gonia66 Posted March 18, 2010 Posted March 18, 2010 brygida999 napisał(a):teraz musze wyjsc do lekarza,ale jak tylko wroce przeczytam o Filipku bo groznie to brzmi i niemoge uwierzyc co to tam sie stalo zlego. Jurasek spi slodko,a ja czmycham.. rzadko to sie zdarza,nie wychodze nigdzie,z nikim sie nie umawiam, odmawiam,bo martwie sie o Niego i chce mu pomoc w kazdym momencie-jak sie obslini, przewroci, itp.itd. ale jak juz mam mus to szybciutko i wracam do niego.nawet pracy przestalam szukac,nie wyobrazam sobie zostawic go na pol dnia czy wiecej samego :( i wiecie co? mam w nosie co inni mowia,ze tylko pies i pies,ja jestem szczesliwa kazda chwila spedzona z moim kochanym Juraskiem! :) Ty jestes kochana..razem z JUraskiem:):) Quote
Lidan Posted March 18, 2010 Posted March 18, 2010 Czyli Jurasek jeszcze się trzyma i brygida też jest bardzo dzielna :cool2: Ciekawe który wet chciał go uśpić :hmmmm: Ten w Arce? Czasem nie ma innego wyjścia ale w przypadku Juraska chyba jeszcze nie nadszedł ten dzień :no-no-no: Trzymam za Was kciuki i myślami jetem z Brygidą i Juraskiem :kciuki" Quote
brygida999 Posted March 18, 2010 Posted March 18, 2010 Lidan napisał(a):Czyli Jurasek jeszcze się trzyma i brygida też jest bardzo dzielna :cool2: Ciekawe który wet chciał go uśpić :hmmmm: Ten w Arce? Czasem nie ma innego wyjścia ale w przypadku Juraska chyba jeszcze nie nadszedł ten dzień :no-no-no: Trzymam za Was kciuki i myślami jetem z Brygidą i Juraskiem :kciuki" lek.Jerzy Gawor... tak-z ARKI Quote
terra Posted March 19, 2010 Posted March 19, 2010 Brygido, a może podetnij Juraskowi kudły w okolicy odbytu, będzie łatwiej czyścić doopke. Jakie to szczęście, że Jurasek ma Ciebie na ten ostatni czas na ziemi. Quote
malicja Posted March 19, 2010 Posted March 19, 2010 brygidko, chcialam tylko dac znac ze stale podczytuje watek i mocno 3mam za was kciuki..dziekuje, ze dajesz nam znac co u Juraska. Quote
Lu_Gosiak Posted March 19, 2010 Posted March 19, 2010 dziewczyny soryy za offa ale tu kazda pomoc mile widziana: watek 3 lata na dogo pies jeszcze dluzej w ciasnej klatce bez mozliwosci spaceru bo dostal łatke agresora a do ludzi podobno jest super..pomóżcie wyciagnac Go z tego piekła http://www.dogomania.pl/threads/115683-Tolek-piAE-kny-dostojny-pies-tak-dlugo-juA-czeka/page2 Quote
brygida999 Posted March 21, 2010 Posted March 21, 2010 pisze dzis choc ciezko mi i nawet nie chcialo mi sie wlaczac komp.ale chcialam dac znac co sie dzieje. niestety nie jest dobrze,tzn.nie wiem czy to juz totalne pogorszenie,czy tylko znow gorszy dzien.moze niecaly,ale chodzi o noc. Juras krwawil.tzn zawsze krwawil-mniej lub rzadziej,niedawno pare tyg.w ogole nie krawil,a ostatnio od paru dni znow troche czesciej. zawsze myslalam,ze to ten guz mu krwawi,ale teraz juz nie jestem tego taka pewna. bo zagladam mu do pyszczka i guz wyglada na calego-na tyle ile moge zobaczyc.boje sie,ze to z pluc-ma cienie na plucach. wczoraj w nocy krwawil bardzo-tzn jak nigdy,duzo i dluzej. wycieralam delikatnie i podstawialam czyste reczniki papierowe by wiedziec czy wciaz krwawi.po paru minutach (okolo) ustalo.dzis piore mu kocyk bo mocno zakrwawil. niby to chwilka,ale martiwe sie bardzo bo nigdy jeszcze tak nie bylo! w ogole od paru dni jest gorzej,jest jeszcze slabszy i wogole.ale je,a wczoraj nawet tak mu smakowalo miesko (nie dziwie sie bo z wiejskiego a nie sklepowego kuraka) wcinal,ze az miske rysowal zebami,jak nigdy dalam mu na wieczor podwojna porcje,bo tak mu smakowalo,a chudnie,wiec mysle-nie zaszkodzi mu.i zjadl.a wiem ze potrafi sam