Pliszka Posted February 5, 2010 Posted February 5, 2010 :loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu: Cudo! Quote
ludwa Posted February 5, 2010 Author Posted February 5, 2010 patrząc na pozostale w misce kilka chrupków wychodzi na to, ze karma nadal atrakcyjna:) Quote
Ekiana Posted February 5, 2010 Posted February 5, 2010 o, to różnie bywa :) Ona lubi pogrymasić :) A wtedy co bylo robione zdjęcie - to już zabrałam się za standardowe karmienie (dl. miska na kanapie). Najpierw robię to tak, że zabieram jej z widoku miskę (bo jak położę od tak, to nie chce jeść) siadam i proszę ją do siebie, a potem rozbawiam i proszę o łapy i głosy i siady. Już zaczęłam prawie, ale przyszedł współlokator i mnie zagadał, wstałam, odeszłam i.... Stasia obsłużyła się sama :) Ta karma naprawdę jej smakuje, ale oczywiście zawsze liczy na coś lepszego i zachętę zabawową :) Quote
Ekiana Posted February 11, 2010 Posted February 11, 2010 Piękna, dostojna, czujna - Moja Wilczyca :) Mądry profil i nostalgiczne spojrzenie w dal :) Czy wspominała poprzednią zimę kiedy nocowała w wykopanej norze? Nie chciała podejść, chciała posiedzieć i przemyśleć kilka spraw w samotności. A u siebie w domu - błogi sen :) Temat: Wizyta przed adopcyjna. Zamieszczam tu taką moją wypowiedź na podstawie listu do pewnej osoby, ale chciałabym te swojej osobiste doświadczenia i przemyślenia skierować także do tych wszystkich osób, które szukają domu dla psiaka lub chcą go adoptować. Dlaczego wizyty przed adopcyjne są takie ważne? Jestem zdania, ze trzeba dopasować odpowiedniego pieska do danego poszukującego domu. Tak jak ja zadzwoniłam w sprawie innego psiaka, ale opisałam jaka jestem i jakie są moje możliwości i potrzeby i zdradziłam też, że mimo wszystkich ograniczeń bardzo marzę o dużym psie - Pani z którą rozmawiałam odradziła mi tego pieska, ale zaczęła szukać w pamięci, myśleć i opowiedziała mi o Stasi. Proponowano mi też inne pieski, ale Stasia, choć nie najpiękniejsza z opisu miała najbardziej odpowiedni do mojego charakter i była duża :) Kiedy ją brałam nie wiele wiedziałam o sposobach karmienia, ile to kosztuje, na czym polega adresatka. Ja swojego pierwszego pieska miałam 17 lat i umarł z 7 lat temu. Jak Mika była młódką to nie było w ogóle w asortymencie suchych karm, a kiedy się pojawiło pedigree, to ona nie chciała tego jeść. Na tym zakończyła się moja ówczesna wiedza na temat karm gotowych. Mika jadła zupy, które bardzo lubiła oraz wszystko to co my. Jadła tyle ile chciała, kiedy chciała i co chciała, była rozpieszczana bardzo i dosyć grubiutka :) Wydawało nam się, że to jest ok. Może na swój sposób było, ale teraz wiem, że dobre gotowe karmy zapewniają odpowiedni materiał budulcowy dla organizmu, a nie są tylko zapychaczami żołądka (zbóż ani ziemniaków pies nie trawi). W sumie internet jest teraz takim dość poważnym źródłem wiedzy (którego wtedy nie było), ale wiele osób nadal nie potrafi się tym obsłużyć. Ja, niby dużo się naczytałam przed adopcją Stasi, a i tak część informacji okazała się chybiona albo po prostu niewystarczająca. Te panie od których brałam Stasię zachowały się super, bo nie dość, że mi troszkę podszkoliły ją do chodzenia przy nodze na luźnej smyczy, to jeszcze nauczyły jak czytać opis zawartości karmy (na opakowaniu), poleciły mi dobrą karmę i wcale nie najdroższą (Brit, jest naprawdę dobra