Jump to content
Dogomania

Tyśka)

Members
  • Posts

    35751
  • Joined

  • Days Won

    144

Everything posted by Tyśka)

  1. To Sówce tylko domu brak ;) Wiadomo jak Żbiczek?
  2. To może pora wziąć przykład z towarzystwa? :)
  3. I ja trzymam, oby zaiskrzyło.
  4. Hm, to trochę dziwne, że od razu kieruje rezonans... Na rentegenie, który jest o wiele tańszy niż rezonans też widać, jeżeli problem jest spory. Mój wet aby wykluczyć problem ortopedyczny od razu zrobił rtg i dopiero potem szukał innych diagnoz.
  5. Czy psiak już teraz miał robione jakieś badania: rtg? Żal strasznie, najgorsza to niewiadoma.
  6. Tak :( Na razie jednak psinek nie da się dotknąć - nie ma jak mu pomóc... Trzeba czekać aż pozwoli koło sobie robić zanim pojedzie do weta. :(
  7. Dziękuję, Nadziejko. To przemiłe, że pamiętasz o nas :) Dziękuję! Morunio w piątek, 4 dni przed zdjęciem szwów nieco mnie wystraszył. Nie miał apetytu (!), zaglądał do szwów, miał je zaczerwienione... I piszczał, i skomlał. Koniecznie chciał wyjść na dwór, a jak wyszliśmy to od razu je sobie wietrzył: <zdjecia zniknely> Myślę sobie: no ładnie, musimy jechać do weta. Obfotografowałam szwy na każdą możliwą stronę i dawaj szukam po znajomych, kto by mnie zawiózł - bo o świcie rodzice pojechali na zasłużony urlop... wiedziałam, że jak coś się spapra to akurat jak oni wyjadą:) Jak tylko głośno powiedziałam o zamiarach ("jedziemy do weta, Morus"), problem apetyczności jak ręką odjął. Moniek wpałaszował całą zawartość miski i zaczął dopominać się o szkolenie Cóż mi pozostało. Odwołać znajomą, przemyć ranę i obserwować do wieczora. I tak dotrwaliśmy do wtorku, rana ładnie się zabliźniała, więc nie miałam powodu, aby do tego czasu coś organizować. We wtorek ruszyliśmy pieszo do lecznicy. Jest to drugi koniec miasteczka, więc po krótkich spacerach czekała nas wyprawa - co prawda zwykle nam to zajmuje 40min, ale tym razem dałam nam 2h zapasu. I dobrze, dotarliśmy 1,5h po wyruszeniu :) Było bardzo duszno, chwilami padało, ja się dusiłam od pyłków i astmy, Morus ledwo szedł. Było kilka postojów i oczywiście STOP-TYŁ ZWROT 200m od lecznicy :)) Dopiero jak przypięłam zwykłą smycz i to na obrożę to jakoś powoli dreptaliśmy. Wyglądało to tak. W lecznicy o dziwo nie było kolejki, weszliśmy od razu, a Pani wetka obejrzała szwy pana psa... była zachwycona :) Powiedziała, że właściwie nie ma porzeby wyciągać, bo są rozpuszczalne, a niektóre już wrosły ładnie. I że w ogóle śliczny brzunio i och i ach. Wyjęła to co mogła wyjąć (przy burczeniu i furkaniu morunia) i po 3minutach ruszyliśmy w drogę powrotną. Och, z jaką gracją Morus wyskoczył z lecznicy. I jak on się cieszył! :) Biegał, skakał. Droga powrotna więc szła o wiele sprawniej, Moniek nawet jak nie miał sił to nie chciał postojów, ciągle pędził i pędził:) Jak kazałam mu na chwilę posadzić poopę, bo widziałam że już ledwo dycha to się odwracał z miną co je matka? nie masz sił?! phi! O dziwo, tego dnia wszyscy przechodnie zachwycali się Morusem. I jakiś pan pochwalił psa, i dzieci co rusz chwaliły (jedno podeszło "Przepraszam, jaka to rasa?" , "Kundelek" - odpowiedziałam pewnym siebie głosem, z dumą; dziecko wyjątkowo się rozczarowało), starsi i młodsi. Dawno tak nie było, raczej unikali z daleka. Ale chyba Morus czuł się już zdrowy i emanował radością widoczną dla innych :) Wyprawę 3,5h oczywiście odsypiał cały dzień, ale nie ma śladu po kastracji. No, poza tym, że teraz ma jeszcze bardziej szalony apetyt. Dziękuję wszystkim za kciuki i kibicowanie. Bardzo mi to pomogło.
  8. O Maxa nadal nikt nie pyta. Jakieś fatum wisi nad nim... Filmik na FB
  9. I jedzenie surowizny - a jednak gryzie, nie wygląda żeby ząbki go bolały ;) Nawet nie furka na Panią Marzenkę przy jedzeniu smakola. Kochany psiak.
  10. I filmiki z dzisiaj. Tutaj widać rankę przy poopince:
  11. I Bezimienny Jamniś z wczoraj: A dzisiaj już czekał: (miska pomarańczowa jest po to, jakby miał ochotę pomoczyć łapki)
  12. To teraz nasze dwa nabytki. Orlenek
  13. Coś Eska ma pecha do ludzi :( To czekamy dalej... elik, szukajmy plusów - zobaczysz chociaż córkę. Cudownie:)
  14. U nas jest to miejski punkt przetrzymań, nie jest to schronisko stricte - nie ma więc i wolontariatu i spacerów. To urząd - ale i tak wyjątkowy, bo pracują w nim ciepli, zwierzolubni ludzie. Jeżeli rozmowa z chętnymi się nie klei to psa nie dostaną. Jednak podpisywać nie mogą. Dlatego też i proszą o promowanie psów. Nie wiem czy to możliwe :( Psy tak naprawdę nadają się pod igłę. Eh, boli świadomość, że nie wszystkim psom można pomóc.
