Agato, starość. Po prostu starość.
Ja we wrześniu pożegnałam swojego najstarszego kota, Rastinka.
Miał skończone 19 lat, był staruszkiem, i umarł na starość.
Ostatnie 2 lata nie męczyłam go weterynarzami, nic mu nie było, co by można było wyleczyć. Jadł, powolutku chodził.
Nie jadł ostatni dzień, kilka dni przed śmiercią nie dochodził do kuwetki, chciał, wstawał ale nie zdążał.
Był staruszkiem. Myziastym, kochanym przytulakiem. Pięknie dożył i pięknie umarł we śnie.
Czasami już nie możemy nic zrobić, bo każdy ma swój kres.
Możemy tylko dać im miłość, komfort, poczucie bezpieczeństwa.
Muszą czuć do ostatniej chwili, że są kochane. Musimy o nie dbać.
Tyle możemy zrobić.