Jump to content
Dogomania
CharlieTheGirl

Problematyczni sąsiedzi.

Recommended Posts

Dzień dobry,

Zdecydowałam się w końcu zarejestrować i napisać z prośbą o pomoc...

Mamy psa, miks wszystkich możliwych ras wzięty ze schroniska, bez odrobiny agresji w zachowaniu (chyba, że względem psów większych od siebie ;)), ogólnie duża ciapa, której jednak można się wystraszyć. Mamy też sąsiada, emerytowany żołnierz bodajże, albo policjant, który panicznie Bruna się boi. Pies na klatkę schodową nigdy nie wychodzi bez smyczy, rzadko się zdarza żeby wychodził bez kagańca (uchwała rady miasta jasno określa, że pies może być bez kagańca pod warunkiem, że jest na smyczy i pod kontrolą właściciela). Mimo wszystko dostaliśmy wczoraj wezwanie na komisariat, bo... szczujemy sąsiada psem. Nigdy nie schodzimy na dół gdy wiemy, że sąsiad jest na klatce, zawsze czekamy na półpiętrze, puszczamy go przodem. Najwidoczniej to za mało. On zawsze wrzeszczy, że nie będzie przebywał na schodach z kundlem, sąsiedzi aż wychodzą zaciekawieni sytuacją. Policjant nie chciał słuchać naszych wyjaśnień, generalnie potraktował nas jak śmieci, przesłuchiwał nas siedząc w radiowozie, my staliśmy w ulewie przed nim. Stwierdził, że jesteśmy nienormalni, że zrobiliśmy sobie boisko z klatki schodowej, że mamy sąsiada omijać. Zapytałam więc wprost, czy mam zamontować sobie i psu skrzydła, skoro czekanie na klatce z psem przy nodze to za mało. Policjant stwierdził, że on tak ze mną nie będzie rozmawiał, trzasnął drzwiami auta uderzając przy tym mojego faceta odbierajacego swój dowód osobisty i tyle z naszych wyjaśnień. 

Powiedzcie mi proszę, co ja mogę w tej sytuacji zrobić? Pomijając oczywiście wyprowadzkę. Zaczynam mieć dość tych ciągłych afer i straszenia sądem. 

Uśmiechnięty Bruno w załączniku. :)

PS: Naprawdę rozumiemy, że można bać się psów, ale czy to upoważnia do robienia z nas wariatów, a z psa mordercy? 

FB_IMG_1475577654722.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Każdy ma prawo mieć psa i każdy ma prawo psów się obawiać. Pies powinien chodzić na smyczy i w kagańcu (jeśli trzeba), a Wy powinniście unikać faceta na schodach i na podwórku. Ja bym skontaktowała się z dzielnicowym (przyjmują w określone dni), a nawet poprosiła o przyjście i poznanie psa oraz o pomoc w rozmowach z sąsiadem. Po to w zasadzie dzielnicowi są. Może traficie na normalnego człowieka i problem zostanie rozwiązany.  Mozarcik ma rację - nagrywałabym "spotkania" z sąsiadem, ale ja bym mu o tym powiedziała (że czujecie się pomówieni, że to nieprawda, że teraz będziecie kontrolować sytuację i nagrywać dla ewentualnej konfrontacji na policji). No i uważajcie na psa. Tacy dziwacy mogą być niebezpieczni.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rany, współczuję. Tacy "mężczyźni" bohaterscy tylko w stosunku do słabszych i to jeszcze policjant? Faktycznie pogadaj z dzielnicowym może będzie normalny.

Ja mam 35 lat rottweilery w bloku, zmieniałam mieszkanie ale nie z powodu konfliktów z sąsiadami, tego nigdy nie miałam. Psy są wychowane i zsocjalizowane i sąsiedzi przekonali się, że nie są groźne bo nawet małe dzieci nie muszą się ich bać. Tylko raz mi się trafił jakiś nowy słoik, który parę razy się czepiał, że pies z listy groźnych i on sobie życzy, żeby chodził w kagańcu. Suka ma ponad 11 lat i kocha caly świat, poza tym tego faceta spotkałam dwa razy w życiu ale widocznie inni sąsiedzi go podszkolili bo już się nie czepia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziękuję za wszystkie rady!

Właśnie najgorsze jest to, że dzielnicowy tak nas olał. Uznał nas za gówniarzy (ja 24 lata, mój facet 29), którzy naprawdę szczują psa i puszczają go luzem. Nasz pies zawsze jest na smyczy, rzadko się zdarza, że bez kagańca - choć na początku w ogóle go nie nosił, po przyjściu do nas ze schroniska nie dawał sobie go w żaden sposób założyć. Musieliśmy się tego nauczyć. Reszta sąsiadów go uwielbia, wszyscy dają mu się obwachac gdy tego potrzebuje, jedna sąsiadka zaprasza go do domu zawsze. :) Poza tym dzieci z innych bloków bawią się z nim na podwórku (oczywiście pod naszą kontrolą i na smyczy). Chyba zrobimy listę z podpisami sąsiadów, którzy nie boją się psa schodzacego po schodach. Tego jednego sąsiada zawsze staramy się unikać, ale nie jestem w stanie czytać w myślach, kiedy akurat będzie miał ochotę wyjść z mieszkania. W momencie kiedy widzimy, że stoi przed swoimi drzwiami, my zatrzymujemy się na półpiętrze i czekamy aż on zejdzie na dół. Jak widać, dla dzielnicowego to za mało, skoro kazał mi psu dorobić skrzydła...