odejsc od miski jak nie chce,wiec chyba zle nie zrobilam.jemu juz jest tak zle,ze juz wiele mu chyba nie moze zaszkodzic.. :( on ma ostatnio cos takiego,ze tylko w legowisku prawie spi-a kiedys rzadko.ale czesto wstaje-troche chodzi albo stoi.stoi i stoi,a ja nie wiem czy to dobrze,bo wtedy ciezej oddycha.ale z drugiej strony moze jemu pomaga jakos to czeste wstawanie? nie wiem. zawsze dlugo trwalo zanim sie polozyl,jakby go co bolalo,ale teraz ma problem z siadaniem.coraz bardziej sie zatacza,czesciej przewraca itp.itd.nie wychodze juz w ogole z domu bo boje sie go spuscic z oka. non stop ma glutki wiszace z pyszczka.o zabarwieniu brazowym. czasem nawet jak spi ciezko oddycha.ale teraz na szczescie po sniadaniu i przysmakach spi smacznie i spokojnie.. zrywam sie na kazde westchniecie,lizniecie,parskniecie,na kazdy jego ruch.a teraz tym bardziej po ost.nocy. od kilku dni zle spie,budze sie co chwile,podnosze go lub sprawdzam stan.ale wczoraj rekordowo przespalam okolo 1,5 h.po tym krwawieniu nie moglam zasnac i balam sie,czy to sie nie powtorzy. na razie do dzis spokoj. pisze wam o tym wszystkim tak dlugo i szczegolowo bo to dla mnie wazne i nie umiem w skrocie,a obawiam sie ze nadchodzi jego czas,o ile juz nie nadszedl.nie jestem na to gotowa,nigdy nie bede.nie potrafie ppodjac takiej decyzji. a moze jeszcze czekam w nadziei,ze to jeszcze nie ta chwila? po wczorajszym dniu postanowilam,ze Juras nie bedzie chodzil na spacery,a jak juz to gora 1 dziennie.wiem,ze mialam mu nie ograniczac,ale czuje,ze tak bedzie lepiej dla niego. -wczoraj na wieczornym spacerze byl juz tak slaby ze przewracal sie i gdyby nie szelki i krotka smycz-zbieralabym go z ziemii kilka razy. zalatwil sie wprawdzie calkowiecie,ale jakim kosztem-byl juz tak slaby,ze.. uwaga... nie martwiac sie o siebie zrobilam cos czego nie moge, zanioslam go na rekach.ale ledwo doszlam.no i potem to krwawienie-nie wiem czy po prostu mu sie pogorszylo z powodu ogolnego stanu,czy spacer sie do tego przyczynil. w zwiazku z tym wszystkim-i tym ,ze i tak zalatwia sie raz,czasem 2 dziennie-postanowilam co postanowilam.przynajmniej dzis,na razie,chyba,ze cos sie zmieni. ale co moze sie zmienic? :,( jest smutno okrutnie.ciagle placze,bo tak strasznie mi zal Go. dlaczego musial dopasc Jego ta choroba wstretna?-zadaje sobie ciagle to pytanie.biedny psiak,tak pokrzywdzony przez zycie. przepraszam,ze znow napisalam prawie ksiazke,ale tak jakos samo mi leci... nawet teraz placze. jesli macie jakies sugestie,cokolwiek-piszcie prosze. bo ja powiem szczerze z calego serca-jeszcze nie jestem pewna czy to ten moment. i czekam z niepokojem i nadzieja co przyniesie dzisiejszy dzien... Quote
gonia66 Posted March 21, 2010 Posted March 21, 2010 Brygido...przede wszystkim ustalmy jedno- Jurasek nie jest bidulkiem..- Jurasek jest SZĘŚCIARZEM...cokolwiek go w życiu złego spotkało- ten czas z Tobą jest nagrodą za wszystko co złe...a, że faktycznie- ma u Ciebie TAKI WSPANIAŁY RAJ- to musiał kiedyś miec bardzo okrutne życie...:(...na szczęscie- to juz za nim.. Pamiętaj proszę, że pies nie ma swiadomości choroby...jest mu moze gorzej, może czuje się słabszy- ale on tego emocjonalnie nie odczuwa jako katastrofy- tak, jak my...on nie czuje braku tego i nie wspomina, jak to bylo kiedyś, jak byl zdrowy... Dla JUraska liczy sie TU I TERAZ...a TU I TERAZ ma RAJ... On się nie martwi, ze krwawi...