Jump to content
Dogomania

taks

Members
  • Content Count

    5,279
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    3

taks last won the day on January 28 2015

taks had the most liked content!

About taks

  • Rank
    Advanced Member

Profile Information

  • Gender
    Female
  • Location
    Kraków

Converted

  • Location
    Kraków

Recent Profile Visitors

3,023 profile views
  1. Jasza

    Dzień dobry Taks, szukam mądrej głowy...

    Potrzebuję pomocy w zrozumieniu co się dzieje z moim psem.

    Misia ma około ośmiu lat – znalazłam ją kiedy była już dorosłym psem, jest u mnie siódmy rok.

    To mieszaniec, waży 12 kilogramów, jest wysterylizowana ( zaraz po tym jak do mnie trafiła).

    Problemy zaczęły się trzy lata temu – drapanie, wysypka na brzuchu – a więc leczenie, badania, podejrzenie alergii wszelkiego rodzaju, APZS, sterydy. Objawy minęły, żeby powtórzyć się po roku, znowu we wrześniu, więc razem z weterynarzem stwierdziliśmy, że to reakcja alergiczna na czynniki zewnętrzne, trawy, pyłki, coś co pojawia się okresowo o tej porze. W tym roku sytuacja się powtórzyła, Misia drapała sie do krwi, miała cały brzuch w plamach i krostach, strydy pomogły na moment, zrobiliśmy badanie tarczycy, okazało się, że ma bardzo, bardzo złe wyniki i silną niedoczynność tarczycy. Zalecenie: Fothyron ( 200) dwa razy dziennie po trzy czwarte tabletki.

    Plus Encorton przez trzy tygodnie wygaszająco, zmniejszająca się dawka.

    Swędzenie ustało praktycznie całkowicie, skończyłam podawać Encorton, Forthyron oczywiście nadal, Misia jednak zaczęła się dziwnie zachowywać po podaniu drugiej, wieczornej porcji tabletki – był bardzo pobudzona, mniej więcej od godziny 24.00 nie kładła się nawet na chwilę, chodzila po mieszkaniu, piła, miała ataki wilczego głodu, domagała się wyjścia na spacer, na ktorym zachowywała sie tak, jakby szukala jedzenia, dużo sikała, załatwiala się ( bez biegunki) bezpośrednio po powrocie biegła do miski szukając znowu jedzenia, nie kładąc się ani na chwilę znowu prosiła o wyjście na zewnątrz.

    W ciągu ostatniego tygodnia przytyła cały kilogram ( 11.50 – 12.500) i ma ciągle wyraźnie wzdęty brzuch. USG nie wykazało nic niepokojącego, oprócz wzdętego żołądka.

    Zmniejszyłam dawkę Forthyronu do pół tabletki dziennie, tylko rano, kilka dni było nieco lepiej, teraz od kilku dni – nadal to samo. W ciągu dnia śpi, spaceruje, zachowuje sie normalnie, wieczorem kładzie się po ostatnim spacerez, około północy budzi się i nie zasypia praktycznie do rana. Wychodziłam z nią cztery, pięć razy w ciągu nocy, ale przestałam, bo to nie pomaga.

    Kiedy mnie budzi ( chodzi niespokojnie po mieszkaniu, przelewa się jej w brzuchu, postękuje przy misce domagając się, na spacerze sika, ale głównie węszy szukając resztek) wychodzę z nią jeden raz, potem daję jej coś do jedzenia,. Potem staram się ją ignorować, czasami daje za wygraną i kładzie się na posłaniu, czasami nie śpię do rana, lub śpię z przerwami, probując ją uspokoić albo

    doprowadzona już do ostateczności – narzyczę na nią, żeby się wreszcie położyła.

    Nie sądzę, żeby ją coś bolało, to raczej napady głodu plus pobudzenie spowodowane – chyba – lekami. Obawiam się, że niedoczynność zmieniła się w naczynność tarczycy, wyniki badań krwi będą jutro. Obie jesteśmy już tym wykończone, z tym, że ja po nieprzespanych nocach muszęjeszcze jakoś funkcjonować, a Miśka odsypia.

    Jakieś podpowiedzi? Czy Forthyron ma takie skutki uboczne? Forthyron, albo raczej przedawkowanie Forthyronu? Jak mogę jej pomóc i jak powinnam reagować?

     

    Jeżeli znajdziesz czas, żeby coś podpowiedzieć, będę wdzięczna.

    Agnieszka.

