-
Posts
15994 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Ty$ka
-
Łączę się w bólu z tymi strachami dźwiękowymi.
-
Poka kaganiec. Najlepiej na pycholu :D
-
Mr. Rocky & Mrs. Leokadia oraz czarna bestyjka i reszta stada xD
Ty$ka replied to Buńka's topic in Foto Blogi
Moje wyrazy współczucia :( Co może być powodem, że tak szybko je straciłaś? -
Góral w ciele psa, tygrys i znajda, czyli Cesar, Mruczek i Kofik.
Ty$ka replied to Karro's topic in Owczarek podhalański
To super, że znaleźliście coś, co Cesara jara :D Dzisiaj widziałam podhalana, od razu pomyślałam o Was ;p -
Dobra, by nie było za bardzo haszczakowo... w końcu to galeria Morusa. Za 2tygodnie widzimy się z Muffiastymi, nie mogę się doczekać. Spacer zaplanowany od marca, oby się udało. Kciukujcie :) Z kolei do fryzjerów są straszne kolejki :(. Nie wiem kiedy psa zetnę, buuu. Już chciałabym mieć to samo, tak samo jak reakcję mojej rodzinki, która nic o moim pomyśle nie wie. Działam w konspiracji :lol: Endy zaś znów źle przeżywa upał... To jest straszne, jak patrzę na to, że się tak męczy. Obciąć mu nic już nie mogę, ma sierść krótką - chociaż nie... można mu ciąć jajka jeszcze :lol: Za 2tygodnie mamy wakacje. Tzn. za 2tyg. samej nauki. Już nie mogę się doczekać!
-
Tak, jak pisałam - u nas jest stała pora, ale nie ściśle określona godzina, ale pomiędzy X a Y. Ten system się sprawdza u nas wszędzie, mniej się frustruje. Zresztą wiele behawiorystów i szkoleniowców właśnie zaleca takie działanie ;).
-
A mnie się właśnie wydaje, że Miczel ma teraz taki szczeniakowy wyraz pysia :lol: Świetnie wygląda. Mnie pewnie zabiją za ścięcie psa, ale postanowione. Byleby mu się nie kręciła potem sierść, bo się pochlastam... U nas też zbliża się burza, a właśnie planowałam taki duuuży spacer ze znajomymi i psami :D
-
O, widzisz, tak się ma rzecz. W takim razie duuużo samozaparcia życzę. Tak na marginesie, dlatego nie daję swojemu psu o konkretnej godzienie żarcia. U nas stała pora to pomiędzy przypuścmy tą 5 a 6, a nie konkretnie o którejś :D Tak samo zresztą ze spacerami - jak miał kiedyś o 15, to jojczał, że już jest o 15.15. Teraz chodzimy pommiędzy 15 a 18 i piesek to zaakcpetował, jest spokój.
-
funiu, wyczyść skrzynkę :)
-
My kiedyś chyba Was obserwowaliśmy, bo znajomy pysk :p
-
[quote name='leónowa']Jak można ignorować psie wycie/szczekanie? Jeśli mamy sobie domek i nam to nie przeszkadza, to ok. Ale narażać sąsiadów na wysłuchiwanie wrzasków jest mało fajne. Wstyd by mi trochę było za takie zachowanie mojego czworonoga za którego jestem odpowiedzialna....prośbą, groźbą, ale zakazać takich zachowań, które z czasem mogą się przecież nasilić.[/QUOTE] Dobrze gada, polać jej. :D Przede wszystkim musisz wybrać jedną metodę i się jej trzymać. Nie chcę się bawić w eksperta, bo nie jestem, ale na pewno jej nie pobłażaj. U mnie by na kopach poszłaby na dwór, ale w bloku to ciężko o to ;p. Ej, jeszcze mi się tak nasunęło - a gdyby poranną porcję miała chowaną w kuli-smakuli lub w kongu, a ta/ten schowany gdzieś w domu? Wtedy byłaby zajęta i musiałaby znaleźć własne żarło, a potem oddać się biesiadzie, więc zapobiegałabyś szczekaniu. Albo mogłabyś chociaż kłaść przy Twoim łóżku kong, wtedy zanim by szczekała, by zjadła. A jakby zaczęła ujadać zanim się dobierze do żarcia - zabierasz natychmiast jej kong. Milknie nawet na sekundę (pewnie w szoku, że żarcie zniknęło), więc nagradzasz, ale jednocześnie odsyłasz do klatki. Kładziesz znów kong. I robisz tak ciągle aż nie nauczy się, że tylko cisza pozwoli jej jeść. Może to coś da? Na początku nie wyśpisz się, ale tylko konsekwentne działanie może dać jakiś efekt. Ewentualnie może coś obroża antyszczekowa coś da? Oczywiście to tylko takie moje luźne refleksje, nie traktuj tego jak rady, bo Joy jest inna niż mój kundelus.
