Ekiana Posted December 22, 2009 Posted December 22, 2009 ludwa napisał(a):Chyba Cię w końcu ktoś zmobilizuje do gotowania:)))) Staśce się to uda jak wrócicie do domu i nie będzie chciała nic jeść rozwydrzona już do szpiku kości;))) No i masz rację, napiszę, żeby teraz, w okresie świąteczno-noworocznym lepiej nie spuszczać jej ze smyczy. Często ktoś sprawdza peatrdy itp. Nie licz na jej inteligencję i przywiązanie. Strach jest o wiele silniejszy, Sama ma cykorę w domu i pewnie zaraz po świętach zacznę ją już uspokajaczami szprycować. Dobrze, że jest młoda i serce ma zdrowe, bo z jej psychiką w sylwestra na pewno by zawału dostała.... No może faktycznie zamiast cudów ze sklepu zoologicznego zajdę raz po raz na dział mięsny i kupię żeberka do podsmażenia - wczoraj je Stasia tak chętnie jadła, że byłam w szoku. Niby z niej niejadek, ale ona po prostu wybredna jest :) Ale z jogurtów i oliwy nie zrezygnuję bo zdrowe są i Stasi dobrze robią na kupiesie. Mimo tych wszystkich specjałów, które teraz ma to jeśli nie ma wkomponowanego w to jogurtu to ciężko jej się kupiesie robi aż żal. Na szczęście ona lubi sery białe, jogurty, sekrety mnicha itp :) wiec problemu nie ma :) Co do chodzenia na smyczy to wzięłam sobie do serca co napisałaś. Biorę ją na smycz, ale ona mi kupesi na niej nie robi :/ Zobaczymy może jak jej się zachce naprawdę porządnie to i tak wykona zadanie :) Stasia jest do mnie bardzo przywiązana emocjonalnie. Mam nadzieję, że nie przesadnie i nie przez to wczoraj wieczorem nie chciała iść z Łukaszem na spacer. Dwa razy robił podchody. Tylko siku na pierwszym trawniku i do domu. Ostatecznie wybraliśmy się we trójkę. Zależało mi aby Stasia była w pełni "oczyszczona" na noc. Stasia zadowolona, towarzyszyła nam taka rozbawiona, że nawet zaczęła się tarzać w śnieżku :), zaczepiać, szczekać itd :) Zobaczymy jak dziś wieczorem będzie. Musze kupić jej jakieś przysmaki w razie czego na łapówki żeby poczuła, że Łukasz też dobry Pan i warto z nim kupesie robić :) Quote
ludwa Posted December 22, 2009 Author Posted December 22, 2009 Może jest zestresowana zmianą miejsca i dlatego nieufna wobec innych;) Quote
Ekiana Posted December 22, 2009 Posted December 22, 2009 Może. Ale tym razem poszła z chęcią z Łukaszem na wieczór. Jednak już się z nią nie bawiłam na odchodne i postarałam się nie rzucać się jejw oczy aby tęskno nie było jej odchodzić ;) Quote
Ekiana Posted December 24, 2009 Posted December 24, 2009 No,ale Stasia wraca z Panem ze spacerów wielce nieszczęśliwa. Chodzi już tylko na smyczy. Naprawdę panicznie boi się tych wystrzałów. Dziś planuję iść do weterynarza, jak się uda. Nie chcę jej szprycować lekami ze sklepu ( w zoologicznym znalazłam jakieś ziołowe, ale zmroziła mi krew opowieść jednej pani na spacerze, że ktoś tam podał psu relanium na Sylwestra i pies zasnął snem wieczystym :/ Nigdy bym nie podała psy relanium, to już inna sprawa,ale takich ze sklepu piguł też się boję). Stasia popada w taką panikę, że Łukasz bywa, że ją nosi na rękach do domu bo tak jej się doopesia trzęsie. Na rączkach się panna uspakaja :) Wczoraj moja siostra chciała ze Stasią wyjść na spacer - bezskutecznie. Żeby Stasia wyszła z bramy muszę towarzyszyć nawet Łukaszowi ... :/ No,ale załatwię sprawy i będzie dobrze. Miałam nadzieję jej oszczędzić chemii do kulminacyjnego sylwestrowego momentu, ale widać się nie obejdzie. Mam nadzieję, że weterynarz, którego sobie upatrzyłam będzie czynny. Quote