  2. taks

    Psia moda by taks

    Moje problemy z dostępem do internetu niestety nadal aktualne więc i bazarków na dogo na razie nie jestem w stanie robic . Kochana Joteska ratując sytuację wystawia teraz na fb rzeczy które jej podesłałam. Dochód ze sprzedaży jak zwykle na bezdomniaki https://www.facebook.com/events/825422577566360/ zaglądnijcie tam proszę
  3.     dla pewnosci zapytam: pies nie ma chipa? został zgłoszony w schronisku?
  4.     No nie do konca jest to tylko chęć "popatrzenia i zamkniecia rozdziału" . Przeczytaj 1 post "Chciałabym go odzyskać, ale nie wiem czy to dobry pomysł, bo pewnie już się do nich przywiązał" I owszem - uwazam że watpliwość jest jak najbardziej słuszna bo trzy lata to kawał czasu. Spotkanie z psem , odświeżanie mu starych wspomnień też niczemu dobremu nie służy jesli "temat ma byc zamkniety" także dla psa Tym bardziej się utwierdzam w tym że sprawa jest warta przemyślenia czytając dalej że to juz druga ucieczka tego psa. Szczęśliwie zakończona bo pies przezył ale trzymiesięczna zimowa wędrówka po miescie to już nie drobiazg. Włos się jeży jak pomyslę czym to się mogło skonczyć A jako "psiarz" gdyby mi pies dwukrotnie "poszedł w długą" w tym, w znanym mu terenie nie wrócił, bardzo głęboko przeanalizowała bym co jest ze mną i moimi relacjami z psem nie tak, co zaniedbałam , co przeoczyłam w wychowaniu psa, czego zabrakło i czy jest w takim razie u mnie bezpieczny. Jak rozumiem pies nie uciekł w szoku ( ranny , spłoszony, zaatakowany) tylko wybrał się na wycieczkę korzystając z otwartych drzwi. Usiowa - to nie zarzut , to temat do przemyśleń
  5. Pyralgina to zdecydowanie nie jest najlepszy srodek p.bólowy dla psa ( zwłaszcza bezposrednio po zabiegu chirurgicznym). Porozmawiajcie z wetem aby zlecił odpowiedniejszy na bóle pooperacyjne bo na prawdę jest w czym wybierać więc nie powinien mieć z tym kłopotu.
  6.     tu jest: http://www.dogomania.com/forum/topic/145040-pity-2014-obowi%C4%85zek-podatnika-wsparcie-dla-vivki-do-25-04-2015/
  7. Dlaczego tak uparcie podtrzymywane jest  założenie że to  wyłącznie alergia , na dodatek pokarmowa i na tak niezliczoną ilość alergenów? Jeszcze raz napiszę, że objawy skórne  wcale nie są tu jednoznacznie wskazujące na alergię. Nawet tylko oceniając na podstawie zdjęć uważam że  diagnostyke należałoby rozszerzyć  w stronę zaburzeń hormonalnych Teraz kolejny problem potwierdza moje przypuszczenia. Może warto pokazać psa innemu wetowi żeby  nie sugerując się  swoimi wczesniejszymi założeniami,, świeżym okiem popatrzył na psa. Cieczki nadal nie ma? Ile ona ma teraz miesięcy?
  8.     Na innym wątku wyczytałam ,że masz psa z fundacji. Domyślam się, że to też "znajda" więc kiedys miał właściciela. A gdyby tak jakimś cudem ten własciciel dotarł do Ciebie , zażądał oddania psa ( zakładam że miałby niepodważalne dowody że to jego pies)- oddałabyś? Bo ja nie Jak dla mnie ta sytuacja z boksiem to test na prawdziwą i dojrzałą miłość DO PSA. Gdyby się kierować jedynie własnym dobrem a jeszcze lepiej gdyby to na dodatek dotyczyło utraconej RZECZY to sprawa byłaby nader prosta- jeśli prawo jest po mojej stronie to je egzekwuję i odzyskuję utraconą rzecz. Tylko że tu nie o rzecz a żywą i czującą istotę chodzi. Dla mnie to całkowicie zmienia ocenę sytuacji. I nie prawo własności a empatia powinna być tu drogowskazem jak postąpić. Jakkolwiek górnolotnie by to zabrzmiało , prawdziwa miłość nie patrzy na własne dobro a na dobro tego kogo sie kocha. Bywa że w imię miłosci ( tej prawdziwej a nie samolubnej) trzeba się czegoś wyrzec, przyjąć cierpienie, ustąpić...jeśli tego wymaga dobro kochanej osoby. Trzy lata dla psa to baaardzo długo, w skali ludzkiej to ze 20 lat, kawał zycia. Ma teraz dom, swój swiat, swoich ludzi, pewnie nawet inne nawyki i przyzwyczajenia. Nawet jesli jeszcze pamięta poprzednich właścicieli to jest to co najwyżej odległe i pewnie mgliste wspomnienie. Czy gestem miłosci wobec psa będzie burzenie mu obecnego świata? Czy tu gdzie jest, dzieje mu się krzywda? Czy w takim razie odebranie psa miałoby na celu wyłącznie poprawienie mu warunków zycia, ochronę przed jakimś zagrożeniem ? Ile w decyzji aby psa odebrać jest argumentów dotyczących wyłącznie "mnie" i moich emocji a ile "psa" i jego odczuć? Myślę że warto szczerze i uczciwie odpowiedzieć sobie na te pytania zanim podejmie się ostateczną decyzję