jonQuilla Posted April 26, 2012 Author Posted April 26, 2012 (edited) Nie zniknęłam :) bywam na dogo...przeglądam, czytam ale nie piszę nic. Sama nie wiem czemu, brak mi chęci zapewne. U mnie ogólnie jako tako...spoko w sumie. Do nowego miejsca pracy się przyzwyczaiłam, poznałam sporo fajnych ludzi z tego osiedla gdzie jest sklep. Bardzo fajna atmosfera tam jest, zresztą pisałam wcześniej z tym że wsiąknął tamten post. Większość klientów zagaduje, proponują przejście na Ty co jest bardzo miłe, jakoś tak bezpieczniej się czuję wiedząc że Ci zapici i zjarani dresiarze są ze mną po imieniu i normalnie gadają....bez ciśnień. Ostatnio pokłóciłam się z dwoma chłopakami, kazałam im wyplalala ze sklepu, wrzeszczałam na nich....na prawdę ostra afera była bo nie rozumieli słowa 'nie'. Chodziło o danie na kreskę ogólnie. Jeden chłopaczek wygrażał się więc że ukradnie mi flaszkę i zabrał z lady wystawkę ale oddał. W końcu poszli bo myśleli że wezwałam ochronę. Tak czy inaczej następnym razem przyszedł jeden (grzeczniejszy) i było widać że skruszony...coś tam żartował itd. żeby rozładować napięcie a wczoraj wieczorem przyszedł ten drugi co zachowywał się jak totalny idiota i od razu zaczął przepraszać, powiedział że wie że zachował się jak debil i że więcej się to nie powtórzy. No mam taką nadzieję. Mimo wszystko nie spodziewałam się że przeprosi. Dwóch innych nieco starszych klientów dowiedziało się o tej akcji i pytali potem czy już jest spoko czy mają ich ustawić i czy oddali mi kasę (bo coś tam dostali ode mnie na kreskę a potem ponownie przyszli i już nie chciałam dać dlatego zaczęli odstawiać szopki). Oddali więc nie było potrzeby angażować w to sił specjalnych :evil_lol: A dowód jednego z nich mam skserowany i tak na wszelki wypadek ... bo zostawił mi żebym miała pewność że kase oddadzą ;):evil_lol: Nocki moje przebiegają bardzo fajnie :) Przychodzą ludzie i siedzimy przed sklepem :evil_lol: Dzisiejszej nocy np. poznałam trzech studentów AWFu, którym uciekła kolejka do Sopotu po 1 a następną dopiero mieli po 3 :) Staliśmy od 1:30 do prawie 3 i gadaliśmy. Potem przekimałam się godzinkę, pokręciłam się po sklepie...porobiłam porządki małe i przyszło trzech stałych klientów (Ci od tej akcji z braniem na kreskę) i też stali ze mną z dobrą godzinę i gadali. Poszli to była 5:40 więc zaraz przyszła kumpela mnie zmienić :multi: Tak pracować to ja lubię ;) Póki co większość moich nocek mniej więcej tak wyglądała. :evil_lol: Jedyne co mnie denerwuje to to że nie możemy dojść na sklepie do porozumienia w sprawie grafiku...chłopaki wolą swoją wersję grafiku a my swoją (bo doszła do nas jeszcze jedna dziewczyna). My chcemy mieć chociaż jeden cały weekend wolny a oni nie i kłócimy się, zrobiła się między nami chora atmosfera :shake: Salsa wczoraj pogryzła mi się z suką sąsiada. :roll: On z nią wychodzi zawsze bez smyczy z tym że zazwyczaj trzyma ją za obrożę i rozgląda się najpierw czy nikogo z psem na podwórku nie ma a wczoraj wychodził z kolegą i kolega puścił ją przodem od razu...nie widzieli nas a jego suka momentalnie wyrwała do Salsy i rzuciła się na nią. To też suka w typie asta z tym że jest potężna, taka krowa trochę...dwa razy większa od Salsy więc od razu ją do parteru sprowadziła i za kark próbowała złapać. Chciałam ją ręką odciągnąć ale się odwinęła i próbowała moją rękę złapać więc sprzedałam jej kilka