wolf122 Posted January 17, 2012 Posted January 17, 2012 Tutaj na cito trzeba psa przenieść do innego miejsca,bo dojdzie do nieszczęścia.Czytam i włos mi się jeży !!!Całkowicie nietrafiona adopcja.Nie w takiej konfiguracji.Szkoda tych ludzi również,bo mogli wziąć innego,nieproblemowego psiaka ale nie ras obronnych czy bojowych.Jeśli mają już parkę to każdy kolejny pies może stanowić problem choć nie musi.Na szybko jedynie dobry i niedrogi DT a tu jeszcze psiak chory/dwa w jednym:shake:Czekam na Wasze decyzje,może będę mógł pomóc ale finanse okrągłe 0:shake: Quote
egradska Posted January 17, 2012 Posted January 17, 2012 Wiem od wczoraj, że Kanisa trzeba zabrać, wysyłam info wszędzie, gdzie się da, ale póki co nic konkretnego nie znalazłam, tzn znalazłyby się dwa awaryjne dt, ale oba mają już psy, kolega owczarkarz, na pomoc którego po cichu liczyłam, wyjechał na cały tydzień, a znajomi po linii owczarkowej też jednak nie moga. Ja go nie mam gdzie zabrać, w małym mieszkaniu mam juz Maxa, który nie znosi innych psów... Quote
wolf122 Posted January 17, 2012 Posted January 17, 2012 No to pat.A obecni opiekunowie nie mają jakiegoś bezpiecznego pomieszczenia,izolatki na już?W każdej chwili psy mogą się zaatakować,bomba tyka.Nie można ich tak zostawić.Nie mam jak pomóc.Sam mam dwa owczarki. Quote
kakadu Posted January 17, 2012 Author Posted January 17, 2012 (edited) wszystkie drzwi w domu harmonijkowe; latwe do sforsowania; psy sie nie gryza bez przerwy, ale sa pilnowane; jak mozesz pomoc? odezwala sie paja - zrobi 100 ogloszen wiec wieczorem przesle jej tekst; rozmawialam z pania doktor, ktora sie opiekowala kanisem w szpitalu - powiedziala, ze jesli psa trzeba przeniesc to moze byc w kojcu z buda, ale trzeba bedzie pilnowac, zeby nie lezal na betonie; w czestochowie sa podesty drewniane i porzadne budy - ostatecznie tam trzeba bedzie kanisa zabrac za 15 zeta za dobe; napisalam tez do czarodziejki i podeslalam jej link do watku; moze wpadnie i cos doradzi; jesli jednak u niej moga byc wylacznie psy bardzo grzeczne to ta opcja odpada niestety bo jak sie nie uda to niepotrzebnie sie psa bedzie wozilo tyle kilometrow; mysle, ze on predko powinien znalezc dom; niech tylko stanie porzadnie na nogi; Edited January 17, 2012 by kakadu Quote
stzw Posted January 17, 2012 Posted January 17, 2012 Warczy, bo go boli i nie chce tego pokazać w nowym miejscu. Te psy się wam pozagryzają za chwilę. Quote
bela51 Posted January 17, 2012 Posted January 17, 2012 Kakadu, ja rozmawiałam z Czarodziejka przed chwila, wstępnie zgodziła sie przyjąc Kanisa, ale musisz zadzwonic. Posyłam Ci nr smsem. Quote
kakadu Posted January 17, 2012 Author Posted January 17, 2012 (edited) kochani rozmawialam dzis z pania kasia; powiedziala, ze nie maja sumienia oddac kanisa do kojca i poki co moze u nich zostac, a my bedziemy w tym czasie szukac jakiegos cieplego domu; sytuacja nie jest tragiczna, suczka calkowicie go spacyfikowala, kanis sie jej nie czepia zupelnie; dzis jadl z dzokiem krakersy, siedzieli obok siebie, pani kasia ich czestowala z reki i wszystko bylo w porzadku; czasem tylko mu odbija jak dzok kolo niego przechodzi; a trzeba przyznac, ze zarowno sunia ja i dzok sa dobrze wychowanymi psami, calkiem nieagresywnymi, niezaczepialskimi, moze kanis wreszcie zrozumial, ze nikt mu tam nie chce zrobic krzywdy? niech potrzyma jeszcze fason dopoki nie znajdziemy mu domu... do tego pani kasia podaje mu codziennie glukozaminę (tak jak swojemu dzokowi) i