Ekiana Posted December 24, 2009 Posted December 24, 2009 A tu foteczka z pozdrowieniami od Stasi dla wszystkich cioteczek!! :) Quote
Ekiana Posted December 24, 2009 Posted December 24, 2009 Acha i żeby ktoś nie myślał, że Stasia się przy tym pozowaniu męczyła :) Nie męczyła się, spała smacznie. Miałam czas zrobić fotki komórką, aparatem, zgrać, później jeszcze raz zrobić fotki, dołożyć maskotki i zawołać mamę żeby popatrzyła. Może Stasia ma to w pakiecie standardowym - anielską cierpliwość do dzieci :) Quote
Pliszka Posted December 27, 2009 Posted December 27, 2009 Świetna karteczka od Stasi :) Buziaki w kochany nochal! :) Quote
ludwa Posted December 28, 2009 Author Posted December 28, 2009 Dziękujemy za kartkę:) Co do relanium, różnie ono działa. Moja kociczce nerki odmówiły posłuszeństwa ale jak walczyliśmy, to dostawała właśnie relanium. Bo u kotów działa oni poprawiając apetyt;) Też byłam zaskoczona ale raz zadziałało w ten sposób właśnie:))) Nie wiem jak działa na psy:) Moja sucz łyka już powoli promazinum. Już sprawdzają petardy, więc pomimo tego, że siedzi zaszyta w łazience, to przy strzałach jest gotowa wyjść z drzwiami;( Quote
idusiek Posted December 28, 2009 Posted December 28, 2009 Staśka jak mogłaś się dać tak ubrać w maskotki ! Wstyd to dla owczarka ,wstyd;) Quote
ludwa Posted December 29, 2009 Author Posted December 29, 2009 Cóż świadczy to jedynie o tym, że cierpliwość Staśki jest nieograniczona:))) Quote
Ekiana Posted December 29, 2009 Posted December 29, 2009 [quote name='idusiek']Staśka jak mogłaś się dać tak ubrać w maskotki ! Wstyd to dla owczarka ,wstyd;)[/QUOTE] Staśka, to już sobie taką siarę na osiedlu narobiła, że maskotki to nic w porównaniu ech... :) Nie mam czasu się teraz rozpisywać, ale w skrócie to jej lęk przedpetardowy kieruje ją do samochodu (nawet cudzego), w którym jeździć wprost uwielbia :) Odkąd Stasia zaczęła być zapinana na smycz jak coś strzeliło lęk przed wychodzeniem z domu ulegał eskalacji. Lęk, albo maniera taka, że jak się boi to już nie tylko pan z nią wychodzi ale i pani, uwodzą na smakołyki i szukają różnych metod. Nie ukrywam, że nie udało się też uniknąć ciągnięcia na smyczy kiedy Stasia na nocnym spacerze dawała dyla niewysikawszy się nawet. To ciągnięcie to było takie nie żeby gdzieś szła, tylko żeby nie odchodziła. Staliśmy z nią po prostu tuląc i blokując własnym ciałem żeby się wyluzowała, była przy tym też głaskana, podkarmiana. Różne metody na różnych spacerach. Stasia jest praktycznie codziennie noszona na wieczorny spacer na dalszy trawnik żeby w powrotnym dylu skusiła się siknąć z raz. Kiedy siknie dwa lub trzy jestem szczęśliwa. Wczoraj to wzięliśmy ją do samochodu, w którym się wyraźnie odpręża. Chcieliśmy odjechać trochę dalej (zamiast nosić) :) Nie chciała wyjść z samochodu. Dwa razy zmienialiśmy parking. W końcu udało nam się po centymetrze przepchnąć ją do wysiadki. Jak dla mnie masakra. Ale jak już wyszła to chętnie spacerowała po uliczkach i trawnikach. Zmienia się jej też humor jak spotkamy jakiegoś komunikatywnego pieska, z którym ona chce się witać. Gdzieś w tym wszystkim przestała się słuchać jak wcześniej. Robi i umie wszystko, ale tylko jak ma humor. Dziś rano wyprowadziłam ją na naprawdę długi spacer. Skorzystałam z okazji, że Stasia chciała. Ale była bez smyczy. Musiałam tak zrobić. Ja nie mam siły jej