Ekiana Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Piękny. Wiem, że to może dla niektórych osób dziwne, ale jakoś po ludziach aż taka żałość mnie nie brała jak po stracie Stasi. Quote
ludwa Posted August 27, 2010 Author Posted August 27, 2010 Nie jest dziwne. Przed psem możesz otworzyć się całkowicie. On nie zrani Twoich uczuć. Kocha bezwarunkowo. I Ty kochasz bezwarunkowo. Możesz pokazać mu wszystkie swoje uczucia i zawsze cię akceptuje, nie wypomina, nie narzeka, nie powie nic przykrego. To czysta miłość po prostu. Choć niestety czasem jednostronna. Na szczęście nie dla Stasi:) Ona znalazła szczęście i z tego się cieszę Quote
Ekiana Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 Ewa, dziękuję za sms (odczytałam dopiero teraz) i wczorajszy telefon. Jakoś nie miałam humoru na rozpakowywanie walizki i wyciąganie ładowarki, zrobiłam to dziś. Dopiero dziś wstępnie też posprzątaliśmy. Miski Stasi oczywiście stoją nadal. Oglądaliśmy jeszcze zdjęcia z Łukasza komorki i filmik jak Stasia pije na leżąco :) Śmieszna była, fajniutka, żadnych wad, same zalety. Tylko z tym apetytem był zawsze kłopot, jak widać miało to głębsze podłoże. Kto by pomyślał, ja nie. Dziękujemy za możliwość poznania Stasi, a miłość do niej jest czymś oczywistym, samoistnym... Quote
Ekiana Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 bla napisał(a):coś pechowy ten sierpień :( biedna Stasia :( Tak, pechowy sierpień, zwł. że w czasie pięcioletniego związku z Łukaszem nigdy jeszcze nie byliśmy na wakacjach. :( Quote
elmira Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 Zaglądam do Was. Mój żal nie maleje. Trzymajcie się kochani. Quote
ludwa Posted August 28, 2010 Author Posted August 28, 2010 Ból zelżeje na pewno. Żal zostanie, trzeba swoje wypłakać. Zresztą żałoba zawsze jest potrzebna na właśnie ten płacz. Nie bez powodu ten zwyczaj trwa tyle lat i ma jakiś okres umowny. Quote
bla Posted August 28, 2010 Posted August 28, 2010 no ale 2 psy z moich zakładek odeszły w sierpniu eh :( Quote
Ekiana Posted August 29, 2010 Posted August 29, 2010 Siedzę już tu od dłuższego czasu i nie wiem co napisać. Byłam już na wątku Ryśka, Śnieżki, Staszka z dworca, Topika, które podczytuję od dawna. Z chęcią napisałabym, że też bylyśmy na spacerku, że np. Stasia znow moczyła pupę w rzeczce co było jej ulubionym zwyczajem. No,ale nie byłyśmy i nie będziemy już. Powoli się z tym oswajam i w zaakceptowaniu tego faktu pomaga mi myśl, że Stasia już nie cierpi. Nadal zdarza mi się wyciągać jej sierść z talerza. Dziękuję Wam za wszystkie słowa wsparcia i za to, że jesteście, że zawsze byłyście ze Stasią, z nami. Sierpień okazał się pechowy, dla mnie bardzo niespodziewanie pechowy. Nasze pieski jednak już nie cierpią i to myślę, że jest najważniejsze. Quote
elmira Posted August 29, 2010 Posted August 29, 2010 Ekiano, nie ma za co dziękować. To my dziękujemy za dom dla Stasi. Przeczytałam od początku wątek. Stasiunia, nieadopcyjna, starsza sunia z siwym pyszczkiem. A potem Twoje relacje, tak mądre. Przebijała w każdym słowie miłość do tej suczki. Dzięki Ekiano. Quote
ludwa Posted August 29, 2010 Author Posted August 29, 2010 Szkoda, ze ludzie boją się adoptować starsze psy. Jak widać one potrafią dać dużo szczęścia i myślę, że także wiele nauczyć. Tylko do adopcji starszego psa trzeba mądrości Quote
