-
Posts
10326 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
3
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by evel
-
Ha, skąd ja to znam - jak muszę kupić burkom kilka rzeczy to się okazuje praktycznie niemożliwe, żeby to znaleźć wszystko u jednego sprzedawcy :roll:
-
Może od końca - moim zdaniem dobry szkoleniowiec niekoniecznie musi się chwalić jakimś dyplomem, bardziej bym się kierowała jego sposobem pracy z psami, czy dobiera metody pod konkretne przypadki czy ciągnie wszystko "na jedno kopyto", czy ciągle ma w sobie chęć do dokształcania się w temacie czy uważa, że zjadł już wszystkie rozumy, jak odbierają go czworonożni podopieczni itd. Nie wiem, czy uda mi się wszystko właściwie opisać, ale spróbuję ;) To całkiem normalne, że pies wszystko bierze w zęby, pysk jest wrażliwy na różne bodźce, moja Młoda też wszystko kasuje na spacerach aż furczy. Po pierwsze staram się jej to uniemożliwiać i na spacery chodzi na smyczy albo na długiej lince - masz możliwość reakcji i nie biegasz za psem, który ucieka z "łupem". Po drugie reaguję od razu - ostre "ej", "fe" czy "nie rusz", wyjmuję śmiecia z paszczy, każę usiąść i wtedy nagradzam. Nagradzam również sytuacje, gdzie widzę, że ona sobie coś upatrzyła, ja odwracam jej uwagę i ona odpuszcza sobie znalezisko - wtedy jest suuuper pochwała, smaczki, głaski itd. Odnośnie aportowania spróbowałabym metody z dwoma takimi samymi zabawkami - o aporcie znajdziesz sporo na forum. Przychodzenie na wołanie - znowu kłania się lineczka (5 czy 10 metrów). Wołasz psa - najprościej i najbardziej naturalnie jest imię plus komenda (do mnie, chodź, wracaj czy cokolwiek) - i nagradzasz KAŻDE przyjście, chwalisz, cieszysz się, nagradzasz i zwalniasz (okej, biegaj, cokolwiek). Później powolutku redukujesz ilość nagród, nagradzając losowo smaczkiem czy zabawką a zawsze chwalisz psa. W temacie przywołania jest fajna książka "Aria, do mnie", kosztuje niewiele a dużo w niej cennych porad. Najważniejsze, żeby nie gonić psa, bo on to uważa za świetną zabawę, a mało który człowiek jest w stanie dogonić młodego sprawnego pieska. Rzucanie się na samochody, szczekanie na psy - to trzeba wyeliminować, bo może być zwyczajnie niebezpieczne. Należałoby psu po pierwsze zobojętnić te bodźce, a po drugie wprowadzić jakieś zachowanie zastępcze. Musicie psa nauczyć, że w pewnych sytuacjach bardziej mu się opłaci skupić na Was niż wdawać się w pyskówki czy polować na samochody. Poza tym mam wrażenie, że on ma za mało zajęć "umysłowych", że tak powiem - owczarki niemieckie i "wariacje na temat" ;) są zwykle tytanami pracy umysłowej, chcą się uczyć i bardzo tego potrzebują, inaczej stają się frustratami, z którymi ciężko wytrzymać. Może uczcie go regularnie różnych komend, później wprowadzając różne rozproszenia? Może tropienie, zabawy węchowe? Może sztuczki, że tak powiem brzydko wszelkie "pierdoły" z użyciem pozytywnych wzmocnień, żeby zbudować fajne relacje i więź między psem a domownikami? Nie patrz się na innych ludzi i ich zdanie o Twoim psie, to nie inni ludzie będą żyć z tym psem tylko Ty :) Osobiście sobie nie wyobrażam sytuacji, że pies "nie chce" gdzieś iść, bo to nie pies decyduje o przebiegu spaceru, tylko człowiek ;) Czasem trzeba zachęty, czasem skorygowania wierzgania, a czasem oślego uporu, większego niż opór stawiany przez zwierzątko. A jakbyście go zachęcali lubianą zabawką czy żarciem, nagradzali gdy ładnie idzie? Czy jego opór wynika z lęku czy z jakiegoś innego powodu? Polecam też pomyśleć nad wprowadzeniem klatki kennelowej i treningiem klatkowym. Zajrzyjcie też na blog o małym owczarku: [URL]http://www.owczarek.pl/szczeniak_w_domu/[/URL] I do "Aria, do mnie" możecie sobie dorzucić coś autorstwa pani Mrzewińskiej. Oczywiście konsultacja ze sprawdzonym szkoleniowcem powinna pomóc w zrozumieniu, jak sobie radzić z opisywanymi kłopotami :)