nosić. Trzy razy wychodziłam z domu. Kiedy się zatrzymywała, nie chciała iść z bramy lub na schodach wracałyśmy do domu. Chciałam ją troszkę rozdrażnić tym. :) Zawsze była błagana. A teraz daję jej szansę, a jak nie to nie. To moja kolejna metoda z dziś rano. Będę ją testować. Ją ta smycz jakoś paraliżuje. Ona owszem chodzi ładnie na smyczy do celu. Ale od czasu jak zaczęła to kojarzyć z zagrożeniem petardowym to na smyczy kilka kroczków, wyraźnie czujna i staje. I koniec spaceru. Najgorzej kiedy wiem, że by z chęcią zrobiła koopesie, organizm tego potrzebuje. A tu klapa. To nie jest koniec historii, to urywki pisane na prędce. Na razie kończę - rozszerzona porcja wieści z pewnością nastąpi :) P.S. Do Stasi też przyszedł Mikołaj :) Quote
idusiek Posted December 29, 2009 Posted December 29, 2009 Mikołaj? za takie zachowanie ? ;) chyba z rózgą co? Smiać mi się chce ze z psem po parkingach jezdzicie :D niezła z tej Staśki manipulatorka :D Quote
Pliszka Posted December 29, 2009 Posted December 29, 2009 Biedna Stasia, że się tak boi... Na szczęście do Nowego Roku coraz bliżej i fajerwerki ucichną. Kochani jesteście bardzo :) A co Stasi przyniósł Mikołaj? :) Quote
Ekiana Posted December 30, 2009 Posted December 30, 2009 Stasia od Mikołaja dostała duży zapas saszetek Pediegree oraz takie paski mięsne (fajnie sie nadają na nagrody), oraz takie coś na ząbki do gryzienia i jedzenia, też Pedigree. Mikołajową była moja siostra :) Poza tym dostałyśmy też wspólny prezent: Ale jeszcze tak na dobre nie zaczełyśmy edukacji :) My coś nie tak robimy :) Stasia jest strasznie posłuszna, tylko musimy się nauczyć lepiej komunikować bo np. w tej książce jest pokazane jak nauczyć "wstydzi piesek" ::) Miało być tak : A wyszło nam tak, że Stasia zrozumiała żeby ta karteczka była :) i jej ma nie zdejmować :) No cóż... musimy jeszcze potrenować - komunikację :) Quote
Ekiana Posted December 30, 2009 Posted December 30, 2009 A teraz wrocę do miejsca, w którym skończyłam pisać ostatnio. Stasia wracała nieszczęśliwa z wieczornych spacerów. Chodziliśmy już tylko na smyczy. Żeby poprawić sytuacje i humor Stasia zaczęlismy wychodzić razem we trójkę. Początkowo dawało to efekt, ale na następny dzień coraz mniejszy. Doopka jej się trzęsła i to wcale nie od jakiś bliskich wystrzałow. Nawet bym na te wystrzały nie zwróciła uwagi, gdyby nie zachowanie Stasi. Zapierała się, ciągnęła do domu. Nie chciałam pozwolić jej wracać skoro się nie załatwiła nawet. Smycz się naprężała. Blokowanie jej własnym ciałem, przemawianie do rozsądku, przekupywanie krojonym mięskiem, proszenie o podanie łapy i głos (odwracanie uwagi od problemu) wszystko to dawałop efekt raz czy dwa, a potem już nie. Masakra. Codziennie każdy z trezech spacerow na smyczy był gorszy od poprzedniego. Stasi się nie dało czasem wyprowadzić z klatki, a jak już wyszla to problem żeby dojść do trawnika. Jak pisałam wcześniej, Stasia była noszona jak był Łukasz lub wożona :) na spacery. A kiedy byłam sama - Stasia była uwodzona, błagana itd. itp. Smycz ewidentnie zaczęła się Stasi kojarzyć z sytuacją zagrożenia, bo zaczeło się od tego, że ilekroć wybuchła petarda to Stasia w tył zwrót, smycz się naprężała. Za nim dojdę do niej bliżej, to ona ciągnie w swoją, a ja w swoją. W końcu dochodzę do niej, kucam, proszę błagam, ona robi uniki, chce mi się przesmyknąć między nogami, albo jej się nei uda, albo jej się uda i znów