Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Dominika, dzwoniłam już do Marysi. Do Ciebie nie mogę sie dodzwonić. Siedzę i wyję w pracy jakby była moja... Zawsze jest przykro jak któryś psiak odchodzi, tym bardziej podopieczny ale do tej pory udawało mi się powstrzymać w pracy. Teraz nie. Trudno mi w to uwierzyć. Ona była bardzo wyjątkowym psem. Choć to zwykle nasze osobiste psy są wyjątkowe. Ona była wyjątkowa choć nie moja, choć poznałam wiele psów.

  • Replies 659
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Ewa, ona była Twoja. Nie zdjęłam jej nigdy obroży od Ciebie. To była Stasi własność, Stasi prezent od Ciebie, potraktowałam to trochę symbolicznie jak się daje dzieciom medalik na chrzest, na szczęście. Stasia była Twoja, była Marysi, która ją ratowała na samym poczatku i na końcu i w momencie odchodzenia stała się też bliska tej dziewczynie, która z nią wtedy była (niestety z wrażenia imienia jej nie pamiętam). Pamiętam natomiast jej twarz, jej dobro, które z niej emanowało i czułość i wiem, że w tym ostatnim momencie Stasia była otoczona samym czystym dobrem, nie była sama.
Ale dramat mój osobisty polega na tym, że Stasia nie była ze mną.


Nie możesz się do mnie dodzwonić bo moja komórka już padła. Walizkę prawdopodobnie będę miała jutro wieczorem. Jest tam ładowarka, kosmetyki, ubrania. Chwilowo mam poczucie, że nie zostało mi nic.


Na lotnisku w Hiszpanii czekaliśmy 5 godzin, przeszłam się po sklepach, kupiłam gazetę o różnych zwierzątkach, gratis było frisbee rozkładane w 5 sekund. Ucieszyłam się, że Stasia będzie miała. Pobawi się czy nie, ale będzie miała. Może najdzie ją humor.

Jakiś czas wcześniej przed wyjazdem kupiłam jej zabawkę edukacyjną, w której odnajduje się smakołyki, ale nie miała apetytu przez te problemy, o których wspominałam, które raz się cofały, a raz wracały.
Zabawka nigdy nie użyta czekała na lepszy moment.

W przed dzień wyjazdu do hoteliku byliśmy ze Stasią u lekarza na Białobrzeskiej. Musiałam mieć pewność co do jej stanu zdrowia. Traf chciał, że trafiliśmy na tego samego onkologa, który Stasię znał i badał przed zabiegiem. Stasi porobiliśmy rtg i ogólne badania, zapisał antybiotyki profilaktycznie. Wydawało się być wszystko raczej w porządku.

Posted

Te problem jak widać nie bez powodu wracały. Nic też nie wskazywało na to,że może być źle. Marysia mówiła, że w badaniach wyszła lekka leukocytoza i tyle. Widocznie jej wciąż ten przewód pokarmowy dokuczał i to był problem znacznie większy niż by się mogło zdawać. A ona nie dawała po sobie poznać. Zresztą przy ropomaciczu też tak było. Zachowywała się normalnie, nie skarżyła...Obroża szczęście przyniosla, szkoda, że na tak krótko... Zbyt krótko. Martwiliśmy się o przeżuty na listwie mlecznej i sądziłąm, że stąd będą problemy a tutaj...
Wiem, że jest Ci bardzo ciężko, że Cie nie było przy Niej ale skąd mogłaś wiedzieć? Żeby cokolwiek wskazywało na to, ze coś jest nie tak...Jeszcze wizyta przed samym wyjazdem. Nikt nie mógł przewidzieć, nikt nie przypuszczał.
Miała najwspanialszy dom. Lepszego nie mogłabym sobie dla Niej wyobrazić i nie wyobrażałam zreszta, że będzie aż taki. Dziękuję Ci za wszystko. Szczególnie za to rozpieszczanie, chyba intiucyjnie chciałaś dać Jej jak najwięcej. Szkoda, że tak mało czasu dostaliście wszyscy Troje.
Bardzo mi przykro, jak nigdy dotąd. Jak wtedy, gdy odszedł mój pies....