co z tym zrobić. A w kwestii jego obecnych opiekunów to nie znając faktów i okoliczności adopcji trudno ocenić a juz na pewno nie ma podstaw aby mieszać ich z błotem.Przeciez nie wiemy nawet czy to oni psa "zgarnęli" z ulicy a nie adoptowali przez np jakieś forum czy fundację. Nie wiemy też w jakim stanie był wtedy boksio i czy danie mu domu nie było wręcz uratowaniem mu zycia. Tak na prawdę nic nie wiemy , co najwyżej się domyslamy więc nie oceniajmy. Równie prawdopodobne że zamiast bluzgów może im się należeć podziękowanie że nie byli obojętni. Wiekszość sytuacji w życiu da sie rozwiązać nie koniecznie siłowo. Gdyby tu zamiast zaczynać od "oddaj bo moje" i "pokaż psa bo nie wierzę czy nie krzywdzisz" było: " to był kiedys mój pies i ogromnie się ciesze że zyje, ma się dobrze , jest kochany i bardzo dziękuję za uratowanie" i " czy mogłabym się czegoś wiecej o nim dowiedzieć, może zobaczyć, być z państwem w kontakcie?" "a może zastanowimy się wspólnie co dla psa będzie najlepsze skoro i wy i my go kochamy?" Utopia? chyba nie
  9. Na początek polecam lekturę tego artykułu: "Co jedzą psy ? Pytanie pozornie banalne. Na 100 zapytanych osób, 95 odpowie bez namysłu, że mięso, bo wiadomo, drapieżnik - wilk - polowania, itd. Pozostałe 5 skomentuje zgryźliwie, że głównym pożywieniem psa są meble, buty bądź nogawki od spodni - zależnie od tego, co właśnie ,,rozpracował" ich pupilek. Wydawałoby się, więc, że problematyka żywienia psów nie powinna nastręczać większych kłopotów, zwłaszcza wśród znawców przedmiotu. Nic bardziej mylnego, o czym przekonał się każdy, kto ,,dorobił się" własnego psa. Nawet dla urodzonych psiarzy, którzy wychowywali się w domach pełnych zwierząt, sprawy żywieniowe to temat trochę mglisty, bo z reguły ,,było ugotowane'' i wystarczyło przełożyć z garnka do miski. Pies jadł, co mu dano, w międzyczasie coś tam podkradał, coś tam użebrał u domowników i zakończył życie w wieku lat 18-tu, do ostatnich dni ciesząc się doskonałym apetytem i cokolwiek zaokrągloną figurą. No, ale teraz mamy własny dom i własnego czworonoga, dla którego chcemy jak najlepiej i naukowo. Zwłaszcza, że to pies rasowy, a wiadomo - zwłaszcza przy dużych ,,mięśniakach" - żywienie to podstawa prawidłowego rozwoju. No to ,,zasięgamy języka'' i zaczyna się... - Na czym gotować? No, kasza manna, jęczmienna... - Co, jęczmienna? W życiu! Tylko gryczana albo ryż! - Jaka kasza? Odbiło ci? Pies tego nie trawi! Tylko makaron! - Tylko pamiętaj, żadnych kasz ani makaronów! Jedynie płatki owsiane! - A nie próbuj czasem dawać płatków owsianych, tylko kasza jęczmienna! Po ustaleniu bazy podstawowej, przychodzi kolej na resztę. Dowiadujemy się, że najlepsza jest: wołowina / cielęcina / konina / baranina / mięso z nutrii lub królika / drób (niepotrzebne skreślić), przy czym mięso ma być: surowe / obgotowane / gotowane i podawane: w dużych kawałkach / siekane / mielone. Podroby - tak, kości - nie. Podroby - nie, kości - tak. Kości: młodemu - tak, staremu - nie. Kości: młodemu - nie, staremu - tak. Jajka: ile się chce, najwyżej jedno na tydzień; tylko surowe, tylko gotowane - na twardo / miękko, tylko żółtko! I koniecznie podawaj..., bo... . I pamiętaj, nigdy nie dawaj psu...., bo... . Listy ciągną się długo; zalecenia, dlaczego należy / nie należy podawać tej czy innej karmy stają się coraz bardziej fantazyjne i powoli dochodzimy do wniosku, że każdy z doradców mówi o innym gatunku zwierząt, w dodatku z dość kontrowersyjną fizjologią i przemianą materii. I każdy powołuje się na autorytety hodowlane i weterynaryjne, przytacza książki, z których wyczytał owe mądrości i zaklina się, że on zawsze tak żywił, i proszę - demonstruje dorodny psi okaz. Lekko oszołomieni tym natłokiem mniej lub bardziej sprzecznych rad, zaczynamy rozważać, że może jednak sucha karma, przynajmniej na początek... W hipermarkecie kolejny zawrót głowy. Kolorowe torby z roześmianymi psimi pyskami i oczywiście: ,,nr 1 w Europie'', ,,pokarm championów" itd... Każda z najlepszych składników, polecana przez najlepszych hodowców, w pełni pokrywa zapotrzebowanie twojego psa. Czytamy ulotkę, może skład nam coś powie: z tasiemcowej listy substancji, o połowie nawet nie słyszeliśmy; część znamy, ale nie sądziliśmy, że nadają się do jedzenia. I to wszystko okraszone suto naukowym żargonem: aglutynowane, chelatowane, postać skoagulowana, identyczne z