Pliszka Posted August 29, 2010 Posted August 29, 2010 Ekiano, cały czas o Was myślę. Tak niedawno przeżywaliśmy ten sam ból, taki niemal fizyczny, bo mnie wszystko bolało w środku :( Nam było łatwiej, bo po drodze z "pogrzebu" Angusi na środku drogi znaleźliśmy małą kociczkę. Potraktowaliśmy to trochę w kategorii cudu, kotek pojechał z nami do domu i swoim mruczeniem ukoił ból. Smierć Angusi właśnie tamtego dnia nabrała innego wymiaru. Wciąż bolało, ale ta strata nabrała jakiegoś sensu i było łatwiej. Tamtego dnia siedziałam w pracy i łzy same ciekły mi po policzkach. Koleżanka wysłała mi wtedy linka do wątku suczki, niemal sobowtórki Angusi, w dodatku w tym samym wieku, wyciągniętej z pseudo, bitej, wystraszonej... Astra zamieszkała u nas dwa tygodnie po smierci Angusi. To wspaniały pies, który dopiero uczy się cieszyć życiem. Gdyby nie koteczka i Astra, nie wiem jak bym zniosła śmierć Angusi. Dziś wspominamy ją z wdzięcznością i tęsknotą, ale już bez łaz i bez tego rozdzierającego wnętrzności bólu. Mam nadzieję, że wkrótce znajdziecie swoje pocieszenie. Dzięki Wam Stasia poznała życie, na jakie zasługiwała. Quote
ludwa Posted August 29, 2010 Author Posted August 29, 2010 Ekiana też zapewne spotka swój cud:) Przyjdzie na to kiedyś odpowiedni czas. Quote
Ekiana Posted August 30, 2010 Posted August 30, 2010 Tutaj co wątek to same cuda :) Jak tak sobie myślałam o piesku, to na stan obecny najlepiej by do mnie pasował taki co burka i gryzie. Siedzielibyśmy sobie i ofukiwali świat, każdy z własnych powodów :) No ale wiadomo, że nie o to chodzi aby tkwić w dole. Świat nie po to jest żeby go ofukiwać tylko się nim cieszyć zwłaszcza, że nigdy nie wiadomo ile mamy na to czasu. Quote
Ekiana Posted August 30, 2010 Posted August 30, 2010 Stasia jest/była nieoceniona i niezastąpiona. Teraz tak w domu pusto i bez sensu. Z domu mi się wychodzić nie chce bo i po co. Więc nadal nie wychodzę sama. Rzeczywiście czas koi ból, ale tak bez Stasi to i taki "bezczas". Wcześniej dzień był zaplanowany pod Stasię. Najpierw przedstawienie cyrkowo-śniadaniowe, karmienie i bawienie aby zjadła. Jak nie to kolejne próby za jakiś czas. Potem długi spacer, a potem znów animowanie kolacji :) Trochę to było męczące, tzn. wymyślanie kolejnych podejść żeby Stasia zjadła, a teraz wspominam to z rozrzewnieniem i cieszę się, że praktycznie zawsze udawało mi się wpaść na jakiś pomysł żeby brzuszek był pełen. Ja jednak lubię robić coś dla kogoś, więc chociaż czasem męczące, to kombinowanie dla Stasi sprawiało mi specyficzną radość i satysfakcję. I pamiętam nasze początki zdobywania serca i przyjaźni Stasi bo ona zawsze z takim lekkim dystansem do obcych. Trochę się jej bałam na początku i czułam respekt, zwł. jak kilka razy szczeknęła mi w twarz wystawiając zębiska albo raczej trzonki po nich ;) Poznając ją już wiedziałam, że to taka zabawa i jej styl :) Jako dziecko byłam wychowywana z suczką (Kamą), która lubiła ugryźć zarówno członków rodziny, ale najchętniej przechodniów na ulicy. Akceptowała dziadka, który był jej głównym panem i o dziwo mnie. Kama nigdy nie podniosła ząbków na mnie, a wręcz pozwalała sobie