taks Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 Ekiana napisał(a): Mam dodatkowo wrażenie, że trzeba się pośpieszyć Też mam takie wrażenie - o guzach wiadomo juz od miesięcy i odwlekając decyzję możesz doprowadzić do sytuacji ,że najlepszy nawet specjalista będzie juz bezsilny. Na prawdę, nie czekaj bo nawet niezłośliwe zmiany z czasem mogą zmienić charakter albo tak się rozprzestrzenić, że zabieg będzie coraz trudniejszy.:shake: Quote
Ekiana Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 Nie do końca jest tak, że wiadomo od miesięcy. Guzy, które były na początku - kiedy ją wzięłam zniknęły. Lekarka wykryła je, a ja na bieżąco macałam i zniknęły. tzn. w tamtym miejscu. Nadal ich tam nie ma. Ja myślałam, że się zmniejszyły i dl. ich nie wyczuwam. Inny, lekarz (badający Stasię w Wigilię), nie znalazł w tamtym miejscu guzów, znalazł w innym. Było ich mało, a teraz mam wrażenie, że jest nieco więcej lub się powiększyły. Nie jestem ekspertem. Chcę ją zoperować, wyleczyć, ale przecież nie zrobię to własnoręcznie, to chyba lepiej, że zawczasu wypytuję o specjalistę. Quote
ludwa Posted February 19, 2010 Author Posted February 19, 2010 Wiem, ze Jagielski jest onkologiem ale czy przeprowadza operacje to nie wiem. Obiło mi się o usz nazwisko Galanty w dobrym kontekście:) Ale konsultowałabym najpierw z Jagielskim, żeby określił jaki charakter mają te guzy (w miarę możliwości oczywiście) Quote
Ekiana Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 ludwa napisał(a):Wiem, ze Jagielski jest onkologiem ale czy przeprowadza operacje to nie wiem. Obiło mi się o usz nazwisko Galanty w dobrym kontekście:) Ale konsultowałabym najpierw z Jagielskim, żeby określił jaki charakter mają te guzy (w miarę możliwości oczywiście) No właśnie w tym sęk, że ja wiem, ze on nie operuje bo mi ta pani z rejestracji powiedziała. Tylko z ogólnych wrażeń zapomniałam o tym napisać. Sama się skołowałam początkowo, ale tak myślałam nad tym, że idę do Jagielskiego, a de facto chirurga nie znam, czy dobry? Nie wiadomo. Operacje przeprowadza tam dr n. wet. Agnieszka Karewicz. Ktoś coś wie? Quote
ludwa Posted February 19, 2010 Author Posted February 19, 2010 trzeba by w necie poszukać opinii. Generalnie to dobra lecznica. Tyle, że nigdy nie wiadomo jak przebiegnie operacja. Trudna decyzja Quote
Ekiana Posted February 22, 2010 Posted February 22, 2010 No dobra - zarejestrowałam siebie i Stasię na 3 marca o godzinie 20 do Jagielskiego. Zadzwoniłam tam dziś, opowiedziałam o swoich wątpliwościach, być może już rozmawiałam z jakąś inną panią, bo nie zachęcała mnie do wizyty u internisty, tylko od razu powiedziała, że Jagielski jako onkolog po badaniu ewentualnie zleca operację chirurgowi. No, a ja (tak sobie myślę), że ostatecznie nie muszę korzystać z ich chirurga gdybym miała wątpliwości, tylko z wiadomościami po badaniu onkologicznym mogę już uderzać do Galantego. Ale sama już nie wiem czy cudowanie ma sens... Są różne za i przeciw. Ale jesteśmy zarejestrowani i to wcale nie na aż tak bardzo odległy termin (obawiałam się, ze będzie trzeba czekać 3 tygodnie - a tu proszę). Quote
idusiek Posted February 22, 2010 Posted February 22, 2010 o Galantym to z kolei ja mam złe zdanie ... Przy Marysi Galanty chciał jej juz prawie łapę ucinać i za operację brac 2 razy tyle ile w koncu nas wyszło u innego lekarza... i widzisz - co pies to opinia ;) Quote