Share this post


Link to post
Share on other sites
O 26.10.2016 o 13:20, Sowa napisał:

Warto byłoby mieć świadectwa pozostałych sąsiadów - może zechcą potwierdzić, że pies nie stwarza zagrożenia i jest pod kontrolą. 

...i ze schroniska, że nie jest agresywny i przygotowany został do adopcji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Charlie...współczuję,ale nieścisłości sprawiają,że coś nie do konca wydaje się tu prawdziwe...

 "Zapytałam więc wprost, czy mam zamontować sobie i psu skrzydła"

O ‎10‎/‎26‎/‎2016 o 18:43, CharlieTheGirl napisał:

dla dzielnicowego to za mało, skoro kazał mi psu dorobić skrzydła...

Dostaliście wezwanie na komisariat,a policjant siedział w radiowozie??"Przesłuchiwał" was? I co,podpisaliście protokól z 'przesłuchania w radiowozie' -  stojąc w deszczu?

eeee...może się czepiam,ale w garbate aniołki jakos nie wierzę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, bou napisał:

Charlie...współczuję,ale nieścisłości sprawiają,że coś nie do konca wydaje się tu prawdziwe...

 "Zapytałam więc wprost, czy mam zamontować sobie i psu skrzydła"

Dostaliście wezwanie na komisariat,a policjant siedział w radiowozie??"Przesłuchiwał" was? I co,podpisaliście protokól z 'przesłuchania w radiowozie' -  stojąc w deszczu?

eeee...może się czepiam,ale w garbate aniołki jakos nie wierzę.

Wezwanie to świstek wciśnięty nam w drzwi, a po rozmowie z policjantem niczego nie podpisywaliśmy, bo on niczego nie spisał oprócz naszych danych.

Zdjęcie kartki z zaproszeniem na komisariat bardzo chętnie tu wrzucę, może wtedy uwierzysz w te garbate aniołki i przestaniesz się czepiać. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, CharlieTheGirl napisał:

po rozmowie z policjantem niczego nie podpisywaliśmy, bo on niczego nie spisał oprócz naszych danych.

Bo to nie było przesłuchanie :) Dzielnicowi na wniosek poszkodowanych mogą przeprowadzać rozmowy "prewencyjne". Takie podrożenie palcem. Pewnie to miało miejsce.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, Zarka napisał:

Bo to nie było przesłuchanie :) Dzielnicowi na wniosek poszkodowanych mogą przeprowadzać rozmowy "prewencyjne". Takie podrożenie palcem. Pewnie to miało miejsce.

Czyli tak naprawdę taka rozmowa nie jest jakoś wiążąca? Dobrze wiedzieć! :) Nigdy nie miałam jakiegoś większego kontaktu z policją, myślałam, że każda taka "rozmowa" traktowana jest jak przesłuchanie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Charlie, nie wiem. Bou miała rację, zgłaszając wątpliwości, ja przyjęłam Twoja relację z "błędami" w nazewnictwie wynikającymi  np. z braku kontaktu z policją. Nie każdy musi znać branżowe słownictwo, często używamy nieprecyzyjnych nazw jako tych powszechnie obowiązujących. Myślę, że każda rozmowa z policja jest wiążąca, bo ślad po niej zawsze zostaje. Na pewno nie było to przesłuchanie w sprawie, sądząc po okolicznościach raczej rozmowa ostrzegawcza. Nie wiem nawet, czy policjant, który z Wami rozmawiał był dzielnicowym. Oni raczej przychodzą do domu. Może po prostu sąsiad policjant nasłał na was kolegę, żeby trochę Was przestraszyć? Możesz to sprawdzić w necie. Dzielnicowi, często z gustowną fotką, są przypisani do komisariatów i dzielnic. Zobacz...

Poza tym nie ma się czym za bardzo ekscytować. Ja bym pogadała z sąsiadem i już.

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, Zarka napisał:

Charlie, nie wiem. Bou miała rację, zgłaszając wątpliwości, ja przyjęłam Twoja relację z "błędami" w nazewnictwie wynikającymi  np. z braku kontaktu z policją. Nie każdy musi znać branżowe słownictwo, często używamy nieprecyzyjnych nazw jako tych powszechnie obowiązujących. Myślę, że każda rozmowa z policja jest wiążąca, bo ślad po niej zawsze zostaje. Na pewno nie było to przesłuchanie w sprawie, sądząc po okolicznościach raczej rozmowa ostrzegawcza. Nie wiem nawet, czy policjant, który z Wami rozmawiał był dzielnicowym. Oni raczej przychodzą do domu. Może po prostu sąsiad policjant nasłał na was kolegę, żeby trochę Was przestraszyć? Możesz to sprawdzić w necie. Dzielnicowi, często z gustowną fotką, są przypisani do komisariatów i dzielnic. Zobacz...

Poza tym nie ma się czym za bardzo ekscytować. Ja bym pogadała z sąsiadem i już.

Przepraszam za te błędy - niewiedza mnie nie tłumaczy, ale serio, z policją miałam do czynienia może dwa razy w życiu i to w naprawdę błahych sprawach. 

Z sąsiadem próbowaliśmy rozmawiać, ale ciężko rozmawia się przez zamknięte drzwi... Bo jak już łaskawie otworzy to w tej samej sekundzie zamyka. 

 

W każdym razie wychodzi na to, że nie mamy co się przejmować, psa wyprowadzać na smyczy tak, jak robiliśmy to dotychczas, sąsiada nadal zawsze puszczać przodem.

Dziękuję za wszystkie rady!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Announcements

×