W niedzielę nie wytrzymałam napięcia i zadzwoniłam do Nutusi, bo się martwiłam: śpieszę wszystkich uspokoić, że jest zapracowana, zabiegana, ale ogólnie nic złego się nie dzieje.
Dawno nie było zdjęć, coraz gorzej u nas wszystkich z czasem na dogo :( Wklejam zdjęcia z końca kwietnia - kiedy Jęrek szykował się do wyjazdu z powrotem na uniwerek i mruczał psom do ucha: jak ja za Wami będę tęsknił... A zaraz po wyjeździe Jędrka Zosia się rozchorowała i psy ją kurowały jak umiały...
Niesamowite :) Nasze dziewczyny też podróżują przypięte na kanapie z tyłu i albo siedzą wyglądając przez okna, albo z westchnieniem rezygnacji zwijają się w kłebek i śpią. Chwała Bogu żadna nie śpiewa! Tylko Zosia...;-)
Hopka i Pola bardzo wspolczuly Lerce i z wielkim niepokojem wysluchaly koncertu. Czy ona tak przez cala droge? My czasem jedziemy 1500 km na raz, wiec Lerka nie moglaby nam towarzyszyc...