kopniaków. Trwało to chwilkę bo sąsiad zaraz podbiegł i ją odciągnął. Przepraszał i odpierdzielił kumpla że ją puścił przodem. W gruncie rzeczy nic się nie stało. Salsa jest mała i wije się jak piskorz a tamta jest w porównaniu do Rudej powolna i ociężała więc cięzko było jej porządnie ugryźć...na całe szczęście. Btw. to ten sąsiad co postanowił jakiś czas temu zabawić się w hodowce. Szczeniaków było 8, jeden zdechł...wszystkim znalazł domy, zostawił sobie jednego pieska - Tajsona. Mały ma 8 tygodni, jest śliczny skubaniec....biały w pręgowane ciapki. Co nie zmienia faktu że są idiotami ... tym bardziej że pierwszy szczeniak którego oddali miał zaledwie 2tyg. Bo nowi właściciele się uparli że chcą go teraz natychmiast i że sami go wykarmią...wykarmili, przeżył itd. No ale po co? :shake: Mam jedynie nadzieje że nie będą już tej suki kryli a z tego co słyszałam to Tajson ma być wykastrowany żeby nie śmigał matki jak podrośnie. Oby! Edited April 26, 2012 by jonQuilla Quote
Alicja Posted April 26, 2012 Posted April 26, 2012 Oj córcia , to ty masz teraz barwne życie ;) . Ale dobrze że zaaklimatyzowalaś się w nowym srodowisku i nie ma tam nudy i tetryków ;) Quote
Doginka Posted April 27, 2012 Posted April 27, 2012 Dla mnie praca w sklepie to masakra:roll::lol: Ale lubię czytać jak Ty pracujesz - wesoło:roflt: Quote
chita Posted April 27, 2012 Posted April 27, 2012 no jestes wreszcie...bo juz sadzilam ze Cie przeniesli na dzial kontroli jakosci jako testera :D Quote
Oscar Patric Posted April 27, 2012 Posted April 27, 2012 no ludzie to idioci,i nigdy niczego się nie uczą:angryy: ale masz świetną pracę:) pozdrawiamy i życzymy udanego weekendu Quote
jonQuilla Posted April 29, 2012 Author Posted April 29, 2012 Alicja napisał(a):Oj córcia , to ty masz teraz barwne życie ;) . Ale dobrze że zaaklimatyzowalaś się w nowym srodowisku i nie ma tam nudy i tetryków ;) no na brak 'przygód' teraz nie narzekam :) sporo się dzieje Doginka napisał(a):Dla mnie praca w sklepie to masakra:roll::lol: Ale lubię czytać jak Ty pracujesz - wesoło:roflt: Bo to jest masakra ale ja tam się cieszę że jakąkolwiek mam pracę :) Z moim wykształceniem a w sumie jego brakiem to ciut problematyczna sprawa chociaż jak byłam na poprzednim punkcie to wisiała tam kartka na drzwiach że szukają pracowników i sobie poczytałam CV różnych ludzi, doszłam do wniosku że teraz wykształcenie to niestety często drugorzędna sprawa bo dodatkowo też trzeba mieć szczęście. Spora część osób, która zostawiała CV to byli ludzie po studiach, często magisterskich w dodatku z większym bądź mniejszym doświadczeniem zawodowym. Jeden chłopak mnie zagiął bo miał magistra bankowości, roczny staż w Anglii w jakimś banku a potem ponad rok pracował w tym banku. Jak wrócił do polski to pracował w Castoramie i Ikei. :shake: chita napisał(a):no jestes wreszcie...bo juz sadzilam ze Cie przeniesli na dzial kontroli jakosci jako testera :D nie ale mogliby :evil_lol: sprawdziłabym się coś czuję ;) unikatowydiament napisał(a):no ludzie to idioci,i nigdy niczego się nie uczą:angryy: ale masz świetną pracę:) pozdrawiamy i życzymy udanego weekendu zapewniam że praca nie jest świetna ale trzeba mimo to szukać w niej pozytywów bo inaczej bym nie wyrobiła ;) Quote
Alicja Posted April 29, 2012 Posted April 29, 2012 Dokładnie , w każdej pracy można znaleźć pozytywy i tej wersji należy się trzymac :cool2: Quote
