikusia wyprowadzić na spacer a potem ew. z Rudzikiem posiedzieć w pokoju kąpielowym, pogłaskać go, żeby sobie trochę kości rozprostował.
Proszę o pomoc ja już nie wyrabiam.:oops: Gdyby to było bliżej Legionowa to bym u nich była rano i wieczorem a tak to nie daję rady.

Posted

asiaf1 napisał(a):
Pewnie i tak nikt by ich nie odwiedziła ale chciałam napisać , że psy zostały zabrane z kliniki


:( czy Mikus bedzie mial watek? prosimy o linka... Jesli jest potrzeba, to przypominamy, ze chetnie wystawimy allegro (bedzie w poczatkowych ogloszeniach)

Posted

asiaf1 ja mam 3 psy i nie wspomogę Cię gdyż finansowo sama nie wyrabiam na te 3...
Ale chciałam Ci powiedziec, bo za rzadko się to tu mówi! że jesteś WIELKA. Jesteś aniołem stróżem tych psów. Jesteś dla nich słońcem w najgorszy, deszczowy dzień. Dla tych psów Twój głos już zawsze będzie melodią życia:) Dobrze, że jesteś. Dobrze, że paru się takich znalazło co cały psi świat ratują...Cały świat najwspanialszych istot ziemskich- zwierząt.

Życzę powodzenia w dalszych działaniach, nie trac sił i brnij do przodu!

Oskar tylko przypieczętował, że warto:)

Pozdrawiam

Posted

Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia i pomoc.

Rudzik obecnie jest na kilka dni u Pani , której pomagam w utrzymaniu 3-ki jej psiaków. Użyczyła nam niewykończone piętro jej domu.
Jesteśmy u Rudzika 2 razy dziennie.
To jest niesamowity pies. On nigdy nie miał prawdziwego domu.Marzena mówi, że jak chodziła dokarmiać " swoje" psiaki to jak tylko go spotykała to dawała mu jeść, potem przygarnęli go pijacy, do których jeździmy dokarmiać psiaki i koty.
Tak sobie myślimy, że to pogryzienie nie było bez przyczyny, tak chyba miało się stać, żeby Rudzik mógł jeszcze w życiu zaznać miłości, której nigdy nie miał.
Na początku chciał tylko uciekać (w sobotę jak wiozłyśmy go do kliniki to prawie nam się zerwał z 2 smyczy). Dziś pięknie chodzi na smyczy już prawie nie interesuje go ucieczka.
Pięknie bawi się z nami, przytula, mizia. Najbardziej kocha ciocię Marzenkę.
Zostało mu jeszcze kilka dni i rana się zagoi.
Co wtedy, jak mamy oddać go do meliny? Wiem, że gdy przyjdziemy z jedzeniem on będzie za nami biegł.
Bardzo chciałybyśmy żeby znalazł normalny dom bo na niego zasługuje.
Pomóżcie nam proszę, żeby nie musiał znów przeżywać gehenny jaka do tej pory miał.

Zobaczcie jaki on jest słodki (podjadłem sobie a teraz śpię z ciocią)






Posted

chciałabym wam jakos pomóc... mogę zrobić bazarki, wątki na dogo, wpłacić pieniądze lub odwiedzić jakiegoś biedaka w lecznicy... nie przeczytalam xcalego wątku i juz niewiem komu na co wpłacać... zbieracie jeszcze pieniądze na leczenie Oskarka? I czy Asiaf1 potrzebuje jeszcze pieniędzy na jakieś biedoty? Lub czy trzeba odwiedzic i wziąć na spacer jakiegoś psiaka z lecznicy? Proszę odpiszcie

Posted

Baffi - to sa posty Asi z poprzedniej strony - sa tez zdjecia - ale nie mozna ich cytowac - wiec jak skoczysz o strone w tyl - to obejrzysz psiaki :)