smycz się napina itd. Zmierzam do tego, że założenie było takie aby Stasia nigdy ale to nigdy nie miała napiętej smyczy żeby się nie uczyła, że pociągnie to idzie dalej. Stąd też byłam stanowcza, że jeśli chce ciągnąć to jedyny skutek jaki odniesie to stanie w miejscu. Dla mnie przełomem był wczorajszy poranny spacer. Po prostu nie zapinałam ją w smycz oraz ilekroć mi się zatrzymywała na klatce, bramie, schodach itp konsekwentnie wracałam do domu. W kurtce zasiadalam na kanapie i czekałam na reakcję Stasi :) Była w szoku. Ona się generalnie na spacery pardzo cieszy i bylo jej dziwnie, że niby wychodzimy, a wracamy :) Mimo, że byłoto wyrażenie jej woli przecież. Po trzecim lub czwartym razie wyszła sama, zeszłyśmy do bramy. Wyściubila nos i stoi. W tym momencie ostro do niej powiedziałam "chodź, idziemy, już!" (zawsze było to coś w rodzaju "Stasia królewno, nie ma się czego bać, pańcia cię obroni przed wszelkim złem, chodź kochana, maleńka, perełka, chodź, masz smakołyk, masz samochód, masz wszystko, chodź perełeczko, Stasieńko kochana, zobacz pieski takie odważne, a Ty?" ;) Stasia wczoraj nie dość, że o własnych siłach wyszła z bramy, to jeszcze była na długim 40 minutowym spacerze. Fakt, że bez smyczy, którą miałam w pogotowiu. Wiem, ryzykuję. Nie powim żebym się z tym dobrze czuła, ale to odnosi efekt. Dziś było z rana identycznie. Tylko sama wyszła z bramy bez zachęt. Też była na 40 minutowym spacerze. Odpreżona. Nie jak wcześniej kiedy stała, trzęsla doopką i ciągnęła do domu. Quote
Ekiana Posted December 30, 2009 Posted December 30, 2009 A pewnie tego wszytskiego by nie bylo i nadal byśmy się meczyli gdyby nie dzień poprzedni. A właściwie wieczór...samnochodwy :) Najpierw nie chciała wyjsć z bramy, no to chcieliśmy ją uwieźć na samochód. Oczywiście chętnie wyszła i dała dyla na tylnią kanapę skoro się tylko drzwi dla niej otworzyły :) No dobra - myślimy - odstresuje sie w samochodzie to spróbujemy raz jeszcze. Ale nic z tego. No dobra, przejedźmy się na inny parking to choćby w drodze powrotnej zrobi chociaż siku. Zaparkowaliśmy w okolicy Rico (taka knajpka, parę trawników od domu ;) ) Stasia nie chce wyjść :) Wyszliśmy z samochodu, ale na Stasię to "rozstanie" nie podziałało motywująco. No dobra, myślimy - zmieniamy parking. Zwł. że pod knajpką zaczęli dawać sobie po pyskach. Zaparkowaliśmy pod Biegronką. Stasia wyjść nie chce. Uwodzenie, proszenie, błaganie - zero efektu. Acha - w ogóle nie strzelali jakoś tak żeby się wydawało, że to może być przyczyna. Tzn. podczas jej wychodzenia z bramy był atak petardowy, ale później już spokój, no i upłynęło z 20 minut w samochodzie. Przepychanie psa z samochodu nie należało do przyjemności dla żadnej ze stron. Kiedy Stasia opuściła auto, zupełnbie wyluzowana zaczęła interesować się wąchaniem trawesi i szukaniem miejsca na siusiu. Nie muszę mówić, że to wsyztsko było okupione naprawdę dużym stresem dla wszystkich. Zależało mi żeby się oczyściła na noc bo dużo zjadła i wiedziałam, że może być problem. Ze dwa razy siknęła i rwała do domu jak tylko poczuła ślad. Biedronka blisko domu:) może 4 trwaniki godne zainteresowania Stasi:) No i w nocy był problem. Kompletnie się nie wyspałam. Stasia najpierw miała san podczas, którego zaczęła wyć :) Zerwałam się na równe nogi bo i mnie meczyły różne wizje rozepchanego pęcherza i ponapinanych wnętrzności, które przecież nie tak dawno miała operowane. No, ale to był tylko Stasi sen. Kiedy mnie się udało zasnąć, to znów ona zaczeła chodzić i mi lizać buzię, prychać dając znać, że czas na wyjście :) I tak ze trzy razy w nocy. Głos rozsądku podpowiadał mi żeby poczekać do rana i mieć kartę przetargową do spaceru. Ostatecznie jak by nawet narobiła w domu to bym posprzątała i tyle. Boję się tu po nocach łazić, więc doczekałam do rana. I to był dobry manewr - gdyż to był właśnie pierwszy przełomowy spacer. Quote
