Jump to content
Dogomania

JEDNO SERCE NIE DA RADY ! Serce Pipi i podopieczni w potrzebie!!! (Posty inf. 1-6)


Recommended Posts

Posted

Jestem i po ogledzinach wet powiedzial, ze to pogryzienie i to baaardzo mocne. On ma tylne łapki cale poszarpane. Uda od srodka w strasznych dziurach. Sprawa przedawniona. Musial włoczyc sie po walce i najwidoczniej osłabł z sił i dlatego leżał. Rany zdezynfekowane, leki i kroplowki podane. Antybiotyk na 2 tygodnie, ale jesli opuchlizna nie zejdzie za dwa dni mam pojechac jeszcze raz i bedzie zmiana antybiotyku. Biedak cały w kleszczach i okropne pchły i wszy. Pewnie poszedł za sukami i oberwal.
Jest bardzo fajny, bo mimo bolu wywalił sie przed chwila na plecki i podgryzał mi reke. Pcha glowe pod pache, nosem mnie traca zebym drapała i glaskala. Jest kochany.
Na razie nie reaguje na psy, a na koty nie wiem, bo nie podchodza do niego. Pewnie dlatego, ze okropnie smierdzi. To te rany tak cuchną. Z nich cieknie ciurkiem, ale to ponoc dobrze, bo sie oczyszcza.

edit: jeszcze to, ze przy okazji został wykastrowany.

Posted

malagos napisał(a):
Udało sie go wczoraj wykastrować? Super!
To młody pies, jak tak podgryza rękę, nie?


niekoniecznie
ostatni tymczas onek w sile wieki (6-8 lat) tez nas podgryzał

Posted

Oczy od stanu zapalnego tych ran, juz lepiej z oczami, Gentamycyna pomaga.
Dzisiaj wstał na łapinki, ale zrobil krok i upadł. Mysle jednak, ze lepiej sie czuje, bo zjadł, pije wode i jest weselszy. Rany jednak są okropne, doslownie gnoj w środku.
Zrobiłam kilka zdjec przed popryskaniem, tak zeby lepiej bylo widać. Opuchlizna sie nie zmniejszyla jak na razie.
Ja jestem juz załamana. Najbardziej wykanczaja szczeniaki. Ciagle glodne, placzą, chcą do mieszkania. Nie moge ich zabrac, bo przy takiej ilosci musialby byc ktos, kto na okrąglo by sprzątał. Zresztą plączą sie pod nogami, a ja od doroslych psow nie moge normalnie poruszac sie po podlodze. Wczoraj na przyklad wywalilam sie jak szlam z wiadrem pelnym wody, bo chcialam ominac dwa psy wywalone na srodku, a jeden z nich nagle wstał. Wszystko mnie boli, ale na szczescie nic nie zlamane.
Postaram sie zaraz powstawiac zdjecia szczylkow takie jakie mam moze ruszymy z ogloszeniami. Rosna jak na drozdzach i moga byc juz mniej atrakcyjne. Potem bedzie gorzej.

Prosze wymyslcie imie dla rudego piesa. Probuje nazywac go Bej, ale jakos tak nie bardzo chyba. . . .

Posted

On mi jakoś tak "myśliwsko" wygląda. Bej podoba mi się.
A jak ta sunia z drogi? Ta co ją Pucka nazwałaś?
Irenko też strasznie żałuję że nie dotarłam do ciebie - następnym razem się zobaczymy:)

Posted (edited)

P:ucka- po odwiedzinach została pomarańczowa pokrywka i jeszcze taki ładny kubeczek w kwiatki...Jak tam Ryszard? Myślałam,że mnie zamordujesz,jak dałam biedakowi kawałek kurczaka z Twojej sałatki...No napisz,ze dobrze,bo lubię Ryszarda..fajny jest...
Pipi,co to za Pucka???Tyle tych Pucek i Pucków dookoła :megagrin::megagrin::megagrin::megagrin::megagrin::megagrin:
Albinka wstaw ...i kogoś tam jeszcze mi dziś obiecałaś...ale już nie pamietam co...

PS Bej - już było.....Proponuję :Kaprys- bo to taki kaprys losu..żyje wbrew wszelkim przewidywaniom i rachunkowi prawdopodobieństwa...
Może ktoś jeszcze coś zaproponuje???

Edited by Evelin
Posted

Evelin - liże łapy jak kto głupi, dziś turlał się po śniegu i zjeżdżał z wiadomej górki. I ciągle chce na dwór wychodzić. Raz na dwie godziny - minimum. Doskonale go nauczyłaś włazić na pościel. Zepsułaś mi psaaaaaaa!!!

