Jump to content
Dogomania

malagos

Members
  • Posts

    44557
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    27

Everything posted by malagos

  1. Więc tak. Pojechaliśmy z Nelką do Makowa do dr Magdy. Pobrała krew, omacała wszystko co się dało, zwłaszcza jelita i żołądek (ciągle miałam wrażenie, że może zjadła coś, może osłonkę od kiełbasy, może jakieś śmieci - i powoli to zaczopowało przewód pokarmowy...) Dr wygoliła brzuszek i zrobiła usg. Najpierw na stojąco, potem na boku, wreszcie do góry łapkami. Nic nie wykazało, oprócz ciąży tak ok. 4-tygodniowej. To by się zgadzało z terminem jej pojawienia się na osiedlu, pewnie z cieczką się tu zapędziła albo ktoś wyrzucił... To jeszcze raz, dokładniej: żołądek, nerki, śledziona. Nic, żadnych zmian. Krew ok, za dużo eozynofili, może jeszcze robaki jej nie opuściły po pierwszym odrobaczeniu. Nela dała robić ze sobą wszystko, wręcz zasypiała na stojąco, z opuszczona głową, ogonem pod brzuchem. Dostała kroplówkę z Ringera, trochę na wzmocnienie, bo nie piła odkąd jest u nas. Klęczałyśmy z dr przy Nelce i kręciłyśmy głowami...ciekawy przypadek, cholera. Trwało to wszystko godzinę. Nelka miała umówioną sterylizację na czwartek rano, ale w innej lecznicy, w Ostrołęce, na koszt gminy. Ale co, czekać dwa dni, a suczka słabnie?...a przy okazji "otworzenia" suni do sterylki dobrze by się przyjrzeć innym narządom. I decyzja - tniemy u dr Magdy. Zostawiliśmy Nelę o 14.00, i przyjechaliśmy po nią o 17.00. Przy okazji sterylizacji dr obejrzała narządy, najdokładniej żołądek i jelita - nic nie znalazła... Za to powiedziała, ze jak już znieczulenie podziałało, to w jelitach zaczęło się przelewać, burczeć. Nela dostała jeszcze po operacji kroplówkę i zabraliśmy ją do domu. Do wieczora dałam jej spokój, potem wyniosłyśmy ją z Anią na dwór. Po kilku kroczkach zrobiła siusiu. W domu napiła się wody, i to solidnie. Za kwadrans zrzuciła to wszystko, pół kuchni zalane...W nocy też wymiotowała. Rano Tomek ją wyniósł, trochę pochodzili, było siusiu dwa razy. Na jedzenie (ociupinkę pachnącego kociego jedzenia na palcu podałam pod nos) nawet nie spojrzała. Wodę znów piła. Wyszliśmy z Tomkiem do pracy, pałeczkę przejmuje Ania.
  2. Niestety, Nela wyraźnie niedomaga... Nie chce wychodzić z budy, nie je. Wzięliśmy ja do gabinetu na stół na obejrzenie - nie ma gorączki, temp.38 stopni, nie ma biegunki, węzły chłonne ok, brzuch trochę napięty, pchły paradowały po skórze. Dostała od pcheł i Biovetalgin i zabrałam ja do domu. Na smyczy chodzi jako tako, i na wieczornym spacerku zrobiła siusiu, a duża kupa była wcześniej w kojcu.Na razie jest w przedpokoju, by nie drażnić Dianki. W nocy bardzo spokojnie spała, ale nie ruszyła chrupek ani puszki, za to widać było wodniste wymioty, w kącie przedpokoju, niewielkie, ale były. Tomek z nią pochodził po trawniczku, ale siusiu nie zrobiła, za to dość suchą kupę. Nie mamy pomysłu, co jej jest, więc ok, 13.00 pojedziemy do p dr Magdy na USG i badanie krwi.
  3. Bo było tak spokojnie przez 3 dni, to coś się musiało zadziać :)
  4. Pies nie siedzi w jednym miejscu, przemieszcza się, a tam same lasy i łąki. Ma obrożę, wiec może jednak skądś przychodzi?... Pani Kasia jak tylko go widzi, wystawia miskę z jedzeniem.
  5. Tak, pierwsza. Rano wyszła do mnie i do Tomka, dała się głaskać. A godzinę później taka smutna.....Najważniejsze, ze lekarz na miejscu :)
  6. Właśnie zadzwoniła Ania, że Nela nie wyszła z budki, nie podeszła do miski z jedzeniem :( Czyżby babeszjoza?.......
