Jump to content
Dogomania

Ty$ka

Members
  • Posts

    15994
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Ty$ka

  1. Ty$ka

    dubel

    Podrzuć mi :p
  2. Jaaa, ale fajny sprzęcior :D No nie pogada z Theosiem :p
  3. W takim razie kciukujemy :)
  4. Ty$ka

    dubel

    BUhahaha, mój tak samo się bawi :lol: A sąsiedzi... nie pojmuję jak można zostawiać psa na smyczy, no ale nie mój cyrk, nie moje małpy ;)
  5. A myślałaś o plastikowych kagańcach? Są lekkie, ale nie wiem jak z ich trwałością ;). Buhahhaa, kaganiec dziargany świetny :D. Fajne fotałki, w ogóle zazdroszczę Wam psów niebojących się wody. A kobieta chamska, chwilami się zastanawiam czy na pewno w tym samym kraju mieszkamy, bo my z chamstwem się właściwie nie spotykamy albo zbyt tolerancyjna jestem :siara:
  6. [quote name='Yuki_']Ej, daj link do strony psa na fb. :p Bo nie wiem gdzie on jest tu w galerii[/QUOTE] Masz w podpisie Gezowej... :mdleje:
  7. O proszę jak sobie wspaniale radzicie beze mnie w tej galerii :loveu: Powiem Wam, że tęskniłam za tymi rozmowami, więc dorzucę swoje przysłowiowe trzy grosze. [B]Majka, [/B]O matko jedyna... puszczać psa goniącego zwierzynę... straszne. To znaczy ja sama nie wiem jak bym się zachowywała, gdybym miała psa dostającego ślinotoku i odmóżdżenie na widok zwierzyny, bo sama nie lubię trzymać psa na smyczy, a spacery to ja tylko do lasu lubię. Także trochę się mądrzę na wyrost, ale myślę, że jednak pomęczyłabym się z psem na lince do czasu aż nie przywróci mu się mózg tak, jak robiłam to z Morusem (ale mówię - on krótko się linkował). Z drugiej strony - jeśli pies faktycznie ma ciężką dupę i nie ma szans, by zwierzaka dogonić to są mniejsze obawy. Tylko tu rodzi się pytanie: na podstawie czego mam dokonać analizy czy mój pies zwierza dogoni czy nie? I czy warto ryzykować życie psa (bo dzik może go pogonić, bo myśliwi) tylko po to, że mi się psa na lince trzymac nie chce? Dlatego jestem przeciwniczką spuszczania psa, który kompletnie traci mózg kiedy zobaczy/poczuje zwierzynę. Dla mnie to skrajna nieodpowiedzialność i tyle. Nie no... nie mówimy tu o bażantach czy innych małych zwierzątkach, bo mój mały piesek też swego czasu polował na ptaki i było dla mnie "normalne", że na spacerze przyniósł mi to gołębia, to jakiegoś większego ptaka, nieraz złapał je w locie. Potem nad tym pracowałam wbrew zaprzyjaźnionemu myśliwemu, bo uważał, że piesek ma smykałkę i chciał go sobie pożyczać, ale nie życzyłam sobie psa, który dostaje ślinotoku na widok pierzastych. Co prawda i znowu szybko nauczył się ze mną współpracować i przestał polować na własną łapę, ale ja chciałam psa-przyjaciela, nie psa mającego wszystko gdzieś na widok potencjalnych ofiar :shake:. Z czasem nauczył się samokontroli i może przebywać też z kurami (choć mimo wszystko nie zostawiłabym go sam na sam z nimi), ale tak czy inaczej mam to szczęście, że większa zwierzyna nie wywoływała u niego takiego stanu odmóżdżenia jak w przypadku małych zwierząt. I jestem pewna, że większa zwierzyna nie jest zagrożona aż tak bardzo od strony jednego psa (choć sarna to co innego, ta jej wrażliwość...), ale już nie można mówić, że w duecie psy sobie nie poradzą z czymś porządniejszym. Naprawdę te zakazy spuszczania psa w lesie nie są czyimś kaprysem, ja je rozumiem, bo naprawdę sama widziałam