  15. Misia ciąg dalszy :) Nie lubi być fotografowany, od razu robi miny mordercy. Ania zawiozła mu Simparicę na pchły i kleszcze. Cieszę się, że miał tyle szczęścia. Gdyby dziewcyzny akurat tamtędy nie jechały i nie wypatrzyły psa na poboczu... A rzadko tamtędy jeżdżą.
  16. Niestety, adopcje przytuliskowe mają to do siebie, że psy idą bez umowy i wizyt. Nie wiemy tak naprawdę dokąd psiaki trafiają, spisywany jest jedynie protokół. Trzeba być jednak dobrej myśli. Jeżeli to ta rodzina, która myślę... to patologia. Tam jeszcze jest 5 innych agresorów, pewnie czekają w kolejce na zabranie.
  17. Niestety nie :( Ludzie chcą psy do budy... a Maja nie oddaje do takich warunków, ma zasadę taką i już. Jamnik trochę lepiej. Pani Marzenka (DS Czarnulki) jest niebywale ciepłą osobą i roztacza aurę miłości tam, gdzie się zjawi: i psy to wyczuwają. Jamniś na nią ani razu nie zawarczał. Pani jeździ do niego codziennie, mimo że to 12km od jej miejsca zamieszkania, daje jść, gotuje, zagląda. Dzisiaj czekał na nią i nieśmiało merdał ogonkiem jak ją zobaczył. NIestety, ma paskudną ranę na pupie. Pani Marzenka to uchwyciła na dzisiejszym filmiki, wgram później. Ogromna bidula z niego. Szczeniaczki zdecydowanie lepiej. Wariują, ale i tak są dość zrównoważone :) Były kąpane, ale wiadomo że w stolarni raz dwa się brudzą. DT gdyby nie to że ma już własne 3 psy to by je zostawił. Są nimi zachwyceni.
  18. Przypomnę początki Misia u nas, bo jest nieco zapomniany. Misio awaryjnie trafił do Gospodarstwa Rodziców Ani i był nazywany Kickiem, bo kicał na złamaną łapę. Teraz po Kicku nie ma śladu. Nie ma śladu też po Houdini, który wspinał się po kojcu i zwiewał, aby odwiedzić okolicę... nie ma śladu po psie, który odprowadzał pracowników do domów i dopiero potem wracał. Misiek się w pełni zaaklimatyzował. Za mamą Ani chodzi krok w krok, broni terenu i kocha obecne życie. Nie ucieka, dogaduje się z sunią rezydentką (też przygarniętą "na chwilę" z ulicy, wiekową już), kocha pomagać pracownikom na gospodarce, jak i w ogrodzie swojej Pani. Właśnie - "swojej". On nie wyobraża innego życia. Ma wolność, teren do pilnowania i ludzi, którzy go kochają i doceniają. Misiek na kilometr wyczuje alkohol, nawet jeżeli to niewielka ilość i w ten sposób został nazwany eko-alkomatem. Już dwóch pracowników ugryzł za to, że byli wczorajsi ;). Nie że mocno, delikatnie uszczypnął - i już więcej nie przyszli w tym stanie. Co więcej, bardzo stróżuje. Przez gospodarstwo ludzie mieli zwyczaj iść skrótem... teraz już nie chodzą - bo jest Misiek, który ich odgoni zębami. Swoich nie rusza. Gości też nie. Ale nieproszonych ludzi nie wpuści, nie ma na to szans. Wyczuwa intencje ludzi na kilometr, nie daje się zwieść. Kocha pieszczochy za uszkiem, jednak nie daje się przekupić. Nie spuszcza z oczu swojej Rodziny. Niesamowity ma radar w sercu: wie komu warto ufać, a komu nie. Naprawdę wszyscy go lubią. Nawet pracownicy, którzy jadą traktorem i muszą uważać, bo jak Misiek się położy dumnie na środku to ani drgnie... muszą wychodzić z traktora, prosić pana psa, aby łaskawie się przesunął i dopiero mogą jechać dalej. I to robią ze śmiechem. Wiedzą, że Misiek jest niezastąpiony. Bardzo pomocny, ciepły i kundelkowy. Po prostu fajny pies. Nie ma innej opcji: nikt nie wyobraża sobie tego miejsca bez tego psa. Misio zostaje :) MA JUŻ DOM, sam sobie wybrał. elficzkowa, dziękuję za to, że miałaś swój udział w pomocy Misiowi. Gdyby nie Twoja opieka to by psinek trafił do przytuliska, a stamtąd już tylko zostałoby schronisko.
  19. Ma już dom - adopcja przytuliskowa. Powodzenia, kochany... A żeby kojce nie były puste, teraz trafiły dwie agresywne suki, są z jednego domu. Pewnie pojadą do schroniska i to na dniach.
  20. Na zdjęciach niemal nierozłączki, a tak się nie znoszą ;) Gdybym nie widziała na oczy, to bym nie dawała wiary. Dziękuję Wszystkim zaglądającym na wątek, mimo zabiegania - mnie nieco mniej, ale tylko wątkowo: rozmowy z chętnymi na Mimi trwają. Nie nastawiam się już na nic, bo to nie pierwsze takie rozmowy. jagusko, wierzę że z Jeżynką będzie dobrze, twardzielka z niej. Wiele przeszła to i z tym paskudztwem, co ją męczy da radę. Zostawiam ciepłe pozdrowienia.
×
×
  • Create New...