  7. Dziękuję, ze zaglądacie i jesteście z nami, Kochane! Noc minęła spokojnie, cichutko. Zawsze, jak jest nowy pies w kojcu, to się martwię, czy nie ucieknie (te pręty są dość rzadko umocowane i małe istoty przechodzą bez problemu) albo nie wyskoczy (jak niektóre, przełaziły po dzikim winie albo skakały na dach budy i na ogrodzenie). Wiec stałam w oknie z widokiem na kojec wczoraj długo, ale Nelka poza zwiedzeniem kojca nie zrobiła nic niepokojącego. Zjadła kolację, poprzytulała się i poszła spać do budy. Wybrała tę dużą. Rano wyszła z niej cieplutka, wyspana. Korzystam z tego, że jeszcze przez tydzień jest u nas moja Ania, to na Jej głowie zostawiłam podanie śniadanka i pierwszy spacer. Kenia i małe suczyska machają do Nelki ogonami, ale Dianka na sztywnych łapach pyskuje (dziś z wzajemnością). Tak sie z resztą zachowuje w stosunku do każdego nowego tymczasowicza, więc myślę, ze sprawa do ogarnięcia.
  8. Nasza śliczna Czarusia :)
  9. Małgoś, wiesz jak jest na wsi....Lada chwila do kojca trafi ten biedak z miejscowości Budy, o ile pani Kasia go złapie, bo dzikus...
  10. Nela jest wielkości Sabki, tak pewnie 17-18 kg, pod kolano, grubej kości. Gmina pokrywa koszty odrobaczenia, odpchlenia i zawiezie na sterylizację (oczywiscie zapłaci za nią). Jesli potrzeben pieniądze, to na lepszą karmę, niż ta z Lidla. I tak kupuje mięso i wypełniacze, więc od dziś ma gotowane dobre żarełko, plus Fitmin kupiony dla tymczasowiczów :) Weszłam do niej do kojca, wygłaskałyśmy się, poprzytulałyśmy. Nie chcę jej dziś zawracać głowy, ale od jutra smycz i spacerki. No i poznanie z Dianą, bo tylko ona ma jak zawsze coś do powiedzenia ;)
  11. He, he, z wzajemnością, Kryś, z wzajemnością!
  12. A tu wątek naszej nowej podopiecznej:
  13. Zapraszam do naszej podopiecznej Nelki;
  14. Wpływy: Jo37 21 zł Wydatki: Tomek paliwo za 90 km (operacja Nelki) - 35 zł Betamox - 15 zł Galastop - 20 zł
  15. Błąkała się dobre trzy tygodnie po naszej wsi, widywałam ja pod szkołą i pod sklepem. Byłam pewna, że ktoś ją przygarnął, o nią dba, karmi. Ale nie, dyrektor szkoły, pod którą dzieciak ja karmimy, zgłosił ją do gminy i została zamknięta w kojcu gminnym. Teraz, jak Saba pojechała do domu, a Czarusia zakotwiczyła na 3 tygodnie u Krysi, zabraliśmy ją bliżej nas, do naszego kojca. Na razie założyłam jej obróżkę (nie zna chyba uwięzi, trochę się broniła), dostałą gotowane jedzenie, i imię: NELA. Nela ma ok. 2 lat, jest trochę zaniedbana, ale pogodna, łagodna, podchodzi do ludzi machając ogonem. Jak najszybciej załatwimy sterylizacje i zaczniemy szukać domu.
  16. Tak, mam 4 zdjęcia od pani Kasi, z samochodu zrobione koło gospodarstwa. Mogę Ci Krysiu przesłać, zmniejszysz je i wstawisz, proszę?...
  17. A jest kolejny zgłoszony pies, błąka się od kilku dni po wsi (takiej "daleko od szosy"), teraz już kuleje... Mam w tej wsi wtyczkę, panią Kasię, której w ubiegłym roku pomogliśmy razem z konfirm i irenas oraz fundacją Ratujemy Kundelki przy dwóch bezdomnych suczkach i kilku szczeniakach. Teraz pani Kasia zgłosiła tego biedaka i obiecała go jakoś zwabić na podwórko, karmić i na tyle oswoić, by się dał złapać. Tu nawet ludzie ze schroniska nie pomogą, bo przyjeżdżają po psa, który jest odłowiony/zamknięty/uwiązany gdzieś. Takiego dzikusa nikt nie złapie. Moze do jedzenia będzie przychodził i da się zabrać (do nas, nie do schroniska).
×
×
  • Create New...