- 14 replies
-
- dorastanie
- gryzienie
-
(and 3 more)
Tagged with:
-
Moja starsza suka na wyjazdy, gdzie naprawdę nie ma możliwości kupić nawet kury w sklepie, jest przestawiana na suche - je susz co prawda średnio chętnie i zwykle mi chudnie do poziomu "nasza szkapa", ale jeszcze nie wymyśliłam, jak to racjonalnie rozwiązać i nie zbankrutować. W każdym razie ona jest raczej wrażliwcem pokarmowym, ale rozsądnie wprowadzona zmiana diety nie powoduje jakichś rozstrojów ;)
-
A dawałaś mu jakieś suple na sierść i skórę przez dłuższy czas? Ja chyba Młodej muszę zaordynować, bo jakoś tak średnio mi się jej skóra podoba :roll:
-
Podduszenie agresora rzeczywiście działa - ja sukę astowatą prawie udusiłam na dławiku, dopiero wtedy odpuściła i wtedy dobiegł właściciel tej przyjemnej świnki, chłopiec lat 12 :roll:
-
No właśnie nie wiem, czy mała pójdzie na stół. Z jednej strony to na pewno byłoby wygodne, ale z drugiej ja nie jestem za wycinaniem wszystkiego, co się rusza... Zwłaszcza, że Hunter prawdopodobnie niedługo straci dzwoneczki ;) Zobaczymy jak się młoda będzie rozwijać, pewnie z jedną czy dwie cieczki postaramy się przeżyć i zobaczymy, co dalej. Ciachnąć się zawsze zdąży, gorzej z powrotem ;)
-
U nas kilka lat temu wynająć mieszkanie z psem to był jakiś cud, ale w zeszłym roku jak szukałyśmy z koleżanką z dwupakiem psów i kotem to jakoś ludzie byli bardziej pozytywnie nastawieni, więc coś tam się jednak zmienia w temacie ;) Ewentualnie przekonywał ich fakt, że psy zostają pod naszą nieobecność w kennel klatkach :evil_lol: A wracając do kuchni to ja nie rozumiem, czemu nie można od razu czegoś sprzątnąć a nie poczekać aż zaschnie, sklei się na amen czy coś, później człowiek idzie sobie coś do żarcia zrobić i jest syf... A taka ulepiona przykładowo patelnia się cudownie później myje ręcznie, patelnia, której nie można wstawić do zmywarki, bo ma powłokę jakąś-tam :loveu:
-
Fajna pogoda u Was, u nas straaaaszne błoto i resztki śniegowe jeszcze, dlatego ostatnio żeby nie utonąć na polach poszliśmy się socjalizować w miasto, wzbudzając fale komentarzy w składzie czipsowym, z czego najlepszy był "o kuuuuu*rwa, jaki MAŁY KOŃ!!!" o Huntim :lol: Ja to się zastanawiam, jak przeżyję cieczkę Młodej :roll:
-
No cóż, czasem bywa i tak :evil_lol: Młodej idą kolejne zęby, bo jest nie do zniesienia, jęczy, kwęka, ryło od środka spuchnięte, gryzaki pomagają na krótko... Borze szumiący, kiedy to się skończy :roll:
-
U nas w komunikacji miejskiej pies jedzie za darmo, ale musi mieć kaganiec i szczepienia, przynajmniej teoretycznie. Ciekawe jakby było u Claya z autobusami, Zu nie lubi autobusów ale z tramwajami czy pociągami nie ma większego problemu, bo już wie, że tam się idzie spać ;)
-
Płot niewysoki, ja mam prawie 1.8m a on mi sięga tak do pach, ale ona to zrobiła z miejsca i bez żadnych problemów i [B]nieco[/B] mnie to zdziwiło :evil_lol: A po siatce takiej z oczkami to Deksio łaził jak kot. Nie mówiąc o tym, że ją rozplątywał w krzakach, tak, żeby nikt nie widział i szedł dziecku sąsiadów kraść zabawki z piaskownicy :diabloti: Mało tego, psy znajomych, haszczka i moskiewski też przez siatkę uciekały i nikt nie wiedział jak, ale po obserwacji z ukrycia okazało się, że Bruno (molos) kładł siatkę, haszczka przez nią przebiegała a on się wybijał i też zwiewał. Także kundle zdolne są, jak chcą ;)