naturalnym, liofilizowane, naturalnie stabilizowane, z dodatkiem substancji poprawiających właściwości takie i siakie... Poddajemy się i kupujemy tą z najładniejszym obrazkiem. W drodze do domu zaglądamy do specjalistycznego sklepu. Rzeczywiście, sprzedawca zna towar i potrafi doradzić, chociaż ceny pasz są tu zdecydowanie wyższe. Dowiadujemy się, że karma z marketu ,,to nie to'' a poza tym i tak musimy dokupić odżywki, bo to ,,sama karma nie wystarcza, a błędy żywieniowe z młodości..." Te słowa znamy na pamięć, więc cierpliwie obserwujemy jak na ladzie pojawiają się słoiki i pudełeczka z kolejnymi specyfikami: ten na sierść, ten na mineralizację kości, ten na stawy, jeszcze coś przeciw krzywicy i mieszanka mikroelementowa, i kolejna - witaminy. Stos rośnie, suma na kasie również. Chcemy zaprotestować, że to chyba przesada, ale oczami wyobraźni widzimy wielki billboard ze zdjęciem naszego pupila: rachitycznego, pokrzywionego, bez sierści i zębów oraz podpisem ,,bo moi właściciele oszczędzali na jedzeniu". Płacimy. Jeszcze tylko apteka i środki, które ,,koniecznie'' zalecił weterynarz i nareszcie do domu. I tu przekonujemy się, że nasz pies kompletnie lekceważy zasady prawidłowego odżywiania; jakimś cudem udało mu się upolować gołębia, którego pożarł z apetytem i większością piór, mając w głębokiej pogardzie kwestie siekania, mielenia i gotowania. Oczywiście, powyższy scenariusz został trochę przerysowany, ale tylko trochę!. Każdy ,,psiarz'' pamięta nieskończone dyskusje nad wartością takiej a nie innej karmy, gdy dochodziło niemal do śmiertelnej obrazy ,,bo ja czytałam, że...". Mnożą się racje i argumenty, przytaczane są wyniki badań naukowych. Padają mrożące krew w żyłach przykłady jak ten i ów podawał psu (bądź nie podawał) to czy tamto i w efekcie.... Zwolennicy ,,suchego'' gotowi są niemal przysięgać, że psy wynaleziono razem z granulowaniem pasz, zwolennicy ,,mokrego'' - że ich system żywienia jest bardziej naturalny. I każdy jest święcie przekonany o swojej słuszności. Po czyjej stronie jest więc racja? I co ma zrobić biedny właściciel psa, który chce jak najlepiej dla swojego czworonoga? Prawda jest taka, że nie ma ,,jedynej słusznej'' diety, o czym możemy przekonać się choćby na przykładzie ludzi. Obok ,,mięsożerców" żyją jarosze, wegetarianie, makrobiotycy, weganie, zwolennicy diety Diamondów i wielu innych systemów odżywiania, a nawet parę osób, które - jak twierdzą - żywią się wyłącznie energią kosmiczną. I każdy twierdzi, że to właśnie on żywi się najbardziej prawidłowo, zgodnie z prawami natury / fizjologii itp. I tylko nie potrafi wytłumaczyć, jak to jest, że ,,ci inni'' też żyją zdrowo i mają się dobrze. Czyżby mieli inną fizjologię? Jak to więc jest z tymi zasadami żywienia? Podstawowa reguła prawidłowego żywienia brzmi - żadnych reguł! Ogólne wytyczne organizmu (te same dla ludzi i dla zwierząt), mówią: daj mi to, co potrzebne i tyle, ile potrzebne; w sprawach szczegółów jakoś się dogadamy. Głównymi składnikami odżywczymi są białka, węglowodany, tłuszcze i minerały (mikro-, makroelementy i witaminy) i organizm musi je otrzymać. A czy węglowodany będą pochodziły z ryżu, pszenicy, kukurydzy czy jęczmienia - to już są ,,szczegóły do dogadania''. Jeżeli naszemu psu najbardziej smakuje makaron - niech je makaron, jeśli woli kaszę - dajmy mu kaszę. Możemy mu dietę urozmaicać, podając przemiennie różne gatunki kasz, płatki owsiane i ryż. Nie zawadzi wypróbować inne pasze, nawet jeśli nie są wymieniane w podręcznikach. Jeśli ktoś ma rodzinę lub znajomych na wsi - godna polecenia jest śruta zbożowa (grubo zmielone ziarno pszenicy lub pszenżyta). Od kaszy odróżnia ją wyższa zawartość składników odżywczych (przede wszystkim cennego białka z zarodka nasiennego) i włókna - wskazanego zwłaszcza dla osobników dorosłych. Wiele psów chętnie je grysik kukurydziany, chociaż nie jest on zalecany, ze względu na słabej jakości białko i wysoką kaloryczność. Jeśli jednak będziemy podawać go wymiennie z innymi kaszami (zwłaszcza z dodatkiem 1 - 2 łyżek siemienia lnianego), z pewnością nie przyniesie szkody a w korzystny sposób wzbogaci dietę naszego czworonoga. Podobna zasada rządzi mięsem: może być każde, jeśli będą i inne. Pies to nie miś panda, że bambus albo nic. Zje zarówno koninę jak i baraninę, nie pogardzi wołowiną, a jak mu się raz na jakiś czas trafi wieprzowina - to też nie