Ekiana Posted February 22, 2010 Posted February 22, 2010 No właśnie, każdy ma inne doświadczenia. Co pies to opinia - podobnie jak u ludzkiego lekarza siedząc w kolejce przed wizytą można wiele historii usłyszeć - od horrorów po melodramaty z happy endem. Mam nadzieję, że będzie spoko u tego Jagielskiego i jeśli wyda mi się sensowny to może i nie będę wydziwiać z Galantym. Chciałabym to załatwić konkretnie. Nie chciałabym psa męczyć jakimiś biopsjami, prochami bo może coś tam. Na razie Stasia nie ma awersji do lekarzy dobrze by było żeby tak zostało. Nie chcę jej narażać na stresy i ból, a później martwić się jak odbudować jej zaufanie. Już dwóch lekarzy powiedziało (nie licząc trzeciego - Waszego, który operował Stasię), że te guzy nie prezentują się jako złośliwe, bo są twarde i nie bolesne, do tego dość niewielkie. Zastanawia mnie, że tamte najpierwsze zniknęły. Stasia ma tez takie skłonności do występowania takich kuleczek na skórze. Pytałam się weterynarza co to jest i pani powiedziała, że to zwykły wągier i bardzo łatwo to usunęła. Innym razem Stasi też coś takiego znalazłam. Niemąż miał się zająć usunięciem tego, kilka dni zapominał, a potem Stasia się potarzała ostro w śniegu i samo się usunęło :) Zastanawiam się czy te zmiany pod skórą (guzy) to też nie są jakoś z tym powiązane... Zdarzają się jakieś tam tłuszczaki czy coś? Oczywiście to tylko takie moje luźne przemyślenia i domysły, nie poparte niczym poza obserwacja. Quote
ludwa Posted February 23, 2010 Author Posted February 23, 2010 Te znamiona też okażcie Jagielskiegu, bo lekarz, który Stasię operwał twoerdzi, że nie należy ich ruszać. Niech sobie będą w spokoju.. Quote
Ekiana Posted February 25, 2010 Posted February 25, 2010 Pokazałabym, ale na razie tego nie ma. To wystąpiło dwa razy. A może masz na myśli jakieś inne znamiona niż te niewielkie kuleczki? Quote
Ekiana Posted February 25, 2010 Posted February 25, 2010 Jutro umówiona wizyta u onkologa. Dzwonili z Białobrzeskiej, że Jagielskiego nie będzie i jeśli bym chciała mimo wszystko do niego to musiałabym czekać na wizytę ok. 2 tygodni. Stwierdziłam, że nie ma sensu chyba czekać. Będę spokojniejsza jeśli ją obejrzy lekarz - dopytałam, że to też onkolog - Domaniewski.... Quote
Ekiana Posted March 4, 2010 Posted March 4, 2010 No i już po wizycie. Kolejny raz cieszyliśmy się, że jest samochód. Daleko to trochę od nas, no umówieni byliśmy na 20. Spędziliśmy tam półtorej godziny. Lekarz zrobił wrażenie kompetentnego specjalisty skoncentrowanego na pracy. Mało mówił, sporo robił. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Generalnie zaczęło się od tego, że powiedział nam iż 70% tego typu przypadków to nowotwory złośliwe z różnymi przerzutami, ale przede wszystkim do płuc. Zrobiło nam się dziwnie, ale właściwie atmosfery dramatycznej nie było. Jakoś to inaczej, może innym tonem powiedział niż ten lekarz z Legnicy. A może po prostu już to słyszeliśmy i nie tąpnęło mnie jak wtedy. Tym razem chyba bardziej Łukasz to poczuł silniej. No, ale to były właściwie pierwsze zdania, później opowiedziałam historię Stasi, historię jej leczenia. Niestety, niech to szlag zapomniałam książeczki zdrowia :/ Pytałam się czy to bardzo duży problem i utrudnienie, ale powiedzieli, że ok. nie ma sprawy. No, jednak żałowałam bo chociaż jest tam nie wiele to za to są wpisy z dokładnymi datami. W ogóle cały ten wyjazd był taki, że wszystko szlo na opak. Najpierw Łukasz musiał zostać dłużej w pracy i doszedł do domu niemal na styk umówionej godziny wyjazdu do lekarza. Obiad w minutę i wychodzimy. Stasia oczywiście zadowolona z nowej dostawy śnieżku, ale samochód trzeba było odśnieżyć. Potem okazało się, że Łukasz nie zabrał z domu kartki z adresem, którą sobie przygotował. Czasu coraz mniej - szukanie strony w