Jestem.
Malizna - chyba ją nazwiemy Aura?. - początkowo zostawiona z Sonią piszczała i szczekała. Nie chciała jeść, nawet nie powąchała gotowanego jedzenia. Dziewczyny z resztą słyszały, jak piłyśmy herbatę, jak mała szczeka i się buntuje.
Już po zmroku wziełyśmy ją na długą smycz, reszta stada z nami, z Kenią włącznie. I z latarką poszłyśmy z Anią do sadu. Mała się pilnowała nas, trochę burczała na duże psy, jak za blisko mnie podchodziły. W kojcu Sonia wypiła wodę, a mała aż się przypięła do jej pyszczka, zlizywała krople. Pochlapałam ręką wodę, podałam jej do powąchania i wtedy dopiero się dopiełą i piła, piła, piła... I miskę jedzenia zjadła z apetytem, dopchnęła chrupkami. I po cichutku została w kojcu z Sonią.
Zaraz idziemy znów na wieczorny obchód i odchód - mam nadzieję :)