nie wiem, czy to zasluga tych proszkow, czy dobrych warunkow, ale kanis zaczal duzo lepiej chodzic; dzis nawet szkoczyl na pania kasie na przywitanie - tak sie ucieszyl na jej widok; wiec moze nastepna operacja nie bedzie potrzebna? i moze mieslimy racje, ze on taki byl nie w sosie bo zle sie czul? mysle, ze byloby wlasciwe, skoro traktujemy rude slaska jako dt, abysmy zakupili worek karmy dla kanisa; dowiem sie jaka karme je i z tych 100 zlotych z kalendarzy ktore zrobila agis zaplace za worek; jak nie zdazy zjesc w rudzie, to zje w nowym domu; juz nie pytam ofiarodawcow, ktorzy zakupili kalendarze czy sie zgadzaja, bo skoro sie zgodzili zeby 300 zl przeznaczyc na paliwo to zgodza sie i na to; odpisala mi czarodziejka, powiedziala, ze jesli kanis jest grzeczny to moze przyjezdzac; moglaby sie zajac mniej grzecznym psem, ale ma problemy ze zdrowiem kilku swoich podopiecznych i opieka nad nimi zabiera jej zbyt wiele czasu, zeby jeszcze socjalizowac naszego szczyla; na szczescie nie ma pozaru, co jest wielka ulga Edited January 18, 2012 by kakadu literowki... Quote
bela51 Posted January 17, 2012 Posted January 17, 2012 Skoro zaczął sie dogadywac z psami, to moze za kilka dni sytuacja całkiem sie unormuje ? Czy wtedy nie mógłby zostac u nich? Musi zmienic dom? Quote
wolf122 Posted January 17, 2012 Posted January 17, 2012 To trochę jestem spokojniejszy,zawsze to zapas czasu zważywszy na trudności z ulokowaniem takiego psa. Quote
kakadu Posted January 17, 2012 Author Posted January 17, 2012 bela51 napisał(a):Skoro zaczął sie dogadywac z psami, to moze za kilka dni sytuacja całkiem sie unormuje ? Czy wtedy nie mógłby zostac u nich? Musi zmienic dom? ja bym na to raczej nie liczyla; po co sobie robic nadzieje... Quote
WILCZUREK Posted January 17, 2012 Posted January 17, 2012 Po 22-gim niech mi ktokolwiek przywiezie Kanisa.... Ja Go zsocjalizuję z Wilczurkami.... Ale jakoś dogadajcie się: do 31. stycznia trzeba Mu zrobić kastarcję. Podejmuję się opieki pooperacyjnej.... Potem sama Ninka moze sobie nie poradzić..... Quote
egradska Posted January 17, 2012 Posted January 17, 2012 stzw napisał(a):Warczy, bo go boli i nie chce tego pokazać w nowym miejscu. Te psy się wam pozagryzają za chwilę. Bardzo dziękuję, że wpadłaś i jeszcze bardziej za propozycję pomocy. Na razie sytuacja się trochę uspokoiła, więc nie będziemy robić gwałtownych ruchów, ale świadomość, że istnieje zaproponowane przez Ciebie wyjście awaryjne, daje spory komfort psychiczny. Quote
kakadu Posted January 17, 2012 Author Posted January 17, 2012 (edited) tak, ja tez mysle, ze trzeba uspokoic sytuacje; za duzo emocji, moze ci panstwo faktycznie powoli sie przekonuja, ze jednak dadza rade z kaniskiem, chocby jako dt; wiem ze ogromnie im zalezalo na tej adopcji, czekali na niego 2 miesiace, dzwonili,dowiadywali sie, tez na pewno przezywaja porazke osobiscie i chca pomoc na ile to mozliwe; dajmy sobie czas; a pomoc wilczurka w socjalizacji moze sie jeszcz okazac potrzebna wiec bedziemy w kontakcie i bardzo mu dziekujemy za propozycje pomocy :); Edited January 17, 2012 by kakadu Quote