internecie, potem gps nie mógł odnaleźć ulicy Cżęstochowskiej 20 - bo to na tej ulicy jest klinika, a wejście od Biełobrzeskiej. No dobra, udało się jakoś to poustawiać, ale trzeba jeszcze zatankować :) Żeby było szybciej Łukasz tankował, a ja już poszłam płacić. Pomyliłam pin, na drugiej próbie cały system się im zawiesił :) Oczywiście to nie moja wina! :) Serio. Zamknęli CPN, ludzie stoją i k-wują ;) Łukasz przychodzi badać co jest na rzeczy. Dowiedzieliśmy się, że bankomat jest na przeciwko, ja zostałam on poszedł po kasę. Ufff, udało się. Zegar tykał, czasu coraz mniej - Stasia szczęśliwa, uwielbia jazdę samochodem, wylęguje się, a to zerka, a to znów przysypia :) No i udało się odnaleźć klinikę, dzięki wskazówkom i uprzejmości jednej pani na wieczornym spacerze z psem :) Miałam szczęście, ze ją wypatrzyłam, bo "psiarze" to zawsze wiedzą gdzie jest wet ;) I nawet udało nam się przybyć na kilka minut przed czasem :) W poczekalni było kilka psów, na ogół bardzo grzecznych, czasem buńczucznie zaciekawionych Stasią, ale ona też grzeczna, kilka warknięć rozładowało napięcie :) Nie wiem ile czekaliśmy, ale spacerując po poczekalni namówiłam Stasię żeby weszła na wagę "chodź chudzinko", ale jak spojrzałam na licznik to "ty grubasie! :)" powiedziałam w lekkim szoku i zadziwieniu. Jak ją brałam Panie mówiły aby Stasia nie przekroczyła 30 kg. Na Sylwestra kolega weterynarz oszacowywał ją na max 25. Fakt, ze "na oko" i w sylwestrowej aurze to mógł się kopsnąć. Jednak wszyscy, którzy widzą Stasię oceniają ją na zgrabną i szczupłą, nie na zapasioną. A tu nasza panna waży 34 kilo! :) Nie ma jakiś przegięć, ale będę zwracać uwagę aby się nie zapasła. Myślę, że już zdecydowanie odzyskała formę, a waga to potwierdza, ale też pisałam wcześniej, ze Stasi sierść jest ładna i błyszcząca. Zero łupieżu. Jest co głaskać ;) Wracając do badania :) Jak ją pan doktor razem panią pielęgniarką wzięli w obroty, to byliśmy z Łukaszem pod wrażeniem jej stoickiej cierpliwości. Naraz ją „dopadli” - pielęgniarka termometr w pupę, a lekarz badał w uciskając wargi w buzi. Potem było badanie, macanie guzów na stojąco, na leżąco w rożnych pozycjach. Tu Stasia już niekoniecznie chciała współpracować bo wiadomo, obcy ludzie, twarda podłoga, a ona ma leżeć na grzbiecie. No,ale było widać, ze lekarz chce dobrze i dokładnie ją zbadać. Wszyscyśmy pomagali Stasię przytrzymać, lub uspokajająco obgłaskać żeby jej było milej. Nie było jakiejś masakry – bo pamiętam, że Mika (suczka mojej siostry, o wiele bardziej przeżywała zdecydowanie mniej inwazyjne badania, atmosfera przy tym też była zgoła inna). Została pobrana tez krew do badania oraz zrobiony rentgen klatki piersiowej. Rentgen był znacznie trudniejszy od wcześniejszego. Ciężko psa stabilnie przytrzymać żeby leżał jak trzeba w zdecydowanie niewygodnej pozycji na twardym stole. Generalnie pozycja na sfinksa, która była jako ostatnia – dla Stasi była najbardziej komfortowa. Obie pozycje boczne już mniej się jej podobały, aczkolwiek też nie było źle. Wiadomo, mnie łatwiej mówić bo to Łukasz w ołowianym fartuchu stabilizował Stasię :) W czasie zdjęć rgt aparat się zawiesił :) Nie popsuł, ale śmiać nam się chciało na wspomnienie wcześniejszych przygód z tankowaniem :) Generalnie – dostaliśmy płytę ze zdjęciami, dokładny opis wizyty z diagnozą i wskazaniem co dalej oraz częściowe wyniki analizy krwi (te podstawowe). Jutro wieczorem mają być opisy zdjęć przez radiologa oraz wyniki tych zaawansowanych badań krwi (na wątrobę i coś tam – tak dokładnie to nie mówił, ale te badania to pełny pakiet). Jutro rano