Ekiana Posted December 30, 2009 Posted December 30, 2009 Wczoraj pojechaliśmy do Mirkowa pod Wrocławiem po taki pokrowiec do samochodu dla pieska z wycięciami na pasy bezpieczeństwa oraz szelki. Oczywiscie Stasia - naczelna taksiara, towarzyszyła nam w podróży. Z uwagi na drobne postoje - Stasia może powiedzieć, że była też we Wrocławiu i nawet tam poznała na spacerze jakiegoś pieska :) Wieczorem zahaczyliśmy jeszcze wspólnie do babci Łukasza. Stasia świetnie się odnalazła, chociaż schody w starym budownictwie trochę wprawiają ją w zakłopotanie i bardzo uważnie po nich się porusza. U babci, Stasię kusiła kanapa,ale panienka okazała się taktowna i pozostała na swoim miejscu :) Wieczorem nie mieliśmy kłopotu bo zaparkowaliśmy pod Biedronką i spacerek zaliczyliśmy jako drogę do domu. A w domu spała jak aniołek :) (tudzież kłoda) :) Quote
Ekiana Posted December 30, 2009 Posted December 30, 2009 Wcześniej w Wigilię, również pisałam, że wybieram się do weterynarza. Udało nam się zaliczyć wizytę. Generalnie chodziło mi o jakieś leki uspakajające. Pan doktor mówił, że może nam dać takie silne działające a'la relanium, ale po nich psu wywijają się powieki dolne, źle wygląda i działają na zasadnie niemocy, a nie wyciszenia i odstresowania. Dodatkowo też może wystąpić depresja układu oddechowego i takie różne. Generalnie wspólną decyzją wyszło na to, że je sobie darujemy. Pan doktor obciął Stasi pazurki i poprosiłam aby posprawdzał jej piersiątka. No i zonk. Po mimo, że tego guza co wcześniej w Warszawie był wyczuwalny już nie ma - odkrył co najmniej trzy guzy w innym miejscu. Male, twarde (co sugeruje, że niezłośliwe) ale niestety są :( Pan doktor powiedział, że takie guzy zawsze mogą się przerodzić w złośliwe, wiec lepiej usunąć całą listwę mleczną, a zwłaszcza jej końcowy odcinek, który bezpośrednio łączy się z węzłami chłonnymi i może "zarażać" dalej organizm. No ja to opisuję tak po swojemu. Pan doktor to mowił językiem profesjonalisty, językiem medycyny, językiem, który w sensie swoich słów mroził krew w żyłach. Poruszony był też temat diety - aby unikać skrobi. Jeśli dobrze pamiętam - skrobia pobudza do produkcji insulinę, insulina produkcję krwinek czerwonych - krwinki czerwone dożywiają nowotwór. Zwrocił nam uwagę abyśmy już w Warszawie skonsultowali się z lekarzem i w razie czego zbilansowali Stasi dietę tak aby karmić psa, a nie raka. Generalnie Wigilia była dla mnie mało wesoła. Dlatego też pewnie w dniach kolejnych tak pobłażaliśmy Stasi. Spełnialiśmy jej każde życzenie, lub nieżyczenie :) Ale to bez sensu bo ona nie wie, że jest chora. Ponad to nie jest też aż tak chora. Chodzi, śmieje sie, biega i zachęca do zabawy - pod warunkiem, że jej się chce :) Rozpuściliśmy ją i on ma nagrody od tak. Ona się nie musi starać żeby coś mieć. Ale to bez sensu, będę pracowała nad tym żeby to zmienić. Pani trenerka, od której braliśmy Stasię w hotelu - mówiła nam jasno. Każda rasa była tworzona po coś. Owczarki aby służyły. Nasza Stasia głównie się wyleguje :) Ale kiedy ma motywację z wielką chęcią realizuje zadania. Sęk w tym zeby jej tą motywację stworzyć. Quote
