Aniu, wetka okazała się zachowawcza, czemu wcale się nie dziwię - weci nie są nieomylną wyrocznią, są ludźmi jak my i widząc Twoją miłość,
niepokój o Jasię, wiedząc z pewnością swoje, z jakichś powodów, nie chcą podejmować ryzyka tylko na własną odpowiedzialność (tak mi się wydaje). Najuczciwszym podejściem byłoby poinformowanie Ciebie o wszystkim (za i przeciw) i wspólne podjęcie, w rzeczowej rozmowie, decyzji.
My, zakochani w naszych Ogonkach, zawsze będziemy szukać w sobie wytłumaczenia, czasami ucieczki .... miliony myśli spędzają nam sen z powiek
i gdybamy, gdybamy ... starość + choroba = bezradność
Robisz, co w Twojej mocy i dzięki temu Jasia jest i jeszcze długo (daj B.) będzie z Wami
Z tego, co piszesz, Jasia nie dostała wyroku bez prawa do apelacji, zatem jest miejsce na zawalczenie, na kradzież każdego dnia z Wami ...
Bardzo współczuję i nie zazdroszczę emocji, jakie są Twoim, Waszym udziałem :(
Sercem z Wami
G.