-
Zupełnie do nikogo nie piłam, ale skoro EOT to EOT :) Zmieniając temat.... Na środku posesji mamy płot dzielący posesję mniej więcej na pół. Zwykle wypuszczaliśmy psy na tyły na wc, choć ostatnio przez sąsiadkę unikamy zostawiania ich tam samych. W każdym razie Zu czasem jakoś wymykała się z tyłu na przód i byłam święcie przekonana, że ona się którędyś wciska, wciąga się po schodach (jest szpara między schodami a balustradą) czy coś takiego. Dzisiaj wypuściłam psy na przód, furtka na tyły była zamknięta na zasuwkę. Wychodzę, wołam psy, przybiega samo małe - myślę sobie - WTF? Wołam, wołam a tu nagle mi coś jęczy z tyłu domu. Patrzę, a tu Zuz za płotem. Wołam zatem tę pałkę, chcąc sprawdzić, którą dziurą tam sobie przełazi... Okazało się, że droga ewakuacji to wcale nie dziura a mój grubaśny piesałke bez kondycji sobie po prostu robi HYC i przeskakuje płot w tę i z powrotem jak młoda łania :splat:
-
[quote name='Kyu']na pewno nie jest to pies,z którym pójdziesz na grupowy spacerek bez stresu i kagańca.[/QUOTE] Ja bym to sformułowała inaczej - pójdziesz na grupowy spacerek, ale Twój ON (zakładam - dobrze ułożony) będzie miał raczej w nosie inne pieski, przynajmniej dopóki nie zaczną mu wchodzić w paradę ;) Koszmaria a rozważnie wybrany border? Czy to już "za bardzo"? ;)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Filmik świetny, w sumie z Raven było całkiem podobnie, jeśli chodzi o wodę utlenioną :P Pozwolę sobie natomiast u siebie kontynuować rozmowę z innego wątku, bo nie będziemy robić Szurze śmietnika... [quote name='dog193']Nie wiem, jaką jazdę masz na myśli, ale jeśli Dioranne i jej pinmina, to jednak radzę wrócić do tego i doczytać, o co chodziło (z czym później sama zainteresowana i kilka innych osób - w tym Martens - się zgodziło). Z ozdóbką nic nie kojarzę. Natomiast wszystko, co napisałam u ciebie argumentowałam, niezłośliwie i podkreślając, że to z mojego punktu widzenia (i nigdzie nie pisałam, że każdy ma tak jak ja :roll:), więc takie uwagi to naprawdę przedszkole, którego się nie spodziewałam z twojej strony, ale cóż zrobić :)[/QUOTE] Dogu, a ja się nie spodziewałam, że nie potrafisz czytać ze zrozumieniem, bo to zdaje się przełom przedszkola i podstawówki. A pisałam o [B]kilku[/B] przypadkach, że ktoś tam pisał, że w sumie chciałby pieska X, ale bierze sobie pieska Y, bo coś tam (akurat ma takie a nie inne warunki, możliwości, okazję, coś tam) i spotkało się to z wyśmiewaniem na marnym poziomie przez niektórych użytkowników, co uważam za mega słabe. Co innego jak TUTAJ, w tej galerii przy okazji Raven, gdzie niektórzy ludzie wpadli i napisali, że nie popierają mojej decyzji, bo coś tam - oczywiście, każdy może mieć własne zdanie, na forum dyskusyjnym normalna sprawa. I mogą się zgadzać, nie zgadzać, ale wyrażać to na poziomie a nie zaszczuwać jakieś dziewczynki, bo w sumie to chciałyby borderka a biorą cavisia czy coś tam. Nie powiem Ci dokładnie, o kogo chodziło, bo aż tak się nie wgłębiałam, ale na pewno było kilka takich sytuacji, oprócz Dioranne, o której wspomniałaś. Jak dla mnie ktoś może sobie planować i wzdychać do dogów niemieckich a wziąć sobie aktualnie buldożka francuskiego, co nie znaczy, że kiedyś sobie tego wymarzonego doga nie sprawi ;) Mam nadzieję, że teraz to jasne, co chciałam przekazać.