jak sobie dwa domowe (tsa) pieski rozprawiały się z dzikiem czy sarną, może nie w sposób nagminny, ale do takich przypadków nie powinno dochodzić nigdy. Z trwogą patrzę jak niektórzy idą ze stadem (bo trzy czy cztery psy to już stado) na spacer do lasu, beztrosko spuszczając swoje nieodwoływalne od zwierzyny pieski na zasadzie "hura, pobiegają za zwierzyną to będę mieć z nimi spokój". O właśnie, dobrze że o tym wspominasz, bo wiele osób posiadając psa myśliwego, pozwala na gonienie zwierzyny "bo on tak ma". A przecież nie wyobrażam sobie, by takie piesek był skuteczny w pracy, gdyby miał całkiem w poważaniu właściciela. Tzn. ja się nie znam na psach myśliwskich, bo nigdy mnie do nich nie ciągnęło, ale wydaje mi się, że każde polowanie z psem to praca na [U]naszych[/U] zasadach. Pies goniący wszystko, co popadnie to moim zdaniem marny myśliwy, ale tak jak mówię, ja się nie znam. Dla mnie w ogóle trzymanie psów pracujących jako pieska domowego jest mijanie się z celem, bo jestem zwolenniczką robienia z psem tego, do czego został stworzony (lub zastąpienie tej pracy czymś podobnym), no a jesli ktoś chce psa by leżał i za przeproszeniem, pierdział na ogródku, a potem z nami spał, to niech sobie weźmie pieska nakolankowego, z IX grupy. Acz zdaję sobie sprawę, że nie każdy pies z rasy użytkowej jest wrodzonym pracusiem (i tu pojawia się pytanie - w jakim kierunku idzie hodowla?), woli sobie spędzać czas właśnie na niczym i to jest ok, niech trafi do takiej rodziny, która miała takie wymagania, choć dla mnie nieporozumieniem jest hodowanie typowych miśków, wypartych z popędów, bo ludzie takich psów szukają. No sorry, jak ktoś chce pieska domowego to ma tyle ras, że sobie wybierze, a niech nie bierze psa rasy pracującej! Z drugiej strony wcale nie uważam, że nie można zastąpić pracy typowej dla danej rasy czymś innym, dobrze że w ogóle ktoś to zastępuje, ale jeśli ktoś bierze psa choćby gończego i ma pretensje, że piesek goni zwierzynę to coś jest nie tak. Nie każę mu od razu chodzić z psem na polowania, ale chociaż coś zastępczego dać. Tak samo z pastuszkami - nie każdy ma możliwość mieć owieczki, ale jeśli nie próbuje tego zastąpić czymś innym to dla mnie jest to okropnym nieporozumieniem. [B]Marta[/B], właśnie. Dla mnie śmieszne jest, gdy ktoś pisze "mój border pasie koty, ratunku, jak mam z tym walczyć!" czy "mam wyżła, w lesie głuchnie na moje wołania, co robić" :evil_lol: bo jeśli ktoś decyduje się na daną rasę tzn. że godzi się na cały jego pakiet. Z gończego nie zrobi się owczarka, a z owczarka (rasa stricte stróżująca) nie zrobi się goldena kochającego cały świat. Walka z tym, co kiedyś dla danej rasy było pracą jest dla mnie nieporozumieniem. Mógł wybrać inną rasę, po co się razem męczyć? w imię czego? Tak btw. jak zwykle się zgadzamy :loveu::loveu::loveu: [B]Yuki[/B], każdy pies ma instynkt myśliwski. U jednych może być jedynie uśpiony. Tu chodzi o to, że nie możesz wymagać od husky, by przestał być aktywny, dla mnie głupotą jest branie haszczaka, a potem chodzenie z nim na góra godzinne (czyli te ok. 5km) spacerki koło bloku i wymaganie jeszcze by były na luźnej smyczy. Albo robienie z niego owczarka, sorry - husky może i będzie lubił agility, ale uważam, że o wiele więcej frajdy sprawi mu, gdy choć raz na jakiś będzie mógł robić to, co