wiązać kokardy na ogonie ze ścinków materiału (dziadek był krawcem). I defilowałyśmy razem do zakładu do dziadka, ona machała tym ogonem, który nie wiem czemu ale nazywałam różą :) Każdy piesek czegoś uczy. Kama właśnie nauczyła mnie takiego szacunku i respektu, więc przy Stasi bardzo to się przydało na początku. Zaowocowało pełną akceptacją jej osobowości i takim nieustannym obserwowaniem jej żeby się dopasować. Mika natomiast chociaż była psinką bardzo łagodną to jeśli się raz zrobiło cokolwiek nie po jej myśli to już nie przebaczała. Raz się ją gdzieś niechcący trąciło to już schodziła z drogi. Prawdopodobnie dlatego, że była mała. Miała też na podwórku znienawidzoną koleżankę mieszkającą na parterze, z którą potrafiła się zaciekle żreć. Nuka na swoim balkonie, Mika pod nim. Kiedyś Nuka zaatakowała moją siostrę, chociaż była bez Miki, tylko dlatego, że wyczuła jej zapach. Stasia, natomiast, kładąc się na podłodze wpychała łapy między kółka od krzesła i kompletnie nie obawiała się, że można ją przez nieuwagę potrącić. Totalne zaufanie. Trzeba było naprawdę uważać. W mojej głowie funkcjonuje gdzieś też Miśka, pies, którego nigdy nie poznałam bo była suczką mojej babci z młodości. Babcia zawsze z czułością o niej dużo opowiadała i pokazywała kilka czarnych kropek, na staroświeckim zdjęciu z jakimiś ludźmi, łączących się w czarno-białą plamę "To właśnie Miśka" :) Zrobiło mi się bardzo ciepło na sercu jak dowiedziałam się w jaki sposób skomentowała odejście Stasi babcia Łukasza. Otóż powiedziała, że wszyscy kiedyś odejdziemy, że to każdego z nas czeka, że wiele jej koleżanek odeszło już i musimy się po prostu z tym faktem pogodzić. Wspominała oprócz koleżanek Dorę, suczkę owczarkowatą z dzieciństwa i młodości Łukasza, o której mądrości i cierpliwości do dzieci krążą wręcz legendy rodzinne. Mi podobało mi się dokładnie to, że postawiła na równi Stasię i Dorę ze swoimi koleżankami. Nie wszyscy ludzie są tacy i dlatego nie wszyscy rozumieją jakim pies potrafi być przyjacielem. Tak mi się to nasunęło bo wczoraj Łukasz znalazł wątek Simony (Simbi-Bimbi), pięknej owczarzycy wyrzuconej z samochodu ze złamaną łapą.Już dziś też rozmawiałam o tym z Ali9 (od Ryśka). Dla nas szok. Quote
elmira Posted August 30, 2010 Posted August 30, 2010 Pomimo tego, że płaczę czytając to, co piszesz, to nie mogę się powstrzymać, żeby tu wchodzić. Nie lubię się dołować, ale jest mi przykro, że Stasi nie było dane dłużej cieszyć się wspaniałym życiem. Żal mi Was, bo wiem jak cierpi się po stracie ukochanego zwierzaka. Niestety cokolwiek nie napiszę, to i tak w niczym nie pomoże. Fajnie pokazałaś dwa z różnych podejść do życia. Słowa babci i bezduszne podejście półgłówka, który wyrzucił psa z auta. Quote
Ekiana Posted August 30, 2010 Posted August 30, 2010 Pliszka napisał(a):Ekiano, cały czas o Was myślę. Tak niedawno przeżywaliśmy ten sam ból, taki niemal fizyczny, bo mnie wszystko bolało w środku :( Nam było łatwiej, bo po drodze z "pogrzebu" Angusi na środku drogi znaleźliśmy małą kociczkę. Potraktowaliśmy to trochę w kategorii cudu, kotek pojechał z nami do domu i swoim mruczeniem ukoił ból. Smierć Angusi właśnie tamtego dnia nabrała innego wymiaru. Wciąż bolało, ale ta strata nabrała jakiegoś