że jest słaby..on widzi, ze jesteś z nim, czuje Twoją miłośc...czuje się bezpiecznie..ma co jeśc, ma cieplutko i najlepiej jak moze mieć... Dopoki go nie boli- JEST MU NAJLEPIEJ NA SWIECIE... A Ty będziesz wiedziała , kiedy Go boli...to widać...i jestem pewna, że poznasz.. Nie oczekuje od nas rad- bo my w opiece nad JUraskiemTObie nie dorównujemy do pięt- a przynajmniej ja.... Jestem pewna, ze robisz i zrobisz dla Niego ABSOLUTNIE WSZYSTKO CO NAJLEPSZE...i fakt- jest mi cholernie przykro z powodu choroby Juraska, bo najcudowniej byloby, gdyby był zdrowy...ale JESTM O NIEGO TAK SPOKOJNA JAK O MAŁO KTOREGO PSA NA DOGOMANII...Tym razem Brygido- martwie się bardziej o Ciebie niz o Niego....Uważaj na siebie i na swój kręgosłup..prosze...nie daj Bóg, zebys cos sobie zrobiła...kto by się opiekował Naszym Szczesciem..?? Jestesmy z Tobą..z Wami, nawet wtedy, gdy nas tu nie ma...sercem, myslami i duchem..pisz nam wszystko, co chcesz i jak dlugo chcesz...nie musisz sie tlumaczyc, ze za dlugo...KAZDE TWOJE SŁOWO NA TYM WATKU JEST JAK PEREŁKA...pamietaj o tym...i nie zamartwiaj się prosze...pamiętaj raz jeszcze: JURASEK JEST CHORY..MOZE NAWET W LUDZKIM JĘZYKU BARDZO CHORY..ALE JURASEK JEST TEZ BARDZO SZCZĘSLIWY....więc cieszmy się szczesciem Juraska..każda Jego szczęsliwą chwila przy Twoim boku Brygido... Quote
lika1771 Posted March 21, 2010 Posted March 21, 2010 Podpisuje sie Gonia ma racje,wiesz ja miałam Pianola piesek po strasznych przejsciach był z nami 8 m i 11 dni i kilka razy było z nim nie wesoło ale jak nadszedł ten dzien zeby Mu ulzyc w cierpieniu wiedziałam ze to ten dzien i Ty tez bedziesz wiedziała jestes bardzo kochanym człowiekiem trzymaj sie Quote
Randa Posted March 21, 2010 Posted March 21, 2010 Brygida ,w tym tygodniu uspałam swojego Misia-nowotwór kości z przerzutami. Serce mi krwawi, ale to nie boli, dosłownie chwilka, łagodne westchnienie....Ważne, żebyś przy nim była, sama podejmiesz decyzję kiedy, ale nie zwlekaj za długo, żeby potem nie myśleć, że mógł mniej cierpieć. Trzymam za Was kciuki. Quote
Lidan Posted March 24, 2010 Posted March 24, 2010 Niedawno śledziłam wątek umierającej na raka Tuni,(wątek Tuni) która też została przygarnięta chyba na tymczas ale szybko stało się jasne, że w takim stanie i z taką chorobą nie nadaje się do dalszej adopcji. W poniedziałek Tunia została uśpiona. Fusse która miała Tunię u siebie i która podjęła decyzję o zakończeniu cierpienia walczącej już o każdy oddech Tuni napisała, że Tunia jej powiedziała, że to już jest ten moment. W niedzielę Fusse urządziła Tuni najpiękniejszy dzień jej życia a w poniedziałek wieczorem Tunia odeszła spokojnie w ramionach wspaniałej i kochającej Fusse.Nie ma nic gorszego od bezsilnego patrzenia na cierpiącego psa. Jeśli uznasz, że życie Juraska to jedno wielkie pasmo cierpienia to nie zastanawiaj się zbyt długi nad podjęciem tej ostatecznej decyzji. Czasem psy odchodzą same, ale nie zawsze tak jest. Trzymam kciuki za Juraska, podziwiam Cię za odwagę i wielkie serce. Myślami jestem cały czas z Wami. Quote
brygida999 Posted March 25, 2010 Posted March 25, 2010 [quote name='Lidan']Niedawno śledziłam wątek umierającej na raka Tuni,(wątek Tuni) która też została przygarnięta chyba na tymczas ale szybko stało się jasne, że w takim stanie i z taką chorobą nie nadaje się do dalszej adopcji. W poniedziałek Tunia została uśpiona. Fusse która miała Tunię u siebie i która podjęła decyzję o zakończeniu cierpienia walczącej już o każdy oddech Tuni napisała, że Tunia jej powiedziała, że to już jest ten moment. W niedzielę Fusse urządziła Tuni najpiękniejszy dzień jej życia a w poniedziałek wieczorem Tunia odeszła spokojnie w ramionach wspaniałej i kochającej Fusse.Nie ma nic gorszego od bezsilnego