[quote name='asiaf1']Dziękuję wszystkim za wpłaty.
Dziś znalazłyśmy kolejnego psiaka :-(.
Marzena spotkała go jak wygrzebywał jedzenie ze śmietnika. Dała mu jeść i myślała że poleci do jakiegoś domu a om szedł za nią przez pół miasta.
Potem zadzwoniła po mnie. Jechałam z nastawieniem, że trudno jakoś sobie poradzi damy mu jeść, pić i go zostawimy ale po tym jak się do mnie zaczął przytulać, lizać i patrzeć w oczy nie mogłam zostawić go na ulicy. Liczyłam że może sobie pójdzie ale on położył sie przy samochodzie i sobie leżał.
W związku z tym, że nie miałam go gdzie umieścić zawiozłam go do kliniki na Strzeleckiego. Mikuś (tak go nazwałyśmy) całą drogę spał, tak był zmęczony.
A zapomniałam napisać, że dzieciaki mówiły, że błąkał się od soboty-pewnie ktoś przyjeżdżających na targ musiał go wywalić (w dni targowe zostaje sporo porzuconych psów) .
Mały był tak zapchlony, że pchły skakały po Marzenie.
Mikuś jest wielkości wyrośniętego latrerka (waży niecałe 5 kg).
Jest młodziutki wg. lekarzy ma ok rok-1,5.
Jest bardzo przyjazny. Strasznie płakał za człowiekiem jak go zostawiłyśmy w klatce.
Może ktoś mógłby wziąć go na tymczas. PLEASE!!!

[quote name='asiaf1']To rudzik pogryziony pies.
Jeździmy do niego codziennie z Marzeną.
Jest bardzo fajny i coraz bardziej lgnie do człowieka ale nie można wychodzić z nim na spacery bo tylko patrzy gdzie można zwiać. Lata na ulicy zrobiły swoje :shake:
Tak strasznie mi go żal bo on bardzo cierpi w samotności, w klatce. nie wie co się z nim dzieje. Leży godzinami smutny. Ożywia się tylko kiedy my przyjdziemy. Bierzemy go wtedy do pokoju kąpielowego, w którym był m.in. Oskarek i miziamy, gadamy do niego głupoty, dajemy ugotowane przez Marzenę jedzonko.
Pies ma dużą ranę, do tego pogryzione prącie i jądra (musi być cewnikowany). Chcemy przy okazji go wykastrować, żeby nie latał tak za pannami.
Pewnie jeszcze z tydzień tam będzie. Potem zawozimy go z powrotem do pijaków bo cóż innego nam pozostaje?:shake:
Gdyby ktoś go adoptował to miałby fajnego psiaka (oczywiście na początku musiałby uważać na ucieczki) ale z nami Rudzik już sie bawi i widać , że potrzeba mu kontaktu z człowiekiem. Ze strony pijaków może najwyżej liczyć na parę kopów.:-(



PROSIMY O POMOC DLA NIEGO!



[quote name='asiaf1']fotki mam ale nie moge przegrać z telefonu na komputer-czekam aż mi je mój brat lub Eloise zgrają dziś wieczorem.
Jak tylko będę miała to wystawię jego aukcję a Was proszę o umieszczenie go w innych ogłoszeniach.

Mały dziś był na spacerze ze mną, ładnie chodzi na smyczy ale strasznie rozpacza w klatce. Jak go wyciągnęłam do pokoiku na kocyk to pięknie się bawił kostką ale jak go wsadziła do klatki to darł się strasznie, serce krwawi.
Najgorzej jest z Rudzikiem. Leży całe dnie bez ruchu.
Nie możemy wyprowadzać go na dwór bo od razu chce wiać.
Rana bardzo trudno się goi, pewnie będzie musiał być w lecznicy jeszcze min. tydzień.Ożywia się tylko jak my przychodzimy i bierzemy go do pokoju (a i tak musimy przeprowadzając go przez korytarz uważać żeby nie zwiał).
Zdejmujemy mu kołnierz i wtedy trochę ożywia się.

