Wątpię, by ktoś ją szukał. Dostałam dzisiaj informacje i to od różnych ludzi, że była widywana wcześniej. Zero info gdziekolwiek, że mogła komuś zaginąć. Nasze miasto jest niewielkie, takie rzeczy szybko się rozchodzą, zwłaszcza że ja non stop śledzę sytuacją psią tutaj. Jednak jak ktoś się zgłosi, że to jego pies - wtedy podejmiemy odpowiednie kroki.
Morus cholernie tęskni. Chodzi w miejsca, gdzie spała mała. Wyje mi właśnie za nią. A jeszcze wczoraj było "mamo, zabierz ją ode mnie" - dzisiaj pakował się z nią do samochodu, musiałam go porządnie przytrzymać. Dziwne jakm szybko się przywiązał. Wiem, że husky kocha obłędną miłością od zawsze (hura! ma coś po mnie :p), ale żeby aż tak się przywiązał? Mnie też jest ciężko. Naprawdę. Byłam pewna, że się tak nie przywiążę. Wszystkim łezka w oku się zakręciła z mojej familii przy oddawaniu, a mi właśnie nie. Powtarzałam sobie, że tak ma być. A teraz nie umiem nic ze sobą począć, snuję się od kąta w kąt. W domu ciągle toczy się rozmowa na temat psa. Każdy mówi, że dobrze, że ma nowy dom, ale jest to takim tonem mało przkeonującym... jakbyśmy sobie chcieli wmówić. Aleee... będzie dobrze. Teraz czekam na telefon od DS. Jeśli za 3miesiące nie będzie "weźcie z powrotem tego psa" to dobry znak. ;)