-
Wybaczcie, że potraktuję Was jednakowo i odpowiem wszystkim na raz. Jeśli chodzi o umowę adopcyjną. Nie zdążyłam jej zrobić i to mnie gryzie najbardziej. Miały mi dziewczyny podesłać, ale nie zdążyły. Jednak zawiązaliśmy umowę ustną - mamy świadków z dwóch stron. Oni przyjechali w tym celu właśnie z bratem od strony dziewczyny, która ma mieć psa oraz TŻem właścicielki, ode mnie wyszła cała rodzina plus sąsiedzi jako strona neutralna. Wiem, że w razie "w" ciężko jest dowodzić w sądzie swoje racje, bo każdy świadek stoi po stronie swoich, ale to działo się tak szybko - i jedyne to to, że uspokajają mnie sąsiedzi plus moja druhenka z drużyny, która przyszła do mnie w trakcie zawiązania umowy ustnej, są oni neutralni w tej całej sprawie i w razie (tfu, tfu) czegoś tam mamy przewagę. No i w adopcji pomagał nasz komendant policji, także i on śledzi całą tę sprawę. Ja poszłam w sobotę (w sumie w niedzielę już) grubo po 2 w nocy, bo ciągle szperałam czy czasem komuś sucz nie zaginęła. Potem ledwo wstałam, dostałam telefon, że przyjadą, zdążyłam jedynie naszykować sucz i pogadać z ludźmi jak się przygotować i przyjechali... Umowy nie spisaliśmy. To jest podstawa, pewnie ja o tym wiem, zawsze o tym mówię, ale no cóż. Nie byłąm przygotowana na tą sytuację, swego czasu trzymałam na swoim lapku takie rzeczy jak umowy, ale odkąd wrócił z naprawy nie zdążyłam, w sumie nie pomyślałam, że taka sytuacja będzie miała miejsce. Co do sterylki - podpowiedziałam im to, ale szczerze? Gdyby mi ktoś narzucił sterylkę to bym suczki np. nie wzięła. Po prostu w przypadku husky często się zdarza, że potem podsikują pod siebie czy mają problem ze stawami... Może nie jest to nagminne, ale jest. Ludzie nie wyglądają na rozmnażaczy, pies jest u brata, z rozmowy wynika, że wcześniej mieli sukę i ją pilnowali mocno. Sama cieczka była dla nich kłopotliwa, więc myślę, że moją propozycję przyjmą i suczkę wysterylizują. Mam ich często odwiedzać i pilnować. Jeśli się okaże, że dopuszczą suczkę (a to jest do zweryfikowania i to dość prosto) to ostrzegłam, że im psa odbiorę. Wyglądali na przejętych, zobaczymy jak będzie naprawdę. Tak poważnie to cała ta adopcja mnie gryzie, brak spisanej umowy, załatwienie wszystko na wariackich papierach... już teraz mam pobraną umowę i zrobioną "pod siebie", no ale to jest po czasie. Na razie dobrze mói kontakt z właścicielami. Nie chcę być z tych upierdliwych, więc nie będę często dzwonić, obiecałam że zadzwonię (jak oni tego pierwsi nie zrobią) za miesiąc, ale pewnie nie wytrzymał i w niedzielę się z nimi skontaktuję :evil_lol: A, i podsunę im przy najbliższej okazji forum haszcze, myślę że tam wejdą, bo mieli kilka pytań w sprawie psa... Ja sama do całej tej adopcji podchodzę z ogromnym dystansem, nie tak sobie wszystko wyobrażałam. Mocno pilnuję nowych właścicieli i będę ciągle trzymała rękę na pulsie. Zwłaszcza, że też nie ufam ludziom, tyle razy byłam świadkiem interwencji w domach, które 2lata wcześniej były super