Posted

Ale to Stasia właściwie staworzyła nam wspaniały dom do którego dzięki niej chciało się wracać. Ja jej tylko chciałam podziękować i wynagrodzić wszystko co złe doświadczyła wcześniej.
Stasia mi wiele pomogła. Miałam wcześniej taki dołek i nie chciało mi się wychodzic z domu, a z nią to była przyjemność. Zabierałam ją ze sobą zawsze kiedy tylko mogłam.

Dużo nowych fajnych znajomości dzięki niej nawiązałam, poznałam swoich sąsiadów z bloku. Albo kiedyś zabolał mnie ząb i potrzebowałam pójść szybko do dentysty, ale nie wiedziałam jaki byłby wystarczająco cierpliwy i wyrozumiały względem mojego silnego stresu w takich sytuacjach, to również pośrednio Stasi zawdzięczam pomocną łapę. Otóż wzięłam ją na spacer i tak długo chodziłam aż nie spotkałam znajomych "psiarzy", którzy poradzili mi co zrobić. Gdy nie Stasia taka sytuacja nie miałaby miejsca i nie wiem co bym zrobiła. Prawdopodobnie wsiadłabym w autobus i pokonywała 8 godzin nocą do Legnicy, a mogłoby być za późno (bo z tego co dentystka mówiła i tak trafiłam w ostatnim momencie uratowania zęba).

Ale przede wszystkim zawdzięczam jej to, że po prostu była. Ja dużo siedzę w domu sama, a ze Stasią to już nie sama. Oglądałyśmy razem telewizję, tzn. ja oglądałam, a ona mi pozwalała obok siebie leżeć bo ostatnio przeprowadziliśmy się do większego pokoju i Stasia dostała swoją kanapę. Ech brak mi słów, była naszą Księżniczką, a teraz jej nie ma...

Posted

No właśnie. Tak krótko z nami była...
To był szok. To Łukasz pierwszy się dowiedział i kiedy przyszedł do mnie to już wiedziałam, że coś się stało, ale do głowy by mi nie przyszło, że chodzi o Stasię. Raczej, że o kogoś z rodziny. I w pierwszym momencie byłam zła jak powiedział. A potem kompletnie nie mogłam uwierzyć.
Bardzo dużo mi pomogła rozmowa następnego dnia z Marysią, a potem spotkanie i zobaczenie Stasi, przytulenie, ucałowanie jeszcze ten ostatni raz. Śliczna, spokojniutka, śpiąca. Wiem, że nie cierpiała bo lekarz dał jej profilaktycznie środek przeciwzapalny będący jednocześnie przeciwbólowym.

Dużo mi pomogla rozmowa z Marysią, opowiedziała jak to było. Wytłumaczyła mi, że Stasia się nie czuła tam źle czy porzucona przeze mnie. Chciałabym tak myśleć. Tzn. wiem, że Stasia była pod najlepszą opieką, ale wciąż zastanawiam się czy nie umarła w poczuciu, że ja ją oddałam :(

Z drugiej strony Marysia mówiła, że może to lepiej, że nas nie było bo mogła odejsć spokojnie, nie musiała mnie pocieszać, ani nie odeszła w atmosferze walki w gabinecie medycznym.

Chcę tak myśleć, i przede wszystkim szanuję fakt, że Stasia się po prostu już nie męczy. Wiem, że Stasia odeszła w spokoju i atmosferze troskliwej opieki.

Tylko boli mnie moja samotność i, że przy niej mnie nie było.

Z drugiej strony gdyby miała się emocjonalnie szarpać i z mojego powodu być niespokojna to wolałabym jej tego zaoszczędzić. A ona taka była, że dla mnie zrobiłaby wszystko. Np. Marysia mowiła, że psy nie lubią deszczu i Stasia także nie, a ze mną najdłuższe spacery były właśnie w deszcz bo ja lubię i ona szła. Albo sposób jej akceptacji Kubusia. Najpierw chciała go zjeść, ale potem jak ustaliłam z nią, że kiedy Kubuś chodzi po pokoju to ona ma leżeć na miejscu to tak było. Nawet nie musieliśmy ich pilnować.


Marysia mówiła, że w tamtym dniu Stasia zachowywała się jak pies pierwotny. Szukała ustronnego miejsca, a kiedy Marysia nie pozwoliła jej zaszyć się, to Stasia poszła na swoje posłanie ułożyła się w ulubionej pozycji z łaputkami na krzyż.

Teraz jej łapki pachnące przygodami przemierzają już inne przestrzenie.

