Jedrek wrocil i cieszymy sie wszyscy wlaczajac psy!!! Pola sie go znowu troche bala, ale cierpliwoscia i lagodnoscia przekonal ja do siebie i wczoraj wlazla mu na kolana i tak nadstawiala szyje do miziania wpatrujac sie w niego rozkochanymi oczami, ze az bylam zazdrosna ;) A Hopcia teraz w nocy sie dwoi, bo troche spi z Jedrkiem, a troche z TZem ;) Ach, no i wczoraj Hopka znowu dostarczyla nam, zwlaszcza mnie, mocnych wrazen. Bylismy na spacerze na polach, kolo szkoly Zosi. Pola od szkoly oddziela uliczks, ktora normalnie jest pusta, ale rano pelno na niej samochodow i autobusow odwozacych dzieci do szkoly. Bylismy daleko od uliczki, wokol pusto, wiec spuscilismy naszego charta ze smyczy... Nagle, na srodku pola wyladowaly z lopotem dwie gesi kanadyjskie...Hopka zastrzygla uszami i jak nie ruszy pedem! Gesi ja zobaczyly i poderwaly sie do lotu, ona za nimi...my wolamy, ona nie slyszy tylko gna...a gesi leca w strone ulicy...gardlo zdarlam, a ta nie slyszy tylko sadzi dlugimi susami...juz ja widzialam pod kolami samochodu, wreszcie jednak uslyszala, zawrocila, przeleciala obok nas, pognala dalej i dopiero po paru minutach wrocila...gluchy, slepy instynkt psa goniacego uciekajaca ofiare...Dobrze, ze Polcia nie lubi duzo biegac na tych swoich krotkich nozkach, bo bym zeszla na zawal ;) W kazdym razie Poli nigdy nie spuszczamy, bo ona gluchote ma w genach i wraca kiedy chce, a nie zawolana...