extra i miały nawet kilka psów z jednej fundacji, a nagle klops - z wizyty poadopcyjnej którejś tam z kolei robi się interwencja, choć wcześniejsze były takie wspaniałe, tylko formalnością. Jednak takie rzeczy wychodzą też w genialnych domach. Trzymam rękę na pulsie i nie przestanę. Suka nie mieszka jakiś szmat drogi ode mnie, mam zamiar za jakieś 3-4miesiące ją nawiedzić. Chyba, że urwie się kontakt - wtedy zrobię im nalot, pewnie z zaprzyjaźnionym komendantem policji. Powiem tak, przez telefon naprawdę ten nowy- niedoszły dom wydaje się całkiem sensowny. Podesłałam im kilka psów, zobaczymy co z tego wyniknie. Poza tym dowiedziałam się, że Stefan błąka się po mieście i dostałam rano telefon, że pałęta się od X czasu kolejny haszczak. Eeeeh.... chyba nigdy się to nie skończy. Jak psa znajdę to podeślę temu domkowi. Nawiążę też do tego, o czym już wspomniano - faktycznie fundacje mają swoje różne widzimisię. Nie znam ani jednej fundacji, która nie miałaby jakiejś swojej polityki. Aczkolwiek zaskoczyłaś mnie,[B] baski [/B]tym, o czym mówisz - do tej pory bez problemów wyadoptywane były do kojca z tych konkretnych organizacji :crazyeye: Przynajmniej ta stara ekipa nie robiła problemów. Dla mnie chorym warunkiem akurat w każdej z tych fundacji jest zakaz spuszczania psa ze smyczy - z góy zakładanie, że rasa ta jest uciekającą... niby ma to jakiś sens, ale ja nie lubię jak ktoś mnie ogranicza. Bo czemu mam nie spuszczać psa odwoływalnego? Zwłaszcza, że nikt poważny od razu psa nie spuszcza, tylko z nim ćwiczy. Jeśli ktoś psa spuści, od razu chcą mu odebrać psa... Albo kolejne - porządny płot wysoki, z podmurówką. Pewnie, husky to uciekinierzy, ale nie znowu tak rzadko wiele z nich ma gdzieś płot, zwłaszcza jeśli ogród traktują jako przedłużenie domu, dlaczego więc ja - osoba o płocie z podmurówką, ale niskim (1,6m, ale żaden pies tego jeszce nie pokonał, bo są to pionowe sztachety zakończone ostro i pies nie est głupi, nie pcha się na ostre) miałabym nie dostać psa nieinteresującego się ogrodzeniem tylko ze względu na wysokość płotu? Znajdzie się jeszcze parę kruczków. Faktycznie ostatnio jest moda na to, by nie wydawać psy na podwórek, do budy - nonsens. Mówię tu akurat ogólnie, nie o tej czy tamtej organizacji. Tak czy inaczej, uważam że SOS odwala porządną robotę. Husky Adopcje też, choć bardziej trzymam z tymi pierwszymi, wydaje mi się, że są mniej radykalne w swych poglądach, po prostu normalne, idzie się z nimi dogadać z racji starej ekipy. Tak btw. to wieje już hipokryzją, ale sama będąc wolontariuszką w stowarzyszeniu wiedziałam, że jak już będę adoptować psa to bez żadnych pośredników, spoza jakiekolwiek fundacji. Po prostu nie lubię jak ktoś mi narzuca warunki jak mam żyć i co z tym psem robić (albo nie robić), nie życzę sobie by ktoś dyktował mi czy mam psa wykastrować czy nie, czy spuszczać czy nie, czy podawać mu żarcie miski porcelanowej czy ze szklanki, czy BARF czy karmę :eviltong: I choć wiele rzeczy