jedziemy robić EKG. Zważając na to, że będziemy mieć świeże wyniki to myślę, że zaproponują nam termin operacji w przyszłym tygodniu. Zakładając, że wyniki będą w porządku. Wiadomo – trzeba czekać na opis i tamtą resztę wyników, ale ta część którą mam wyszła bardzo prawidłowo, lekarz ocenił, że na zdjęciach raczej nie widać żadnych przerzutów, ale wiadomo, radiolog może coś wypatrzyć. Niemniej jednak wierzę, że rokowania są pozytywne. Jakoś o ile jadąc tam i zmagając się z tymi „przeciwnościami” to zastanawiałam się czy to nie sygnały że może lepiej odwołać wizytę i poczekać na Jagielskiego lub też Galantego... (do Galantego dzwoniłam w dniu, w którym umówiłam się do Jagielskiego – nie odbierał, za to szybko dodzwoniłam się na Białobrzeską, no więc niejako „okoliczność zadecydowała” ;) ) No więc o ile jadąc mocno zastanawiałam się czy dobrze robimy – bo nawet nie Jagielski nas przyjmie tylko ktoś inny – a był to przecież koronny argument za wyborem właśnie Białobrzeskiej... o tyle już po wizycie jestem zadowolona, na teraz wydaje mi się, że dobrą decyzję podjęłam. Stasia będzie miała to szybciej za sobą, badania wydają się być przeprowadzane wnikliwie – z jednej strony z szacunkiem dla psa, ale z drugiej tak konkretnie z naciskiem aby zbadać co trzeba, nie odpuszczać kiedy pies protestuje, tylko znaleźć inną formę dotarcia do tego. Takie wrażenia me – ale co ja się tam znam? - najlepiej by Stasia powiedziała. Quote
Ekiana Posted March 4, 2010 Posted March 4, 2010 Zapomniałam napisać o guzach są dwa - w tym miejscu na dole - wielkości półtora na 2 cm. Stasia nie wydaje się być jakoś wielce pokrzywdzona po wczorajszym :) Quote
ludwa Posted March 4, 2010 Author Posted March 4, 2010 rany, jaka kartoteka badań:) Ja trzymam mocno kciuki, żebyście się jeszcze wieeeeele długich lat sobą cieszyli:) Quote
Ekiana Posted March 4, 2010 Posted March 4, 2010 Ludwa - jesteś niezawodna :) Zawsze odpiszesz, super. Ale chyba reszta już tu nie zagląda :) Tylko my o Stasi pamiętamy i zaglądamy :) Kartotekę rzeczywiście jej założyłam bo widzę, że zanosi się na więcej tych dokumentów, to będzie teraz wszystko w jednym miejscu. I książeczkę też wsadziłam żeby już jej nie zapomnieć. Dziękuję za życzenia długich lat - myślę, że takie będą - Stasia nie wygląda na chorą, nie wygląda na obolałą. Ma swoje mniej więcej stałe pory dnia kiedy chce jej się bawić i zahacza nosem żeby się nią zająć:) Na spacerach tarza się w śniegu. Dlatego mam dużo optymizmu w powodzenie całej sprawy usunięcia guzów. Ludwa - dziękuję za Stasię! Quote
ludwa Posted March 4, 2010 Author Posted March 4, 2010 To ja dziękuję za taki dom i opiekę dla Stasi i że się nie zraziliście pytaniami itp:) Quote
idusiek Posted March 4, 2010 Posted March 4, 2010 ej no ciotki, ja zawsze zaglądam @! normalnie zaraz focha strzelę jak Stasia ! FOOOOOCH! Quote
Ekiana Posted March 4, 2010 Posted March 4, 2010 No dobra! Masz rację ! :) To już nas są trzy osoby :) Nie strzelaj focha (proszę!!!) - potrzebne nam emocjonalne wsparcie i kciuki przed operacją :) Nie odpisałam za szybko bo byłam z księżną na spacerze. Pogoda super. Przylegając do parku, a na przeciwko mojego bloku, po drugiej stronie ulicy są działki. Ależ dziś pachniało stamtąd... jakimś ogniskiem, kiełbaską... Nawet Stasia pierwsze kroki skierowała w tamta stronę :) Jak by ktoś tam posiadał działkę, chętnie przyjmiemy wraz ze Stasia zaproszenie :) - możemy pomóc w czymś, oraz serwujemy nasze miłe towarzystwo - w zamian za możliwość posiedzenia przy ognisku, albo chociaż grillu - jedzenie weźmiemy :) Marzą mi się pieczone w ognisku ziemniaki, kiełbaska i atmosfera rolna :) Wiem, tak awangardowo :) Stasia była w dobrym humorze, nawet kilka razy pobiegła za patykiem - oczywiście nie przyniosła tylko rozgryzałała jak się dało. Do tej pory nie mogę się nadziwić, że aż 34 kilo waży. 5 miesięcy temu była taka chudzinka. Quote