Izabela124. Posted May 1, 2012 Posted May 1, 2012 jonQuilla napisał(a):Nie zniknęłam :) bywam na dogo...przeglądam, czytam ale nie piszę nic. Sama nie wiem czemu, brak mi chęci zapewne. U mnie ogólnie jako tako...spoko w sumie. Do nowego miejsca pracy się przyzwyczaiłam, poznałam sporo fajnych ludzi z tego osiedla gdzie jest sklep. Bardzo fajna atmosfera tam jest, zresztą pisałam wcześniej z tym że wsiąknął tamten post. Większość klientów zagaduje, proponują przejście na Ty co jest bardzo miłe, jakoś tak bezpieczniej się czuję wiedząc że Ci zapici i zjarani dresiarze są ze mną po imieniu i normalnie gadają....bez ciśnień. Ostatnio pokłóciłam się z dwoma chłopakami, kazałam im wyplalala ze sklepu, wrzeszczałam na nich....na prawdę ostra afera była bo nie rozumieli słowa 'nie'. Chodziło o danie na kreskę ogólnie. Jeden chłopaczek wygrażał się więc że ukradnie mi flaszkę i zabrał z lady wystawkę ale oddał. W końcu poszli bo myśleli że wezwałam ochronę. Tak czy inaczej następnym razem przyszedł jeden (grzeczniejszy) i było widać że skruszony...coś tam żartował itd. żeby rozładować napięcie a wczoraj wieczorem przyszedł ten drugi co zachowywał się jak totalny idiota i od razu zaczął przepraszać, powiedział że wie że zachował się jak debil i że więcej się to nie powtórzy. No mam taką nadzieję. Mimo wszystko nie spodziewałam się że przeprosi. Dwóch innych nieco starszych klientów dowiedziało się o tej akcji i pytali potem czy już jest spoko czy mają ich ustawić i czy oddali mi kasę (bo coś tam dostali ode mnie na kreskę a potem ponownie przyszli i już nie chciałam dać dlatego zaczęli odstawiać szopki). Oddali więc nie było potrzeby angażować w to sił specjalnych :evil_lol: A dowód jednego z nich mam skserowany i tak na wszelki wypadek ... bo zostawił mi żebym miała pewność że kase oddadzą ;):evil_lol: Nocki moje przebiegają bardzo fajnie :) Przychodzą ludzie i siedzimy przed sklepem :evil_lol: Dzisiejszej nocy np. poznałam trzech studentów AWFu, którym uciekła kolejka do Sopotu po 1 a następną dopiero mieli po 3 :) Staliśmy od 1:30 do prawie 3 i gadaliśmy. Potem przekimałam się godzinkę, pokręciłam się po sklepie...porobiłam porządki małe i przyszło trzech stałych klientów (Ci od tej akcji z braniem na kreskę) i też stali ze mną z dobrą godzinę i gadali. Poszli to była 5:40 więc zaraz przyszła kumpela mnie zmienić :multi: Tak pracować to ja lubię ;) Póki co większość moich nocek mniej więcej tak wyglądała. :evil_lol: Jedyne co mnie denerwuje to to że nie możemy dojść na sklepie do porozumienia w sprawie grafiku...chłopaki wolą swoją wersję grafiku a my swoją (bo doszła do nas jeszcze jedna dziewczyna). My chcemy mieć chociaż jeden cały weekend wolny a oni nie i kłócimy się, zrobiła się między nami chora atmosfera :shake: Salsa wczoraj pogryzła mi się z suką sąsiada. :roll: On z nią wychodzi zawsze bez smyczy z tym że zazwyczaj trzyma ją za obrożę i rozgląda się najpierw czy nikogo z psem na podwórku nie ma a wczoraj wychodził z kolegą i kolega puścił ją przodem od razu...nie widzieli nas a jego suka momentalnie wyrwała do Salsy i rzuciła się na nią. To też suka w typie asta z tym że jest potężna, taka krowa trochę...dwa razy większa od Salsy więc od razu ją do parteru sprowadziła i za kark próbowała złapać. Chciałam ją ręką odciągnąć ale się odwinęła i próbowała moją rękę złapać więc sprzedałam