bo porównywałam z innymi w zbliżonej cenie, Boshem czy Puriną. Teraz akurat Stasi kupiłam Acanę, też super, ale dzięki tej wiedzy, która mi przekazały umiem wybierać co jest dobre, za co warto płacić i jak patrzeć na Stasię i wnioskować kiedy marudzi przy jedzeniu, a kiedy jej się chce pić, albo ewentualnie coś jej dolega). Super, że zawsze mogłam (i nadal mogę, ale nie mam teraz już potrzeby) zadzwonić i zapytać, poprosić o radę czy pomoc. To jest naprawdę strasznie cenne, że nie zostałam z tym wszystkim sama bo mimo szczerych chęci człowiek sobie czasem po po prostu nie radzi. W czasie świątecznego pobytu u rodziny w Legnicy byłam już na skraju wyczerpania i zdołowania bo Staśka w ogóle nie chciała wychodzić na dwór, a jadła normalnie i martwiłam się tym i drażnić mnie to zaczęło - moja bezradność. Ale fajerwerki minęły, myślę, że na następny raz się wcześniej do tego zacznę przygotowywać. Może jakiś kurs odwagi zafunduję Stasi ;) W każdym razie zmierzam do tego, że osoba zgłaszająca się po psa może mieć wiele dobrych chęci, ale też mało wiedzy i nie wiele świadomości z jakimi problemami się może napotkać. Moim osobistym zdaniem kwestia sterylizacji powinna leżeć po stronie osób wydających psa. (Nawiązuję bezpośrednio do tego, że w legnickim schronisku suczki są wydawane BEZ STERYLIZACJI!!!!!!!!!!!!!!! nikt się nimi nie interesuje, zwierzęta nie mają imion i nie są leczone, złamana łapa to nie powód do leczenia!! Dokładnie mi teraz chodzi o kiepską jakość opieki LPGK nad zwierzętami, za co biorą przecież pieniądze.) Naprawdę osoba, która przyjmuje pieska jest i tak zazwyczaj obłożona wieloma wydatkami (smycz, szelki, obroża, karma, legowisko,miski, zabawki, kocyki, Ja na dzień dobry wydałam ponad 400 zł, oczywiście można mniej, ale mi zależało żeby Stasi było dobrze i porządnie). Dobrze by było aby taką osobę odciążyć od kosztów i wysiłku leczenia i opieki nad psem po operacji bo taka osoba może się zniechęcić i nie zdecyduje na psa, pójdzie łatwiejszą drogą i weźmie psa jakiegokolwiek nie obwarowanego tyloma żądaniami, dodatkowo się może zrazić do idei całego procesu adopcji. Powiem szczerze, że i ja sama stresowałam się i miałam sny i bałam się, że ktoś oceni iż nie zasługujemy na Stasię, to mnie bardzo martwiło. Jeśli chodzi o sterylizację, to wiele osób biorących psa ze schroniska nie wykona jej, nawet nie ze względów finansowych po prostu NIE MA ŚWIADOMOŚCI, że TO KONIECZNE. Ja sama nie byłam świadoma. Po pierwsze sterylizacja chroni przed bardzo częstymi nowotworami, zarówno prostaty u psów, jak i "narządów kobiecych";) u suczek, bardzo popularnymi ropowacicami macicy i innymi tego typu schorzeniami. Po drugie sterylizacja ogranicza niekontrolowany rozród. Jeszcze taki jeden aspekt, dla którego mało kto wykona psu sterylke zaraz po jego zaadoptowaniu - jest taki, że bierze się psa aby się nimi z nim cieszyć, bawić, mnożyć radość, a nie problemy. Wiem, że to egoistyczne,ale muszę być szczera, chociaż to brutalne. Mnie samą oblatuje strach przed operowaniem Stasi i opieka nad nią - chociaż wiem, że to już się zbliża i będę się musiała podjąć usunięcia jej guzów. Nie wszyscy mają sile i ochotę od "dzień dobry" ładować się w rozpruwanie psa, który wydaje się zdrowy, radosny i chętny raczej do spaceru niż zabiegów szpitalnych. Tak więc mi się wydaje, że dla osoby adoptującej przyjazna