idusiek Posted March 5, 2010 Posted March 5, 2010 no kawał z niej piesa a co do grilla, to chyba jeszcze za wcześnie co?:) Quote
ludwa Posted March 5, 2010 Author Posted March 5, 2010 na razie za wcześnie ale przypomnij się wiosną-latem, to coś może wykombinujemy:) Quote
Ekiana Posted March 5, 2010 Posted March 5, 2010 A ja wiem czy za wcześnie :) Na pewno na dłuższe biesiadowanie to tak, ale z dr. strony niby zimno - a przy ognisku ciepło, miło jest poczuć taką różnicę i taki klimat, że samemu się na to "zapracowało" - bo w domu to gdzie się nie podejdzie to wszystko na wyciągnięcie ręki - jedzenie w lodówce, ogień w kuchence, woda w kranie :) Oczywiście nikt to ma bojler albo piec na węgiel się ze mną teraz nie zgodzi :) Ale może być wiosna lub lato, byle nie podczas sesji :) A teraz wieści z EKG :) wszystko [FONT=Verdana]BARDZO DOBRZE !!!! :):)[/FONT] Super, prawda? :) Reszta badań z krwi na nerki i wątrobę też dobrze, opis radiologa też dobrze. Łukasz skomentował, że nawet nie dopuszczał do siebie myśli, że będzie inaczej. No, ale wiadomo, że nigdy nic nie wiadomo do póki lekarz nie powie, że wiadomo :) Stasia na EKG była wyjątkowo grzeczna, poddała się bez większych oporów, tym razem to sama ją trzymałam. Nie było potrzeby koncentrować większych sił aby ją głaskać czy trzymać. Stasi serduszko bije powoli, ale miarowo - lekkie zaburzenia (pewnie zw. ze stresem) też były regularne. Stasia jest spokojnym psem o wiadomo jakim temperamencie, więc nie ma najmniejszych powodów do zmartwień o jej wolne serduszko. Dostaliśmy dwie tabletki, które należy podać na wieczór dzień przed operacją i rano w dniu operacji - mają na celu pobudzić kurczliwość mięśnia sercowego aby lepiej pompowało bo anestetyki powodują ogólne rozluźnienie. Termin operacji mamy wyznaczony na 16 marca o godzinie 11. Operować będzie dr n. wet. Agnieszka Karewicz (Żurańska). Pani weterynarz, która dziś badała oszacowała Stasię na lat 7. Pochwaliła białe ząbki i błyszczącą sierść :) Mówiłam, to widać, że nadaje się do głaskania :) Bardzo się cieszę, że jej stan ogólny tak się unormował. Teraz tylko zostało usunąć guzy i dojść do siebie czekać na grilla ;) Pańcio robił miny jak Stasia na badaniu. Stasia spojrzała i powiedziała, że to żałosne :) W domu, po wszystkim można się w końcu wyspać. Posiłek też zjedzony samodzielnie :) badania jej służą :) Quote
ludwa Posted March 5, 2010 Author Posted March 5, 2010 No to tylko cieszyć się należy i trzymać kciuki za operację:) Quote
Ekiana Posted March 12, 2010 Posted March 12, 2010 A rzeczywiście - pazurki zeszły na plan dalszy przy tym wszystkim. Jakoś nie miałam śmiałości prosić o obcięcie pazurków przy tych badaniach. Może głupie :) Ale pójdziemy do naszej pani weterynarz obok domu - jeszcze Kubusia wezmę też na manikiur. Quote
Pliszka Posted March 12, 2010 Posted March 12, 2010 Ekiana napisał(a):Ludwa - jesteś niezawodna :) Zawsze odpiszesz, super. Ale chyba reszta już tu nie zagląda :) Tylko my o Stasi pamiętamy i zaglądamy :) jednym miejscu. I książeczkę też wsadziłam żeby już jej nie zapomnieć. O, wypraszam sobie, ja zaglądam :) Już mówiłam, że to jeden z moich ulubionych wątków :) Bardzo się cieszę, że ze zdrówkiem Stasieńki wszystko w porządku :) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.