-
Posts
44557 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
27
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by malagos
-
Nawet nie będę pytac, ktoś, kto szuka psa do pilnowania jakiegoś terenu nie będzie jechał kilkaset km. W każdym schronie dostanie
-
pokazałam ją, nic to nie kosztuje :( Wczoraj był telefon - ale też taki nie bardzo, bo raz, że pani emerytka o spokojnym charakterze, dwa, że wnuczka ma jej kotka przynieść. A ten pan, który był chętny na Szantę od Agat21 i oferował budę i kojec, i którego już brałam pod uwagę dla Pieni, jest z Gorzowa, z drugiej strony Polski :(
-
Pienia ma w nosie człowieka, chyba, ze ma miskę w ręku. Nawet na wołanie podbiegnie tylko wtedy, jak sama ma ochotę.
-
Też jestem tego zdania. Tylko nie mam planu B, jak się dom stały nie znajdzie.
-
No i tak mija dzień za dniem, a tu cisza zupełna :(
-
Był jeden telefon. Pani pytała o wagę suni, bo by chciała ... ją w koszyczku nosić. no nic, czekamy dalej.......
-
Benia już ma DS. Benia - kolejna ofiara człowieka, której musimy pomóc :(
malagos replied to elik's topic in Już w nowym domu
Cudne zdjęcia, a Ty - jaka śliczna!!! -
Tysiaczku, cudny tekścik, bardzo Ci dziękuję!! No i gratulacje i życzenia ...!!!!
-
Jeszcze raz dziękuję serdecznie!
-
Rewelacja!! Isiaku, jesteś genialna!
-
Isiaku, a przyznaj się, co stworzyłaś? :) :)
-
No właśnie?...
-
Pienię nadal ogłasza, wyróżniam ogłoszenia. Nic, żadnego telefonu :( Wpłynęło 200 zł na potrzeby naszej podopiecznej - od Aga76, rękodzieło Isiak :) Dziękujemy ogromnie!
-
Wiedomosci dobre - zrobione zakupy, typu wygodne szelki, karma, smycz prawie 3 m. Psiak wychodzi co 2 godziny, i odpukać, nie było wpadki. Pani położyła mu nasz kocyk na posłaniu w dużym pokoju w kącie - od razu zaakceptował i odespał stres :) Na spacerze zawarł znajomości z 4 psami - 3 ok, z jednym już na odległość, na długość smyczy, wymienił uwagi, dość niekorzystne :) Państwo mają dwa króliki, to nie bardzo się spodobały Wiruskowi. Ale są w osobnym pokoju, i powoli będzie zapoznawany.
-
A, żem nie napisał: do Warszawy :) I nie było, ze daleko, te 90 km.
-
To taka historia: Wirus pojechał do domu. Młodzi ludzie, dobre wrażenie, z chęcią pomocy jakiemuś biedakowi i chcący poświęcić czas na przyuczenie. Pani pracuje po 5 godz dziennie, pan jest w domu jeszcze przez 10 dni, i to on będzie uczył Wirusa życia w mieście, zostawania w domu, spacerków itp. Wirus przywitał państwa łasząc się pokazując brzuszek. Był spacer na smyczy, i wypadło to wszystko pozytywnie. Dałam 1000 przykazań, kocyk Wiruska, karmę, smaczki. To teraz siedzę cichutko i czekam na wieści.
-
Prosimy ślicznie o kciuki! Trwają rozmowy.........
-
Dziś dzień bez znaczenia - siusiania. Ale czuwam, uważam, mam Wirka na oku. Nie było jednak nawet zamiaru podniesienia nóżki. Za to z lubością zasiedlił posłanie w kuchni i tam najczęsciej się lokuje, i śpi. Z Czarną kotką nadal wojna, ale to ona prowokuje. Szara koteczka nie ma nic do niego, ociera się, przymila, a Wirus ma taką głupią minę wtedy!
-
oj tak, juz poprawiłam, przepraszam :)
-
Podeślij, Agasiu, proszę!... Bo odrobina serca i trochę czasu, a będzie to wspaniały towarzysz i kompan do spacerów i do spędzania czasu w domu :) Niewielki (12,5 kg), zgrabniutki, niestary, pogodny, ogonkiem kreci młynka na widok człowieka, łasi się, nie boi się ludzi. Dziś przywitał naszego znajomego, który wpadł na kawę, jak starego przyjaciela :)
-
Na lince go nie prowadzę, ale druga część - tak. Co dwie godziny wychodzimy do ogrodu, biega, zrobi kilka razy co potrzeba, zwiedzi kątki i wracamy. Staram się izolować koty, więc dużą część czasu spędzamy razem w kuchni, bo to pomieszczenie z drzwiami. Dałam drugie posłanie, bo jednak starowinka Nutka zajmuje swoje stare legowisko, i Wirus wyraźnie czeka, by się gdzieś położyć. W kuchni się uspakaja, wycisza. Jak teraz robiłam obiad, grało cicho radio, to wreszcie mocno usnął. Bo tak to cały czas czuwa, biega, taki jakby ciągle w pospiechu, w biegu, w pędzie. No i kocha jedzenie!
-
Doszło jednak po południu do scysji z czarną koteczką - w ostatniej chwili pacnęłam Wirusa packą na muchy po pupie - podniósł, lament, bardziej się przestraszył, niż go zabolało. Ale uskoczył, kot miał okazję uciec. Do wieczora siedział w kojcu. Ale potem - jak gdyby nic, wrócił do domu i kotów nie widzi... Ale siusia w domu, chodzę i zapieram co się da. To nie znaczenie, a siki. Wczoraj, dziś jak już podnosił nogę, krzyknęłam "nie!" i otworzyłam drzwi na taras.