atmosfera, szczery i dokładny opis psa i konkretne doradzenie, który będzie odpowiedni - jest bezcenne. Bezcenne jest też uświadomienie i przekazanie niezbędnej wiedzy. I ta wizyta przed adopcyjna właśnie ma służyć temu zapoznaniu i czy nowy opiekun akceptuje psa i pies jego. Kurcze, nie o to chodzi, żeby psa się pozbywać jak na taśmie, wypchnąć i wpisywać sobie kolejny sukces do kajeciku. Pies potrafi dać naprawdę wiele szczęścia i radości i okazać wiele pomocy nawet samą swoją obecnością, potrafi zapracować na swoją miskę, czy to jako pies stróżujący, pilnujący domu, czy towarzyszący osobie i rodzinie wprowadzający nową jakość i satysfakcję. Ale trzeba wiedzieć jakie są oczekiwania od psa, czy żeby był głośny, czy raczej cichy, w zależności od tego trzeba od razu wiedzieć gdzie umieścić legowisko (jeśli nie ma stróżować, to nie może ono leżeć w ciągu komunikacyjnym, przedpokój, kuchnia itp.) itd. Albo co zrobić żeby pies nie nauczył się skakać po ludziach bo to może być niebezpieczne i nie zawsze fajne, tego wszystkiego trzeba nauczyć nowego opiekuna bo ma prawo nie wiedzieć. Nie każdy pies nadaje się do każdej rodziny. Np. ja nigdy bym nie chciała mieć psa w typie gończego (chociaż ładne bardzo są i nie można odmówić im wierności i wielu wartościowych cech), ale te psy są zbyt dynamiczne dla mnie, lubią przestrzeń i trzeba naprawdę zapewnić im bodźców żeby pies nie nawiewał na spacerze. Po co zbędne nerwy, lepiej zaadoptować psa, który ma podobny temperament i styl jak rodzina adopcyjna. Tak samo bardzo podobają mi się labradory i bardzo dużo czytałam o ich wspaniałym charakterze, ale jak znajomy labek lekko się o mnie otarł to już czułam, że jeszcze moment a mnie dognie do ziemi :) zrozumiałam wtedy, że taki pies nie byłby dla mnie odpowiedni, albo ja dla niego, gdyż mógłby mi zrobić krzywdę niechcący, a ja z kolei pewnie nie byłabym w stanie tak go wybiegać jak on potrzebuje. No i też jest kwestia problemów, których ja akurat ze Stasią nie mam, ale też się bałam bo nie wiedziałam jak będzie - chodzi o agresję. Kiedy się nie zna psa, nie wiadomo co go spotkało i co sprawia, że pies traci humor. Ja się trochę bałam Staśki jak zaczynała szczekać bo robi wtedy takie miny :) że nie wiedziałam czy się na mnie nie rzuci, a Stasia potrafi czasem szczeknąć w twarz :) Robiłam wtedy pauzę w zabawie bo musiałam ochłonąć :) Nie chciałam żeby widziała, że ja się tego boję :) No, ale na szczęście to była tylko zabawa i nauczyłam się już Stasi i wiem, że ona po prostu tak ma, ale jest zrównoważona bardzo i nie agresywna. No, ale gdyby mnie pogryzła, co co? Nie wiem czy bym jej się nie bała na tyle, że zmuszona byłabym ją oddać. Ważne jest żeby psa na tyle poznać (np. w domu tymczasowym żeby być pewnym jego konstrukcji psychicznej oraz czy akceptuje małe dzieci, inne zwierzęta i jakiego typu zachowania psa irytują. Np. moja Stasia nie lubi ruchu w domu i głośnych rozmów ekspresyjnych. Moja rodzina jest dość głośna w Legnicy, dużo gości przychodzi i osób, Stasia wtedy szła do siebie i nie wychodziła. Nauczyła się ciszy, tu w Warszawie, bo tu nawet muzyka nie raz nie gra, kiedy robię projekt przeszkadza mi.) Zmierzam do tego, że wiele osób chccych przyjąć psa nie zdaje sobie sprawy z bezcennych wartości jakie wynikają z wizyty przed adopcyjnej. Ale też są osoby chcące pomóc wielu zwierzętom i