Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Bardzo się cieszymy, że zaglądasz.
Dziękuję!!
Tak, myślę, ze Stasia jest w bardzo dobrej formie.
Ale leniuszek z niej straszny. Mam filmiki z ceremonii karmienia, a ostatnio udało nam się nagrać Stasię jak popija z miseczki wodę w pozycji leżącej na boku. Tylko muszę je zgrać (nie są na moim telefonie), wtedy wstawię :)

  • Replies 659
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Już po operacji.

Stasia czuje sie mniej wiecej dobrze.
Miała więcej tych guzów niż udało sie wtedy wybadać z zewnątrz. Za 2 tyg. wyniki badan histopatologicznych.
Wczoraj byla otumaniona jeszcze jak ja zabralismy, miala mocne leki - jednak na wertepach wstawala i na stojaco jechala.
Lekarze mowili, ze był to zabieg dosc rozlegly byl i to jest bardzo bolesne. Pojękiwała po drodze, ale nie az tak bardzo. Na noc tez dostala czopek z pyralginy
Nie chciala nic pic, ale zadzwonilam zapytac - to normalne. U duzych psow istnieje ryzyko rozszerzenia zoladka po anastetykach - ostrzegli nas wiec jak by to moglo wygladac, bo to grozne. Ale na szczescie nic takiego nie mialo miejsca.
O 3 w nocy jak sie przebudzilam to pojekiwala z bolu, kiedy ja glaskalam to troche sie uspakajala, pic tez nic nie chciala w ogóle.
No,ale balam sie dawac jej czopka bo zalecone bylo co 12 godzin, a rano mielismy jechac do lekarza, wiec nie wiedzialam co jej podadza i zeby nie bylo kolizji z jakimis innymi lekami.
Rano tez jeczala, ale kiedy wychodzila na spacerki to chetnie, z rana to nawet musialam ja powstrzymac bo sie chciala tarzac w sniegu (jak wiemy, ona to uwielbia). Była mimo bolu bardziej ozywiona i pozytywniej nastawiona do zycia, nie taka smutna jak wczoraj. Ale wczoraj mowiono nam, ze to tak bedzie po tych lekach.
Dziś chętnie wskoczyla prawie samodzielnie do samochodu - a zupelnie samodzielnie z niego za kazdym razem wyskakuje.
Czyli nie jest zle. Na stole operacyjnym mieli klopot z krzepliwoscia jej krwi, co nie nacieli to bardzo krwawila i dlatego to wszystko trwalo tak dlugo.
Ale z rany nic nie siąpi, chociaz mamy to na bieżąco sprawdzać. Antybiotyk w zastrzyku ma co dwa dni, na wieczór dostaliśmy też receptę na tramal w czopkach. A dzis u lekarza dostala zastrzyk przeciwbolowy mocny, tez nieco otumaniajacy, wiec teraz spi. Na razie ma jeszcze weflon.
Generalnie już zaczela nieco popijac (jeszcze z samego rana) i celem jest naklonienie jej do malutkich delikatnych posilkow, ale na razie odmawia.

Wycięte zostało wszystko włącznie z częściową mastektomią i istnieje wysoka szansa, że będzie dobrze. Chociaż ostatecznie będzie wiadomo za 2 tygodnie, po wynikach badań wycinków.
Stasia dopiero niedawno zaczęła odważać się podskakiwać do patyka, a teraz znowu chora.
W każdym razie nie jest źle, ale liczę, że będzie lepiej.

Trochę chaotycznie piszę, ale nie mam głowy teraz do jasnego składania myśli :)

Posted

Dziękujemy, ucałujemy, uściskamy. Rzeczywiście bidulka, nie śpi, patrzy i mruczy bo boli :(
Mimo wszystko na pewno czuje się kochana i zaopiekowana, udało mi się namówić ją na serek topiony i przemyciłam nikłą ilość kawałeczków pedigri z saszetki z acaną. Zawsze coś.