często nie jest w umowie, to potem wychodzi, że aby popaść w łaski danej fundacji i by Ci nie odebrali psa, musisz robić to co ona uważa za słuszne: np. obroże zakładać na spacery, szelki tylko na trening czy chodzić do wskazanej lecznicy weterynarii... Jak nie zrobisz to niby nie mają podstaw, by odebrać Ci psa (choć niektrózy mogą już coś wymyślić i spotkałam się już nieraz, że komuś odebrali lub nie wydali psa właśnie z błahych powodów), ale potem, po kolejnej wizycie poadop. czytasz o sobie w internecie, że jesteś zły i w ogóle zastanawiają się czy czasem nie odebrać Ci psa. Ja chcę tego uniknąć tego wszystkiego z racji, że jestem wolnym duchem. Chcę mieć psa bez strachu, że ktoś mi go odbierze tylko dlatego, że chodzi na spacer w szelkach, a nie w obroży :eviltong: A przed adopcją - zobaczyć go na żywo, móc z nim pochodzić, poczekać czy zaiskrzy i wybrać tego właściwego bez obaw, w razie rezygnacji z osobnika, że zostanę okrzyknięta materialistką i zrównana z ziemią, bo wybieram psa na podstawie własnego widzi-mi-się, przecież powinnam się cieszyć, że w ogóle mam przywilej wziąć psa z danej fundacji. Niestety, przypadki tak rzeczowego traktowania ludzi przez fundacje są częste... :shake: Dlatego rozumiem ludzi, którzy mają podobne podejście i wolą nawet podjechać te 200km, by zobaczyć psa (co dobrze świadczy o ludziach) i tyle. Ewentualnie podjąć decyzję o adopcji, podpisać umowę i mieć spokój od kochanych ciotek adopcyjnych niż potem całe życie się użerać z ich widzi-mi-się. Zwłaszcza, że wg wielu fundacji posiadanie małych dzieci wyklucza posiadanie psa. Myślę, że mogli spotkać się z odmową właśnie. Jednak nie oceniam żadnej ze stron, myślę że jak naprawdę tym ludziom zależy na idealnie dobranym psie to poczekają cierpliwie. Obiecaliśmy ze sobą utrzymać kontakt, więc myślę, że się pochwalą swoim "nabytkiem". To się wygadałam. Liczę na hejty. :roll:
-
Hmmm... uczelnie, które biorę pod uwagę na swoim stronach mają dokładne instrukcje jak się liczy punkty ;) Na Twojej tego nie ma?
-
Pamiętam jak swego czasu moje koty zawsze przychodziły do mnie i rano miauczały. Osoby, które miały kiedyś kocura, mogą się spodziewać jakie miała serenady od rana. Ignorowanie nie pomagało, bo wiele psów (i kotów) traktuje to jako przyzwolenie. W ogóle jestem zwolenniczką nie tylko tiutania, ale też karania, więc podkreślam mocno, że coś mi się nie podoba. I pewnego dnia, gdy cał stado kotów przyszło do mnie i zaczęło swoje śpiewki, nic stąd ni zowąd rzuciłam w nie ciapem i poduszką :lol: W wypadku niektóych zadziałało natychmiast, reszcie musiałam kilkakrotnie to powtórzyć. W ostatecznym rozrachunku koty przestały mnie budzić, teraz męczą babcię, ale ta zawsze po tym darciu ryja daje im (właściwie już jemu - został nam jeden kot) jeść. Nie zachęcam Cię do rzucania poduszką (choć czemu nie :D), ale myślę, że wyraźne odesłanie Joy na miejsce lub coś w tym stylu pomogłoby jej w zrozumieniu, że chcesz, do jasnej ciasnej, jeszcze spać ;).