-
[quote name='dog193']Nie, wychodzi na to, że nie można juz nic napisać oprócz "tititi super szczeniaczek", bo dyskusje na forum dyskusyjnym to przecież coś nagannego.[/QUOTE] Dyskusja dyskusją, ale była naprawdę ostra jazda, bo jakaś dziewczynka sobie napisała, że marzy o borderze, ale bierze sobie jakąś tam ozdóbkę NA RAZIE i jeszcze parę podobnych przypadków, od razu zleciało się grono i dawaj z wyrzutami, że to będzie pies "na zastępstwo", że nigdy go nie pokocha jak bordera, że nie spełni jej oczekiwań, że jak się o jakiejś rasie marzy to się nie bierze innej i inne sraty taty, wg mnie zupełnie nie ma miejscu a już na pewno nie na taką skalę, bo to w sumie prywatna sprawa jakiego kundla sobie kto bierze. Tak jakby nie można było marzyć o paru typach czy rasach psów. Albo ogólnie o jakimś zestawie cech u psa. Ja wiem, że Ty jesteś z tych zafiksowanych na jedną słuszną wg siebie rasę ;) ale nie wszyscy tak mają - chyba ;) Szura, czy taka podkładka z wypustkami czy co to to jest coś daje bardziej? ;)
-
[quote name='dog193']Aha :roll:[/QUOTE] Jakiś czas temu była straszna jazda w paru przypadkach podobnych, więc wychodzi na to, że nie wolno pisać takich rzeczy :lol:
-
[quote name='Koszmaria'] moje typy jak na razie to flat i owczarek niemiecki aaa i coton de tulear:)[/QUOTE] Fajny rozrzut :lol: Co do ONka to pracoholik cholerny, dodatkowo ze zdrowiem średniawo, plus raczej ma spore tendencje do stróżowania i trzeba od początku ukierunkowywać te jego cechy, żebyś później nie miała ochoty go zabić za każdym razem, jak coś stuknie na klatce schodowej :evil_lol: A myślałaś o jakiejś "zdrowszej alternatywie" dla ONka? BOS z dobrej hodowli? OH? Do zabawy w agility zdaje się bardziej predysponowane (choćby ze względu na budowę) niż przeciętny ONek. Chyba, że myślałaś o ONku pracującym, wtedy trochę inaczej się sprawy mają :)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
No wiesz, marzyłaś o rasie X, a masz psa rasy Y? To niedopuszczalne! Nie możesz o tym tak publicznie pisać! :diabloti: :roflt:
-
Te tabliczki są chyba bezprawne, u mnie i tak sobie nikt nic z tego nie robi, a ja i tak sprzątam i tak, więc żadna mi różnica, gdzie pies załatwi swoje sprawy. Niemniej jednak naprawdę irytujące jest, jak człowiek idzie pozbierać po swoim psie i albo musi się poruszać jak po polu minowym albo niespodziankę na butach ma gwarantowaną... W butach zimowych czy glanach cudowna sprawa. Nie mówiąc o bardzo "wzorkowanej" podeszwie butów typu adidasy czy inne tenisówki latem... :mad:
-
A jak powinien nosić ogon? Hunti ma krzywy ogonek, więc już w ogóle do niczego :shake:
-
Jak to przypadki chodzą po ludziach, ja zamiast Zu miałam mieć dobermankę z hodowli a wyszło jak wiadomo. A teraz jeszcze doszło to diabelskie nasienie, mimo że zarzekałam się, że never ever psa NN... :roll: Ale mimo pier*olca życiowego małe ma tyle cudownych cech, że po prostu żal mi było ją komuś oddać :oops:
-
Ale śmieszne umaszczenie! Bombowy :) Wszystko zależy od budowy psa, moja Zu to taki zbity kloc i jej normalna waga to jakieś 11kg przy jedynie 40cm w kłębie, gdzie niewiele więcej (bodaj 15 i 17kg) ważą duuuużo wyższe bordery znajomej. Z kolei Raven mimo że jest smarkiem waży już 14kg i ma długaśne nogi, ostatnio jak sprawdzałam to miała 53cm w kłębie, a jest cienka jak dupa węża.