Posted

Stasia z wielką chęcią wyszła na spacer - nawet dala głos przed wyprawą :) Potem całkiem żwawo jak na sytuację z wolna kroczyła, a kiedy weszła na zaśnieżony trawnik zaczęła się usiłować przeciągnąć, ale to zabolało, więc załkała, ale potem szczeknęła jak by nie zadowolona, że tyle śniegu, a ona się nie może wytarzać :) Ogólnie spacer zaliczony zaskakująco pozytywnie.
No i w domu nieco apetycik się pojawił.
Założyłam jej serwetkę pod bródkę i wykorzystałam jej sentyment do kęsów spluniętych :)
Pluła na ściereczkę, a później wspólnymi siłami (albo sama, albo brałam znów na łyżkę) udało się zjeść 1/4 dziennej porcji.
Czyli jakiś progres następuje. Zwł., że po posiłku zdecydowanie mniej jęczy, spokojniutko wypoczywa.
Nie natarczywie, ale jednak parę razy zainteresowała się swoim "bubu" i chciała polizać. Za każdym razem stawiam jej tam jej maskotkę pieska i mówię jej, że to strażnik :) że on patrzy czy tego nie robi i wszystko mi powie ;)
Nie wiem na ile ta argumentacja dociera do Stasi w warstwie merytorycznej - niemniej jednak skutkuje :)

Posted

Dziękujemy za wsparcie i kciuki - naprawdę przydają się i są tego efekty bo dziś Stasia wstała w zdecydowanie dobrym nastroju i nawet wyszła na przedpokój czekać na wyjście :) Już szczeka (no może jeszcze nie ze stasiową mocą, ale prawie).
Wczoraj nas bardzo zaskoczyła bo zrobiła kupkę - fakt, że o 21 dostała czopek z tramalu, a o 22 był ten spacerek, ale jednak mieliśmy miłą niespodziankę :) Dziś też kupka była. Lekarz nam mówił, że może i trzy dni nie być - zatem cieszę się, ze Stasi lżej.
Nadal jest na lekach przeciwbólowych, ale już nie jęczy i nie mruczy z bólu.
Dziś pierwszy raz od operacji zauważyłam, że miała sen, w którym chyba biegała :)

Stasiowe siły wracają, ale leń jaki był taki jest, a nawet chyba większy. Je połowę swoich dziennych porcji, staram się ja namawiać jak mogę, ale dobre i to. Je tylko z łyżki, tylko na leżąco, a dziś to nawet jej się głowy nie chciało za bardzo podnosić :)

Weflon już ściągnięty.

Posted

ludwa napisał(a):
Ja tu postuluję, żeby Stasola nie straszyć psiową maskotką. Jak to to tak;)???!!! A może ona z głodu buczy;)


Nie, raczej z bólu buczała bo wiesz, że jej jedzenie obojętnym jest. Od kiedy zaczęła dostawać Tramal zdecydowanie polepszył jej się i nastrój i apetyt. Ale nadal je tylko połowę dziennej racji. Może jutro uda mi się jej wsunąć więcej.
Dziś już w ogóle nie mruczała, a nawet sama zagajałą żeby ją wyprowadzić.

Rzeczywiście z każdym dniem jest lepiej.

Piesek-Strażnik jednak być musi bo co jakiś czas Stasię coś interesuje pod fartuszkiem. Ale głównie piesek leży na straży jej spokojnego snu.

  • 2 weeks later...
Posted

Dzielna, dzielna.
Samochodem uwielbia wprost jeździć.
Na spacerach obwąchuje nawet cudze sprawdzając czy to nie jej :)
Poza tym byłyśmy już zna zdjęciu szwów.
Było ich mnóstwo i bez przesady można powiedzieć, że ponad 200.
Dzielnie zniosła dłubanie i rozsupływanie.

Nie wyobrażam sobie aby moja poprzednia suczka - trzy razy mniejsza, wykazała tak stoicki spokój. W jej przypadku potrzeba było dwóch osób plus weterynarza aby można było obciąć pazurki :)

Stasia była przeszczęśliwa jak już było po wszystkim. Merdała ogonem jak wyszła z gabinetu, chciało jej się hasać :)
No nic dziwnego, z 20 minut musiała leżeć plackiem to na jednym to na drugim boku i na pewno ją bolała ta ingerencja.
Dostała nowy fartuszek aby ochronić rozdłubane miejsca. Czuje się w nim dobrze.
Ogólnie, poza grymaszeniem przy jedzeniu wszystko jest w porządku.

Wyników badania histopatologicznego jeszcze nie ma.