będzie dramatu i pożre ją z całym cholesterolem. Mięso podajemy w różnej postaci: oprócz gotowanego w kaszy, nasz pupil chętnie zje surowy korpus z kury czy dobrze obrośniętą mięsną kość. Jeżeli trafi się nutria, to dużemu psu można podać ją w całości, nie patroszoną a kurę nawet z piórami (ale poza domem i raczej w bezwietrzną pogodę). Generalnie, im więcej namieszamy - tym mniej zaszkodzimy. To z pewnością brzmi jak herezja w stosunku do wszystkich podręcznikowych zaleceń, ale taka jest właśnie praktyka. (Większość poradników pisana jest chyba dla chowu przemysłowego; jak gdyby właściciel miał kenel na 140 psów a nie jednego pieszczocha, któremu osobiście przeżuwałby co twardsze kawałki, gdyby była taka potrzeba). Nie znaczy to, że możemy ,,odpuścić" sobie literaturę jako nieprzydatną. Wystrzegajmy się jedynie autorów, występujących z poziomu ,,jajakoznawca'', operujących nakazami i zakazami, ubranymi w pseudonaukową otoczkę typu: ,,badania naukowe wykazały'' czy ,,amerykańscy naukowcy stwierdzili, że...". Wybierajmy te pozycje, gdzie autorzy w sposób przystępny i rzeczowy wyjaśniają powody takiego a nie innego postępowania i czytajmy je ze zrozumieniem - przecież nie będziemy karmić wszystkich czworonogów, tylko jednego, konkretnego i unikatowego. Jeśli większość psów ma kłopoty trawienne po mleku, nie znaczy to, że mamy odmówić naszemu miski mleka, o ile do tej pory mu służyło. Jeżeli ktoś pisze: ,,nie wolno podawać psu wątroby" - to jest to kompletna bzdura i wysyłamy podręcznik wraz z autorem w Pireneje. Gdy zaś czytamy, że wątroba jest bogata w wit. A i podawanie jej w dużych ilościach, zwłaszcza surowej, może doprowadzić do przedawkowania, ponadto -jako śmietnik organizmu - zawiera wiele substancji szkodliwych i dlatego nie jest zalecana dla psów, wiemy przynajmniej, o co chodzi. Nie powinniśmy raczyć naszego pupila kilogramem wątroby wołowej 7 dni w tygodniu, ale nie zaszkodzi, jeśli co jakiś czas ugotujemy kawałek w kaszy. Podobnie ma się sprawa czekolady: wielu autorów krzyczy gromkim głosem, że ,,czekolada dla psa to śmierć, żadnej czekolady", podczas gdy wiemy z praktyki, że gdyby tak było, to połowa znanych nam psów dawno powinna wędrować po lepszym świecie. Jak to więc jest w rzeczywistości? Substancją niebezpieczną dla psa jest zawarta w ziarnie kakaowym teobromina (związek podobny do kofeiny i o podobnie pobudzającym działaniu), która w organizmie psa bardzo wolno się rozkłada (ponad dobę; kofeina - około 3 godz). Przeciętna dawka śmiertelna dla psa waha się od 200 mg do 400 mg/kg masy ciała, ale już przy 100 mg mogą wystąpić bardzo poważne zaburzenia, z konwulsjami włącznie. W 100 g czekolady mlecznej zawartość teobrominy wynosi około 150 mg. Tak więc byłoby to dużo dla ratlerka (chociaż raczej też jeszcze nie śmiertelne) ale z całą pewnością nie zaszkodziłoby 40 - kg rottweilerowi. Tak więc poczęstowanie naszego łasucha kawałkiem batonika czy herbatnikiem w polewie nie otruje go - problem tkwi w tym, żeby się sam przez przypadek nie poczęstował. Jeśli pozostawiony w domu zwierzak dobierze się do naszej zakamuflowanej urodzinowej bombonierki - oszczędzi nam jedynie paru centymetrów w biodrach, ale jeżeli natrafi na odłożone do wypieków 2 - 3 tabliczki gorzkiej czekolady (zawartość teobrominy 10 x wyższa niż w mlecznej) - może być z nim bardzo źle. Z tego też powodu powszechnie zaleca się unikania czekolady w menu psa - a od właściciela zależy, czy podejmie ryzyko zapoznania go z jej smakiem. Pit na wybiegu ma relatywnie mniejszą szansę na zdobycie śmiertelnej dawki tego smakołyku niż łakomy jamniczek u rodziny z dziećmi. W podobny sposób analizujemy wszystkie uwagi i wskazówki; patrzymy przede wszystkim pod kątem naszego psa; jego wielkości, rasy, płci a przede wszystkim właściwości osobniczych, upodobań i przyzwyczajeń. Tak więc literaturę i dobre rady traktujmy z rozsądną rezerwą. Wskazana ona jest zwłaszcza gdy dochodzi do delikatnej kwestii witamin i preparatów mineralnych. Chcemy jak najlepiej dla naszego psa ale pamiętajmy, że nadmiar szkodzi równie mocno jak niedobór. Jeżeli ma urozmaiconą dietę, bogatą w różne gatunki mięsa i warzyw, z reguły nie potrzebuje żadnych dodatków mineralnych, za wyjątkiem okresów szczególnie intensywnego wzrostu. Podawanie w nadmiarze różnorakich suplementów ,,na wszelki wypadek'' nie jest obojętne dla zdrowia psa - dotyczy