sensu i było łatwiej. Tamtego dnia siedziałam w pracy i łzy same ciekły mi po policzkach. Koleżanka wysłała mi wtedy linka do wątku suczki, niemal sobowtórki Angusi, w dodatku w tym samym wieku, wyciągniętej z pseudo, bitej, wystraszonej... Astra zamieszkała u nas dwa tygodnie po smierci Angusi. To wspaniały pies, który dopiero uczy się cieszyć życiem. Gdyby nie koteczka i Astra, nie wiem jak bym zniosła śmierć Angusi. Dziś wspominamy ją z wdzięcznością i tęsknotą, ale już bez łaz i bez tego rozdzierającego wnętrzności bólu. Mam nadzieję, że wkrótce znajdziecie swoje pocieszenie. Dzięki Wam Stasia poznała życie, na jakie zasługiwała. No właśnie, trudno opisać ból jaki się odczuwa kiedy odchodzi taki wierny i oddany przyjaciel. My mamy jeszcze jedno futerko, które wróciło na piedestał - w postaci Kubusia (świnka morskiego). Jakiś taki grzeczny się zrobił, cichszy, już nie wali zębami o kratę... :) Ale nie sądzę aby wyczuwał sytuację. Raczej chyba chodzi o to ząbki sobie połamał i ma teraz różnej długości :) Bardzo zabawnie wygląda. Wiadomo jednak co pies to pies. Podczas wakacji także przyszedł do nas kotek, a właściwie super papuśna gruba kotka. W związku z odruchami psowymi, poklepałam po udach żeby wskoczyła na kolana - byliśmy nieźle zaskoczeni, że od razu załapała o co chodzi. Wystawiała się do głaskania, ja robiłam tyły, a Łukasz główkę i uszka. Podstawiała się jak nie kot :) Jak pies, no wiec z rozrzewnieniem stwierdziliśmy, że "jak Stasia":) Tak mi się spodobała, że powiedziałam do Łukasza, że jak jutro też tu będzie to ją weźmiemy do domu, nie ważne jak, ale weźmiemy. Zresztą widziałam mnóstwo ludzi podróżujących ze zwierzętami i to nie jest problem. No, ale nie było jej, czyli, że nie była niczyja, tylko nas wykorzystała ;) Bardzo milo, nam się też podobało. Podobało mi się, że tam gdzie byliśmy ludzie bardzo dbali o koty. Było ich sporo i miały zawsze wystawioną karmę suchą i puszkową. Przychodziły do nas, wylegiwały się pod leżakami. Nikt ich nie przeganiał, były bardzo uprzywilejowane - nie to co u nas :/ A co do znajdowania pocieszenia w ramionach nowego pieska to walczą we mnie dwie postawy. Jednak taka jak u mojej siostry "jednego psa już miałam i to mi wystarczy", żeby być wiernym tej niepowtarzalnej przyjaźni po grób. A druga postawa mówi, że to bez sensu, nikomu coś takiego nie służy, nikomu nie pomaga. Decyzję więc w tej kwestii pozostawiłam Łukaszowi. Quote
Ekiana Posted August 30, 2010 Posted August 30, 2010 elmira napisał(a):Pomimo tego, że płaczę czytając to, co piszesz, to nie mogę się powstrzymać, żeby tu wchodzić. Nie lubię się dołować, ale jest mi przykro, że Stasi nie było dane dłużej cieszyć się wspaniałym życiem. Żal mi Was, bo wiem jak cierpi się po stracie ukochanego zwierzaka. Niestety cokolwiek nie napiszę, to i tak w niczym nie pomoże. Fajnie pokazałaś dwa z różnych podejść do życia. Słowa babci i bezduszne podejście półgłówka, który wyrzucił psa z auta. Pomaga to co piszesz. Przed odjazdem ze Stasią do Legnicy na pogrzeb, Marysia (u której w hoteliku była Stasia) powiedziała nam takie ważne, proste, a jednak strasznie znaczące słowa, które co jakiś czas sobie przypominam : "pozwólcie jej odejść". I to takie nasze tu pisanie, to jest też dla mnie takie hmmm pozwalanie jej odejść. Bardzo powolne i trudne, ale myślę, że konieczne żeby dojść do ładu. Ale to proces. Kiedy była jeszcze z nami Stasia podczytywałam inne watki bo marzył mi się drugi psiak i żałowałam, że nie mam warunków na to. A Stasia by miała towarzystwo. Teraz myśl o piesku jest każdorazowo obarczona poczuciem winy wobec Stasi. Quote