A tu kilka fotek. Dziś jedziemy na święta, więc chciałam wsadzić tą paczkę bo na pewno będzie następna - świąteczna.
Stasia jeszcze nie wie jaka przyjemność ją czeka. Cały dzień w samochodzie!!
:):)
















Posted

Słodki nochl do cmokania:) Ja bardzo proszę wycmokać pannicę ode mnie:) I kiełbachy wielkanocne dużo dać:) Wam także życzę spokojnych i rodzinnych świąt:)

Posted

Wycmokamy, wyprzytulamy. Kiełbasa będzie. Ciekawe czy Stasi szlachetny język ją zaakceptuje :)
Ale jak nie, to dam jej świąteczną kanapkę z serkiem topionym - to praktycznie niemal zawsze działa na nią :) Po operacji tym właśnie udało mi się rozbudzić jej wątły apetycik. Ale musi być duuużo serka :)

  • 3 weeks later...
  • 3 weeks later...
Posted

Tak, cisza :(
To dlatego, ze wielkimi gniotącymi czas krokami zbliża się sesja.

Rozmawiałam z doktorem Jagielskim telefonicznie na temat wyników histopatologicznych.
Powiedział, że wynik wykazał iż był to rak złośliwy w stopniu średnim :/
Ale rozwój sytuacji zależy od wielu czynników, że trzeba to monitorować i sprawdzać, w jego ocenie określałby tą sytuację jako plus-minus. Cokolwiek to znaczy ... :)

Z tego co ja zrozumiałam, to zależy od kondycji psa, zdrowego żywienia i monitorowania ew. wystąpień przerzutów, węzłów chłonnych i badań profilaktycznych co jakiś czas. Niemniej jednak konieczna jest wizyta u onkologa. Ale jeszcze nie nie byłam z powodu splotu kilku okoliczności.
W tym tygodniu planuję zadzwonić i umówić się do lekarza. Tylko nie wiem czy do Jagielskiego czy do tego Domaniewskiego, który Stasię badał przed operacją. Jagielski mówił, że powinien zbadać ten co wcześniej - ale może był taktowny po prostu i nie chciał naganiać do siebie?

W między czasie Stasia tez miała zatrucie chyba po zjedzeniu zakażonej trawki. Generalnie objawiło się to totalnie wodnistym rozwolnieniem. Ale to super pies - naprawdę byliśmy pod wrażeniem - sama dawała i to naprawdę wyraziste znaki, że chce zostać wyprowadzona. Nie miałabym jej za złe jak by się nie wyrobiła w domu, ale Stasia nie popuściła ani kropelki :)

Właściwie to myślałam, żeby jej jakiś może węgiel kupić w aptece czy coś - ale ponieważ nie lubię tak na własną rękę, a weterynarza mam obok domu to zajrzałam tam.
Panie mi powiedziały co podejrzewają i Stasia dostawała przez 2 dni zastrzyki i później już w tabletkach antybiotyki i probiotyki.

Trochę mi było nie fajnie z tego powodu, że 3 tygodnie raptem wcześniej skończyła brać leki po operacji, a tu znowu. Ale cóż - widać taka była potrzeba. Ale biegunka ustąpiła niemal natychmiastowo już po pierwszym zastrzyku.

Stasia była podczas tej kuracji na diecie - gotowane białe mięsko, ryż i warzywka. Ona to bardzo lubi :) i myślałam, że jeszcze bardziej będzie się wzdragała przed suchą karmą. Ale nie - powrót był tak zaskakujący, że aż byliśmy w szoku :) Stasia sama jadła :) Sama!! Jak duża dziewczynka :) !! (oczywiście hossa trwała ze 2 dni tylko :))

Poza tym Staśka jest rozpieszczona jak dziadowski bicz :) Je na leżąco na swoim łóziu, z rączki. Raz chce, a raz nie - standard :) Ostatnio zastanawiałam się czym jej uciekawić to jedzenie bo różne polewki z pedigree i kiteketa już się znudziły, więc ugotowałam jej rosołek na warzywach na mielonej wołowinie. Mięso oddzielilam, a rosół po zebraniu i wyrzuceniu tłuszczu razem z warzywami zmiksowałam a'la sosik. To ten sos warzywny wchłonęła niemalże - a karma czy mięsko już obojętne jej było :)

Ale fakt, że ja chyba przesadzam z tym jedzeniem ponieważ jak Stasia nie zje jakiegoś posiłku czy nawet dwóch to później już je bez szemrania większego. Psy ogólnie tak mają. Tylko ja się tak boję tej babeszjozy i ogólnie bardzo chcę aby rekonwalescencja po operacji przebiegała jak najlepiej, ze chciałabym i stajemy na rzęsach aby nie traciła żadnego posiłku.
No i jestem taka rozdarta bo z jednej strony nie chcę jej zamęczać tym jedzeniem żeby nie miała traumy, a z drugiej chcę żeby zjadła i to mnie stresuje kiedy odmawia, chociaż rozmawiałam i z ludźmi i z weterynarzami, że to normalne i nie ma się co martwić.