patrzenia na cierpiącego psa. Jeśli uznasz, że życie Juraska to jedno wielkie pasmo cierpienia to nie zastanawiaj się zbyt długi nad podjęciem tej ostatecznej decyzji. Czasem psy odchodzą same, ale nie zawsze tak jest. Trzymam kciuki za Juraska, podziwiam Cię za odwagę i wielkie serce. Myślami jestem cały czas z Wami. [quote name='Lidan']Niedawno śledziłam wątek umierającej na raka Tuni,(wątek Tuni) która też została przygarnięta chyba na tymczas ale szybko stało się jasne, że w takim stanie i z taką chorobą nie nadaje się do dalszej adopcji. W poniedziałek Tunia została uśpiona. Fusse która miała Tunię u siebie i która podjęła decyzję o zakończeniu cierpienia walczącej już o każdy oddech Tuni napisała, że Tunia jej powiedziała, że to już jest ten moment. W niedzielę Fusse urządziła Tuni najpiękniejszy dzień jej życia a w poniedziałek wieczorem Tunia odeszła spokojnie w ramionach wspaniałej i kochającej Fusse.Nie ma nic gorszego od bezsilnego patrzenia na cierpiącego psa. Jeśli uznasz, że życie Juraska to jedno wielkie pasmo cierpienia to nie zastanawiaj się zbyt długi nad podjęciem tej ostatecznej decyzji. Czasem psy odchodzą same, ale nie zawsze tak jest. Trzymam kciuki za Juraska, podziwiam Cię za odwagę i wielkie serce. Myślami jestem cały czas z Wami. Jurasek nie byl przeze mnie adoptowany na tymczas. Od razu mowilam ze to na stale. Pomimo,iz wiedzialam o stanie i nieuleczalnej chorobie,ktora daje mu niewiele czasu-nie czuje sie jakby Juras byl u mnie dopoki... traktuje go jak wlasnego psa, psa,ktory jest u mnie niekoniecznie od 5 miesiecy. W poniedzialek minelo dokladnie pol roku jak stracilam mojego pierwszego psa i jedynego przed Juraskiem psa. mialam go pol swojego zycia i teraz juz wiem, ze nie ma zadnej roznicy,czy ma sie psiego przyjaciela 5 miesiecy czy 15 lat.nie ma zadnej,gdy tak mocno sie kocha. wiem,ze gdy nadejdzie ten dzien,ta chwila po prostu bede MUSIALA to zrobic. ale wstret mnie ogarnia na sama mysl, jak to zrobic, zabrac psa z domu po to by juz nigdy z nm do niego nie powrocic.to jakby powiedziec choc piesku pojdziemy na spacerek,a potem go zabic. bo mozemy mowic pieknie o usypianiu,czy eutanazji,ale nikt mu bajek do snu nie bedzie czytal by usnal. to po prostu "humanitarna" forma zabicia psa. czemu nie jestesmy tak humanitarni wobec cierpiacych ludzi? nie jestem i nigdy nie bede gotowa na to,choc wiem,ze bede najprawdopodobniej do tego zmuszona. piszesz,ze tunia powiedziala.. ja nie wiem,widze w Jurasie : jestem taki slaby.. ale i : jestem ciekawy wszystkiego,chce zyc.i to sie tak przeplata. spi juz przez wiekszosc czasu,a ja modle sie czasem cicho by dane mu bylo odejsc samemu,spokojnie,bez bolu. a jaki to jest najpiekniejszy dzien dla psa przed smiercia? jaka byla niedziela dla tuni?bo nie rozumie. niby kazdy pisze,ze to najtrudniejsza decyzja,a jak tak czytam,to mam wrazenie,ze kazdemu przychodzi moze nie tyle latwo co naturalnie.piszecie o tym tak spokojnie,z rozwaga i rozsadkiem.z trzezwym umyslem".a ja placze na sama mysl,na samo wyobrazenie... Quote