ludwa Posted August 30, 2010 Author Posted August 30, 2010 Marysia powiedziała Wam bardzo ważną rzecz. To sprawdziło się u mnie w kontekście typowo ludzkim. Jak miałam 17 lat, zamordowano mojego Dziadka. Dla mnie Dziadek był najlepszy na świecie, byłam ukochaną wnuczką i rozpieszczał mnie jak tylko mógł. Zresztą to po Dziadku mam "zboczenie" na zwierzaki;) Dziadek dokarmiał koty w piwnicy, dawał pieniądze na leczenie ich, co było robotą bez sensu w tamtym czasie (ponad 20 lat temu), bo kotów się nie sterylizowało, mnożyły się i większość kociaków odchodziła na "tyfus". Dziadek pewnie by mi pozwolił wszystkie napotkane zwierzaki zabrać do domu. Dobrze, że Babcia była rozsądną kobitą;) Po śmierci Dziadka zupełnie nie mogłam się pozbierać, nie potrafiłam tego przyjąć, w żaden sposób się z tym pogodzić. Faktem jest, że to była piersza z najbliżyszch mi soób, które odeszły. W każdym razie, po jakimś czasie mojego buntu (?), zmagania się ze sobą, przyśnił mi się Dziadek. Taki jak w piwnicy, gdzie dokarmialiśmy te koty i gdzie przesiadywaliśmy. Rozmawialiśmy w tym śnie. Powiedział mi w nim, żebym w końcu pogodziła się z tym, zaakceptowała to, bo On nie ma spokoju, nie może spokojnie odejść, bo ja Mu na to nie pozwalam. To był bardzo specyficzny sen i będę go pamiętała do końca życia. Szeczgólnie właśnie słowa, żebym w końcu pozwoliła Mu spokojnie odejść. Poczucie winy zawsze będzie gdzieś w Tobie drzemało, to niestety zostanie. We mnie też zostało. Musiałam uśpić swojego poprzedniego psa, choć fizycznie był okazem zdrowia ale niestety neurologia i psychika spowodowały, że nie dało się z nim żyć. I pomimo, iż minęło już kilka lat, wciąż mnie to boli, ciągle myślę, że może dałoby się coś zrobić, choć lekarze nie postawili jasnej diagnozy, tylko rozkładali ręce. To ciężkie ale trzeba nauczyć się z tym żyć. Mi pomogły moje kolejne psy. Bynajmniej poczucie winy nie zniknęło i nie zmalało ale zaczęło brakować czasu na rozpamiętywanie. Quote
idusiek Posted August 31, 2010 Posted August 31, 2010 Ekiana- nie mozna miec wyrzutów sumienia, bo myslisz gdzies tam o innym psie...tak po prostu nie uchodzi ;) Stasia miała u Was fajnie i to sie liczy. ja po wizytach w schronisku, gdzie psiaki jęczą, płaczą, wyciągają do mnie łapki przez kraty a jak mogą to i podgryzą - zeby tylko je pogłaskac, zwrócic na nie uwage, dac chociaz chwile, drobna chwilkę spokoju i ukojenia w tym cięzkim momentcie - jakim jest przebywanie w schronie-w ogole sobie nie wyobrażam, zebym nie wzieła innego psiaka po odejsciu któregoś z moich obecnych..... Mam już z resztą "upatrzone" od ponad 2 lat psiaki z Ostrowi, którym OBIECAŁAM SAMA SOBIE, ze kiedyś przyganę, obym tylko miała taką możliwość. W sercu głeboko siedzi mi np Rupert, którego widzę od 2,5 roku, ciagle w tym samym boksie w słynnym smierdzielu, na zimę tracacy sierść- pewnie od lodowatego