znaleźć im szybko dom. Czasem tak bardzo tego chcą, że pomijają ten ważny aspekt wizyt przed adopcyjnych, dokładnego dopasowania psa do rodziny i opieki nad psem, który już niby ma dom, ale ten dom uczy się psa, a pies nowego domu. Do tego trzeba pomocy, warto nie zostawiać tych ludzi samym sobie, nie porzucać psa aby zająć się następnym. Napisałam to bo wiem, że są takie osoby. Wierzę w ich szczere intencje, chciałam jednak opisać jak to wyglądało z mojej perspektywy, jak bardzo mi to pomogło - chociaż rzeczywiście miałam taką fazę i niepokój, że może ktoś ocenić, że nie zasługujemy na Stasię :) Na szczęście okazaliśmy się ok i Stasia też. Zwierze nie jest rzeczą. To o czym nie napisałam tu, a jest bardzo ważne od samego początku i też powinno się o tym informować, to budowanie więzi emocjonalnej z psem. Może o tym jeszcze przy okazji napiszę. To temat rzeka, a jest to strasznie ważne. To mój właściwie taki apel do LPGK o ludzkie spojrzenie na zwierzęce sprawy. Tłem i bodźcem źródłowym do napisania powyższych wynurzeń były wiadomości jakie do mnie dotarły na temat warunków życia zwierząt, którym LPGK w Legnicy "Zapewnia im należyte warunki bytowania i opiekę. Aby czworonogi znalazły swój prawdziwy dom, pracownicy schroniska oraz całej Spółki dokładają szczególnych zabiegań i starań." (jak deklarują na swojej stronie internetowej) http://lpgk.pl/index_0.html Quote
Pliszka Posted February 11, 2010 Posted February 11, 2010 Zgadzam się! Stasieńka wspaniale pozuje! :) Quote
Ekiana Posted February 11, 2010 Posted February 11, 2010 Pliszka napisał(a):Zgadzam się! Stasieńka wspaniale pozuje! :) dziękuję :) Quote
ludwa Posted February 11, 2010 Author Posted February 11, 2010 Ekiana, niestety codzienność schroniskowa jest okrutna, psów tysiące, pracowników na palcach jednej ręki... Jedyną pomocą są wolontariusze. Tyle, ze nie każde schronisko ich posiada. Albo odległość, albo brak chętnych lub co gorsza, niechęć do wpuszczania obcych. Te z reguły niestety mają wiele do ukrycia. Pomijając nawet kwesie sanitarne, bo pewne rzeczy trudno przeskoczyć. Pozostaje jednak traktowanie, opieka weterynaryjna itp. Daleko nam baaaaardzo do cywilizowanych schronisk i opieki w nich. Niestety. A co do Twoich obaw, że nie spełnicie oczekiwań....;) Wychodzimy z założenia, że lepiej ludzi trochę pomęczyć, podręczyć i ew.zniechęcić na początku, niż zabierać psa kolejnej nocy (bo np.szczeka) albo za rok (bo pojawiło się dziecko a pies gubi sierść i nikt nie ma czasu pójść z nim na spacer;() Nie sztuką jest wtrynić komuś psa w oparach jakże wspaniałęgo charakteru i mądrości wspomnianego. Sztuką rzeczywiście jest dobrać psa do człowieka tak, żeby obie strony były szczęśliwe:) (Felka to potrafi;)) Quote
Ekiana Posted February 11, 2010 Posted February 11, 2010 No właśnie - zgadzam się w całej rozciągłości. Dlatego właśnie napisałam tamto bo emocje są emocjami, po prostu są i już - ale kiedy rozumie się cel - a przeszłam to na własnej skórze - to można z całym przekonaniem stwierdzić, że było warto. To jest korzyść dla wszystkich. Jeśli chodzi o realia schroniskowe to dla mnie jakaś chora pomyłka - jedna buda na kilka psów, a przecież jest zima. Połamana łapa, a przecież jest lekarz - więc od czego on jest? No i to, że wydawane są psy bez sterylizacji - to samonakręcajaca się spirala nieszczęścia, błędne koło. Jeśli nie mają