egradska Posted January 17, 2012 Posted January 17, 2012 WILCZUREK napisał(a):Po 22-gim niech mi ktokolwiek przywiezie Kanisa.... Ja Go zsocjalizuję z Wilczurkami.... Ale jakoś dogadajcie się: do 31. stycznia trzeba Mu zrobić kastarcję. Podejmuję się opieki pooperacyjnej.... Potem sama Ninka moze sobie nie poradzić..... Wilczurku, musimy się dokładnie zastanowić nad kolejnym ruchem, bo Kanis już naprawdę duzo przeszedł i nie możemy popełniać kolejnych błędów. Kastracja, na pewno tak, ale czy już teraz, 2 tygodnie po pierwszej operacji, kiedy pies jest osłabiony, cierpiący i w dodatku na tej obserwacji po pogryzieniu? Może pozwólmy mu dojść do siebie, stanąć pewniej na łapki, oswoić się z tym, ze jest w innym miejscu niż szpital. To ważne ze względu na stan jego łapek ale także stan psiej psychiki. Po drugie, dom z innymi psami, to nie jest dom dla Kanisa. To dorosły, ukształtowany charakterologicznie pies i bardzo trudno będzie go zmienic. To jest zdanie pani trener, a ja zgadzam się z nim, bo nie tylko widziałam Kanisa, ja mam psa z bardzo podobnym nastawieniem i uwierz mi, mimo wszystkich szkoleń, spotkań integracyjnych i sporemu zaangazowaniu właścicieli innych psów nie ma szans, by sie polubił z innym psem. Wiem, ze nie tylko Max tak ma, sporo jest psów, które mają charakter psiego jedynaka. Z serca zaproponowałeś swój dom i opiekę, ale popatrz, czy nie zrobilibyśmy drugi raz tego samego: cierpiącego po zabiegu psa przewieżlibyśmy na drugi koniec Polski do nieznanego domu z innymi psami... Może jednak powinniśmy szukać innego rozwiązania, zastanówmy sie wspólnie Quote
kakadu Posted January 18, 2012 Author Posted January 18, 2012 zapraszam na dwa bazarki na kanisa :) jeden z komorka LG, DVD Grundig i grami komputerowymi i drugi z niby-obrazami ;) http://www.dogomania.pl/threads/221303-dvd-GRUNDIG-komorka-LG-KU-990-i-gry-komp.-na-kanisa-w-dt-do-28-11-g.-22-00?p=18421619#post18421619 http://www.dogomania.pl/threads/221305-quot-obraz-zamszowe-quot-i-jeden-zwyk%C5%82y-na-kanisa-do-28-01-g.-22-00?p=18421711#post18421711 Quote
joteska Posted January 18, 2012 Posted January 18, 2012 mam pytanie jak Kanisek chodzi, czy już coś sie polepszyło w tym względzie? czy widział go inny vet? czy mozna tym ludziom jakoś chociaż ustnie doradzić jak postępować z 3ma psiakami, przy czy wziąć pod uwagę, ze Kanis jest bardzo zestresowany zmianą, niedomagający i być może obolały i może potrzebować zarówno ustawienia w hierarchii stada jak i troszkę więcej spokoju? Quote
kakadu Posted January 18, 2012 Author Posted January 18, 2012 wszystko mozna pisac - wszelkie porady mile widziane :); piszcie mi swoje sugestie, bede przekazywac; a co do chodzenia - jest wyraznie lepiej; pani kasia miala mi wczoraj wyslac plytke ze zdjeciem rtg do konsultacji z innym lekarzem; powolutku jakos damy rade ;) Quote
kakadu Posted January 18, 2012 Author Posted January 18, 2012 sluchajcie, pani kasia odmowila przyjecia zwrotu kosztow utrzymania kanisa (kanis dostaje procz karmy jeszcze te kapsulki wspomagajace stawy i witaminy od weta can-witan); jakos mi niezrecznie, ale przyznaje, ze to bardzo milo z jej strony; wiec sie koncentrujemy na dlugu w lecznicy - bedzie nam latwiej :) plus ewentualne interwencje weterynaryjne; Quote
WILCZUREK Posted January 18, 2012 Posted January 18, 2012 (edited) [quote name='kakadu']wszystko mozna pisac - wszelkie porady mile widziane :); piszcie mi swoje sugestie, bede przekazywać.... ;) Ze strony ---> http://sforahusky.pl/component/content/article/71-psychologia/277-po-adopcji-czyli-nowy-pies-w-domu.html ".... Znalezienie się psa w schronisku jest dla niego zawsze wielka tragedią, poprzedza ją życiowy psi dramat. Pies uciekł, został porzucony, mógł nigdy nie mieć swojego domu. Jednak z czasem nieprzytulny kojec staje się jego domem. Dlatego adopcja - szansa na nowe życie - jest dla