gonia66 Posted March 25, 2010 Posted March 25, 2010 brygida999 napisał(a):Jurasek nie byl przeze mnie adoptowany na tymczas. Od razu mowilam ze to na stale. Pomimo,iz wiedzialam o stanie i nieuleczalnej chorobie,ktora daje mu niewiele czasu-nie czuje sie jakby Juras byl u mnie dopoki... traktuje go jak wlasnego psa, psa,ktory jest u mnie niekoniecznie od 5 miesiecy. W poniedzialek minelo dokladnie pol roku jak stracilam mojego pierwszego psa i jedynego przed Juraskiem psa. mialam go pol swojego zycia i teraz juz wiem, ze nie ma zadnej roznicy,czy ma sie psiego przyjaciela 5 miesiecy czy 15 lat.nie ma zadnej,gdy tak mocno sie kocha. wiem,ze gdy nadejdzie ten dzien,ta chwila po prostu bede MUSIALA to zrobic. ale wstret mnie ogarnia na sama mysl, jak to zrobic, zabrac psa z domu po to by juz nigdy z nm do niego nie powrocic.to jakby powiedziec choc piesku pojdziemy na spacerek,a potem go zabic. bo mozemy mowic pieknie o usypianiu,czy eutanazji,ale nikt mu bajek do snu nie bedzie czytal by usnal. to po prostu "humanitarna" forma zabicia psa. czemu nie jestesmy tak humanitarni wobec cierpiacych ludzi? nie jestem i nigdy nie bede gotowa na to,choc wiem,ze bede najprawdopodobniej do tego zmuszona. piszesz,ze tunia powiedziala.. ja nie wiem,widze w Jurasie : jestem taki slaby.. ale i : jestem ciekawy wszystkiego,chce zyc.i to sie tak przeplata. spi juz przez wiekszosc czasu,a ja modle sie czasem cicho by dane mu bylo odejsc samemu,spokojnie,bez bolu. a jaki to jest najpiekniejszy dzien dla psa przed smiercia? jaka byla niedziela dla tuni?bo nie rozumie. niby kazdy pisze,ze to najtrudniejsza decyzja,a jak tak czytam,to mam wrazenie,ze kazdemu przychodzi moze nie tyle latwo co naturalnie.piszecie o tym tak spokojnie,z rozwaga i rozsadkiem.z trzezwym umyslem".a ja placze na sama mysl,na samo wyobrazenie...Brygido..nawet nie wiesz, jak ja Ciebie rozumiem dokladnie....nie było mi na szczescie dane doswiadczyc podejmowania decyzji...moja Ciapunia chyba o tym wiedziala ze nie wiem jak bym to przezyla..odeszla sama...choc mogla jeszzce zyc...ale na pewno kolejna wizyta u weta bylaby wskazaniem do..a ja...nie chce nawet gdybyac i myslec o tym...i zawsze, ale to zawsze najbardziej wyję, jak czytam o eutanazji... Jest watek Antosia- koss..jak ona pisala i pisze o Antosiu, to ja za akzdym razem odchodze od kompa zwyta do bolu...wie, ze ulzyla swojemu ciezko choremu i nieuleczalnie psu, ktorego kochala najbardziej na swiecie..ale nie moze sie z tego otrzasnąc...i wiem, ze takich osob jest duzo wiecej...robia to tylko z milosci do psa, aby Mu ulzyc..ale myśle, że nikt nigdy do konca nie ma pewnosci, ze pies tego faktycznie chce..i stad potem te mysli...aj...nie chce filozofowac w tej kwestii..ale modle się, zebym nigdy nie musiala stawac przed taka decyzja...i wierze, ze i TY bedziesz od niej wybawiona...tak jak renia- modlila sie i jej Antos zasnął...po prostu rano sie nie obudzil..jak moja Ciapunia...:(:( Mam więc gleboka nadzieje, ze kiedy przydzie faktycznie czas na Juraska, to po prostu odejdzie...jest taki dzielny..bo chce zyc...kiedy bedzie mial dosc zycia to mam nadzieje ze sie podda...ale nie chce jeszcze o tym myslec....:(:( Quote
Lidan Posted March 25, 2010 Posted March 25, 2010 Mam wrażenie, że to co chciałam przekazać jako pocieszenie i podniesienie na duchu, jako złagodzenie przeżyć jakie jeszcze są przed brygiga999 i przed Juraskiem zostało odebrane zupełnie inaczej :niewiem: brygida999 napisał(a):czemu nie jestesmy tak humanitarni wobec cierpiacych ludzi?Pewnie dlatego, że zgodnie z naszą wiarą (chyba każdą wiarą) tylko Bóg ma prawo decydować o naszym życiu i śmierci... Nasze prawo nie zezwala na to nawet gdy umierający powoli, cierpiąc okropnie błaga o to, żeby go dobić...Dlatego, że niewielu ludzi byłoby w stanie unieść ciężar życia ze świadomością, że odebrali życie innej osobie... Nie wiem... brygida999 napisał(a):to po prostu "humanitarna" forma zabicia psa.Może będziesz miała to szczęście (i Jurasek też), że odejdzie sam. Zresztą możesz czekać aż nadejdzie koniec. Nikt Cię nie może