to zwłaszcza tak hojnie szafowanych preparatów wapniowych (może dojść do zaburzeń gospodarki fosforanowo - wapniowej). Suplementacja składników mineralnych powinna odbywać się wyłącznie na zalecenie lekarza weterynarii i pod jego kontrolą, a nie dlatego, że ,,kolega to dawał i psu służyło''. Jeżeli zwierzęciu brakuje jakichś składników - zwykle sygnalizuje to poprzez nienormalny apetyt: liże ziemię, kamienie czy zardzewiałe rury. To sygnał, że pora przeanalizować jego dietę, a jeśli to nie pomoże - złożyć wizytę weterynarzowi. Jeśli nasz pies jest przyzwyczajony (a trzeba to robić od szczeniaka) do urozmaiconego żywienia, łatwiej jest nam zbilansować prawidłowo jego dawkę pokarmową. Dorosłe zwierzę znacznie gorzej znosi zmiany i może dojść do zaburzeń przewodu pokarmowego, gdy wprowadzimy nową paszę, np. na wniosek weterynarza. Z tego też powodu, wcześniej czy później każdy właściciel staje przed pokusą: a może by tak sucha karma? W końcu po to została wymyślona, żeby ułatwić życie osobom, które nie znają się na żywieniu psów bądź nie mają na to czasu. Nie trzeba się martwić o składniki i ich bilansowanie, czego za dużo, czego za mało - od tego są fachowcy. Wszystko przygotowane, sprasowane w poręczny granulat, dawkowanie wypisane - sypiemy z worka do miski i gotowe. No, po prostu wash and go! Wystarczy wybrać najlepszą karmę i mamy raz na zawsze kłopot z głowy. Przepis na znalezienie ,,tej najlepszej'' nie jest skomplikowany. Odszukujemy psy pokrewnej lub tej samej rasy, żywione wyłącznie suchą karmą jednego producenta; jeżeli będą w wieku 15 -18 lat, zdrowe i w dobrej kondycji a rachunek od weterynarza będzie się składał głównie z opłat za szczepienia - karma nie jest zła. Proste, nieprawdaż? Jest tylko jeden, mały problem - chyba nikt nie widział 18-letniego psa, karmionego wyłącznie suchą karmą. Przy tym ,,nowoczesnym'' żywieniu jakoś trudno im dojść do wieku, który osiągają czworonogi na naturalnej bądź kombinowanej diecie. (W USA, kolebce pasz suchych, pies 7-letni uważany jest za starego!). W Polsce też coraz bardziej rozpowszechnia się pogląd, że ,,duże psy nie żyją długo" i jakoś nie widać, żeby robiło to wrażenie na hodowcach. Rzecz jasna, w kwestii długości życia punkty widzenia hodowców i właścicieli będą rozbieżne: hodowca chce mieć zbyt na szczenięta, właściciel chce mieć swojego psa jak najdłużej. Czy więc zrezygnować z granulatów? Oczywiście, nie! Mają przecież wiele zalet. Przede wszystkim wspomniana wygoda, istotna zwłaszcza w lecie, gdy nie musimy się obawiać, że zepsuje się w wysokiej temperaturze. Stały i stabilny skład - cecha ważna szczególnie w podróży lub gdy zostawiamy naszego pupila pod czyjąś opieką - unikamy stresu żywieniowego. I z całą pewnością lepiej zbilansowany skład, niż zapewnili by niektórzy właściciele. Tak więc, choć nie jest to rozwiązanie optymalne, nie jest też takie złe. Jednym z ważniejszych problemów, związanych z granulatami jest słabsza przyswajalność tłuszczów, co wynika głównie ze sposobu ich konserwacji i przechowywania. Ze względów ekonomicznych kupujemy większe worki paszy, która stoi otwarta przez 2-3 tygodnie. W tym czasie dochodzi do utlenienia znacznych ilości kwasów tłuszczowych (wystarczy powąchać karmę ze świeżo otworzonego worka i z jego końcówki - można wyczuć wyraźną różnicę), zmienia się przyswajalność składników i misternie zbilansowana karma pozostaje wspomnieniem. Co ciekawe, większość producentów nie fatyguje się zamieścić na opakowaniu wskazówki o sposobie przechowywania i terminie zachowania składu paszy po otwarciu worka. Kolejnym problemem jest wielkość dawki suchej karmy - wynosi ona wagowo około 25 - 30 % ,,mokrej", mała jest też jej objętość. Istnieje ryzyko, że pies zje jej za dużo, a jeśli ograniczymy mu porcje - będzie ciągle głodny i podkradał co się da. Szczególnie niebezpieczne są karmy, które producent zachwala jako ,,wysoko przyswajalne, ze znikomą ilością resztek", czyli, że pies będzie pozostawiał mało odchodów. Zestawianie dawki pokarmowej pod kątem wielkości (a raczej małości) kupek, przeczy fizjologii i zdrowemu rozsądkowi; pomijając już drobiazg, że jest to prosta droga do schorzeń jelitowych. Albo więc potencjalny właściciel wcześniej przemyśli kwestię satysfakcjonującej go wielkości psich odchodów i stosownie do niej wybierze sobie odpowiednie zwierzę albo zdecyduje się na psa ,,z