niego początkowo kolejnym bolesnym doświadczeniem. Nowe otoczenie, nieznane zapachy, obcy ludzie, zwierzęta rezydenci, zmiana diety, podróż samochodem lub autobusem (być może pierwsza w życiu) jest źródłem ogromnego stresu. Zadaniem człowieka jest przeprowadzić psa przez ten trudny okres. W pierwszych dniach staraj się zapewnić psu spokój. Nie tul go, nie wołaj, nie szukaj kontaktu za wszelka cenę, nie martw się, że pies leży sam z dala od domowników, piszczy albo wyje. Jest sfrustrowany a Ty nie jesteś jeszcze członkiem jego rodziny i nie będzie u Ciebie szukał pocieszenia. Pozwól psu poznać nowy dom i znaleźć sobie miejsce, które jest dla niego odpowiednie. Ograniczaj wrażenia, nie spraszaj znajomych, nie karm obficie, pozostaw tylko miskę z piciem. Nie chodź za nim nie spuszczając z oka, w ten sposób potęgujesz jego stres. Psiak w schronisku nie był poddawany zabiegom pielęgnacyjnym, dlatego może okazać się, że nieprzyjemnie pachnie. Jednak zaraz po adopcji nie kąp go, najwcześniej dobę po adopcji możesz czyścić go zwilżonym ręcznikiem. Nie karm domowym obiadem. Jeśli trzeba ugotuj mu lekkostrawny posiłek bez przypraw. Najprościej jednak kupić w sklepie zoologicznym gotową karmę. Omijaj karmy serwowane w marketach - stosunek ceny do jakości jest adekwatny, a badania ujawniły, że zawierają nawet szampon do włosów. Po adopcji nasz pies może mieć problemy z załatwianiem się w domu. Jest zestresowany, nie zna miejsc i nowego planu dnia. Dlatego początkowo należy wychodzić nim bardzo często na spacer. W sytuacji, w której i tak zdarzy się psu nabrudzić, zachowaj wyrozumiałość. Spacery są też doskonałą okazją do związania się człowieka z psem. Spędzanie czasu w sytuacji komfortowej dla psa bardzo go do nas zbliża. Kup w sklepie zoologicznym zabawkę, do której wkłada się pokarm (tzw. KONG). Zajęty dobieraniem się do smakołyków zapomni o swoim nieszczęściu i dowie się, że u Ciebie można dostać coś smacznego do jedzenia. Karm go z ręki. Będzie kojarzył twoją dłoń tylko z pozytywnymi wrażeniami. Nie spuszczaj psa ze smyczy. Husky to uciekinier, wykazujący się niezwykłym sprytem. Są egzemplarze, które potrafią wykopać sobie dół pod płotem, przechodzić przez ogrodzenia jak koty, umiejące wspinać się po drzewach. Moje husky biegają wolno, ale wymagało to dużego nakładu pracy. Po okresie aklimatyzacji psiaki były spuszczane ze smyczy na ogrodzonym terenie i w nagrodę za powrót na komendę głaskane i nagradzane kabanosem. Teraz każde wyjście na dwór z kiełbasą kojarzą z wielką przygodą, nie tylko pobiegają, dostana jeszcze ulubiony smakołyk! Nie zawsze najlepszym wabikiem dla husky jest kiełbasa, trzeba samemu ocenić jaki jest gust kulinarny pupila. Wyjątkowo niesforna husky mojego kolegi wraca tylko i wyłącznie na marchewkę. Na temat wprowadzania drugiego psa do domu pisaliśmy w artykule "Jak wprowadzić do domu kolejnego psa". Od samego początku wyznacz psu granice tego, co mu wolno, a na co nie ma zgody. Żadnych okresów przejściowych, taryfy ulgowej, jeżeli chodzi o zakres "psich swobód". W przypadku psa adoptowanego wszyscy mamy zapędy do pobłażania mu, żeby zrekompensować mu jego wcześniejsze przeżycia. Pamiętaj, że takie jego traktowanie wcale nie działa na jego korzyść. Jeżeli nie chcesz, żeby pies właził na kanapę lub spał z Tobą w łóżku, to nie pozwalaj mu na to w pierwszym okresie tłumacząc, że to tylko tak na początek, żeby się dobrze poczuł. Jeśli pies chodzi za Tobą krok w krok i najchętniej nie schodziłby