zmusić do postępowania wbrew sobie. Może akurat Jurasek nie będzie cierpiał, ani nie będzie się dusił... brygida999 napisał(a):jaki to jest najpiekniejszy dzien dla psa przed smiercia? jaka byla niedziela dla tuni?bo nie rozumie Wiem,że fusse chciała, żeby ten ostatni dzień życia Tuni był przyjemny i wyjątkowy. Chciała wynieść ją na słoneczko, karmić tym na co tylko Tunia będzie miała ochotę...Chyba nie do końca to się udało bo Tunia kilka dni przed śmiercią przestała jeść i już prawie nie chodziła. fusse tak ładnie i delikatnie o tym wszystkim pisała, że mimo smutku i łez byłam wzruszona jej postawą, ciepłem i miłością jaką otoczyła Tunię. fusse np pisała tak: fusse napisał(a):kochane pomyślcie o nas jutro, bo jutro z Tunią mamy nasz ostatni dzień, posiedzimy na wiosennym powietrzu... a w poniedziałek wieczorem pójdziemy do psich aniołków (postanowione - wystarczy tej męki - nie po to Tuńka do mnie trafiła, żeby umierać w ogromnym cierpieniu, a jej zbolały wzrok już mówi od kilku dni pozwól mi odejść... brygida999 napisał(a):niby kazdy pisze,ze to najtrudniejsza decyzja,a jak tak czytam,to mam wrazenie,ze kazdemu przychodzi moze nie tyle latwo co naturalnie.piszecie o tym tak spokojnie,z rozwaga i rozsadkiem.z trzezwym umyslem".a ja placze na sama mysl,na samo wyobrazenie... Nie oszukujmy się: dla każdego z nas uśpienie swojego psa i podjęcie takiej decyzji było najokropniejszym przeżyciem i każdy z nas na swój sposób cierpiał i radził sobie z cierpieniem, z wątpliwościami i wyrzutami sumienia. Po prostu niektórzy potrafią ubrać to we właściwe słowa i dzięki temu może innym jest nieco łatwiej... Tzn. miałam taka nadzieję, ale najwidoczniej myliłam się. Przepraszam... Quote
Randa Posted March 25, 2010 Posted March 25, 2010 Uśpienie to czasami najwyższy akt miłości do naszego przyjaciela. Jego brak cierpienia jest wtedy ważniejszy niż nasz żal z powodu jego odejścia. Ale każdy decyzję musi podjąc sam... Brygida nasze wpisy to wyraz naszych doświadczeń i wynikają z życzliwości do Ciebie i Juraska i z niepokoju jak przez to przechodzicie. Jakiej byś decyzji nie podjęła to jesteśmy z Wami. Quote
lika1771 Posted March 25, 2010 Posted March 25, 2010 Brygido wiesz nie było mi łatwo podjac decyzji o eutanazji Pianola miał chore nerki nie mogł sie załatwic.Wychodziłam z nim na dwor o 4 nad ranem i widziałam to biedne ciałko zmasakrowane probojace zrobic siku nie mogł,siedziałam i głaskałam mowiłam ze bedzie lepiej nie było, przychodził do mojego łozka i sapał nie wiem o co prosił, wstawałam wychodziłam na dwor i patrzyłam jak jego ciałko sie napreza i nic zadna kropelka widziałam bol w jego oczach i nie było mi łatwo chciałam mu wynagrodzic wszystko co było zle w jego zyciu był u mnie za krotko ale to był piea ideał Quote
gonia66 Posted March 25, 2010 Posted March 25, 2010 Randa napisał(a):Uśpienie to czasami najwyższy akt miłości do naszego przyjaciela. Jego brak cierpienia jest wtedy ważniejszy niż nasz żal z powodu jego odejścia. Ale każdy decyzję musi podjąc sam... Brygida nasze wpisy to wyraz naszych doświadczeń i wynikają z życzliwości do Ciebie i Juraska i z niepokoju jak przez to przechodzicie. Jakiej byś decyzji nie podjęła to jesteśmy z Wami. O tak..to co napisala Randa, to chyba sedno.. Lidan...myslę, że Brygida nie zrozumiala źle, tylko to jest taka forma buntu...co doskonale rozumiem...kazda z nas wie, jakie mialas intencje...Z całą pewnością w kazdej z nas sama myśl o eutanazji budzi najokropniejsze emocje i uczucia..bardzo na pewno skarjne i przeciwstawne...Nie wyobrazam sobie, ze ktorejkowliek z nas przychodzi to w sposob naturalny...nie wierze, ze to mozliwe... Ja ciagle wierze i mam gorąca nadzieje, że nie bedziesz musiala podejmowac decyzji...ale jak pisala Randa- jaką byś nie podjeła- jesteśmy z Tobą....z Wami.. Quote