-
Już po wecie. Po drodze okazało się, że ten napięty brzuch to ekhm kupa, więc pies został obmacany i oglądnięty dokumentnie, dostał zastrzyki witaminowe w dupsko i zaproponował pani wet przeciąganie piłeczką. Jako, że propozycja została odrzucona, postanowił skakać jak piłeczka kauczukowa po gabinecie. Niestety, to też się nie udało z uwagi na trzymacza smyczy. W ogóle bez sensu wszystko :evil_lol: Dzisiaj kura z ryżem do jedzenia w małych ilościach i obserwować potwora. Dżizys :mdleje:
-
Psy myśliwskie są (w większości ;)) piękne, dlatego trafiają "na salony". To podobnie jak z innymi wymagającymi, np. psami Północy. Jak ktoś sobie zdaje sprawę z potrzeb takiego psa to sukces, ale niestety sporo ludzi uważa, że to pies jak pies, w rodzinie zawsze były psy i w ogóle o co chodzi, że spacerki wokół bloku to nie wystarczą? A pies albo tyje na potęgę, albo zaczyna być frustratem bądź popada w apatię, albo jedno i drugie. Smutny to strasznie widok, zapasiony wyżeł, zapasiony husky na kolczatce (bo ciągnie - coś podobnego), zapasiony beagle tak, że ledwo chodzi a raczej kolebie się z boku na bok...
-
Komu, komu szczeniaczka? Jak ktoś spożywa śniadanko to nie polecam czytania tej historyjki :diabloti: Wieczorem psy nakarmiłam, wypuściłam na wc, z myślą, że muszę jeszcze małe wystawić przed samym spaniem, bo kolacyjka była spora. Zostawiłam je na chwilę luzem, może jakiś kwadrans, a kiedy wkroczyłam do pokoju, moim oczom ukazał się widok jakby bomba pierdyknęła. Zu leżała smętnie na łóżku i mówiła, że jest niewinna :shake:, a obok leżał ten pomiot szatana, cały ubabrany i oklejony resztkami dowodów, widząc moją minę NATYCHMIAST opuścił uszka, położył głowę na łapkach i zaczął nieśmiało merdać. A co się stało? A wzięło sobie dziecko wyciągnęło moją torebkę, wybebeszyło, znalazło sobie Ibuprofen, stwierdziło "WOW WOW cuksy takie czerwone!" i postanowiło je zeżreć. Podczas rozgryzania okazało się, że są gorzkie jak cholera, więc czarna zaraza postanowiła, że po prostu wszystko porozgryza i poprzykleja do pościeli. Gdyby je zeżarła to by nie było czego ratować, ale że je wymemlała postanowiłam, że powinna sobie rzygnąć na wszelki wypadek. Szukam w panice jakichś przepisów na wywołanie wymiotów, woda utleniona, no spoko. Wlałam w pysk jedną dawkę. Zło popatrzyło, skrzywiło się, ziewnęło. Odczekałam 15 minut. Nic. Wlałam w pysk drugą dawkę, małe beknęło, położyło się i patrzyło z wyrzutem, zdezorientowane. Odczekałam 15 minut. Nic. Wlałam w pysk trzecią, ostatnią dawkę. Małe zaczęło się kręcić i kwękać, ale stwierdziło, że nie będzie rzygać. Zrezygnowana, odstawiłam ją do klatki, zgasiłam światło i czekam. Zaczęło się. Ponieważ kolacyjka była szczodra jak już wspominałam, mała zarzygała pół klatki. W tym, co z niej wypadło sama karma, kawałek gryzaka, kawałek jabłka, jakieś papierki (?!), nic niepokojącego. No to luzik, wymiana wyposażenia, kocyki do prania, małe z powrotem do klatki, węgiel leczniczy w dziób i spać, godzina 23.40. Godzina 4.08 kolejny raz, godzina 5.11 kolejny. Godzina 8 rano, małe drze dziób ŻREĆ!!! i wali w klatkę tak, żeby mnie obudzić. Żadnej senności, osowiałości, różowiutka i cieplutka, stan normalny i jak zawsze i w ogóle o co chodzi. Zastanawiam się, czy iść do weta na jakieś badania czy ją po prostu obserwować, w południe lekko nakarmić gotowanym i zobaczyć co dalej, a jakby co to w samochód i do gabinetu. Ewentualnie do egzorcysty. Ewentualnie uśpić, niech się nie męczy :evil_lol: