Jump to content
Dogomania

malagos

Members
  • Posts

    44579
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    27

Everything posted by malagos

  1. Też jestem tego zdania. Tylko nie mam planu B, jak się dom stały nie znajdzie.
  2. No i tak mija dzień za dniem, a tu cisza zupełna :(
  3. Był jeden telefon. Pani pytała o wagę suni, bo by chciała ... ją w koszyczku nosić. no nic, czekamy dalej.......
  4. Tysiaczku, cudny tekścik, bardzo Ci dziękuję!! No i gratulacje i życzenia ...!!!!
  5. Jeszcze raz dziękuję serdecznie!
  6. Rewelacja!! Isiaku, jesteś genialna!
  7. Isiaku, a przyznaj się, co stworzyłaś? :) :)
  8. No właśnie?...
  9. Pienię nadal ogłasza, wyróżniam ogłoszenia. Nic, żadnego telefonu :( Wpłynęło 200 zł na potrzeby naszej podopiecznej - od Aga76, rękodzieło Isiak :) Dziękujemy ogromnie!
  10. Wiedomosci dobre - zrobione zakupy, typu wygodne szelki, karma, smycz prawie 3 m. Psiak wychodzi co 2 godziny, i odpukać, nie było wpadki. Pani położyła mu nasz kocyk na posłaniu w dużym pokoju w kącie - od razu zaakceptował i odespał stres :) Na spacerze zawarł znajomości z 4 psami - 3 ok, z jednym już na odległość, na długość smyczy, wymienił uwagi, dość niekorzystne :) Państwo mają dwa króliki, to nie bardzo się spodobały Wiruskowi. Ale są w osobnym pokoju, i powoli będzie zapoznawany.
  11. A, żem nie napisał: do Warszawy :) I nie było, ze daleko, te 90 km.
  12. To taka historia: Wirus pojechał do domu. Młodzi ludzie, dobre wrażenie, z chęcią pomocy jakiemuś biedakowi i chcący poświęcić czas na przyuczenie. Pani pracuje po 5 godz dziennie, pan jest w domu jeszcze przez 10 dni, i to on będzie uczył Wirusa życia w mieście, zostawania w domu, spacerków itp. Wirus przywitał państwa łasząc się pokazując brzuszek. Był spacer na smyczy, i wypadło to wszystko pozytywnie. Dałam 1000 przykazań, kocyk Wiruska, karmę, smaczki. To teraz siedzę cichutko i czekam na wieści.
  13. Prosimy ślicznie o kciuki! Trwają rozmowy.........
  14. Dziś dzień bez znaczenia - siusiania. Ale czuwam, uważam, mam Wirka na oku. Nie było jednak nawet zamiaru podniesienia nóżki. Za to z lubością zasiedlił posłanie w kuchni i tam najczęsciej się lokuje, i śpi. Z Czarną kotką nadal wojna, ale to ona prowokuje. Szara koteczka nie ma nic do niego, ociera się, przymila, a Wirus ma taką głupią minę wtedy!
  15. oj tak, juz poprawiłam, przepraszam :)
  16. Podeślij, Agasiu, proszę!... Bo odrobina serca i trochę czasu, a będzie to wspaniały towarzysz i kompan do spacerów i do spędzania czasu w domu :) Niewielki (12,5 kg), zgrabniutki, niestary, pogodny, ogonkiem kreci młynka na widok człowieka, łasi się, nie boi się ludzi. Dziś przywitał naszego znajomego, który wpadł na kawę, jak starego przyjaciela :)
  17. Dianka bez gadania przyjęła kolejnego tymczasowicza, Wiruska :) Dobry, mądry pies! A tak się czeka na obiad, nieważne, że nie ma jeszcze południa, a obiad około 15.00........
  18. Na lince go nie prowadzę, ale druga część - tak. Co dwie godziny wychodzimy do ogrodu, biega, zrobi kilka razy co potrzeba, zwiedzi kątki i wracamy. Staram się izolować koty, więc dużą część czasu spędzamy razem w kuchni, bo to pomieszczenie z drzwiami. Dałam drugie posłanie, bo jednak starowinka Nutka zajmuje swoje stare legowisko, i Wirus wyraźnie czeka, by się gdzieś położyć. W kuchni się uspakaja, wycisza. Jak teraz robiłam obiad, grało cicho radio, to wreszcie mocno usnął. Bo tak to cały czas czuwa, biega, taki jakby ciągle w pospiechu, w biegu, w pędzie. No i kocha jedzenie!
  19. Doszło jednak po południu do scysji z czarną koteczką - w ostatniej chwili pacnęłam Wirusa packą na muchy po pupie - podniósł, lament, bardziej się przestraszył, niż go zabolało. Ale uskoczył, kot miał okazję uciec. Do wieczora siedział w kojcu. Ale potem - jak gdyby nic, wrócił do domu i kotów nie widzi... Ale siusia w domu, chodzę i zapieram co się da. To nie znaczenie, a siki. Wczoraj, dziś jak już podnosił nogę, krzyknęłam "nie!" i otworzyłam drzwi na taras.
  20. Wirus się szybko rozkręcił po operacji. Po południu kończyliśmy z Tomkiem sadzenie nowych krzaczków w ogródku, na skosie pod tarasem (38 dołków...), psy nam towarzyszyły. Wirusowi jednak nie spodobała się koteczka - szczekał na nią jak szalony, zapędził pod fotel na tarasie, mało fotela nie podniósł, próbując dosięgnąć kota, i nie reagował na moje okrzyki. Dopiero jak machnęłam ścierką mu przed oczami, to odstąpił. W domu tez co chwilę mówię "nie rusz kota" :(
  21. Bardzo ładnie zachował się w samochodzie - po prostu stał na tylnym siedzeniu, oparty o mnie i patrzył sobie przez okno. W gabinecie dr Magda ma koteczkę po wypadku samochodowym, tak że Wirus miał okazję obejrzeć kota, co na nim nie zrobiło najmniejszego wrażenia. W domu szybko doszedł do siebie, pokręcił się po kuchni, na chwilkę położył na posłaniu, znów pochodził. Nasze psy tylko go obwąchały, z wzajemnością, było machanie ogonami. Koty nawet go nie zauważyły, a jeżeli nawet, nie dały po sobie poznać :) Całe towarzystwo zaległo w kuchni w oczekiwaniu na obiad, choć dopiero dochodziło południe. Wzięłam Wirusa na smycz i pospacerowaliśmy po ogrodzie. Zrobił dwa razy porządnie siusiu. Poszliśmy z Tomkiem sadzić nowozakupione krzaczki i drzewka ozdobne, pies został w kuchni. Zaraz wybieramy się całym domowym stadem znów pospacerować. Niestety, w międzyczasie Wirus zrobił obchód po salonie i poznaczył doniczki i framugi :(
  22. Juz odpoczywa po kastracji
×
×
  • Create New...