Zawsze szanowałam jej lekki dystans i mądrość.
Każdy musi kiedyś odejsć, my też.
Tylko właśnie te 11 miesięcy były takim krótkim czasem.

Posted

Mam nadzieję, że jutro będę już tak spokojna jak Ty. Na razie jestem strasznie rozgoryczona. Mam żal do losu. Przeglądam co chwilę zdjęcia i wątek...Moze chciała Tobie zaoszczędzić tego...Lubiła Marysię z wzajemnością. Jak zareagowała na przyjazd do hotelu?
No i jednak wyniki histopatologiczne nie były bardzo dobre. Widać cały czas działo się coś niewidocznego.

Posted

Jak zobaczyłam tytuł wątku, to serce mnie zabolało :( Kochana Stasia. Jak dobrze, że ten ostatni rok życia spędziła w tak wspaniałym domu ze wspaniałymi ludźmi.
Wiem co czujecie bo 20 czerwca odeszła nasza sunia. Znam ten ból i puskę, tą bezradność i tęsknotę. Tak wiele się od niej nauczyliśmy i teraz widzę, że tak musiało być, bo zaraz po jej śmierci zamieszkały z nami dwa bardzo potrzebujące zwierzaki (kotek i psiak) i nie wierzę, że to zbieg okoliczności... Tak wiele daliście Stasi. Myślę, że ona wkrótce Wam przyśle jakieś futerko na pociechę i w ten sposób do Was wróci. Trzymajcie się. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale z czasem będzie łatwiej.
Śpij spokojnie Stasiu.

Posted

Wyniki nie były dobre, ale Jagielski ocenił je jako plus minus. Czyli nie radykalnie złe. Dla pewności rozmawiałam jeszcze raz z onkologiem i powiedział, że wedle tych badań, które wykonał Stasia wydaje się być w porządku, chyba, że się coś tli o czym nie wiemy i czego nie widać. Ale zbadał ją dokładnie, życzył nam spokojnej podróży, nie powiedział nic mogloby nas martwić, dokładnie wiedział na ile jedziemy. Pytałam także co ewentualnie mam przekazać Marysi, więc tylko te antybiotyki i powiedział, że to po prostu profilaktyka.
Dla mnie to jest szok, cios, zaskoczenie z najmniej spodziewanej strony. Byłam świecie przekonana, że te rozstroje to po Ryśku, albo, że się czegoś nalizała z trawki, albo po tym, że jej podałam kurczaczka przyprawionego (kawalek) jako nagrodę bo już doszła do siebie. To się cofało i wracało ze dwa razy po indydencie bezpośrednio poryśkowym. Stasia była wpierw na diecie, ale kiedy było lepiej wracałam do karmy, która w ogóle poprawiała jej stan i kupa też się stabilizowała.

Wizyta u lekarza była prewencyjna, ale też spowodowana tym, że Stasia się jakoś tak krztusiła, ale raz. Ja natomiast nie wiem jak się udziela pierwszej pomocy psu w takich sytuacjach dlatego także i tego chciałam się dowiedzieć.
Badanie i jego wstępna ocena rtg nie były niepokojące. W każdym razie nic takiego mi lekarz nie powiedział. Wyniki oceny zdjęć przez radiologa mieliśmy odebrać po przyjeździe.

Teraz z perspektywy czasu rzeczywiście widać, że coś się musiało dziać od dłuższego czasu co nie było łatwe do uchwycenia, że to to.
Stasia była cały czas pod kontrolą kilku lekarzy. Ja cały czas kazałam sprawdzać wezły chłonne choćby przy obcinaniu pazurkow. Z każdą pierdołą chodziłam do weterynarza.

Czy jestem spokojna... raczej w maraźmie.
Dużo mnie nauczyło doświadczenie bezpośredniej obecności przy umieraniu mojej babci, którą się opiekowałam i byłam wtedy sama.
Oswoiło mnie to ze smiercią o tyle, że wiem iż można odejść spokojnie, westchnąć z uśmiechem lekkim i spokojnym.

Teraz właściwie dopiero mogę sobie pozwolić na wyżalenie się i upust emocji bo przez ostatnie dni musiałam się trzymać żeby nie denerwować Łukasza, który był kierowcą i nas wiózł.
On to też strasznie przeżywał, on też powiedział, że bardzo mu pomogło zobaczenie Stasi, pogłaskanie i rozmowa z Marysią wraz z tą drugą panią, która była przy Stasi.