betonu, w lecie wijacy sie od stada mieszkających na nim pche i niezmiennie smutny jak cholera. Jak odejdzie ktorys w moich psiaków- kopię dół w ogródku i w spazmach wsiadam w autobus i jadę po Ruperta.... to ten czarno- biały szorściak pod koniec nakreconego przeze mnie zimą filmu.... [video=youtube;jjbYfj7-1v0]http://www.youtube.com/watch?v=jjbYfj7-1v0[/video] Moze to nienromalne, ale jakbyś pochodziła sobie np po Ostrowi i zobaczyła jak one cierpią, jak próbują "wydrapać, wytańczyć czy wypiszczeć" sobie chociaż chwilę Twojej uwagi - to chyba być zmieniła zdanie i nie uważała, ze robisz coś dla innych psiaków jednoczesnie mając wyrzuty sumienia z powodu swojego poprzedniego psa. Nie jestem fanatyczką i wiem doskonale, ze nie mozna zbawić całego swiata, nie można uratować wszystkich psów- ale ratując tego jednego - ratujesz mu życie. Quote
Ekiana Posted August 31, 2010 Posted August 31, 2010 Macie zupełną rację. Zresztą jeszcze nie tak dawno (2 mies. temu) używałam podobnych argumentów namawiając Ali9 na Ryśka bo ona także wtedy straciła swojego Puszka. Quote
ludwa Posted September 1, 2010 Author Posted September 1, 2010 Smutno nadal, nawet pogoda nastraja do smutku... Przyszłam pooglądać zdjęcia Stasi Quote
Ekiana Posted September 1, 2010 Posted September 1, 2010 Tak, smutno. Jak ją odwoziłam do hoteliku była burza, kiedy odbierałam zerwał się silny deszcz i teraz właściwie pogoda cały czas płacze. Ja staram się nabierać sił po tym wszystkim. Chodzę po stronkach, czytam o pieskach. W razie możliwości jestem otwarta na pomoc. W między czasie (wczoraj) sprowadziła się nowa lokatorka z kotem. Kot ma być ok. 2 tygodni ponieważ ona nie ma czasu się nim zajmować ze względu na nową pracę i kotem będa opiekować się jej rodzice. Póki co przybył do nas, oczywiście powiedzieliśmy, że może zostać ile chce, nawet na zawsze, ale to nie nasza decyzja. Kocurek o imieniu Psikus przerażony nową sytuacją nagle zaginął. Szukaliśmy go długo i po północy odnaleźliśmy w bardzo niedostępnym miejscu za wanną. Sieci tam od wczoraj, ledwo go dojrzeliśmy bo jest czarny kot w czarnym kącie. Ma wodę podstawioną i jedzenie,ale nie wychodzi. Martwi mnie to, zwł. że chcę się wykąpać, a to hałas i dla niego dodatkowy stres. Jeśli sam nie wyjdzie to musimy czekać aż Łukasz przyjdzie z pracy i rozkręci obudowę wanny. W między czasie (na dniach) wypatrzyłam też Władzię, właściwie na stronach dogo, a potem jeszcze sprawdziłam na stronie Fundacji. Ważyłam wczoraj kilka godzin, napisać, nie napisać i w końcu nie napisałam w jej sprawie. Ciekawiło mnie jak się czuje, jak można pomóc, ale bałam się robić nadziei. Nie czuję się jeszcze zdecydowana i gotowa na jakąkolwiek adopcję, ale pomogę chętnie. Dziś jednak odważyłam się napisać i zapytać tak ogólnie, na ogólnym wątku. Z kolei wczoraj wypatrzyłam post na bieżąco, że znaleziono szczeniaka onkowatego przrzuconego przez płot w krzaki, w osty. Też decydowałam się dłuższy czas nim napisałam, ale zrobiłam to po cichutku prywatną wiadomością, że jak nie ma się gdzie podziać to u mnie jest miejsce co będzie marzł i mókł. Ale nikt nie odpisał. Tak sobie pomyślałam, że pewnie będzie wiele chętnych serc do pomocy mu, a jak nie to zawsze ta osoba będzie miała