ludwa Posted December 30, 2009 Author Posted December 30, 2009 Zmartwiła mnie ta listwa mleczna. W Warszawie, na Białobrzeskiej przyjmuje doktor Jagielski, specjalista onkolog zwierzęcy. Myślę, że dobrze by było wybrać sie tam ze Staśką, niech ją obejrzy. Z reguły usuwa się całą listwę mleczną, to poważna ingerencja, bo rozpiętość cięcia duża ale zawsze to mniejsze zło... A co do smyczy, to teraz, przed samym sylwestrem może lepiej nie ryzykować? To już tylko dwa dni;) Quote
Ekiana Posted December 30, 2009 Posted December 30, 2009 Dziękuję, Ewo, za informację o doktorze Jagielskim. Poczytałam na ten temat i o klinice, w której przyjmuje. Rzeczywiście dobrze by było pojechać do specjalisty. Początkowo zastanawiałam się czy może nie do tego, który operował już Stasię. No, ale skoro tam mają sprzęt i doświadczenie, to warto korzystać. Orientujesz się, może ile kosztują takie operacje? Quote
Ekiana Posted December 30, 2009 Posted December 30, 2009 Lekarz, u którego byliśmy w L-cy, mówił właśnie, że wycięcia całej na raz listwy mlecznej się nie praktykuje bo skóry by brakowało. Nie wiem czy Stasia już na tyle odbiła zdrowotnie żeby jej nową operację serwować. Nie wystają jej kości,ale jest zgrabna. Nie przepasłam jej. Sierść ma ładną, błyszczącą po zimowej przemianie. Z tą smyczą to wiem, że ryzyko chodzić bez. Ale ona ma tak, że w ogóle nie chce wyjść z domu. Zresztą teraz też chciałam z nią wyjść - ale nie ruszyła się z przedpokoju. Już sama nie wiem. Słyszałam o przypadku psa, który przez 24h potrafił nie wyjść na spacer z powodu lęku fajerwerkowego. Na temat zejścia tego pieska co dostał relanium, to słyszałam, że pani zamiast pół tabletki dała dwie... Lekarz polecał nam krople Bacha. Ale to już mało czasu na ich sprowadzanie. Byłam w zielarskim sklepie specjalistycznym Też ich nie mieli. Kupiłam jakieś tabletki, które pan (sprzedający) mówił, że podaje swojemu psu. Na opakowaniu pisze żeby brać po dwie trzy razy dziennie. Ja daję od przedwczoraj dwa razy dziennie po jednej. Wolę mniej niż za dużo. Quote
ludwa Posted December 30, 2009 Author Posted December 30, 2009 Nie wiem jaki jest koszt operacji. Z tego co pamiętam, jedna nasza dożyca miała usuwane listwy mleczne. Chyba to było w dwu operacjach. Najpierw jedna strona, potem druga strona. Quote
Pliszka Posted December 31, 2009 Posted December 31, 2009 Stasieńko, wszystkiego najlepszego w Nowym Roku dla Ciebie i Twojej rodzinki!!!!! :) Quote
Ekiana Posted December 31, 2009 Posted December 31, 2009 Pliszka napisał(a):Stasieńko, wszystkiego najlepszego w Nowym Roku dla Ciebie i Twojej rodzinki!!!!! :) Dziękujemy!! Też życzymy razem ze Stasią Wszystkiego co Najlepsze w Nowym Roku! Stasia trzęsie dupką, ale pozdrawia wszystkie cioteczki!! (Poranny spacer - super, ładnie przespacerowała, spokojnie. Pod koniec był strzał, ładnie zaczekała na pańcię i wolniutko do domu poszłyśmy - wolniutko bo tu ślisko). (W południowy spacer, Łukasz zabrał Stasię do rodzinki za miasto. Panna uwielbia jeździć, a poza miastem było spokojnie, więc przeszła się bez protestów). (Wieczorny spacer też chcemy załatwić wycieczkowo, bo coraz ostrzej tu na osiedlu strzelają) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.