Posted

Też mam za sobą doświadczenie odchodzących bliskich ale to takie dziwne, nierealne, trudne do pojęcia, bo nic na to nie wskazywało. I to w czasie kiedy Was nie było.
I tak już nic nie można zrobić i pewnie wcześniej też by się nie dało ale po prostu trudno to przyjąć.

Posted

Ja ryczę od rana bo wcześniej starałam się nie rozklejać żeby nie denerwować kierowcy. Bałam się żebyśmy wszyscy na jakimś drzewie nie wylądowali.
Na wakacjach byliśmy na Kanarach, wylot mieliśmy zaplanowany na 22 lipca na godzinę 1 w nocy, o 23 boarding (czyli przechodzenie przez bramki), przesunęli na 4 rano, potem 5 godzin utknęliśmy w Barcelonie, potem 3 godziny chyba we Frankfurcie. Do domu dotarliśmy do domu w Warszawie około godziny 24, 24 lipca, wiadomość o Stasi w okolicach 1 w nocy 24 lipca, spać się nie da, rozpacz i myślenie "co teraz" bo ukojenie znajduje w działaniu. Może nie ukojenie, ale stabilizowanie swojego stanu emocjonalnego. Rano ja dzwoniłam sprw. walizek i do Marysi, Łukaszowi pozwoliłam nieco pospać i jechaliśmy po Stasię. Pożegnanie. Grubo po 14 gubiąc się niestety po drodze wydostawaliśmy się z Warszawy i ponad 8 godzin jazda do Legnicy. Dojechaliśmy za późno, było już ciemno. Musieliśmy ją pochować następnego dnia, czyli wczoraj rano. Byl Łukasz i mój tato. W ładnym miejscu, z szacunkiem. Mama wybrała ładne miejsce. Ja nie pojechałam, raz, że bałam się, a dwa, że tylko jedno miejsce w samochodzie było wolne, czyli dla taty. Wiedziałam, że jak zacznę pękać to na całego, a nie wolno. Nie w tym momencie. Wrócili i pojechaliśmy znów do Warszawy, znów 8 godzin.

Tak, jak mówisz Pliszka - czas leczy rany. Dla mnie jeszcze mało czasu.
Ale nie chcę być twarda i harda jak moja siostra, która po swojej Mice żałobę nosi cały czas chociaż mija już 8 rok. Ale ciężko jest.
Cieszę się, że mam was. Wypisać się to też pomaga.
Dziękuję

Posted

ludwa napisał(a):
Też mam za sobą doświadczenie odchodzących bliskich ale to takie dziwne, nierealne, trudne do pojęcia, bo nic na to nie wskazywało. I to w czasie kiedy Was nie było.
I tak już nic nie można zrobić i pewnie wcześniej też by się nie dało ale po prostu trudno to przyjąć.


Dokładnie - ja też niby piszę, a do mnie nie dociera.

Posted

Musi minąć czas, musi być płacz. Czas to "zasklepi" Ja już spokojnie myślę i o najbliższych którzy odeszli i o psie i kićce, których pożegnałam. O Stasi też będziemy myśleć spokojnie. Trzymajcie się z Łukaszem, wiem, że jest Wam bardzo ciężko. Dom, przedmioty należące do Stasi, to wszystko boli...Ale za jakiś czas ten ból zelżeje...

Posted

Nie mogę przestać myśleć o Stasi :( Musi być płacz, bo to ogromna strata. Ja wciąż mam obróżki Angusi, musiał minąć ponad miesiąc abym wystawiła na bazarku karmę , która nam została... To trwa. Jakie szczęście, że Stasia zaznała miłości, że nie odeszła niekochana, opuszczona gdzieś pod tą stacją, że jest ktoś kto po niej płacze.... Za to Wam dziękuję.

Posted

dokladnie....
Ekinana, ludwa- pomyślcie - jaka Stasia była dzięki Wam szczęśliwa przez ostatni rok swojego życia.
przywiezienie weta na stację, potem zabranie Staski do hotelu, adopcja przez Ekianę i raaaaaj.
Leżenie w rozciągniętej do granic możliwości pozie na posłanku, trawka, woda, podróże.
Obcinanie pazurków, mizianie, podgryzanie świńskiego ucha w przerwach na spanie..

