Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 545
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

witam was wszystkie serdecznie :]
miałam okazję poznać Dajtusię, kiedy byłam z wizytą u pani Wandy i musze powiedzieć, ze sunia naprawdę potrzebuje bardzo odpowiedzialnego domku, któremu niestraszne będzie to, że pies będzie unikał głaskania, reagował szczekaniem i ucieczką na próbę zbliżenia. Psinka jest naprawdę bardzo nieufna.

Posted

Lidek napisał(a):
witam was wszystkie serdecznie :]
miałam okazję poznać Dajtusię, kiedy byłam z wizytą u pani Wandy i musze powiedzieć, ze sunia naprawdę potrzebuje bardzo odpowiedzialnego domku, któremu niestraszne będzie to, że pies będzie unikał głaskania, reagował szczekaniem i ucieczką na próbę zbliżenia. Psinka jest naprawdę bardzo nieufna.

Miło Cię Lidko widzieć. Weszłam dzisiaj na pocztę . Brak kontaktu od Pana niby zainteresowanego Dajtusią. Dla mnie to jest niepoważne zachowanie.
Pan wyraźnie uznał, że nie jestem partnerem do rozmowy. Nie wiem jak można adoptowac psa nie rozmawiając z jego opiekunem. To nie wymaga komentarza.
Szukam więc dalej domu dla Dajtusi odpowiedzialnego, który wykaże odpowiednie zainteresowanie i determinację w adopcji i przejdzie pomyślnie wizytę przed adopcyjną.

Posted

jotka w prztszlym tygodniu bedzie mogla spotkac sie z Panem.Bardzo chetnie sie zgodzil.co do maila i odpisywania Pani to nie wiem czemu.Napisalam by odisal raz jeszcze bo moze cos nie dochodzi...

Posted

Moim skromnym zdaniem, spotkanie przed adopcyjne tak, ale kontakt z aktualną opiekunką suni, po trzykroć TAK!!!.
Nie znajduję słów na usprawiedliwienie "dziwacznego" zachowania tego pana...
Jeśli byłby, jak to określiła sama Wandzia, zdeterminowany w swoich poczynaniach, powinien podjąć kontakt inną drogą, dopytując, czy jego mail doszedł. Adres może przecież przesłać via SMS, oraz na wiele innych sposobów.
Może zbyt pochopnie osądzam ten domek, ale... i owszem... serca może być w nim dużo, ale "rozgarnięty" to on chyba zbytnio nie jest :roll:.
Ile czasu można "wałkować" to samo...
Przepraszam, ale każdy ma swoje granice cierpliwości...

Posted

Jest dla Dajtusi szansa na domek w Siedlcach. W domu jest już dwuletnia suczka i Dajtusia byłaby drugim pieskiem. Jestem umówiona na niedzielę na zapoznanie suczek. Kto może to proszę mocno ściskać kciuki i wzdychać do Nieba o pomoc. Lepszego domu nie można by sobie wyobrazić. Panią znam od dziecka. Zawsze miała przygarnięte przybłędy po dwie, trzy. Codziennie chodziła z nimi na długie spacery nawet z dwójką swoich bliźniaków w wózku.
Ja nie mam słów uznania dla tej młodej osoby. Dajtka mieszkałaby w domu jednorodzinnym , ogrodzonym i dobrze zabezpieczonym. Zabezpieczenie ma chronić małego psa przed samowolnym opuszczeniem terenu. Tutaj jestem na 1000% pewna, że sunia będzie miała zapewnioną wspaniałą opiekę, dużo miłości i leczenie do końca swoich dni. Wolałabym, aby poszła tam Dajtusia z racji swoich problemów. Jeżeli jednak nie Dajtusia to może pójdzie Agusia.

Oby jednak Dajtusia to byłoby wielkie szczęście dla niej i dla mnie bo byłabym spokojna o jej bezpieczeństwo.

Posted

Pan wziął inną sunię już.A ja trzymam kciuki za domek dla Dajtki.Kolejne propozycje domków,to jej ogromna szansa.A co do kontaktu z tymczasową właścicielką,to widać chyba nie każdy i czasem raczej więskzość nie wie jak adoptować pieska,tzn jakie procedury,jak sie dopytywać,jak kontakt itp...także ja na to wpływu nie mam.Próbowałam jakoś to połączyć,skontaktować i sie nie duało.Więc jak widać nie byłam za Panem jak i przeciw niemu,lecz próbowałam mimo wszystko chocby na gg porozmawiać...A co do Dajtki to dobrze by było dla niej ten domek,tym bardziej że w Siedlcach.