pumcia02 Posted March 26, 2010 Posted March 26, 2010 dokladnie, nie ma roznicy czy ma sie psa 15 lat, czy 6 dni jak bylo w moim przypadku... Rocky to był szczeniak, jechałysmy do schroniska pozabierac wszystko co jest w kiepskim stanie. On wygladal calkiem dobrze, nie bylo zadnej oznaki choroby. Ale tak patrzyl, ze nie moglam sie powstrzymac. Nieplanowo wzielysmy i jego (razem 7 psow). Pojechał do mnie na tymczas i już w nocy bylo wiadomo co sie dzieje. Rocky miał parwo. Walczyłam o niego dzien i noc. Przez 6 dni. Ostatniego wieczora juz wiedziałam. Mimo ze dawali mu duze szanse i byly poprawy, on się poddał. Rano poczekal na mnie.. zdarzyłam go pogłaskać i odszedł. Nigdy nie zapomne jak chodził taki szkielecik i machał ogonkiem, cieszył się ze swoich ostatnich dni . Dalej nie moge sie pogodzic z mysla ze odszedł. Był cudownym dzieciakiem. I na prawde mega silnym. Quote
brygida999 Posted March 26, 2010 Posted March 26, 2010 Pewnie dlatego, że zgodnie z naszą wiarą (chyba każdą wiarą) tylko Bóg ma prawo decydować o naszym życiu i śmierci... Nasze prawo nie zezwala na to nawet gdy umierający powoli, cierpiąc okropnie błaga o to, żeby go dobić...Dlatego, że niewielu ludzi byłoby w stanie unieść ciężar życia ze świadomością, że odebrali życie innej osobie... Nie wiem... -mysle,ze zgodnie z "nasza wiara" nie mamy prawa odbierac zycia zadnej istocie ludzkiej... ale nie zebym sie czepiala i zadna u mnie forma buntu,po prostu pisze o swoich uczuciach. dobrze wiem,ze nie pozwole,by Juras za przeproszeniem zdychal u mnie w meczarniach.ale tez zabija mnie mysl,ze to JA mam zdecydowac o dniu, o dacie Jego smierci.to mnie zabija Quote
brygida999 Posted March 27, 2010 Posted March 27, 2010 czy myslicie ze jest to jakas roznica- usypianie pieska w gabinecie u lekarza czy w domu? co lepsze? Quote
Randa Posted March 27, 2010 Posted March 27, 2010 ja zrobiłam to w domu i było i mi i Misiowi chyba lepiej Quote
gonia66 Posted March 27, 2010 Posted March 27, 2010 brygida999 napisał(a):czy myslicie ze jest to jakas roznica- usypianie pieska w gabinecie u lekarza czy w domu? co lepsze?Nie robilam tego jak pisalm nigdy, ale moim zdaniem w domku jest lepiej..lecznica u kazdego psa wywoluje lek i niepokoj..moje psy przynajmniej zawsze dziwnie sie zachowywaly, kiedy tam jechalismy(choc bylo to rzadko), to z dalek czuly i nie chcialy wysiadac z auta...a w domku...to beda pozbawione tego stresu...pewnie swoja psią dusza beda wiedzialy, ze odchodza, ale w domku- to w domku...sama wolalabym umrzec w domu niz w szpitalu... Quote
brygida999 Posted March 30, 2010 Posted March 30, 2010 Kochani! Piszę w płaczu i z najszczerszym bólem serca, by powiadomić Was, iż w niedzielę (28.03.2010) ok.godz.6.45 odszedł nasz najukochańszy Jurasek. Sam, bez mojej "pomocy", choć przyznam szczerze, że była już taka planowana powoli... Najukochańszy mój piesek do końca takim pozostał-nie dał mi przeżywać katuszy związanych z eutanazją. Piszę dopiero dziś-rozumiecie na pewno,że potrzebowałam czasu. Nadal cierpię, płaczę, tęsknie, nawet momentami nie mogę uwierzyć w to, że już nie ma Juraska... Pomimo, iż od samego początku wiedziałam o jego chorobie i krótkim czasie jaki mu pozostał-teraz ciężko jest mi się pogodzić z Jego odejściem, choć zapewne dużo łatwiej, niż gdyby odbyło się to poprzez