-
Dzisiaj miałam telefon w sprawie suczki. I szczerze? Ubolewam, bo domek wydaje się idealny! Naprawdę. Wspaniale mi się z gościem rozmawiało. Sam fakt, że sam chciał podjechać 200km tylko po to, by zobaczyć czy suka zaakceptuje jego rodzinę i czy coś między nimi zaiskrzy :(. Wysłałam domek do kilku zaprzyjaźnionych haszczych organizacji, ale mówił, że już tam patrzył i nie ma żadnego psa blisko... a chce go najpierw dotknąć, zobaczyć się z nim na żywo zanim podejmie decyzje... no szkoda, obiecałam mu pomóc znaleźć psa. Mała ma się dobrze. :) Na razie chodzi jako bezimienna, ale to kwestia czasu. Za parę dni mają mi podesłać fotałki.
-
Ale mają gdzie latać :D
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Ty$ka replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
I gdzie te fotki?!! -
Ochładzanie... przydałoby się mojemu psu :D Molly chyba nie protestuje nawet za bardzo, co?
-
Suuuuper relacja. :) Pogody nie zazdroszczę, ale dogorientu już tak ;p Ozzik z jakiej hodowli? Bo wygląda tak jakoś znajomo...
-
Życzymy samych najwspanialszych chwil ze sobą. Oby każdy dzień był pogłębieniem tej relacji, która już między Wami jest i tak naprawdę głęboka :) :loveu:
-
A korzystasz z jakiejś strony do dodawania zdjęć?
-
Aaaa rozumiem. Bieganie z umiarem, na zasadzie że szczeniak dyktuje warunki jest ok. Jednak ma to być na miękkim podłożu, leśne ścieżki itd, żaden asfalt. ;)
-
[quote name='maryg22']Dokładnie, przecież o wiele ładniej brzmi 'suka mi weszła na kolana' niż 'pies mi wszedł na kolana' :diabloti: Zwłaszcza, że przy drugim można pomyśleć, że chodzi o policjanta :evil_lol:[/QUOTE] Buhahahahahahhaahaha. Kocham Twoje rozkminy :D Ej, Joy ja od razu widzę ;ppp A kaganiec bajerancki. No popatrz no, a moje obroże (znaczy się psa) leżały w ogóle nieużywane!
-
NELA i LOKI - czarny anioł i biały diabeł, czyli terierzy duet
Ty$ka replied to Qeeriefire's topic in Foto Blogi
[quote name='maryg22']A skąd ten uraz? :-( To jednak mają podejście inne :P U Ciebie to chociaż jest 'tylko jeden pies' u mnie 'tylko jedno zwierze' i nie ważne czy to pies czy rybka :shake: No nie no, dobra - były kiedyś rybki - rybki, czyli kilka :lol:[/QUOTE] Nie chciałam tego pytania. Jakby Ci kilka psychopatycznych terierków, w tym parsonów i jacków atakowało 8msc pieska, a potem w wyniku tłamszenia i gryzienia go piesek ten był agresywny do innych przez X czasu to byś miała. Teraz też znamy kilka psychopatów tej rasy, ale mój inaczej do tego podchodzi. Ja zresztą też - robię użytek z glana :loveu: U nas w sumie też miało tak być, ale kilka chomików - no wiesz, to to niewielkie, więc rodzice nie zauważyli, kiedy się powiększyło stado, więc było ok. A koty - kotów zawsze było kilka, nawet jak był jeden to zaraz przynosiłam kolejnego bezdomniaka, więc dla nich stało się to naturalne, że kot wychodzi z szafy, kot wychodzi spod biurka, kot wychodzi z pokoju, kot wychodzi z łazienki :D U psów by to tak nie przeszło. -
Oj weź ją w ogóle oddaj. Kto to słyszał takiego alergika i nie wiadomo co trzymać, same problemy z nią :diabloti: