Agnieszka Co. Posted November 20, 2007 Posted November 20, 2007 Dorotko - moja mama miała z barkiem podobną sprawę, bez konkretnej przyczyny. Chodziła na rehabilitację do przychodni codziennie przez 2 tyg, miała zabiegi na macie elektromagnetycznej i krioterapię (zamrażanie), dowiem się czy coś jeszcze. Niedługo po tym była na ciepłych basenach kilka dni. Ta dolegliwość minęła bez śladu i ma spokój już od kilku lat. Quote
monita Posted November 20, 2007 Posted November 20, 2007 Będzie ktoś musiał "zwolnić" Dorothy w domowych obowiązkach :roll: Quote
Dorothy Posted November 20, 2007 Posted November 20, 2007 wlasnie to "zwolnienie" jest główną przyczyną dla której wciąż nigdzie nie jade... Czarodziejka napisał(a):A nie lepiej czymś ten bark smarować? Te wszystkie leki przeciwbólowe, antybiotyki... a żołądek jeden. Po tym, co tu czytam widzę jasno, że co jak co, ale zdrowia Dorothy to ty końskiego raczej nie masz. hihi no nie. Za to moje konie mają :grins: smaruję smaruję. Końską wcierką weterynaryjną przeciwbólową przeciwzapalną. Tylko na recepte. Końską :diabloti: dziś mnie te kretyńskie zwierzęta bezmózgie wkurrrr.....:angryy: rozwaliły ogrodzenie i poszły... obleciałam wieś wkoło, nic, patrze jedzie radiowóz wielka suka i czterech wielkich policjantów w czarnych ubrankach w środku, staje i wołam że szukam koni, czy mi nie pomogą, a oni że szukają mnie, bo konie już są prawie w Szczyrku...:angryy::angryy: pojechaliśmy na krzyżówkę a tam moje konie potulne jak baranki, trzymane na linkach holowniczych przez policjantów i jednego mojego sąsiada. Przez całą wieś maszerowaliśmy przez pola w śniegu po kolana z końmi do stajni. Kochani faceci pomogli mi, bo w zasadzie mogli kazac wezwać koniowóz (odpłatnie) i zrobic afere z tego. Te kopytne debile biegły drogą....:placz: mogło się coś stać....:-( potem policja mnie spisała i uprzedziła iż należy mi się mandat do 500 zł. Ale nie dostałam, dostałam pouczenie. Od dziś kocham policje :loveu: jestem wykończona, podenerwowana i nie mam pomysłu jak unikać takich sytuacji, chyba będę wypuszczać po dwa konie, wtedy nie odejdą od stajni...:shake: Quote
Peter Beny Posted November 20, 2007 Posted November 20, 2007 Haha, ale się cieszę że policja się okazała wyrozumiała :loveu::loveu: No i koniki na spacerek sobie posły :cool3::cool3::cool3: Quote
Dorothy Posted November 20, 2007 Posted November 20, 2007 Peter Beny napisał(a):Haha, ale się cieszę że policja się okazała wyrozumiała :loveu::loveu: No i koniki na spacerek sobie posły :cool3::cool3::cool3: ladny kurrr... spacerek :angryy: najlepszy spacerek to ja miałam....:placz::placz::placz: myslalam ze sie udusze, nie moglam tchu zlapac, oskrzelki zatkane wciaz, a tu spacerow szybkim marszem sie zachciewa...:shake: Quote
BIANKA1 Posted November 20, 2007 Posted November 20, 2007 Mnie kiedyś zatrzymał facet przed moim osiedlem . Nigdy się nie zatrzymuję , ale coś mnie tkneło . Ganiał na piechotę konia :evil_lol: Koń wiał drogą , to faceta podwiozłam . Koń był ze szkółki na Swojcu i dogoniliśmy go przed cmentarzem :lol:. Znaczy , ja z samochody profilaktycznie nie wysiadłam :cool3: Fajne są takie akcje :loveu: Quote
figa33 Posted November 20, 2007 Posted November 20, 2007 Hmm , facet gonił jednego konia , a Dorothy cztery..:razz: Quote