mnie w rezerwie na pomoc. A dziś dostałam wiadomość, że szczeniak jest i nadal potrzebuje schronienia bo przebywa na terenie jakiegoś zakładu pracy na Bemowie ze spożywką, wiec na noc nie można go tam zostawiać i koczuje na zewnątrz. Szkoda go, więc zadzwoniłam i podtrzymałam swoją ofertę pomocy. Oczywiście jako dom zastępczy bo nie mam odwagi na coś więcej. Zamówiłam mu już karmę na allegro zeby nie głodował. Wysłałam smsa w tej sprawie do tej dziewczyny bo w zasadzie nie wiem czy to suczek czy suczka i takie tam bo zapomniałam zapytać. Ale na razie mi nie odpisała. Ma przywieźć po pracy go do mnie... Wiadomo ja jej nie znam, jak nie przyjedzie najwyżej zostanę ta karmą i głupią miną :-o Ale nie szkodzi, na pewno w razie co będzie komu przekazać, a dla mnie to taki malutki kroczek na przód w zbieraniu się. Zwłaszcza, że od kąd Stasia przyszła do nas to znalazłam sobie miły sposób na zasypianie w postaci wsłuchiwania się w jej oddech, a czasem fajniutką melodię chrapania i posapywania. Wczoraj jak nie mogłam zasnąć to wydawało mi się, ze to znowu słyszę... Quote
ludwa Posted September 1, 2010 Author Posted September 1, 2010 Ekiana, Ty sie nie martw jak nie dojedzie. Jak chcesz, to zawsze jakiegoś bidula możemy Ci podrzucić:) Mozesz nawet wybrać. Schronisko wbrew nazwie niewiele się różni od spania gdzieś pod płotem, Czasami to wręcz lepeze i bezpieczniejsze o ile znajdzie się osoba która dokarmi Quote
Ekiana Posted September 2, 2010 Posted September 2, 2010 Ja bym wzięła najchętniej całe stadko. Na szczęście jeszcze coś mnie trzyma przy zmysłach :) Szczeniak jest u mnie i zostanie. Powiem szczerze, że w przeciwieństwie do Łukasza długo ważyłam decyzję czy go zostawić u nas na zawsze czy nie. Miałam na uwadze co tutaj napisałyście, dzwoniłam jeszcze po nocy do Ali9 żeby się naradzić :) No głupia bym była gdybym go oddała i wróciła do dołowania się utratą wspaniałej Stasi. Stasia to ideał. Naprawdę zawsze chciałam mieć takiego psa, taką przyjaciółkę. Stasia jest w moich myślach cały czas. Generalnie spodobało mi się to, że ten brzdąc jest taki inny od niej, no i to panicz :) Jeszcze nigdy w mojej rodzinie nie było psa, zawsze hołdowaliśmy suczkom. To fajnie, że to piesek - zaczynamy, że tak powiem w tym względzie od zera. To fajnie, na czysto. A Stasia zostaje na piedestale mojej pamięci. W sumie to nadal mi się chce płakać jak o niej myślę :( I tak sobie wczoraj na niego patrzyłam i zapytywałam w myślach "czemu nie jesteś Stasią?" :( No,ale sobie odpowiedziałam "bo jestem sobą" - i tak będę do tego podchodzić. Swoją drogą to tez ma manierę kładzenia się pod krzesłem między kółkami jak Stasia... :) Taki mały Stasiek ;) Może Stasia miała kiedyś podobne brzdące bo przecież miała dzieci. Może podobnie wyglądały... Mam nadzieję, że jeśli przeżyły to też się ktoś nimi zaopiekował, tego im życzę. Chociaż wiadomo jak to jest... tzn. że różnie... W każdym razie ponieważ szczeniak wszystkim przypomina misia został nazwany Michałem. Czyli oficjalnie Michał, dla znajomych Misiek :) A tu link do jego wątku: [url]http://www.dogomania.pl/threads/191942-ODDAM-SZCZENIAKA!-ONkowaty!-Okolice-Warszawy!?p=15300101#post15300101[/url] Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.