Staśka Wam dziękuje i z psiego raju macha do Was ogonem i wciska swoj duży nos w ręcę- bo cieszy się,że zamist zimnego betonu, resztek ze stacyjnego baru i przepędzania w kąta w kąt- miała cuuudowne życie usłane różami przez Ekianę, Łukasza i Kubusia. Jestem PEWNA!

A ból minie- ale wcale nie trzeba milczeć, jak się go przeżywa.
ja 2 lata temu straciłam mojego Koralisia - nagle i bezpowrotnie. Był ze mną 10 lat. od roku mam Romana- starego,ślepego, moczącego się w nocy pudla. i tak sobie czasami myślę, że koraliś właśnie tak chciał- żeby mi sie napatoczył taki gagatek w schronie i żebym pokochała nad życie tego pierdołowatego staruszka ( bo on mimo iż ficzycznie inny- to charakterem był identyczny jak Laliś ;) ).

Korala zaś nie zapomnę nigdy w życiu. i tego będę się trzymać ! i zawsze adoptować staruszki, bo to najwspanialsi przyjaciele człowieka.

Posted

Rozmawiałam jeszcze po południu z Marysią. Też cieżko to przyjmuje. Zajmuje się psami od lat a mimo to dla Niej Stasia też była szczególna.
Głupie to ale całe popołudnie i wieczór spędziłam też myśląc o Stasi i chociaż widzialam ją ostatnio prawie rok temu i w życiu u Was nie byłam, brakuje mi jej w moim domu. Aż samej mi głupio przed sobą, że tak mnie rozkleiła...
Tak sobie myślę, że to byl pies z duszą. Ludzką duszą. I chyba dlatego tak jest...

Posted

Nawet nie wiem co napisać ... strasznie mi smutno, cały czas myślę o Stasiuni.
Biega teraz na pewno razem z Miką, moim Puszkiem i innymi pieskami których juz nie ma :(
Współczuje, wiem co teraz Dominika przeżywasz, ja do dzisiaj jak myślę albo mówię o Puszku to płaczę. Trzymaj się mocno.

Posted

Mnie też odejście Stasi rozłożyło na łopatki. A nawet nie widziałam jej nigdy.

Napiszę banalnie, czas leczy rany. Nasi bliscy żyją w naszych głowach, dopóki o nich pamiętamy.
Trzymaj się Ekiano.

Posted

Dziękuję Wam za słowa otuchy i wsparcie, to naprawdę pomaga i wiele dla nas znaczy.
Ja tu piszę, a okazało się, że i Łukasz podczytuje sobie po cichutku w pracy i wiem, że też dziękuje.

Tak, Stasia miała ludzką duszę. Wywoływała szczególne odczucia nawet u obcych osób.
To imie tez pasowało do niej idealnie. Mięciutkie, zdrobniałe i ludzkie.

To był dla mnie pies marzeń bo duży i nie wiem czemu ale na długo jeszcze przed jej poznaniem wyobraziłam sobie, że chciałabym mieć suczkę o imieniu Asia :) A przyszła do mnie Stasia. Idealniejsza niz w moich najzuchwalszych marzeniach.
Przekroczyła wszystkie oczekiwania i była taka ładna.

Stasia miała też poczucie humoru. Mimo, że bała się burzy i ogólnie nieprzyjemnych hałasów. Na spacerach na przykład wyprzedzalam ją i chowałam się np. za żywopłot albo krzaczek, a jak była blisko wyskakiwałam i robiłam "łaaa", ależ merdała ogonem zaskoczona ale i zadowolona i roześmiana. I też wyłapywała kiedy się śmiejemy, wtedy i ona merdała ogonem patrząc co ciekawego się dzieje.

A pamiętam, że jakiś czas temu podawałam jej coś do jedzenia z ręki albo nowych misek (które kupiłam żeby było jej wygodniej) już nie pamiętam, ale Stasia się wahała podejść nie podejść, wyciągnęła szyję i taka długa chwila nastąpiła rozważania, myślenia i zrobiłam jej to "łaaa" :) i ona się roześmiała ogonem popatrzyła na nas i wzięła się za to jedzenie już bez zastanawiania się.