Dorothy Posted November 20, 2007 Posted November 20, 2007 gonić cztery to nic, ale przyprowadzić cztery do domu.... zazwyczaj robie to sama :pissed::pissed::pissed: prowadze wtedy dwa, wisząc między nimi czasem na kantarach, gdy zbierają się do biegu, :angryy: bo pozostałe dwa zachęcają tamte do ucieczki... to mordęga od tego pewnie też kłopoty z barkiem bo nieraz tak mnie szarpnęły że....:shake: dziś nie dałabym rady, jestem słabiutka na szczęście można liczyć na przedstawicieli władzy :loveu: Quote
monita Posted November 21, 2007 Posted November 21, 2007 My tu gadu, gadu ... a Dorothy pewnie naprawia szkody :shake: Quote
Peter Beny Posted November 24, 2007 Posted November 24, 2007 Czekamy na nowe foty :evil_lol::evil_lol: Quote
Dorothy Posted November 24, 2007 Posted November 24, 2007 fotek narazie nie mam, dziś zaprzęgałam pierwszy raz moją klacz, stresa przeżyłam makabrycznego, ona już chodziła oczywiście wcześniej ale ja jej wcześniej nie zaprzęgałam. Ale poszło dobrze. Poza tym mam pacjenta na klinice w domu:p Znajomy góral zabrał od jednej baby na wsi psa, ktorego trzymała w komórce. Że niby szwagier jej rok temu przywiózł do pilnowania. Miał wtedy pół roku. Ale on pilnować nie chce. Wyobraźcie sobie że to jest... rasowy rodowodowy dog merle. Pies ma półtora roku, jest żywym szkieletem. Babcia napisała mojemu góralowi czym go karmić. Tak więc jego menu to: - parzony owies -moczony chleb -pszenica gotowana -otręby pszenne :angryy::angryy::angryy: ma kłopoty ze stawami, awitaminoze, tak zapadnięte boki że przerażenie bierze, i jest PRZERAżONY. Boi się każdego ruchu, każde dotknięcie wywołuje drganie skóry i odsunięcie się.. a potem on wraca i tak bardzo chce być głaskany... ta baba musiała go nieźle lać. No i okazało się że pies panicznie boi sie zamkniętych pomieszczeń, nie wszedł im do domu, za chiny ludowe, i umieścili go w stajni. A tam nakarmili, oni i dobrzy ludzie, resztkami z domu, chapi, kilogramem kiełbasy, a na koniec kośćmi.... ja dziś przyjeżdżam zaprzec u nich moją klacz, patrze, a ten pies (nie wiedziałam o nim) słania się na nogach i cierpi! Wyraźnie jest chory!!! Pogadałam z nimi ale ich świadomość tego co się z psem dzieje - marna. No jest osowiały, no przedtem nie był. A ja widze pies z nóg leci i się trzęsie!!! Mówie weźcie go do weta zaraz! a oni się zastanawiają, a jak do auta wejdzie, a za co, a gdzie... Wkurzyłam sie psa za frak, do weta. Pies ma ostre zapalenie żołądka i jelit, odwodniony, ogólny stan kiepski, gorączka, itd itp. Dostał leki kroplówki, i przywiozłam go do mnie. Do tej stajni miałam go dać?:angryy::angryy: Będę go leczyć pare dni zobaczymy. Rzeczywiście nie chciał wejśc do auta, potem nie chciał wejść do domu. Ale do lecznicy o dziwo już ze mną wszedł, a potem... wskoczył do bagażnika :-) a do domu wszedł za mną bez mrugnięcia okiem. Więc oni coś się wtedy słabo starali, a on ponoć na nich warczał. Na mnie nie warczał, wlazł i śpi na posłaniu z pierzyny i kocyka. Może dlatego że słaby i chory to nie protestował nie wiem. Jest tak szczęśliwy z powodu legowiska własnego że nie chce z niego zleźć, jak idzie się napić wody na chwiejnych łapach to wraca prędziutko na nie, na siku w ogóle nie chce wyjść, patrzy na mnie potwornie smutno z wyrazem "nie wyrzucaj..." można się popłakać jaka bieda. Ogromniascie długie fafle, obwisłe powieki, śmieszny z niego pies, mimo niedowagi i wychudzenia waży 60 kg!!! Mały konik.... Quote