Posted

Jagoda1 napisał(a):
Bardzo, bardzo mocno trzymam kciuki!!!


Siedzę i cały czas o tym domku myślę. Dziewczyna super, swojego psa tam z zamkniętymi oczymi bym dała. Do godz 15 psy będą same, bo chłopcy w szkole a mama w pracy. Chłopcy chyba w trzeciej klasie, ale od urodzenia z psami chowani.Myślę tylko jak to wyjdzie bo Dajtka taka do obcych nieufna.
Na plus jest obecność drugiego pieska i teren wokół domu ogrodzony.Tak, że z wypuszczeniem nie będzie kłopotu. Nie trzeba będzie smyczy na razie zakładać. Jeżeli gdzieś miałaby pójść to widzę to jako wielką szansę. Chyba do tej niedzieli zawału dostanę. Tak mi na tym domku zależy. Miałyśmy się spotkać jutro, ale sama przełożyłam to na niedzielę, że będę się lepiej czuła i będzie więcej czasu.
Dajtka, Dajtka nie daj plamy. To wspaniały domek.

A odnośnie pana, to teraz widać jak bardzo był zainteresowany i tylko należy dziękować, że Dajtka tam nie poszła .
Nie wszystko co się świeci jest złotem.
Adopcja to decyzja o życiu psa i tutaj trzeba maksimum ostrożności i sceptycyzmu

Posted

wanda szostek napisał(a):
Agusia jeszcze nie dojechała. Pani ma problem z Transportem. Czyli jutro koło 11 prezentacja tylko Dajtusi


Dajtusiu, siły wsparcia zmobilizowane:cool3:...

Posted

No i niestety Dajtusia odpada, za duża a największa przeszkoda to sierść, która wymagałaby pielęgnacji , codziennego czesania a pani ma dwójkę dzieci + piesek, który też ma kłopoty z sierścią i do tego praca. Poza tym ulica przy której stoi dom jest jeszcze zwykłą drogą i w niepogodę bardzo błotnista. Na kosmatych łapkach Dajtusi kupę by tego błota było wnoszone do domu. Sama wiem jak to jest, bo wielokrotnie zmiatam u siebie szufelki kurzu, piachu. Nawet nie macie pojęcia jak tego domu żałuję.
Oczywiście Dajtka pokazała też jak bardzo się boi. Przed sunią, która miała ochotę się z nią zaprzyjaźnić uciekała z podkulonym ogonem. Do nikogo nie chciała podejść i chowała się za moimi nogami. To jednak nie miała znaczenia w tym przypadku.

Posted

Mam nadzieję, że ma. Umówiłam się, że jak tylko Aga przyjedzie do mnie to dam znać. Fakt, że tam były zawsze nieduże pieski. Mówiłam, że Aga jest taka pinczerkowata i na wyższych nóżkach.

Dajtka jest naprawdę trudnym pieskiem. Ona potrafi i mnie się bać i uciekać, czyli nie jest to tak zaufanie do końca. Do ludzi, psów czuje lęk. Ochota na kontakt jest, ale coś ja paraliżuje. Nie wiem czy dobrze robię, ale ostatnio wpadłam na pomysł i żeby nie miała ochoty na niszczenie w domu, kupuję nóżkę świńską i dostaje ją do opędzlowania. Jak daję jej to muszę i swoim.
Mimi nie bardzo się w to angażuje, ale Toja jest pierwsza w kolejce. Zajęcie było na cały dzień i zostało jeszcze na dziś. Tojka nawet na spacer z tą noga chciała iść, coby jej nie zniknęła. Wyobraźcie sobie moją małą Tojcie z tą nogą w mordce. No i moja rozpacz. Ta maleńka Tojcia waży 6.900, przecież ona mi zawału dostanie. Mimi jej mam 6.100.