kocha. Jak ktoś bierze husky to decyduje się, że piesek będzie ciągnął. Czy to rower, czy to jako BJ czy CC, czy sanki (choć jeden haszczak nie jest w stanie pociągnąć sanek), czy oponę, ale ma pracować "tak jak natura chciała", w przypadku husky - fizycznie. Jednak musi też odróżnić pracę od spaceru. Nie wyobrażam sobie mieć haszczaka, który na spacerze ciągnie mnie jak worek kartofli :eviltong:. Dlatego pies musi być nauczony odróżniania spaceru od treningu. Przecież w okresie letnim husky nie trenuje (kiedyś zresztą przecież to w tym okresie były zwalnianie z łańcucha i musiały sobie same zdobywać jedzonko - stąd ciągota do ucieczek), mówię tu o północniaku stricte przygotowywanym do zawodów czy do prawdziwej pracy. W lecie wiele maszerów nie wychodzi z nimi na spacery (czy to dobre czy nie zostawiam do własnej opinii), a inni wychodzą, ale to są spacerki - luźne, zero ciągnięcia, by na jesień wrócić do treningów pełnych sił. I gdyby ten sam pies nie był nauczony odróżniony praca-relaks to matko jedyna, wszyscy maszerzy byliby chyba połamani przez nałogowe ciągnięcie pieska zaprzęgowego na spacerkach :evil_lol: Co więcej to w lecie właśnie spacery husky często polegają na wyjściach do lasu i muszą być odwoływalne, inaczej heja! poszłyby w las i tyle by z nich było... Tak nawiązując do Twojej wypowiedzi - co innego jest praca nad instynktem, by móc go w stanie kontrolować (pies pasie na moich warunkach, pies poluje na moich zasadach) i odpowiednio wykorzystać, a co innego całkiem zwalczać instynkt, który od wieków był wzmacniany. Przecież pastuszka nie puści się w owce i nie pozwala mu się robić co chce, bo pies może instynkt mieć, ale nie wie co robić i może tylko powkurzać owce, tak samo myśliwskiego nie wyśle się od razu na polowania, trzeba psa nauczyć swojego fachu i ja to rozumiem, całym sercem popieram. Bo mi chyba nie powiesz, że swojego haszczaka przypięłaś od razu do roweru i tyle - już umiał skręcać, hamować, przyspieszać, biegać z każdym ciężarem i ignorować dzikie zwierzątka podczas treningu. ;) Gdyby tak było to treningi haszczaków byłyby łatwe i przyjemne, a jednak nie są. Są mega skomplikowane, trudne i wymagają od maszera sporej dawki wiedzy, wyczucia i doświadczenia. I cierpliwości przede wszystkim. To nie takie hop siup. Trzeba nauczyć psa swojej pracy, swojego fachu oraz odróżniania pracy od relaksu własnie... Jednak szolenie psa na zasadzie by w ogóle nie polował i w ogóle nie pasł, gdy to u niego jest normalne to coś jest nie tak. Cześć [B]Marta1624 [/B]:loveu: I żeby nie było... nawiązując do czyiś odpowiedzi nie znaczy, że krytykuję/oceniam/odnoszę się do tej osoby, mówię ogólnikowo. Piszę o tym, bo cóż... dogo żądzi się innymi prawami, przecież jak piszesz, to na pewno piszesz do kogoś personalnie :evil_lol::eviltong:
  8. [quote name='Collie']Przypomniało mi się jak Harry mi zwiał za kilkoma sarnami, nic nie dało się zrobić. To chyba silniejsze od nich i trzeba pogonić :lol: Bałabym spróbować przejażdżki z psem przy rowerze, choć bez problemu biorę rolki, psa, smycz - polecam ;) Morus to taki bardziej puchaty jest.