Sowa
Members-
Posts
5053 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Sowa
-
Przy konfliktach kot-pies, decydującą stroną jest kot. Zdrowego na ciele i umyśle psa można nauczyć ignorowania kotów. Jeśli kot nie chce kontaktu, to nie chce i już. Kira jest podobna do tollera, ale nie jest tollerem. Nie sądzę, aby jej przodkowie byli dobierani pod kątem użytkowości. Natomiast, z uwagi na poprzednie problemy, proponowałabym, aby ew. nowi opiekunowie suni nie czekali na konflikt pies-kot, ale zaczęli od spotkania ze szkoleniowcem i od pierwszego dnia nauki ignorowania kotów.
-
Zabawa szarpakiem ma na celu przede wszystkim nauczenie malca, że wszystko warto oddać. Nie może skutkować nadmierną ekscytacją. Unikałabym szarpaków na przyssawkach, które, przyczepione do ściany, szczeniak szarpie i szarpie - to najkrótsza droga do wypracowania nadpobudliwości psa - na własne życzenie. Mam inne zdanie na temat maty węchowej. Moim zdaniem jedzenie powinno być dostępne tylko podawane przez człowieka, zjadane w obecności człowieka, nie może zostawać w misce niedojedzone. Człowiek ma karmić psa, nie mata. Mata nie uczy pracy węchowej - pies ma wystarczająco dobry węch i nie trzeba go uczyć węszyć, trzeba uczyć, jakiego zapachu ma szukać na nasze polecenie. Mata węchowa jak i rzucanie smaczków na ziemię to najkrótsza droga do zauczania zjadania wszystkiego, co tylko pies znajdzie. A znaleziska są różne - niedaleko wybiegu dla psów ktoś rozrzucał kawałki kiełbasy naszpikowane żyletkami.
-
W grupie dzikich psów tylko szefowa może sobie pozwolić na dzieci - dzieci rywalki, stojącej niżej w hierarchii, mogą być zagryzione. To czysta biologia - grupa nie upoluje dosyć dla dwóch matek ze szczeniakami, nie wykarmi jednocześnie dwóch miotów. No to psy samce mogą dać sobie po razie i potem w zgodzie idą polować. Suki mogą żyć w miarę w zgodzie do czasu, jeśli to matka i córka. Nawet u sióstr miotowych, żyjących w jednej grupie łatwiej o bardzo poważną walkę w śmierć niż u braci. Zwłaszcza na małej przestrzeni, gdzie zwierzęta praktycznie nie mają nic do roboty, zwłaszcza przy dołączeniu dorosłej suki do grupy o w miarę ustalonej hierarchii, przy podobnej wielkości i sile.
-
Dla zainteresowanych historią Malutka - Malutek żyje i ma zamiar nadal żyć. Ponad dwie doby antybiotyków i kroplówki w ogrzewanym - jak by to nazwać - małym kennelu i Malutek wrócił do domu. Ogrzewanie było konieczne - on już się zapadał i tracił ciepło ciała. Lecznica Bajeczna w Krakowie wyciągnęła go piąty raz na świat. Gdyby Malutek był kotem i miał 7 żyć (jak podobno mają polskie koty) to jeszcze zostały mu dwa. dla
-
Czy kiedykolwiek i w jaki sposób uczyłaś ją załatwiania się poza kojcem? Jeśli nie wyprowadzałaś jej wystarczająco często z kojca, gdy była szczeniakiem, tak często, aby załatwiała się tylko poza kojcem, to zachowanie suki jest oczywiste. To znaczy jedno - problem nie jest w psie. Szkolenia zaczyna i powtarza się także w domu - pies uzależnia się od sytuacji. I to samo polecenie, zrozumiałe na placu szkoleniowym, w obecności trenera, może być niepojęte w domu, bo to jest inna sytuacja = pies nie rozumie słów tak jak człowiek, zapamiętuje sytuację. I jeśli pies będzie uczony najprostszego "siad" tylko wtedy, gdy człowiek staje twarzą do psa, to nie zrozumie od razu tego samego "siad" gdy człowiek odwróci się tyłem.