przyległościami". (A swoją drogą, byłby to niezmiernie ciekawy element charakterystyki ras, nie wspominając o pięknych zdjęciach w katalogach J). Brak jest danych o doświadczeniach na temat wpływu długotrwałego żywienia psów wyłącznie suchą karmą na ich zdrowie, natomiast wyniki 10-miesięcznych badań, przeprowadzonych w Instytucie Weterynarii AR we Wrocławiu przez Nicponia i wsp. wykazały gorszą przyswajalność pasz suchych (przy tym samym składzie co kontrolna ,,mokra'') oraz zmiany mikroskopowe w śluzówce żołądka młodych (od 2 do 12 mies.) psów. To może rzeczywiście odrzucić granulaty w obawie przed wizją owrzodzonego, zrakowaciałego żołądka naszego pupila? Chyba nie ma takiej potrzeby. Sucha karma to nie trucizna, a racjonalnie wykorzystywana może być dla nas prawdziwym wybawieniem. Możemy zastosować tzw. żywienie kombinowane, czyli kompromis między naturą a wygodą. Gdy mamy czas - gotujemy, w dni ,,pracowite" - granulat (plus ewentualnie nasze resztki - może być praktycznie wszystko, byle bez przypraw). Nie będzie też kłopotu, gdy będziemy musieli zostawić psa lub zabrać go na urlop. Nawet jak przez kilka tygodni będzie jadł ,,na sucho'' - nic mu się nie stanie, nadrobi ewentualne niedobory po powrocie do normalnego żywienia. Jeśli natomiast pies zaczyna mieć problemy typu alergicznego - lepiej zapomnieć o granulatach. Przy tym trybie żywienia możemy z powodzeniem wykorzystać tańszą, zwykle nieco gorszej jakości karmę. Odpowiednią ilość składników pokarmowych i tak dostarczymy w gotowanym jedzeniu, więc sprawdźmy jedynie, która będzie psu odpowiadać; mniej ważne są rewelacje na etykiecie. Pamiętajmy, że zwierzę to nie fabryka i nie wszystkie składniki musi dostać na raz a nawet jest to niewskazane; np. niektóre witaminy i minerały mogą hamować lub blokować przyswajanie innych. Dlatego skuteczność preparatów wieloskładnikowych typu ,,all in one'' jest dużo niższa, niżby to wynikało z ich składu (o czym zapewne przekonał sie każdy, kto stosował dostępne w aptekach ,,kompleksy witaminowo - mineralno - enzymatyczno - Bóg wie jakie", po których - teoretycznie - powinien przypominać skrzyżowanie Pameli Anderson i Rambo). O prawidłowości stosowanego menu najlepiej świadczy wygląd i samopoczucie naszego pupila. Jeżeli jest żywy i energiczny, wygląda zdrowo i dobrze się czuje - to znak, że wszystko jest w porządku. Warto przy tym zaznaczyć, że łatwiej jest popełnić istotne błędy w żywieniu małych psów niż przedstawicieli większych, cięższych ras. Dotyczy to zwłaszcza ,,grzechów dietetycznych'', czyli podawania niewskazanych przysmaków. Jak wspomniano wcześniej, w zasadzie mało jest takich pokarmów, których nie wolno jeść psom, ale - podobnie jak ludzi - obowiązuje je zasada: ,,co za dużo to niezdrowo". Problem w tym, że częstując naszego ukochanego czworonoga, zwykle stosujemy ,,ludzkie" kryteria wielkości porcji. Jeśli nasz piesek jest dorodnym, 50-kilogramowym nowofunlandem - nie ma większego problemu; kromka chleba z masłem i miodem (bo on tak bardzo lubi) zniknie bez śladu w przepastnym żołądku. Ale ta sama kromka w żołądku pekińczyka to zupełnie inna historia. Lepiej więc uważać i nie przesadzać ze szczodrością. Jeśli ktoś koniecznie musi wyładowywać nadmiar uczuć przez karmienie - doskonale do tego celu nadają się przedstawiciele płci męskiej ludzkiego gatunku. Jeżeli więc chcemy, żeby nasz czworonożny towarzysz dożył w zdrowiu późnego wieku, pamiętajmy, że ,,szczypta rozsądku i garść umiaru to podstawa każdej zdrowej diety". Autor Dr Ewa Walkowicz Źródło: www.arcturus-pl.com "
  10. Mam bardzo mieszane odczucia gdy ktoś chce do  staruszka, na dodatek jedynaka  dokooptować szczeniaka.Oczywiście mówie tu o prawdziwych staruszkach  czyli psach u których wiek i stan zdrowia narzuca juz wyraźne ograniczenia Może łatwiej będzie  wytłumaczyc moje wątpliwości  przekładając to na ludzką sytuację. Proszę sobie wyobrazić  że do mocno starszej osoby , ze wszystkimi ułomnościami, ograniczeniami  wynikajacymi z podeszłego wieku i PRZYZWYCZAJENIAMI dającymi poczucie  bezpieczeństwa i stabilizację  zarówno psychiczną jak i fizyczną  zostaje nagle  "dokwaterowany" dzieciak. Świat takiej osoby staje na głowie. Dzieciak  ma swoje potrzeby, to normalne że  jest żywiołowy, wszędobylski "niezniszczalny" w eksploracji swiata, .A starośc to juz okres kiedy "przemodelowanie" życia nie przychodzi tak