[/QUOTE] Czy ja wiem? Morus ignoruje sarny, nie uważam, bym włożyła tu sporo pracy. Trochę jej było, bo piesek lubi gonić, a i węch ma dobry, ale on łatwo generalizuje i bez problemu przyswaja nową wiedzę, więc szybko załapał, że nie może i już. Pogodził się z tym, choć czasem mu się chce... oj chce. Praca nad samokontrolą dużo tu dała ;). Tak czy inaczej od tamtej pory ufam psu całkowicie, nie zwraca uwagi na sarny, nawet nie udaje się za uciekającymi w pościg. Choć czasem za bardzo duża była pokusa - no ale mój epitet skierowany do psa lub awaryjnie, gwizdek pozwoliły przywrócić psu mózg i szybko wracał. Tu zadziałała znana mu komenda "bierz", czyli generalnie zgoda na to, co kocha (swoją drogą żałuję, że w mojej okolicy nie ma jakiejś owczarni jak Pastuszkowo), więc ruszył szczęśliwy w pogoń ;). Wcześniej tej sarny nie zauważał. Czemu boisz się roweru? Moim zdaniem jest bezpieczniejszy niż rolki. Zwłaszcza, że nie mam rolek, jeździć na nich nie umiem, a co dopiero mówić o jeździe z psem po leśnych, pełnych korzeni i kamyków ścieżkach i to z psem na smyczy! :p Chcę jeszcze żyć. [quote name='Majkowska']Generalnie pies chyba nie jest w stanie tak łatwo złapać zwierzyny jakiejkolwiek. Jeśli tylko to są faktycznie dzikie zwierzęta (bo i są takie że żyją przy ludziach i nie boją się niczego) to one uciekają dośc szybko. Gorzej z sarną która ucieknie, ale jak się zatrzyma to może paść na serce. Wobec saren jestem bardzo czuła, bażantów i zajęcy nie żal mi ale tu z kolei mam inne powody zeby nie psuć sobie psa ;) U mnie Wald się zaczał kosmicznie lenić. Byliśmy na wsi, tam ciepło to zrzucił, kłaków nie było. Wróciliśmy do domu , zimno jak pieron - w mieszkaniu się trzęsę choć na polu 30 stopni, pies oszałał i znów sierść wymienia na grubszą...a ja się cieszyłam że sierśc mu spadła i nie będzie teściowa kłapać że dywany kudli :roll:[/QUOTE] Czy ja wiem? Jeśli działa w pojedynkę to faktycznie marne szanse, ale nieraz słyszałam o tym jak dwa czy trzy haszczaki sobie upolowały to sarnę, to dzika... Przypadki może rzadko spotykane, ale nieraz czytałam na jednym z forum haszczych (które swoją drogą podobno wymarło, nikt tam już nie zagląda) o takich przypadkach. Zdjęcia były naprawdę wiarygodne i mało przyjemne do oglądania. Co do saren mam takie same podejście, dlatego dziwi mnie pozwalanie na ich gonienie na zasadzie "niech pies się wyszaleje" - zero odpowiedzialności. Morus nie jest psem myśliwskim, zaprzyjaźnieni myśliwi i leśnicy to wiedzą, więc przymykają oko na spuszczonego psa w lesie. ;) Wiedzą, że sam nie pogoni, nieraz widzieli, że patrzył się na nas z krzaków dzik czy była obok nas sarna, a ten nic, nawet po pokazaniu palcem :p W takim razie okropnie współczuję. Mój linienie chyba prawidłowo, w końcu pies podwórzowy jest. Boję się co to będzie za 2lata, gdy zamieszka ze mną pod wspólnym dachem na stancji. Toż to będzie katorga!
  9. Trzymamy kciuki, by ktoś konkretny zadzwonił.
  10. A fizjologa niet? ;) Fajne fotałki, mimo że tosterowe :D
  11. [quote name='Yuki_']Kwalifikuje się. :eviltong:[/QUOTE] Pogódź się, że nie jesteś wybrańcem :p
  12. Też chcem taką sesję :< Fajnie, fajnie :loveu: Choć mi to bardziej podchodzi pod maltretowanie pańci przez psa, a nie na odwrót :D Powodzenia jutro!
  13. A co - otwierasz poradnię rozwiązywania problemów? :D Ot, jaki kochany synuś :loveu: W takim razie czekam na fotałki.
  14. O matko... już zaglądam. Zdrówka dla Chibi.
  15. Lejesz miód na moje serce :loveu:
  16. To chociaż może filmik? Albo coś? :(
  17. Ty$ka

