Dzisiaj były pierwsze "wejście smoka" do domu. I wyobraźcie sobie, że Trek chyba nigdy w domu nie mieszkał :( Owszem, wszedł, ale zaraz chciał wychodzić, siedział pod drzwiami i popiskiwał. Nawet miska, którą zawsze czy sci od razu do czysta tym razem nie była dostatecznie dużą przynętą, owszem - zjadł trochę, ale sporo zostawił. Kilka razy tak wchodził i potem Aga go wypuszczała. Raz sam wszedł z własnej woli przez drzwi tarasowe. Sporo chwalenia, dobrych słów, trochę smaczków - i tak pomalutku trzeba będzie biedaka przekonywać, że dom służy do mieszkania :)