Mam prośbę-m nie możemy jeździć do nich 2 razy dziennie. Jesteśmy codziennie rano. Czy ktoś mógłby wpadać do nich po południu. Mikusia wyprowadzić na spacer a potem ew. z Rudzikiem posiedzieć w pokoju kąpielowym, pogłaskać go, żeby sobie trochę kości rozprostował.
Proszę o pomoc ja już nie wyrabiam.:oops: Gdyby to było bliżej Legionowa to bym u nich była rano i wieczorem a tak to nie daję rady.

Posted

baffi2 napisał(a):
chciałabym wam jakos pomóc... mogę zrobić bazarki, wątki na dogo, wpłacić pieniądze lub odwiedzić jakiegoś biedaka w lecznicy... nie przeczytalam xcalego wątku i juz niewiem komu na co wpłacać... zbieracie jeszcze pieniądze na leczenie Oskarka? I czy Asiaf1 potrzebuje jeszcze pieniędzy na jakieś biedoty? Lub czy trzeba odwiedzic i wziąć na spacer jakiegoś psiaka z lecznicy? Proszę odpiszcie


Rudzik-pogryziony pies jest na tymczasie w Legionowie.
To czego mu trzeba najbardziej to własny dom.
Za kilka dni opuści tymczas i nie mam pojęcia gdzie mogłabym go zabrać:shake:

Mikuś jest na płatnym tymczasie w Warszawie.

Pieniądze oczywiście się przydadzą ponieważ psiaki nie maja jeszcze opłaconego rachunku za pobyt w lecznicy (ok.400 PLN)

O Mikusia tak bardzo się nie boję bo on jest malutki i mam nadzieje, że w miarę szybko znajdzie dom.
Problem jest z Rudzikiem bo nie mam gdzie go umieścić. Nie chciałabym żeby wracał do meliny.
On tak potrafi kochać i byc wdzięczny za okazaną mu dobroć i miłość:-(:-(:-(

Posted

asiaf1 napisał(a):
Rudzik-pogryziony pies jest na tymczasie w Legionowie.
To czego mu trzeba najbardziej to własny dom.
Za kilka dni opuści tymczas i nie mam pojęcia gdzie mogłabym go zabrać:shake:

Mikuś jest na płatnym tymczasie w Warszawie.

Pieniądze oczywiście się przydadzą ponieważ psiaki nie maja jeszcze opłaconego rachunku za pobyt w lecznicy (ok.400 PLN)

O Mikusia tak bardzo się nie boję bo on jest malutki i mam nadzieje, że w miarę szybko znajdzie dom.
Problem jest z Rudzikiem bo nie mam gdzie go umieścić. Nie chciałabym żeby wracał do meliny.
On tak potrafi kochać i byc wdzięczny za okazaną mu dobroć i miłość:-(:-(:-(


Bardzo bym chciała przygarnąć chociaż jednego z nich ale... mimo wielu rozmów rodzice nadal się na to nie zgadzają...
wpłacę pieniądze na konto... A i jeśli do jakiejś kliniki w Warszawie trafi jakiś biedak to dajcie mi znać, odwiedzę go:lol: i jeszcze jedno pytanie:
Czy zrobić bazarek???

Posted

Dziękuję bardzo.
Jeżeli masz coś do wystawienia na bazarku to oczywiście zrób proszę.
pozdrawiam

baffi2 napisał(a):
Bardzo bym chciała przygarnąć chociaż jednego z nich ale... mimo wielu rozmów rodzice nadal się na to nie zgadzają...
wpłacę pieniądze na konto... A i jeśli do jakiejś kliniki w Warszawie trafi jakiś biedak to dajcie mi znać, odwiedzę go:lol: i jeszcze jedno pytanie:
Czy zrobić bazarek???

Posted

Asiu,

wozek dla Oskara od Natalii zawiozlam wczoraj Renacie. Nie wiem, jak duzy jest Oskar, ale ten wozek moze byc ciut za duzy. A z plusow wozka - jest bardzo lekki i ma duze opony, wiec swobodnie sie przemieszcza. Trzeba bedzie uprzaz troche odrestaurowac, ale to juz najmniejszy problem.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...