Ci z kolan, nie pozwól na to - to jest wstęp do "przyszycia" psa do siebie i zapowiedź problemów z lękiem separacyjnym. Z powodu traumy porzucenia psy schroniskowe są bardzo na tę przypadłość podatne. Nie chodzi o to, żeby psa od siebie odpędzać, ale też nie miziać za każdym razem, gdy do Ciebie podejdzie. Mizianie jest tylko wtedy, gdy to Ty zawołasz psa, a on podejdzie na Twoje wołanie. Ucz psa i nagradzaj za dobre zachowanie. Nie nagradzaj zachowania, które potem będzie Wam przeszkadzać w codziennym życiu, np. otwierania sobie przez psa samodzielnie lodówki albo wariackiego ujadania na widok smyczy. Łatwiej zapobiegać niż leczyć. Pamiętajmy, ze z biegiem czasu zachowanie naszego psa będzie się zmieniać. Zacznie traktować naszą rodzinę jak własna sforę. Wiele z zachowań naszego psa będzie wymagało korekty. Nie wiemy co działo się z psem zanim trafił do schroniska, może mieć za sobą bardzo traumatyczne doświadczenia. Mógł być bity i nigdy nie wychowywany. Od Ciebie zależy teraz zmiana w jego zachowaniu, musisz wykazać się cierpliwością i znajomością podstaw psiej psychologii...... " I jeszcze ten ---> http://sforahusky.pl/component/content/article/73-behawiorysta-online/215-jak-wprowadzi-do-domu-kolejnego-psa.html WAŻNE !!! ".... Kto nigdy nie miał więcej niż jednego psa naraz, niewiele wie o psach jako gatunku. Dopiero możność ciągłej obserwacji interakcji, jakie zachodzą pomiędzy mieszkającymi pod jednym dachem czworonogami, dają nam pogląd na to, kim są nasi czworonożni pupile… Zdecydowaliśmy więc, że do naszej rodziny dołączy jeszcze jeden pies. Ale… piesek czy suczka, szczeniak czy starszy? Tej samej rasy czy innej? Z kim nasz rezydent będzie szczęśliwszy, z kim lepiej ułoży sobie stosunki? To, czy i w jakim wieku brać drugiego psa, czy dorosłego czy szczeniaka, jakiej rasy/płci, etc. to jest sprawa bardzo indywidualna i zależy od bardzo wielu czynników. Ogólnie można stwierdzić, że łatwiej układają się relacje pomiędzy psami odrębnych płci i będących w zbliżonym wieku, a także w zbliżonych rozmiarach. Choć, jak to w życiu bywa, wszystko zależy od indywidualnych cech dwóch osobników… Jak wprowadzić drugiego psa do rodziny? Po pierwsze trzeba bardzo dobrze znać swojego psa rezydenta, jego charakter, temperament, mankamenty wychowania, etc. i w zależności od tego dopasować mu towarzysza. Zatem należy także mieć dobre rozeznanie co do charakteru i temperamentu tegoż towarzysza (nawet jeżeli to jest szczeniak, to pewne cechy są dla wprawnego oka widoczne już w wieku kilku tygodni). Oznacza to, że jeżeli planujemy zakup/adopcję drugiego psa, najpierw musimy poświęcić szczególnie dużo czasu wychowaniu i szkoleniu naszego psa, tak abyśmy byli pewni, że ZAWSZE nad nim panujemy i że nasz autorytet jako przewodnika uchroni nowego pieska przed niesympatycznymi zachowaniami rezydenta. To samo dotyczy nowego psa – jeżeli to pies dorosły, który ma być adoptowany, musimy z nim spędzić przedtem trochę czasu, żeby uznał, że jesteśmy "szefem" i w naszej obecności nic mu nie grozi. To jest zawsze dobry punkt wyjściowy do powiększenia rodziny o nowego czworonoga. Następny trudny moment, który będzie rzutował na dalsze relacje pomiędzy psami są okoliczności ich poznania się. Poznawanie i zaprzyjaźnianie ze sobą psów to jest bardzo szeroki temat, wykraczający poza ten artykuł, a metody uzależnione są od samych psów, warunków "technicznych", płci obu czworonogów, etc. To jest sprawa tak indywidualna, że nie bardzo można dać