monita Posted November 24, 2007 Posted November 24, 2007 Dobrze, że go zabrałaś ... Co za ludziska :shake: Quote
figa33 Posted November 24, 2007 Posted November 24, 2007 Piesku, miałeś szczęście , trafiłeś do Dorothy! Quote
monita Posted November 24, 2007 Posted November 24, 2007 Teraz dopiero będzie urwanie głowy u Dorothy :p Quote
BIANKA1 Posted November 25, 2007 Posted November 25, 2007 O matko :placz: Dorota , jak dasz sobie radę ? Jeden pies Ci ubył , a doszły 2 i 2 konie . Może załóż mu wątek , i będziemy błagać o pieniądze . Się postaram o bazarek jakiś . Trzymaj się . Quote
Dorothy Posted November 25, 2007 Posted November 25, 2007 ja nie wiem. Ja zupełnie nie planowałam takiego nabytku psiego:placz: ale przecież nie mogłam inaczej, no jak???:placz::placz::placz: Miałam go zostawić w tej stajni umierającego?? :shake: Mam nadzieję że jak go podleczę to oni zaopiekują się nim, bo inaczej polegnę. Będę ich kontrolować, mieszkają w sąsiedniej wsi. Ale oni mają do dyspozycji piętro, ten pies absolutnie odmówił wejścia tam, waży z 55 kg a będzie ważył z dychę więcej po kuracji, jak się nie nauczy wchodzic do nich znowu wyląduje w stajni. U mnie wszedł po długich namowach po 3 schodkach.. Ale on umie tak rozpłaszczyć sie i przyssać do ziemi że nawet chłop go nie ruszy, przecież dwóch facetów wkładało mi go do auta.... Nie wiem co o tym myśleć. Poza tym ta dziewczyna jest w 5 miesiącu ciąży...:shake: Niestety oni nie są majętni i wiem że leczenie będę musiała sfinansować, jeśli chcę mu pomóc. A to będzie trochę kosztowało....:-( już mam dług w lecznicy po wczoraj. Ale wierzę że mnie z tym nie zostawicie samą.... narazie go tu pielęgnuje a co potem to zobaczymy.... Ona płacze i chciałaby go potem wziąć, ale czy da radę? Czy to dobry pomysł? Nie wiem. Z drugiej strony nie mogę decydować, to oni go wzieli od tamtej staruchy przecież....:shake: On już dziś jest lepszy, wstaje, pije wodę, ale nadal nie chce wyjść na dwór, nie był siku, pewnie się boi że tu nie wróci.... No i każdy dotyk to drgięcie rozpaczliwe, jego trudno głaskać, na nim trzymam ręce i siedzę przy nim, bo oderwanie dłoni i położenie jej to za kazdym razem drgnięcie jak przy oparzeniu....:shake: biedny psiak... Quote
monita Posted November 25, 2007 Posted November 25, 2007 Doroty skontaktuj się z kimś od adopcji dogów :razz: Oni zawsze pomagają :razz: Ja nie chcę obiecywać - ale jak się odrobię z kartkami, to zrobię łączony bazarek, więc jakieś drobne pieniądze poślę też do Ciebie :loveu: Quote
BIANKA1 Posted November 25, 2007 Posted November 25, 2007 Dorothy , wystawiłam com tam miała :p Podbijajcie Kochane Cioteczki http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=8960859#post8960859 Quote
monita Posted November 25, 2007 Posted November 25, 2007 No ale napisz jak sie miewa Mordzian - toleruje nowego kolegę :diabloti: Quote
anula1959 Posted November 25, 2007 Posted November 25, 2007 Dorotko , jutro wyślę Ci kasę albo spróbuję wieczorkiem bo teraz mój bank ma przerwę techniczną:shake: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.