Posted

Wczoraj dojechała do mnie Agusia (powrót z adopcji ponieważ pani skomplikowało się życie).
W nocy Agusia i Dajtka zafundowały mi niezłą porcję stresu.
Koło 23 wyszłam z psami na nocny spacerek. Wracałyśmy już do domu jak
dołączył do nas kawaler, którego czasami spotykamy na nocnych spacerkach.
Piesek ma obróżkę i nawet jakąś adresówkę, nie wiem tylko co on w nocy robi sam na ulicy.
Już zaganiałam moje cztery panny do klatki, kiedy te dwie zdecydowały się na wspólną wycieczkę z kawalerem. Zanim zamknęłam w domu pozostałe i zeszłam na dół to już piesków nie było. Czy ktoś wie co przeżyłam na myśl o stracie dwóch tymczasowiczek?
Chodziłam, szukałam, gwizdałam, wołałam i nic na osiedlu ich nie ma.
Poszerzałam więc krąg poszukiwań we wszystkie strony coraz wracając pod blok, czy przypadkiem nie wróciły. Po którymś razie pod blokiem przywitała mnie radośnie Dajtusia zadowolona, że jestem. Wylewności i pisków nie było końca. Była cała po głowę ubłocona.
Tak odzyskałam jedną zgubę. Powrót Dajtki i jej wygląd nasunął mi myśl gdzie one mogły polecieć. Jest jedno miejsce w pobliży, gdzie można się tak ubłocić to prace na torach kolejowych. I tam właśnie ku obopólnej radości znalazłam Agusię biegającą z kawalerem. Prawdopodobnie sunie już wracały do domu z dalszej eskapady, bo byłam tam wcześniej, wołałam, ale żadnej nie było. Dzisiaj rano pierwszą czynnością było zmiecenia całej szufli piachu. Po takich przeżyciach późno zasnęłam to i późno wstałam.
Muszę teraz obie panny nie spuszczać ze smyczy.
Spacerki 2x2 pochłaniają sporo czasu.

Posted

slucham???ale ja nie rozumiem szczerze mowiac o co chodzi....gdzie ja chcialam oddac????ja???Pani kiedys mowila,ze moze Dajtke trzymac tylko do grudnia i zeby Tosia ja przejela...ja mowilam,ze jest miejsce jak cos tam u nich,potem Pani zrezygnowala bo niedogadala sie z Tosia i wszystko bylo zalatwione ze nie jedzie tam,ja teraz tez juz nie mowie by tam jechala...ale ja nie rozumiem....o jakim Pani mowi przytulisku,..o tym w Lomiankach czy o tym w Wólce czy gdzies????prosze mi to wyjasnic bo ja juz nie wiem...ja Dajtki nie oddalabym pod zadnym pozorem do pseudoprzytuliska itp...sama Pani wie ze chce dla niej jak najlepiej,wiec totalnie nie rozumiem tego postu...to jakas pomylka..poza tym chyba kazdy z tych psiakow jest z innego miejsca jak sie nie mylę,dobrze nie wiem.....wiec o ktore chodzi????o przytulisko u Tosi,o schronisko na paluchu,o Wólke czy o sama Tosie???jesli tylko o nia to powtarzam sprawa byla zamknieta,bo Pani jej tam oddac nie chciala i koniec....

Posted

Gołym okiem widać, że nie chodzi o miejsce, a o osobę.
Tak, tak... ja również jestem zdania, że wolontariat przerósł Tosie2, lub jak kto woli, Tosia za nim nie nadąża...
Trzeba mierzyć siły na zamiary, a nie potem chować głowę w piasek...
Z prawdziwym wolontariuszem jest podobnie jak z prawdziwym mężczyzną... ważne jest jak kończy :razz:.
Nie sztuką jest "rozgrzebać" wiele akcji pomocowych... sztuką jest doprowadzić ich jak najwięcej do szczęśliwego finału.
Z lektury przytoczonych wątków wynika, że Tosia ma z tym niejaki problem...