-
owczarek Sajgon - zdrowy, przepiekny, młody owczarek do adopcji
Sowa replied to Zagrodowy pies polski's topic in Już w nowym domu
A hodowla Czarne Wilki? Może porozumcie się z nimi. -
Jednak coś jeszcze dodam. Kira chyba juź drugiego dnia szczekała na kogoś, kto wchodził do domu. Następny dom powinien przestrzegać od razu zasady, że to nie pies wita w drzwiach nowych ludzi. Pies ma być w innym pomieszczeniu i dopiero wprowadzony do pokoju, gdy goście już wejdą i usiądą - to najlepszy sposób wytłumaczenia zwierzakowi, że my tych gości akceptujemy. A przy okazji - była tu kiedyś lista zaleceń dla ludzi adoptujących psa - na pierwsze dni w nowym domu. Czy ktokolwiek ją dostał? Czy układanie tej listy było tylko stratą czasu?
-
Praca węchowa dla retrievera jest absolutnie konieczna, ale suni potrzebny jest też trening podstawowego posłuszeństwa i podporządkowania człowiekowi, a nie pozwalanie na wszystko na dzień dobry. Nie ona ma prowadzić człowieka na spacerach, nie trzeba głaskać jej po głowie ani karmić przy stole. Kira moim zdaniem jest w wieku, w którym jeszcze jest otwarta na szkolenie, ale już próbuje sama o wszystkim decydować. Akurat znałam kilka tollerów i to były naprawdę psy z nielichym charakterem, ogromnym temperamentem i pasją pracy. Jeśli Kira trafi blisko Krakowa, a ludzie będą zainteresowani pracą, mogę pokazać pierwsze litery w alfabecie szkolenia psa i dać namiary na trenerów pracujących z retrieverami. Piłeczka czy jakikolwiek inny aport musi dla psa być nagrodą po dłuższej pracy, a nie ustawiczna możliwością pościgu i chwytu. Pies na piłeczkę poluje, chwyta, symbolicznie zabija, ale polowanie prawdziwe wymaga przedtem pracy. Jak Kira dostanie możliwość jednego zaaportowania piłeczki w nagrodę po 45 minutach ćwiczeń chodzenia przy nodze, warowania, pozostawania, przybiegania itp - to piłeczka nie będzie jej nakręcać, all będzie motywatorem do pracy lepszym niż smakołyki. Wilk w owczarni może dostać amoku - za dużo łatwych zdobyczy dookoła, ludzie też głupieją po milionowej wygranej w totka... Niechże Kira zapracuje na piłkę, to wróci do równowagi. .
-
Organizacje prozwierzęce same sobie nagrabiły niestety. Nie mogą być ponad prawem. Bo tak, to ja założę organizację broniącą praw ptaków i bez wyroku sądu, bez nakazu prokuratury, bez policjanta, tylko na własną zachciankę wejdę komuś do mieszkania sprawdzić czym jest karmiony kanarek - choćbym nie była nawet ornitologiem. A co do "rządzącej bandy" to zdaje mi się, ze "piątka dla zwierząt", próba szybkiego zlikwidowania ferm norek i częściowy zakaz łańcucha też nie były pomysłami obecnej opozycji. Przykro mi, że akurat w Twojej wypowiedzi, bo na niewidzianego darzyłam Cię szacunkiem, i nadal darzę za ogromną pomoc zwierzętom, znalazły się określenia co najmniej mało eleganckie. Za stara jestem na dzisiejszy sposób wypowiadania poglądów politycznych.
-
Nie wiem, czy można by zaproponować Pani, aby pojechała z Łatką do hoteliku i na miejscu zdecydowała się, czy ją tam zostawi. Bo słowami chyba nie da się przekonać.
-
Proponuję na razie wstrzymać się ze zwrotem pieniędzy. Sytuacja może nagle się odwrócić, pani może zmienić zdanie. Jeśli pozostanie tak jak jest teraz, to moją wpłatę np za miesiąc proszę przeznaczyć na innego psa, wg uznania Elik, skarbniczki Łatki.
-
Jak to wszystko wygląda od strony prawnej?
-
W krakowskim azylu są trzy belgi, byli chętni na jednego, dwa razy przyjechali na zapoznanie, ale KTOZ im odmówił, bo mieszkają daleko od Krakowa. Szlag mnie trafia, pies jest wyszkolony w zakresie podstawowego posłuszeństwa, chodzi przy nodze, wraca na zawołanie, aportuje, szuka zguby - i na dzień dobry pracował z nimi. No i będzie dalej siedział w azylu, bo innych chętnych na dużego psa nie ma. A ci, którzy by dali mu dom, nie będą już na pewno szukać psa w azylach. Skutecznie ich do tego zniechęcono...
-
Czyli to upiornie chude malinowe to jest pies, nie suczka?
-
Która mała ruda ma BDT? Maliniaczka???