środków, to przecież mogą o nie prosić, organizować jakieś akcje, są możliwości. Masz rację im bardziej hermetyczne schronisko tym gorsze rokowania. :shake: Nie rozumiem, że niektóre schroniska tego nie rozumieją. "Nie sztuką jest wtrynić komuś psa w oparach jakże wspaniałęgo charakteru i mądrości wspomnianego. Sztuką rzeczywiście jest dobrać psa do człowieka tak, żeby obie strony były szczęśliwe (Felka to potrafi)" Rewelacyjnie wyczuła mnie i Stasię. Fajne jest to, że minął już jakiś czas i coraz lepiej rozczytuję stasine sygnały i często rozumiemy się bez słów. Rozumiemy swoje dziwactwa :) Np. ja wiem kiedy ona długo nie piła (mimo, że miska zawsze stoi obok niej), albo rozpoznaję po tym, że nie najpiękniej pachnie z buzi i wtedy podaję jej miskę i mówię "piciu piciu", a ona leżąc podnosi głowę i z wdzięcznością pije :) Czasem po prostu czeka aż się jej poda, a mnie się udaje odgadnąć kiedy jest właśnie ten moment :) Albo Stasi chrapanie jest jedynym chrapaniem, które jestem w stanie zaakceptować :) Tak słodko chrapie, ale dopiero wtedy jak zaśnie tak głęboko, że żal jej tego odmówić :) Quote
ludwa Posted February 11, 2010 Author Posted February 11, 2010 jeśli chodzi o chrapanie, doskonale Cię rozumiem. Uwielbiam psie chrapanie, choć bywa rownie głośne jak mojego niemęża;) (którego kopię itp a i tak nie pomaga i doprowadza mnie do szału) Quote
Ekiana Posted February 11, 2010 Posted February 11, 2010 ludwa napisał(a):jeśli chodzi o chrapanie, doskonale Cię rozumiem. Uwielbiam psie chrapanie, choć bywa rownie głośne jak mojego niemęża;) (którego kopię itp a i tak nie pomaga i doprowadza mnie do szału) Dokładnie! Ja też reaguję kolanem lub łokciem, nie cierpię ludzkiego chrapania - za to Stasia mnie rozczula, uwielbiam ją! :) Quote
Ekiana Posted February 11, 2010 Posted February 11, 2010 Historia jednej znajomości .... :) Jestem taka samotna... Dobrze, że mam tego pieska :) Nareszcie jesteśmy sami! ZJEM CIĘ!!! ŁAAA No dobra, tylko żartowałam ;) he he No co wy? Jestem łagodna jak czarna owieczka i wcale go nie chciałam zjeść, tylko lekko przydusić :) Jestem taka łagodna, że daję sobie wejść na głowę :) I tak cię kocham piesku i jesteś moim najlepszejszym psiapsielacielem :) Wydaje wam się, że mnie znacie, a ja wiem swoje :) Wydaje wam się, że śpię, a ja się wyleguję :) Takie to moje stasiowe życie :) Quote
elmira Posted February 11, 2010 Posted February 11, 2010 Stasia jest super :) Twoje podejście Ekiano jest bardzo budujące.Pozdrawiam. Quote
Ekiana Posted February 15, 2010 Posted February 15, 2010 [quote name='ludwa']Zmartwiła mnie ta listwa mleczna. W Warszawie, na Białobrzeskiej przyjmuje doktor Jagielski, specjalista onkolog zwierzęcy. Myślę, że dobrze by było wybrać sie tam ze Staśką, niech ją obejrzy. Z reguły usuwa się całą listwę mleczną, to poważna ingerencja, bo rozpiętość cięcia duża ale zawsze to mniejsze zło... A co do smyczy, to teraz, przed samym sylwestrem może lepiej nie ryzykować? To już tylko dwa dni;) A masz jakiś numer do tej kliniki inny niż podany na tej stronie? http://www.bialobrzeska.waw.pl/ Próbuję się tam dodzwonić, ale coś nie mam szczęścia. Nikt nie odbiera i zastanawiam się czy to aktualny numer. Chciałam się dowiedzieć o ogólne koszty całego przedsięwzięcia oraz pojedynczej wizyty, USG itd. Jak uda mi się pozyskać te informacje, to napiszę bo pewnie, nie tylko mnie się one przydadzą, zważając, że to tak renomowana klinika. Quote