    Gru&Tofik

    [url]http://i1372.photobucket.com/albums/ag355/martyyna/spacer3/153bc_zps2998689c.jpg[/url] jaka miłość do spacerów :loveu: Jakie piękne tereny. O fotkach to ja nie mówię już ani o towarzystwie, bo popadnę w kompleksy :p
  18. Jak Ci mały rośnie? I jak w ogóle ogarniasz dwa wilczaki? :) Fotki super, takie klimatyczne, ale szczerze czuję respekt wobec CzW, zwłaszcza w lesie :p
  19. [quote name='marta1624']O muszę spróbować. Mimo że niedużo mam kłaków to zawsze byłoby mniej ;)[/QUOTE] Powiem szczerze, że tylko ja tak słyszałam, jeszcze nigdy nie próbowałam :eviltong: Jednak sposób ponoć fajny, więc mówię o nim. [quote name='rashelek']Fakt, kąpiel daje super rezultaty przy linieniu, dużooo więcej futra schodzi wtedy. Najlepiej było w zeszłym roku, jak Mika się porządnie sypała już - klepłam ją i burza futra się unosiła :evil_lol: Swoją drogą, muszę ją dzisiaj wyczesać... A taaak mi się nie chce :P[/QUOTE] W takim razie muszę spróbować. Tylko chyba nie w babcinej łazience, bo mnie zje :lol: Mogę Ci ją wyczesać. [quote name='Sonka95']Moja na szczęście jakoś mniej linieje w tym roku :cool3: kiedyś trzeba było czesać co drugi dzień a teraz raz na tydzień i wystarczy :)[/QUOTE] U mnie podobnie. Jednak czeszę codziennie, bo wiem, że wtedy mniej odczuwalne jest linienie. [quote name='Naklejka']Wykąpałam Jetsa i włos puścił, żałuję, żałuję bardzo.... :evil_lol: Dzisiaj go wyczesałam troszkę, a reszta niech sama wypadnie, nie chce mi się z nim użerać.[/QUOTE] Czemu żałujesz? ;p
  20. Ty$ka

    PatBull

    Coś czuję, że PP za 2lata się ode mnie nie odgoni :evil_lol:
  21. I to jest myśl :loveu:
  22. Matko, Magda u Ciebie widzę każdy pisze swoje problemy życiowe :siara: Dobrze, że są fotki. Theoś dba o swoje włoski - dodaje sobie odżywki piaskowej :loveu: Niczym szyszka kąpiąca się w "pyle wulkanicznym" (w piasku) :evil_lol: I Torcia, w końcu ona :loveu:
  23. [quote name='Illusion']Moja znajoma, która też nie mogła sobie poradzić z ciągnącym BC zaczęła to wykorzystywać - przepina sobie smycz wokół pasa i pies ją tak ciągnie, prawie jak canicross :lol:.[/QUOTE] Ja też tak robiłam :p Ej, to fajna sucz :loveu: A ćwiczycie sobie coś?
×
×
  • Create New...