Bejotka Posted May 29, 2014 Posted May 29, 2014 Naprawdę nie ma kto sprawdzić? Tak daleko pojechały? Quote
Poker Posted June 2, 2014 Posted June 2, 2014 Będę w tym tygodniu na ulicy gdzie mieszka sunia.Spróbuję podpatrzeć, może kogoś spytać. Nie wszyscy właściciele chcą być kontrolowani, mimo że dają psu bardzo dobry dom. Quote
danka4u1 Posted June 2, 2014 Posted June 2, 2014 Poker napisał(a): Nie wszyscy właściciele chcą być kontrolowani, mimo że dają psu bardzo dobry dom. Dziękuję, Poker za pomoc. Rozumiem, że nikt nie lubi byc kontrolowany, ale przeciez nie kieruje nami zwykła ciekawośc ani podejrzliwośc, tylko troska o zwierzaka, którego traktowałysmy tutaj jak własnego, chociaż była to znajomość wirtualna dla wielu z nas.Tobie nie trzeba oczywiscie tej oczywistości tłumaczyc i dobrze by było, gdyby niektore DS to przyjmowały normalnie. Mam sasiadkę, ktora wręcz żąda wizyt p/a, bo chce się pochwalić metamorfozą swojego psa, zabranego ze schronu w stanie...:-( Jeszcze raz dziękuję Ci za pomoc. Mam nadzieję, ze uda Ci się coś dowiedzieć/zobaczyc Peggi... Quote
Poker Posted June 4, 2014 Posted June 4, 2014 I byłam. Sunia mieszka na osiedlu tak mocno strzeżonym ,że po prostu dno. Całe ogrodzone, furtki na kody.Nic nie jest oznakowane i nawet jakbym chciała zadzwonić bramofonem , to nie ma jak. Ale gdzie diabeł nie może :diabloti: , tam mnie pośle. :evil_lol: Zagadałam do miłej pani , która ochoczo otworzyła mi furtkę.Swoją drogą jak naiwni są ludzie. :crazyeye:Chyba ,że mi dobrze z pyska patrzy. Nachodziłam się między budynkami ,żeby znaleźć właściwą bramę. I tu kolejny klops.Za nic nie mogłam rozszyfrować jak się używa bramofonu. Stałam ,medytowałam, a tu wychodząca młoda dziewczyna zaprosiła mnie do klatki.:p No to teraz mam cię, pomyślałam sobie. kolejny guzik z makiem.Na czworo drzwi był jeden numer mieszkania .Wykoncypowałam które to mogą być i dzwonię.Myślę sobie ,że najwyżej pańcia mnie obtańcuje. A tu cisza. Co tu robić? Zadzwoniłam do drzwi z naprzeciwka, udałam Greka i spytałam które to mieszkanie o numerze ....Pani pokazała na właściwe. Spytałam tylko czy mieszka w nich pies.Pani potwierdziła, że kudłata sunia. I już byłam cała happy.:multi: Czyli sunia jest cała. Albo była na spacerze albo jest taka grzeczna i nie dziamgoli jak dzwonek drynda. Jestem z siebie bardzo zadowolona.:eviltong: Quote
danka4u1 Posted June 4, 2014 Posted June 4, 2014 Pokerku kochany, jestes niewyobrazalnie zdolna, ze udało Ci się pokonać te cywilizacyjne zapory dla uprzywilejowanych typu bramofony, kody itp. I pewnie Ci tez dobrze patrzy z ..pyska, mówiąc po psiemu.;) Jak widać, nasza królewna jest pilnie strzeżona i sierść jej nie spadnie z głowizny.Szkoda tylko, ze nie możemy się nacieszyć zdjęciem, ale to pewnie już byłby nadmiar szczęscia i nie wiadomo, czy wielorasowa Peggi nie została ucywilizowana na jakąś konkretną RASĘ;), skoro weszła do takich wyzszych sfer.Pewnie nie poznalibyśmy dawnej Peggi.. Toż to kariera na miarę amerykańskiego mitu od pucybuta do milionera:multi: Dziękujemy za sforsowanie tylu przeszkód i wiadomosci o Peggi. Pozostaje nam mieć nadzieję, ze kiedys zobaczymy jej zdjęcie.... Quote
ULKA12 Posted August 6, 2014 Posted August 6, 2014 Mam bardzo smutne dotyczące Megi (tej, która była w Koszęcinie). Niestety Megi jest już za Tęczowym Mostem. Dowiedziałam się o tym dzisiaj rano gdy zadzwoniłam do opiekunki Meganki. Okazało się, że Megi nie ma wśród nas od kwietnia. Zachorowała na początku marca, zaczęła ją boleć szyja, był problem z założeniem obroży, głaskaniem. Pani poszła z nią do weterynarza ten dał jakieś zastrzyki, podejrzewano problemy z kręgosłupem, nerwobóle przez chwile było lepiej ale na krótko. Pewnego dnia Pani wyczuła w okolicy żuchwy olbrzymiego guza, którego nie było wcześniej znowu wizyta u weta i wyrok. NIedało się nic zrobić jakiś czas jeszcze Megan była na środkach przeciwbólowych ale pani stwierdziła, że nie ma sensu jej dalej męczyć i podjęła decyzję o eutanazji Megi. Bardzo przeżyła jej odejście, gdy mi to opowiadała cały czas płakała, zresztą ja też. Pani powiedziała, że cała choroba Megan trwała niecałe dwa miesiące. Raczysko było bardzo agresywne i szybkie, nie było szansy aby ją uratować. Żegnaj Meganku:-( Quote
danka4u1 Posted August 6, 2014 Posted August 6, 2014 Meggi...:-(:-( Ciebie juz nic nie boli. Teraz nasza pora na ból... Dziękujemy, Ula za wiadomośc, chociaz jest ona tak smutna, ale zawsze pilnowałaś losów psów, ktore zostały wyadoptowane od Ciebie:loveu:Meggi to był nasz pies, dla wielu wirtualny, ale dbałysmy o niego, jakby towarzyszył nam w realu.Ty dbałaś o niego w realnej, niełatwej rzeczywistości i dziękujemy Ci za to. Nawiasem mówiąc, o Peggi niewiele/nic? nie wiemy....mnie to niepokoi.. Quote
Olena84 Posted August 10, 2014 Author Posted August 10, 2014 Przykra wiadomość:(. Czasami odszukuje wątek ale dawno tu nie byłam:(, ważne że choć troche byłą szcześliwa. Quote
Bejotka Posted August 10, 2014 Posted August 10, 2014 Biegaj szczęśliwa, sunio, po Tęczowych Łąkach...... :( [*] Quote
azalia Posted August 11, 2014 Posted August 11, 2014 A nie można zadzwonić do właścicieli Peggi? Przecież ktoś ma telefon,prosimy bardzo. Quote
danka4u1 Posted September 8, 2015 Posted September 8, 2015 Coś nowego u Peggi? Mozemy tylko życzyć sobie, by wszystko "co nowe u Peggi" było pomyślne, bo wiadomości raczej nie dostaniemy. Szkoda, że obecni opiekunowie tak przez nas wypieszczonej i zadbanej psiny nie chcą się podzielic swoją radością, a nam pokazać zadowolonego psa....szkoda.... Quote
jola&tina Posted September 8, 2015 Posted September 8, 2015 Aaaa, odnalazłaś wątek. Jak to zrobiłaś? Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.