uśpienie. Tak wydaje się to bardziej "naturalne" konieczne. Cieszę się, że nie konał w męczarniach, lecz odszedł szybko. Żal, że musiałam na to patrzeć, ale i szczęście-że odchodził w moich ramionach. Brakuje mi Go bardzo i wiem, że drugiego takiego nie będzie. Ciągłe myśli-dlaczego on, czy mało wycierpiał, że jeszcze rak, ale być może tylko "dzięki temu" dowiedziałam się o Jego istnieniu i właśnie dlatego go adoptowałam. W całym tym smutku szczęśliwa jestem bardzo, że było mi dane poznać Juraska, zaopiekować się Nim i zaprzyjaźnić. Nie tylko ja mu coś dałam. Juras dał mi jeszcze więcej-dał mi siebie-psiego przyjaciela, nauczył większego spokoju, wydobył pokłady pokory i cierpliwości i odkrył ogrom mojej odpowiedzialności-z której nie do końca sobie zdawałam sprawę. Dał mi uśmiech i szczęście na te prawie 5 miesięcy. Sprawił o wiele więcej niż tu napisałam. Był najwspanialszym psem, o jakim może marzyć każdy opiekun. Cudowny, kochany, słodki, uroczy, grzeczny, pokorny, cierpliwy, oddany, spokojny, ale i nie nudny-swoimi drobnymi psotkami potrafił rozśmieszyć nawet w chwili rzekomej złości.Było ich jednak tak mało, że w pamięci mej pozostanie jako najgrzeczniejszy piesek. Mam ogromną i szczerą nadzieję, że jednak istnieje tęczowy most, psie niebo, czy jakiekolwiek miejsce dla naszych pupili po odejściu z tego świata.I że teraz jest zdrowy i radosny i że kiedyś się spotkamy.Pragnę mocno w to wierzyć, bo tylko to odrobinę pociesza-że jeszcze kiedyś przytulę Juraska. Bardzo mi tego brakuje! Dzięki całej sytuacji poznałam też dogo i Was- dziękuję za okazane wsparcie przez cały pobyt Juraska u mnie. Bardzo to było dla mnie ważne i pomocne. Na koniec mam prośbę-by nie zmieniać całkiem nazwy wątku-tylko dopisać na końcu-już za tęczowym mostem lub coś tego typu. Nie wiem też jakimi zasadami rządzi sie dogo i czy ten wątek może zniknąć? Mam nadzieję, że nie, gdyż jest to ważna część mojego życia i piękne wspomnienie.Chciałabym móc czasem powracać na wątek Juraska i poczytać sobie jak to było od początku... Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dziękuje raz jeszcze w imieniu moim i Juraska-naszym wspólnym. Aha-gdyby ktoś chciał wiedzieć co ''zrobiłam" z Juraskiem-proszę pytać na priv, nie chcę pisać tego na forum. Ale zapewniam,że został godnie i z miłością pożegnany. Quote
gonia66 Posted March 30, 2010 Posted March 30, 2010 BAlam się tu wejśc, jak tylko zobaczyłam Twoj wpis Brygido...z drżeniem serca otwierałam watek...i przeczucie mnie nie pomylilo...ale wiesz co Ci napiszę..??? Pierwszy raz w życiu na dogomanii, kiedy odszedł pies, z ktorym bylam emocjonalnie związana- pierwszy raz nie zaplakala...az sama jestem zdziwiona...przyjęłam tą wiadomośc z takim spokojem... żal dlawi moje gardło- to prawda..ale nie mam łez..mam spokoj serca... Mysle, że wiesz dlaczego...że wiemy wszyscy dlaczego... Jurasek odszedl spokojnie....tak, jak spokojnie sobie zyl przez ostatnie miesiące... A najważniejsze, ze odszedł sam...ze względu na Ciebie Brygido....ja tak wlasnie czułam...że Jurasek Ci tego nie zrobi...że postawi Cie przed najtrudniejszą w zyciu decyzja...przygotował Cie jakos do tego...a na koncu się pożegnał... no..i własnie napłynęły mi do oczu łzy....:(:(:( ZEGNAJ KOCHANA MORDECZKO..... [*] [*] [*] ps. proszę Brygido o PW..chce wiedzieć wszystko, co mozesz napisac, do konca.... Quote
lika1771 Posted March 30, 2010 Posted March 30, 2010 Brygido dziekuje za twoje serce dzieki Tobie Jurasek odszedł w kochanym domku,trzymaj sie :-( Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.