Mika była wielkim łasuchem (poprzednia suczka), więc nie jestem oswojona z psem-niejadkiem :)

Poza tym Stasia czuje się bardzo dobrze, skacze do patyka, a ostatnio namówiłam ją na wejście do rzeczki i nawet jej się to podobało. Fakt, ze tego dnia było bardzo gorąco, a tam gdzie weszła bardzo płytko. Nie wiem czy odważyłaby się popływać, ale w którymś momencie na pewno wezmę ją na taką wyprawę abym sama mogła wejść do wody żeby się nie bała. Czuję, że takie pływanie było by dla niej świetną gimnastyką i dodało by jej wiary w swoje możliwości.
Przed operacją wskakiwała na ławkę, a teraz się boi.
Jak skacze do patyka to staram się jej wsadzić go do mordki aby miała poczucie sukcesu. Ze dwa razy kiedy doskakiwała nie dałam jej tych forów i się na 3 dni zniechęciła i nie chciała bawić :)

Nie wiem czemu ale od czasu do czasu jest hałas a'la petardy i Stasia strasznie się boi, szuka miejsc i wszelkich dziur aby się skryć. MY się staramy wtedy zachowywać normalnie, spokojnie i raczej nie pocieszać - wedle wskazówek :)

Na razie nie robiłam nowych zdjęć, ale zaręczam, że lubi spać jak lubiła, słodko pochrapując przy tym. Po karmieniu Stasia czeka aż się jej poda piciu piciu :)

A była jeszcze taka sytuacja, że zabraliśmy ją na grilla podczas długiego weekendu. Kocyk, trawka. Stasia leżała, lub tarzała się nieopodal. Czasem jakieś pieski mijały ją ale gdzieś dalej z właścicielami. Po standardowych przywitaniach pieski wracały do siebie i Stasia tez na swoje stanowisko obok nas.
Natomiast przyszedł chyba pies-wiejski włóczęga i zjadł to co Stasia nie chciała i leżało w trawce, dodatkowo był nią bardzo zainteresowany.
Stasia po zakończeniu powitania weszła i ułożyła się największym swoim gabarytem na kocu i pilnowała naszego stada pokazując kto tu rządzi. Piesek zaczepiał, dokazywał, chciał trochę na nią wskoczyć w celach nieżądnych a Stasia niby nic,ale jak się na raz nie odwróci i pokaże kiełki !! :)
Aż się wystraszyliśmy takie to było nagłe :) Ale to było ostrzegawcze nie jakieś rzucenie się na tego psa. Nawet nie wstała tylko się szybko odwróciła i zamanifestowała zęby szeryfa :)

To ogólnie było zabawne. Ufam Stasi bardzo i już ją poznałam żeby wiedzieć, ze jest bardzo zrównoważona. Właściwie to się cieszę, że zna różne formy komunikacji międzypieskowej a mimo to umie trzymać nerwy na wodzy i jest bezpiecznie zawsze.

Stasia to super pies, a Łukasz mówi, że w poprzednim życiu na pewno była księżniczką - a ja myślę, że dla nas też nią jest :)

Posted

:) Z petardami nie wygracie. Tak ma i trzeba uważać.
Jeśli chodzi o konsultację onkolog. zawsze lepiej skonsultować z dwoma lekarzami, dwie opinie. Jak rozbieżne, to trzeba dalej konsultować:)
A że Stasia jest wyjątkowa, zrównoważona i w ogóle, to wiem. Skoro nawet treserka to potwierdziła....;) To taki psi anioł:)

Posted

:) Najlepiej to do obu:) ale skoro Jagielski widział wyniki, to może do tego, który widział to pierwotnie i poprosić go, żeby jeszcze z Jagielskim skonsultował:)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...