tutaj gotową receptę, do zastosowania "na ślepo". Generalnie jednak można powiedzieć, że poznanie powinno odbyć się na terenie neutralnym, czyli poza "terytorium" rezydenta. Najlepiej tam, gdzie na spacerze spotyka on inne psy albo w zupełnie dla niego nieznanym miejscu. Psy nie powinny zbliżać się do siebie ściągane na krótkich smyczach przez prowadzące je osoby (agresja smyczkowa!). Powinno się pozwolić im na obwąchanie się na luźnych smyczkach. Bardzo ważne - zachować spokój, nie "napinać się" (pies świetnie czuje, co się dzieje na drugim końcu smyczy!), żadnych gwałtownych ruchów, wdać się jakby nigdy nic w rozmowę z drugą osobą i tylko zerkać z ukosa na mowę ciała psów, żeby w porę je w razie czego rozdzielić. Pilnować (ale spokojnie, bez paniki), żeby nie splątały im się smycze! Jeżeli psy przystąpią do zabawy, to super. A jeżeli rozejdą się obojętnie albo, co gorsza, zaczną przyjmować postawy grożące, udajemy się na tzw. spacer równoległy – przewodnicy idą obok siebie, każdy z psem na smyczy po zewnętrznej. Gdy psy przestają zwracać na siebie uwagę, zwiększamy dystans (nadal równolegle idąc) pomiędzy przewodnikami i "przekładamy psy" na wewnętrzną, ale tak, by nadal szły do siebie równolegle, ale w bezpiecznej od siebie odległości. Służy to przekierowaniu nastawienia psów do rywalizacji na współpracę, budowaniu poczucia wspólnoty w dążeniu do celu i ich przekonaniu, że obecność drugiego psa nie stanowi zagrożenia. Współpracą jest już samo wspólne podążanie do celu (naprzód). Najlepiej, gdy takich sesji "zaprzyjaźniania" może się odbyć kilka zanim nowy piesek zostanie w końcu przywieziony do naszego domu. Przyjazd nowego psa do domu, to kolejny kamień milowy. Najpierw powinien wejść do mieszkania nowy pies (w tym czasie druga osoba bierze rezydenta na spacer, tak żeby nie widział, jak nowy wkracza na jego terytorium). Po tym jak "nowy" już sobie wstępnie obwącha wszystkie kąty, wprowadzamy rezydenta. Robimy tak dlatego, aby uniknąć efektu "bronienia" terytorium przez rezydenta przed wchodzącym intruzem. Kolejność: "najpierw nowy, potem rezydent" sprawia, że rezydent będzie bardziej skłonny uznać nowego, jako nowy element "wyposażenia" mieszkania, będący już na miejscu, a nie "naruszający" terytorium. No i jak już ten trudny etap przejdziemy, to rozpoczyna się długa i pracowita droga do prawdziwego budowania trwałej więzi pomiędzy psami a nami, psami pomiędzy sobą, nami a psami, etc... Ale "Dwa psy pod jednym dachem" to już osobny temat...." Dorota Wiland – konsultant - psycholog zwierząt, specjalizująca się w terapii zaburzeń zachowania u psów adoptowanych, biegły sądowy z zakresu psychologii zwierząt. - dziękujemy bardzo za Pani mądre, niezwykle fachowe rady !!!!!!!! :loveu::loveu::loveu::loveu::loveu: Powiem Wam tak.... czlowiek się uczy całe życie.... Tak jak to było przy adopcji Delika jak i Nukisi - chyba z 3/4 tych zasad złamaliśmy (nie znając ich - nie zastosowaliśmy się do nich, dzialalismy w/g zasady: "spontan, pelna improwizacja i serce"); pozostałe zastosowalismy całkowicie bezwiednie.... Udało się chyba tylko dzięki wspaniałej psychice i wrażliwości - tak Delka jak i Nuczki.... I Nikitce.... - Która Duchem była - i wciąż jest - przy Nas...... Edited January 18, 2012 by WILCZUREK literówki, wrrrr !!! Quote
kakadu Posted January 18, 2012 Author Posted January 18, 2012 bardzo cenne rady - dziekujemy wilczurku :) wieczorem wstawie zdjecia od pani kasi; mam je w postaci mmsow i bez pomocy tza nie dam rady... Quote