Stasia miała taką swoją silną osobowość trudną do porównania, a jednocześnie bardzo wyrazistą i zauważalną nawet dla osób jej obcych.
Wywoływała takie rozczulenie, które było widać w oczach przechodniów,ale też i szacunek. Np. mój tato ma na imię Stanisław i nigdy nie było ani nawet tematu dotyczącego, że coś z jej imieniem jest nie tak. Tylko mój szwagier coś tam raz nawiązał, że może nie wypada,ale mój tato nie miał absolutnie nic przeciw, w ogóle nigdy nie było słowa w tym względzie.Taki temat w ogole nie istniał.

Tak jak wspominałam, dzięki Stasi dopiero poznałam naszych sasiadów z bloku. Mieszkamy w długim wieżowcu i bez powodu nie mam zwyczaju wychodzić. Przez dwa lata mieszkania tutaj byłam więc całkowicie anonimowa... do czasu zamieszkania u nas Stasi. Ci ludzie okazali się, ze bardzo fajni i w ogóle tutejsza okolica jest bardzo psolubna.

Stasia dostała od nich dużo sympatii i wyrozumialości. Często zatrzymywali się na pogłaskanie albo pogadanie co u niej slychać, jak się czuje. Zawsze okazywali zrozumienie np. dla tej sytuacji, że Stasia chce jechać sama windą. Bardzo rzadko decydowała się zaszczycić swoją osobą jakiegoś innego uczestnika windy. Wolała zaczekać na następną. Wszyscy się uśmiechali i mówili ok. :)

Na zajutrz po przylocie poszłam kupić jakiś prowiant na wyjazd do Legnicy i pierwszy napotkany sąsiad zapytał mnie "gdzie strażnik".
Od tamtego czasu jeszcze nie wyszłam z domu.

Stasia była też znana w mojej szkole (Warszawska Szkoła Reklamy). Uwielbiała jeździć samochodem, więc odwozili mnie z Łukaszem lub przyjeżdżali po mnie. Nie było też problemu jeśli zajęcia się przedłużyły aby poczekali razem w środku.

Stasia też pozowala mi chcąc nie chcąc do różnych projektów, ale też jej los i innych piesków, o których poczytałam na dogomanii był inspiracją do realizacji zadań szkolnych.
Na przykład tego storyboardu, którego celem było stworzenie reklamy telewizyjnej uświadamiającej i przeciwdziałającej bezdomności zwierząt.

[video=youtube;EPIxa2Wp0LQ]http://www.youtube.com/watch?v=EPIxa2Wp0LQ[/video]


Mało tego.
Stasia robiła takie wrażenie, że pozwolono mi nawet z nią wejść do banku. Sprawy się przedłużały, a ja denerwowałam się, że Stasia jest na zewnątrz - Pani z banku sama zaproponowała aby Stasia weszła, że to żaden problem. I rzeczywiście, Stasia grzecznie koło mnie leżała aż wszystkie formalności zostaną załatwione.
Pamiętam, że wyglądała pięknie gdyż obok był na biurku taki rozłożysty zwisający kwiatek i Stasia wkomponowana na jego tle jak pantera ułożona wyglądała jak orientalna ozdoba :)



Wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia... juz tylko wspomnienia :(

Posted

A dzisiejszy dzień wcale nie jest lepszy od wczorajszego. Była szczególna i taka pozostanie na zawsze. Dobrze, że staneliście na Jej drodze. Dobrze, ze Ona stanęła na Waszej. Te wspomnienia i przeżycia pozostaną TYLKO WASZE. A Ona patrzy na Was z góry i na pewno cierpi dopóki Wy cierpicie. Ale ten czas musi jeszcze potrwać.
Znane już tutaj, na dogo...

Psia dusza


[FONT=arial]
[/FONT]
[FONT=Verdana][FONT=arial]To tylko pies, tak mówisz
tylko pies...
a ja ci powiem
że pies to często jest więcej niż
człowiek
on nie ma duszy, mówisz...
popatrz jeszcze raz
psia dusza większa jest od psa
i kiedy się uśmiechasz do niej
ona się huśta na ogonie
a kiedy się pożegnać trzeba
i psu czas iść do psiego nieba
to niedaleko pies wyrusza
przecież przy tobie jest psie niebo
z tobą zostanie jego dusza
[/FONT]
[/FONT]

[FONT=arial]Barbara Borzymowska[/FONT]

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...