jej kilka kopniaków. Trwało to chwilkę bo sąsiad zaraz podbiegł i ją odciągnął. Przepraszał i odpierdzielił kumpla że ją puścił przodem. W gruncie rzeczy nic się nie stało. Salsa jest mała i wije się jak piskorz a tamta jest w porównaniu do Rudej powolna i ociężała więc cięzko było jej porządnie ugryźć...na całe szczęście. Btw. to ten sąsiad co postanowił jakiś czas temu zabawić się w hodowce. Szczeniaków było 8, jeden zdechł...wszystkim znalazł domy, zostawił sobie jednego pieska - Tajsona. Mały ma 8 tygodni, jest śliczny skubaniec....biały w pręgowane ciapki. Co nie zmienia faktu że są idiotami ... tym bardziej że pierwszy szczeniak którego oddali miał zaledwie 2tyg. Bo nowi właściciele się uparli że chcą go teraz natychmiast i że sami go wykarmią...wykarmili, przeżył itd. No ale po co? :shake: Mam jedynie nadzieje że nie będą już tej suki kryli a z tego co słyszałam to Tajson ma być wykastrowany żeby nie śmigał matki jak podrośnie. Oby!Ciekawą masz pracę, można by książkę napisać ha ha Quote
FredziaFredzia Posted May 2, 2012 Posted May 2, 2012 jonQuilla napisał(a):zapewniam że praca nie jest świetna ale trzeba mimo to szukać w niej pozytywów bo inaczej bym nie wyrobiła ;) Najważniejsze, to patrzeć na nią z pozytywnej strony ;) Quote
jonQuilla Posted May 2, 2012 Author Posted May 2, 2012 (edited) Nie ma już z nami Kiciusia zwanego także Kizią Mizią. Moja ciocia z kuzynem zawieźli go do weterynarza bo jego stan zdrowia znacznie się pogorszył przez ostatnie dwa dni. Wrócili bez niego, nie tak miało być...miał wrócić i nadal nas terroryzować. Ostatnio nasiliły się jego ataki padaczki, dostał znów większą ilość leków i nie powstrzymały ataków...jedynie sprawiły że były słabsze. Co jakiś czas tak się działo a potem przez kolejne miesiące był spokój, myśleliśmy że teraz też tak będzie. Niestety dwa dni temu ataki zaczęły być na prawdę paskudne i nawet nie wyglądały jak tamte wcześniejsze...kot się nie trząsł tylko ślina mu z pyszczka leciała, popuszczał mocz (to przy każdym ataku się zdarzało) i przeraźliwie miauczał, jakby go żywcem ze skóry obdzierano. Wczorajszy dzień był najgorszy bo takich ataków miał dokładnie 8 przez cały dzień. W nocy w ogóle nie spał bo nie mógł się załatwić i siedział w kuwecie, miaucząc rozpaczliwie. Poza padaczką też miał kamienie na nerkach i pomimo leczenia po atakach zawsze miał ogromne problemy z załatwianiem się. Weterynarz, który zaproponował uśpienie znał jego przypadek od początku i dzisiaj po zbadaniu go powiedział że jeśli ciocia zdecyduje się na leczenie to musi liczyć się z tym że za miesiąc albo dwa jego stan będzie jeszcze gorszy niż teraz i że jego zdaniem najlepszym wyjściem jest uśpienie. Kiciuś na prawdę się dużo wycierpiał przez tą padaczkę i myślę że to na prawdę było najlepsze wyjście, żal mi było patrzeć na niego jak się męczył podczas ataków i jeszcze to rozpaczliwe wycie. Będzie mi brakowało tego popaprańca, którego ulubionym zajęciem było udowadnianie nam że ma pazury i zęby. Kiciuś miał 11 lat, nie tak jak sądziłam 8 albo 9. Edited May 2, 2012 by jonQuilla Quote
Onomato-Peja Posted May 2, 2012 Posted May 2, 2012 Kurde... Szkoda kociaka ale skoro miał takie ataki to dla niego faktycznie lepiej... Quote
FredziaFredzia Posted May 2, 2012 Posted May 2, 2012 Dokładnie tak jak wyżej. Lepiej skrócić cierpienie, niż dać żyć żeby się męczył... Quote