DONnka Posted January 18, 2012 Posted January 18, 2012 Uff, ale mi ulżyło, że sytuacja się uspokoiła Sprawa Kanisa nie dawała mi spać :shake: Znaczy się kupiliśmy trochę czasu, żeby znaleźć chłopakowi nowy domek, tak ??? Na razie nie mam pomysłu, ale dalej będę myśleć intensywnie :) Ja, podobnie jak egradska, mam w domu terytorialnego i nieprzewidywalnego samca ON, który prócz domowników nie toleruje nikogo :shake: W innym wypadku....., ech szkoda gadać, co by było gdyby... :shake: Quote
kakadu Posted January 19, 2012 Author Posted January 19, 2012 (edited) kanis cos nie ma szczescia... zostal (poki co wirtualnie, ze zdjecia RTG) skonsultowany w warszawie u dwoch ortopedow - obaj zgodnie twierdza, ze to odnerwianie bylo bezcelowe ze wzgledu na zbyt zaawansowany stopien dysplazji, i ze jesli w ogole pomoze to na krotko; zalecaja wstepnie jednak resekcje glowki kosci udowej, ale oczywiscie bez obejrzenia psa nikt nie powie nic na pewno; podobno mozna gruntownie "odnowic" kanisa wstawiajac mu protezy stawow biodrowych, ale nawet biorac pod uwage, ze mamy lekarza, ktory moglby to zrobic za symboliczne 500 zlotych, to sprawa jest nieosiagalna bo jeden implant kosztuje 3 tysiace... skad wziac 6 tysiecy... :( jeszcze bedzie jedna konsultacja we wroclawiu, ale czekam na plytke z przeswietleniem bo samo zdjecie podobno nie wystarczy (to, ktore jest w pierwszym poscie); moze te rozbieznosci w diagnozowaniu nie sa niczym niezwyklym - lekarze czesto maja rozne pomysly na leczenie, ale mnie juz rece opadaja; splacilismy w klinice 2 tysiace i pies kuleje jak kulal, tyle, ze nie ma dziury w nodze; drogo wyszlo to leczenie... 3 tysiace... najgorsze jest to, ze kanis jest tak daleko i na konsultacje i operacje trzeba by go bylo przywiezc; nie byloby z tym problemu, ale co potem z nim zrobimy? gdzie zamieszka miedzy naprawianiem jednej i drugiej nogi? bedzie potrzebowal naprawde dobrej opieki i scislego stosowania sie do zalecen lekarza; powinien byc w okolicach wawy; wyglada na to, ze szukamy mu dt na dwa miesiace, w warszawie, bez psa, w domku z ogrodkiem, wzglednie na parterze lub z winda, bo na pewno nie bedzie po operacji mogl chodzic po schodach; mamy lekarza, ktory zgodzil sie to zrobic za jedyne 400 zlotych od nogi wiec to jedyna dobra wiadomosc na dzis; moze macie jakies pomysly, bo ja juz nie wyrabiam; doraźnie SZUKAMY DT W WARSZAWIE NA OK 2 MIESIĄCE CZYLI NA CZAS DRUGIEJ OPERACJI BIODER; DOM MUSI BYĆ ODPOWIEDZIALNY W SENSIE TROSKLIWEGO WYPEŁNIANIA ZALECEŃ POOPERACYJNYCH Edited January 19, 2012 by kakadu Quote
kakadu Posted January 19, 2012 Author Posted January 19, 2012 (edited) a tu porcja zdjec od pani kasi z rudy: tak chlopaki spali pierwsze nocy: kanisek przed spacerkiem w buciku, ktory da sobie bez problemu zalozyc: tu czeka na obiadek (serca wolowe z ryzem) kanis odpoczywajacy miedzy kwiatuszkami Edited January 19, 2012 by kakadu Quote
kakadu Posted January 19, 2012 Author Posted January 19, 2012 (edited) a tu wykorzystal moment, ze kolega byl na dworze i kanisek w sniegu na spacerku Edited January 19, 2012 by kakadu Quote
wolf122 Posted January 19, 2012 Posted January 19, 2012 Zaglądam do Kanisa:roll:nawet nie wiem co napisać.Koszty o jakich mowa są niebotyczne/a gwarancji nikt nie da.Trzeba to rozpisać na opcje i wybrać najbardziej realną.Póki co jak czytam sprawa domu w W-wie na czas po zabiegu.....Nie mam póki co pomysłu:shake: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.