Posted

cuduje i cuduje ze zdjeciami i juz mnie glowa boli. . . . cos u mnie nie tak sie porobilo bo mam problem z wgrywaniem zdjec

proba

sunia czarnulka Pucka z Poplaw


o. . . .udalo sie :crazyeye:. . . .to ok, probuje dalej. . . .

Posted

Dowiedziałam się, że w Białymstoku jest do oddania duża ocieplana buda /mieszkała
w niej sunia wielkości ONka/. Pipi czy taka buda by sie Wam przydała? Jeżeli tak
trzeba by zorganizować transport.

Posted

*Gajowa* napisał(a):
Dowiedziałam się, że w Białymstoku jest do oddania duża ocieplana buda /mieszkała
w niej sunia wielkości ONka/. Pipi czy taka buda by sie Wam przydała? Jeżeli tak
trzeba by zorganizować transport.


W transporcie z Bialegostoku nie byloby problemu, bo mam przyczepkę. Co prawda opony letnie w starym samochodzie ale jak taka szosa jak dzisiaj to bez problemu dam radę. Fajnie by bylo miec jeszcze jedna bude.
Podaj mi namiary na pw do budy, umowie sie, jesli jeszcze aktualne.
Dzieki *Gajowa*.

Trzymajcie kciuki, jade z Farmerem na przeswietlenie i z Bejem przy okazji. Rany u niego zrobily sie ciemne i ja mysle, ze to bardzo niedobrze. Według mnie martwica. . . boje sie.

Posted

Jestesmy. . . .droga nienajgorsza. Jezdze spokojnie i na szczescie opony zmienione.

To tak: Farmerowi wet wyjeła juz druty. Wszystko sie zrosło ładnie, a nie stawal najprawdopodobniej na łapę, bo druty uwierały go troszeczke. Teraz powinien zaczac pomalu stawac na te noge i wszystko brdzie ok. Jeszcze przez dwa tygodnie nie powinien biegac.

Bej dostał nadzieje ze bedzie dobrze. Dostał jeszcze jeden antybiotyk i srodek do spryskiwania ran. Jak sie wygoi, zostanie mu zalozony taki sztywny opatrunek na łapy i zobaczymy czy cos pomoze, bo niestety poszły mu ścięgna. Jesli same nie wrocą, trzeba bedzie operowac.
Jak to usłyszałam, zachcialo mi sie żyć na nowo. On biedny tak wyglada, ze jechalam i plakalam, bo myslalam, ze juz najgorsze usłyszę. A on jest taki fajny, kochany przylepek. Potrzebujemy dużo czasu zeby sie polepszylo, ale damy rade.

Powtorzylismy tez dzisiaj test na bialaczke i wirusowe u kotki Agatki, ktora jest u mojej mamy, ktorą znalazłam maleńką 2 lata temu przy ulicy Wiejskiej w białymstoku. Pierwszy test wyszedl lekko dodatni, pokazal sie wtedy taki ledwo widoczny zarys czerwonej kreski przy literce T. Dzisiaj wyszedl ujemny i morfologia bardzo dobra. Za kilka dni zoatanie zaszczepiona. Moja mama az sie rozplakala biedna ze szczescia.

Bylam przy okazji na wizycie po/ adopcyjnej u Szymusia. Jest wszystko dobrze. Chlopczyk sie poprawil, pieknie sie blyszczy, jest zadowolony i mysle, ze szczesliwy. Zastalam wszystkich domownikow, mama, tata, corka i synek. Wszystkich calował, brzuszek pokazywal. Wypieknial i wyglada jak jakis rasowiec. Wyszlam od niego szczesliwa i spokojna. Udalo mu sie, na prawde. Fajni ludzie to i pies jak trzeba.

W drodze powrotnej mialam przygode. Na szosie leżał mały kotek. Wygladał na martwego, wiec zatrzymalam sie zeby go zabrac i pochowac w ogrodku. Podchodze, a on patrzy. Pomalenku wzielam na rece, do auta i na wsteczny bieg, do lecznicy. Niestety po kilku kilometrach bardzo zapłakał i z pysia polała sie kałuża krwi. I znowu na wsteczny i do domu. Mysle sobie, ze gdybym go nie ruszała to by żył? Moze trzeba bylo polozyc na poboczu w spokojnym miejscu i przykryc tylko, to do rana by wyszedł z szoku? Teraz tak mysle kiedy umarł, ale jak go zabierałam, nie pomyślałam.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...