Vectra Posted May 2, 2012 Posted May 2, 2012 To jest humanitarne po prostu. Z miłości do zwierzęcia , a nie leczenie na siłę z miłości do swojego egoizmu. Niemniej przykre zawsze , jak zwierzak odchodzi. 11 lat to kupa życia wspólnego. Quote
Onomato-Peja Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 Może by jakiś spacer zorganizować? Sukom nie zaszkodzi jak trochę podrą na siebie wstrętne ryjce. :lol: Quote
jonQuilla Posted May 4, 2012 Author Posted May 4, 2012 Dzięki. Kocisko nie było moje, nie byłam z nim jakoś szczególnie zżyta...on uznawał tylko jednego właściciela czyli moją ciocię i tylko ją lubił ale mimo to przyzwyczaiłam się do niego. Odniosłam wrażenie że nawet Salsa go szukała a przecież on ją zawsze drapał i gryzł...no cóż takie życie. Kotów już u mnie w domu nie będzie...no chyba że ciocia zmieni zdanie w tej kwestii ale wątpię. Ja wolę psa niż kota także z mojej strony na kota nie ma szans. Karolina, my bardzo chętnie! a przynajmniej ja...z Rudej zdaniem się w tej kwestii nie liczę :) Tylko że ja mogę 7, 14, 18, 27 albo 31... w inne dni wolne jestem po nocce więc znając życie nie będzie mi się chciało dupy ruszać zbytnio. Quote
Onomato-Peja Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 No dobra, to jeszcze zobaczę jaka będzie moja sytuacja ze sprawdzianami ale stawiam na 14 lub 27. Macie w gdańsku jakąś rzekę, staw/jezioro? Z Raszplem da się tylko w pobliże wody stety niestety. :lol: Quote
jonQuilla Posted May 4, 2012 Author Posted May 4, 2012 A no tak Ty masz jeszcze szkołę. No niestety weekendów to ja wolnych nie mam a jak mam to już z góry zaplanowane także pozostaje to co pozostaje :) Co do zbiorników wodnych to do głowy przychodzi mi tylko jeziorko na starym poligonie wojskowym ale to jeszcze z wrzeszcza trzeba busem jakieś 15 minut jechać bo plaży nie proponuję ze względu na stonkę....podejrzewam że teraz w pip ludzi już jest a z Rudą w ludzi to ja nie lubię bo ona ma dziwne odpały Quote
Onomato-Peja Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 jonQuilla napisał(a):A no tak Ty masz jeszcze szkołę. No niestety weekendów to ja wolnych nie mam a jak mam to już z góry zaplanowane także pozostaje to co pozostaje :) Co do zbiorników wodnych to do głowy przychodzi mi tylko jeziorko na starym poligonie wojskowym ale to jeszcze z wrzeszcza trzeba busem jakieś 15 minut jechać bo plaży nie proponuję ze względu na stonkę....podejrzewam że teraz w pip ludzi już jest a z Rudą w ludzi to ja nie lubię bo ona ma dziwne odpały E tam 15 min ważne, że jest jakikolwiek dojazd. ;) A szkoła to już niestety tylko dla obecności, żeby z jakimś w miarę porządnym zachowaniem wyjść. Jeszcze można ewentualnie pomyśleć i do PRG podjechać, to z głównego jakieś ... 20 - 25 min autobusem i wtedy można jeszcze Martynę zwerbować. Quote
jonQuilla Posted May 4, 2012 Author Posted May 4, 2012 Onomato-Peja napisał(a):E tam 15 min ważne, że jest jakikolwiek dojazd. ;) A szkoła to już niestety tylko dla obecności, żeby z jakimś w miarę porządnym zachowaniem wyjść. Jeszcze można ewentualnie pomyśleć i do PRG podjechać, to z głównego jakieś ... 20 - 25 min autobusem i wtedy można jeszcze Martynę zwerbować. Jeśli pokierujesz to ja chętnie :) Ja nigdy tam nie byłam więc się nie znam ale Martynę można zgarnąć jak najbardziej....już od X czasu się ustawiamy :) haha Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.