Posted

no więc jeśli chodzi o osobe,to Tosie znam,a że wyszlo jak wyszlo to nie znaczy ze mam z nia zerwac kontakt itp...psiakom krzywda sie tam nie dzieje,bylam widzialam osobiscie..owszem kilka spraw jest niedokonczonych,przerosly ją,miala wiele problemow i niestety pogubila sie..co do przytuliska,to psiaki nie moga byc mieszane w to co zaszlo....w ten sposob im nie pomozemy..jesli chodzi o Wólkę czy inne tego typu miejsce w zyciu bym nie oddala tam suni,a jesli chodzi o Łomianki to jak mowie miejsce kiedys bylo jak pani Wanda w grudniu juz musiala wrocic do Warszawy..a ze nie chciala miec nic do czynienia z Tosia to juz nie mam na to wplywu,po prostu przekazuje ze jak cos miejsce bylo....Tosi Mama czasami nawet nie wie ze Tosia podjela jakas decyzje pod wplywem chwili,emozji,wiec nie nalezy przekreslac przytuliska gdyz pieski maja tam dobrze,a Tosia nie zajmuje sie nimi tylko jej Mama z Babcia,ona pomaga i robi ogloszenia no i daje znac mnie,jak mowie sprawa jest zamnkieta wiec nie za bardzo wiem o co chodzi...a co do gallegro to hehehe dokladnie wazne jest jak sie konczy,w kazdej sytuacji,ale jak sie zacznie rowniez gdyz pozniej wiele sie moze zdazyc:):):):)pozdrawiam
aha ja wiem ze Tsoia sobie przeskrobala,ale uwazam ze wklejanie watkow Jacusia i innych ktore ja prowadze dla Tosi i odpowiedni komentarz do nich to troche nieladnie,z tego wzgledu ze w tym momencie nie cierpi Tosia ale te psiaki w przytulisku bo wowczas nikt nie zajry na te wątki...prosze to przemyslec Pani Wando,bez wzgledu na to czy Tosia sie pogubila czy nie cierpia pieski,bo kolejne doszly,ja wlasnie robie im ogloszenia.Takze chce jak najbardziej pomoc.

Posted

anetek100 napisał(a):
no więc jeśli chodzi o osobe,to Tosie znam,a że wyszlo jak wyszlo to nie znaczy ze mam z nia zerwac kontakt itp...psiakom krzywda sie tam nie dzieje,bylam widzialam osobiscie..owszem kilka spraw jest niedokonczonych,przerosly ją,miala wiele problemow i niestety pogubila sie..co do przytuliska,to psiaki nie moga byc mieszane w to co zaszlo....w ten sposob im nie pomozemy..jesli chodzi o Wólkę czy inne tego typu miejsce w zyciu bym nie oddala tam suni,a jesli chodzi o Łomianki to jak mowie miejsce kiedys bylo jak pani Wanda w grudniu juz musiala wrocic do Warszawy..a ze nie chciala miec nic do czynienia z Tosia to juz nie mam na to wplywu,po prostu przekazuje ze jak cos miejsce bylo....Tosi Mama czasami nawet nie wie ze Tosia podjela jakas decyzje pod wplywem chwili,emozji,wiec nie nalezy przekreslac przytuliska gdyz pieski maja tam dobrze,a Tosia nie zajmuje sie nimi tylko jej Mama z Babcia,ona pomaga i robi ogloszenia no i daje znac mnie,jak mowie sprawa jest zamnkieta wiec nie za bardzo wiem o co chodzi...a co do gallegro to hehehe dokladnie wazne jest jak sie konczy,w kazdej sytuacji,ale jak sie zacznie rowniez gdyz pozniej wiele sie moze zdazyc:):):):)pozdrawiam
aha ja wiem ze Tsoia sobie przeskrobala,ale uwazam ze wklejanie watkow Jacusia i innych ktore ja prowadze dla Tosi i odpowiedni komentarz do nich to troche nieladnie,z tego wzgledu ze w tym momencie nie cierpi Tosia ale te psiaki w przytulisku bo wowczas nikt nie zajry na te wątki...prosze to przemyslec Pani Wando,bez wzgledu na to czy Tosia sie pogubila czy nie cierpia pieski,bo kolejne doszly,ja wlasnie robie im ogloszenia.Takze chce jak najbardziej pomoc.


pod warunkiem, ze chodzi tylko o pieski :oops:

Posted

anetek- śmiem twierdzić,że Tosia się zwyczjnie "wypieła" na te psy, czytając to wszystko, widziałaś wątek Pati??? wsadziła jej psy do hotelu i na tym skończyła swoją działalność,
a wracając do Dajtki, Wanda jest emerytką, i suka miała obiecaną karmę od Tosi-może dla Was to pestka , a dla Dajtki to jest ważne:shake:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...