Rozmawiałam wczoraj z Bogusią - żadnej tęsknoty i zero trudności (tęskni bardziej Bogusia i Waldek, ale i tak szczęście bierze górę :))
Kleksio/Maksio został od razu wprowadzony do domu, ale nie bardzo chciał zostać na noc, bo mu było... za gorąco :) Państwo więc umieścili posłanie w wiatrołapie i... nie zamknęli drzwi do domu na wszelki wypadek - gdyby zmienił zdanie i jednak chciał wejść. A rano, gdy tylko dzieci otworzyły oczy - jeszcze w piżamach pognały do Maksia! Głaskom i przytulankom nie było końca, młodsza latorośl została wylizana po całości (zamiast porannej toalety ;)). Maksiowa Pani twierdzi, że Maks to NAJLEPSZA NIAŃKA, jaką zna! Uważny, ostrożny, opiekuńczy i zachwycony swoją rolą!!! Cały dzień dzieci z psem w ogrodzie spędziły.
No i największa rewelacja... Przyszedł pan sczytać liczniki jakieś. Zdziwił się nawet, że taki sam pies w obejściu i po zapewnieniu, że łagodny wszedł na posesję. Zrobił swoje i już chciał wychodzić, gdy Maks złapał go za nogawkę!!! "No bratku, nie widziałem, żeby Cię moja Pani wypuszczała!!!" Maksiowi Państwo zachwyceni, zakochani i przeszczęśliwi, że mają takiego cudnego, mądrego psa! Od razu chłopak uznał, że to jego dom, jego dzieci, jego ludzie i stanął na wysokości zadania. Zuch psisko!