ludwa Posted February 15, 2010 Author Posted February 15, 2010 Niestety, podejrzewam, że to aktualny numer. Ciężko się tam dodzwonić, trzeba się uzbroić w cierpliwość:) Quote
Ekiana Posted February 15, 2010 Posted February 15, 2010 Ale fuks - udało mi się dodzwonić. Więc tak: USG - 20-100 zł Wizyta u Internisty - 40 zł (można przyjść z marszu) Onkolog (Jagielski) - 70 zł + ewentualne leki (zapisy na 2-3 tygodnie wcześniej) Badania krwi - ok. 70 zł Operacja wycięcia listwy mlecznej u psa gabarytów Stasi (25-30 kg) - ok. 700 zł (włącznie z badaniami histopatologicznymi wycinków zmian/guzów) Czyli 900 do 1000 zł... ;):crazyeye: Trza będzie zrobić dobry bilans finansowy i opróżniać skarpety :) Quote
ludwa Posted February 15, 2010 Author Posted February 15, 2010 Po raz kolejny potwierdza się to, że pies to bardzo poważna inwestycja:: Spor wyszło;((( Quote
idusiek Posted February 15, 2010 Posted February 15, 2010 ciotki ,zapraszam na wątek Chrupka, potrzebne nam wsparcie finansowe :( http://www.dogomania.pl/threads/179945-Chrupek-maluch-po-operacji-lapki-BA-AGA-WAS-o-WSPARCIE-FINANSOWE-potrzeba-1000-zA Quote
Ekiana Posted February 15, 2010 Posted February 15, 2010 ludwa napisał(a):Po raz kolejny potwierdza się to, że pies to bardzo poważna inwestycja:: Spor wyszło;((( Tak, ja szacowałam na mniej - tak ok. 500 zł, no, ale to raczej kwota z sufitu niż doświadczenia. Inna sprawa, że być może okaże się mniej bo Pani (chyba z rejestracji) powiedziała : " nie wiadomo jaka kwota bo to zależy, nie wiadomo ile tych listew mlecznych jest":) Wydawało mi się, że jedna... ale teraz to już sama nie wiem :) W każdym razie jest już jakiś konkret - wiem ile muszę wysupłać od siebie i wyciągnąć niemęża :) Quote
ludwa Posted February 16, 2010 Author Posted February 16, 2010 Moze najpierw pojedźcie, niech Jagielski obejrzy i przy okazji oszacuje... Quote
Ekiana Posted February 16, 2010 Posted February 16, 2010 No właśnie tez tak myślałam - a Pani w rejestracji mówiła, że lepiej najpierw do internisty.... Nie wiem czy to naciąganie na kasę na dodatkową wizytę czy jak... No bo Stasia była już badana i to nie przez jednego internistę, ale dwóch, więc ja raczej bym typowała od razu Jagielskiego, co się będę rozdrabniać skoro już wiadomo co jest na rzeczy. Niemniej jednak jeszcze się nie umówiłam bo chciałam dać sobie czas na przeanalizowanie spraw. Quote
ludwa Posted February 16, 2010 Author Posted February 16, 2010 Też myślę, że nie masz co chodzić po internistach. To są guzy, więc niech obejrzy je onkolog Quote
Ekiana Posted February 19, 2010 Posted February 19, 2010 A słyszałyście o lekarzu Marek Galanty? Będąc dziś na spacerze dowiedziałam sie o nim wiele dobrego, że to ponoć guru chirurgów weterynaryjnych, również mający doświadczenie onkologiczne. Bo mnie jedno zastanawia... Jagielski uchodzi za specjalistę, ale podczas rozmowy telefonicznej dowiedziałam się, że to wcale nie on przeprowadza operację. :/ Czy ktoś miał jakieś doświadczenie z tymi lekarzami? Nie chcę Stasi pokroić dla świętego spokoju. Chciałabym naprawdę żeby była w dobrych kompetentnych rękach. Mam dodatkowo wrażenie, że trzeba się pośpieszyć bo tych guzków jest już więcej niż trzy (które wyczuł lekarz w Wigilię). Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.