łatwo i bez sladów także na zdrowiu . I tu może pojawic sie na prawde poważny problem z łączeniem wody i ognia.Szczeniak sobie pewnie poradzi ale czy staruszek wytrzyma taką bombę niespożytej energii u boku ? Czy własciwie odczyta fakt że nie cała uwaga  opiekuna jest skupiona na nim, ze  nagle musi sie dzielić wszystkim z  "intruzem"? Prosze pamietac że w powiedzeniu "starych drzew sie nie przesadza" jest bardzo dużo prawdy. Silne emocje ( nawet te pozytywne) sporo kosztują organizm zwłaszcza jak juz nie jest w pełni sprawny. Miałam juz taką sytuację  gdy musiałam dac schronienie  szczeniakowi a w domu były dwa  staruszki. Pierwsze godziny  było super,  psy sie ozywiły i próbowały dorównać młodemu. Impreza jak  ta lala. Ale schody zaczęły sie w kolejnych dniach - staruszki były wykończone, rozdrażnione i wyraźnie bezradne wobec nadmiaru wrażeń a  mały  nie rozumiał czemu go unikają albo próbują odgonić. Miałam na prawde sporo pracy i gimnastyki aby wszystkim zapewnic to czego potrzebowały a co było wzajemnie sprzeczne. Część dnia psy były izolowane ( trochę spokoju dla staruszków). Szczeniak za to wymagał dużo wiekszej niz normalnie pies w tym wieku dawki   spacerów ,zabaw, kontaktów w  młodymi , sprawnymi psami aby "przekierować" jego energię max poza dom .W praktyce życie było jak w matrixie - jeden swiat trzeba było stwozyc dla staruszków  a drugi dla szczyla. Niestety  mimo  wysiłków  stan zdrowia  staruszków  skokowo sie pogorszył i dopiero po tej "przygodzie" udało sie  jeszcze  na jakis czas ustabilizować ich serduszka. Emocje i zamieszanie w domu jednak zrobiły sporo złego. U mnie to była konieczność do czasu jak mały  trafił do DS ale  po tych doswiadczeniach byłabym już bardzo ostrożna  przy podejmowaniu takiej decyzji jak branie szczyla do odchodzącego psa.Ja bym po prostu poczekała , dała seniorowi pełną uwagę i wyłącznośc  na ten ostatni etap jego zycia i dopiero  brała szczeniaka. Dwa i wiecej psów w domu to swietna sprawa ale o tym najlepiej pomysleć wczesniej , gdy psów nie dzieli tak wielka róznica wieku i kondycji. Moim zdanem potrzeby  szczeniaka i 15 latka sa tak rózne że  tworzenie takiej pary może okazać sie niewypałem.
  11.   poprawka - dogo  niejadalne "ciasteczka " sieje nadal czyli w Firefoxie trzeba  po każdym wejściu na forum wyczyścić ciasteczka. Jeśli sesja trwa dłużej, może się zdarzyć , że ciasteczka i tak się w którymś momencie zainstalują i wtedy trzeba całą operację powtórzyć. Uwaga - wtedy poza  usunięciem ciasteczek trzeba odświeżyć stronę i ponownie się zalogować. Zabawa przednia, administrator może być dumny  z nowej wersji dogo tak przyjaznej dla uzytkowników...  
  12. chcecie emotki to teraz trzeba "ręcznie" wpisac np :) trzeba wpisać ( tylko bez spacji) : ) ;) ; ) :( : ( :D : D :o : o
  13.     Dwie flexi - jedna w lewej , druga w prawej ręce Odpowiednio psy uczę chodzic przy lewej i prawej nodze. Skrócenie czy popuszczenie smyczy bez angażowania drugiej reki( niewykonalne przy zwykłej smyczy ) stad uwazam ze flexi jest tu bezcenna
  14. Dwójnik na pewno nie jesli psy nie potrafią grzecznie chodzic na luźnej smyczy. Co z tego że niby masz je na uiezi jesli wzajemnie beda sie szarpały i plątały.Spalisz tylko korekty smyczą bo przyzwyczają się do tego, że smycz je szarpie w dowolnych kierunkach i niespodziewanych momentach. Jak dla mnie optymalnym rozwiazaniem są właśnie 2 flexi. Flexi ma taki magiczny przycisk blokujacy taśme /linkę i w sekunde mozna z niej zrobić smycz o stałej długości- to smycz która spełnia wszystkie funkcje zwykłej smyczy( po zablokowaniu) plus daje szereg innych mozliwosci.I co bardzo istotne mozna ją w pełni obsługiwać jedną ręką . Od wielu lat mam po kilka psów ( bezdomniaki na róznym etapie nauki chodzenia na smyczach , róznych gabarytów i witalnosci)i na "miejskie" wyjscia najczęsciej wyprowadzam je parami .Przerabiałam rózne warianty ale zdecydowanie najlepiej sprawdzają sie właśnie flexi no i... paroletnie doswiadczenie w posługiwaniu sie nimi bo to faktycznie może wymagać trochę ćwiczeń aby lewa i prawa ręka obsługiwała smycze równie sprawnie i kazdy z psów był korygowany niezaleznie.
  15. zapisuję a przy okazji - Ciocie czy nie da się tych licznych banerków bardziej skumulować ( np ustawić po 2 w linii ) bo takie wielgaśne podpisy okropnie utrudniają przewijanie strony- plisss
×
×
  • Create New...