Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 11/25/25 in all areas

  1. A ja chciałam powiedzieć, że zoperowane oczko Malinki ma się dobrze, wygląda ładnie i praktycznie normalnie. A co najważniejsze dziś wodziła wzrokiem za poruszającym się cieniem - ewidentnie na nie widzi :) Cieszy mnie to okropnie, bo przed operacją nie reagowała tak żywo, miała ten wzrok bardzo ograniczony. Drugie oczko, to gorsze, też mam wrażenie, że się trochę w kąciku robi przejrzyste. Póki co nieustannie zakrapiam wg wskazań Profesora. Za tydzień wizyta kontrolna.
    4 points
  2. Witajcie Pewnie jesteście ciekawi jak tam u Maurycego i czy te nowe próbne leki zrobiły jakąś robotę… Chciałabym jeszcze dać im trochę czasu, bo nie napiszę Wam, że nadeszły wyraźne zmiany i jeśli zrobię w tym momencie świeże zdjęcia, to zobaczycie to co zawsze – Rysia przyklejonego do kanapy (sam fakt, że nachodzę go z telefonem powoduje, że on się wycofuje), natomiast zauważam subtelne niuanse, w spojrzeniu, w reakcjach na wyciąganą rękę, ale to tylko Ja jestem w stanie wychwycić, a czy leki mają tu coś do rzeczy, czy to przypadek ?– tego nie wiem, natomiast jest coś, co jak dla mnie jest krokiem siedmiomilowym – jak przynoszę kolację, to Maurycy schodzi z kanapy i idzie do miski jeść – niby zwykła rzecz, ale jakże niezwykła, bo robi to w mojej obecności. Co prawda nie ma mnie obok, w pokoju jest sam, ale ciągle jestem w domku, coś robię w pobliżu – takie rzeczy nie wydarzyłyby się jakiś czas temu, teraz się dzieją co wieczór i aż boję się pisać, żeby raptem nie zniknęły- żeby się Maurycy nie cofnął w czasie, bo często mam takie szczęście, że coś zachwalę, to znika. Także cieszymy się powściągliwie i czekamy aż się zakorzeni w codzienności. W tym momencie nieco skomplikowaną sytuację mamy z wychodzeniem na siku. Jak było ciepło i drzwi na zewnątrz mogły być przez większość dnia uchylone, to Maurycy wychodził załatwić się kiedy nikt nie patrzył i kiedy bardzo potrzebował. Wszystkie drzwi, to znaczy główne wyjściowe i jego własne wyjściowe, zamykane były dopiero na noc. Nie zawsze Maurycy wytrzymywał do rana i pod drzwiami nierzadko było nasikane, ale to szczegół (w tym miejscu po raz kolejny ogromne dzięki za pomoc w postaci paczek z poszewkami, ręcznikami i wszystkim w co misie lubią sikać najbardziej i co bardzo, ale to bardzo ułatwia codzienność…). Odkąd ogrzewam domek całodobowo, otwieram psom drzwi tak samo, jak psom mieszkającym w domu – wychodzą, spędzają jakiś czas na dworzu, idą na spacer, wracają i są zamykane. Wraz z ciepłem i przyzwoitymi temperaturami, kończy się niestety pełna swoboda. Maurycemu nie otworze drzwi żeby wyszedł ot tak, bo wiadomo że nie wyjdzie, dlatego jego drzwi zostawiam uchylone i znikam, żeby mógł wyjść zrobić co powinien, ale to średnio działa, bo rzadko kiedy Maurycy akurat wtedy kiedy drzwi są otwarte, ma ochotę z tego skorzystać. Czasem wychodzi zrobić siku, bo po mokrych plamach widać że był na zewnątrz, a jak nie był, to tyle że ciepło uciekało i się domek wyziębiał bez potrzeby. Czekam bardzo na drzwiczki , które mam nadzieję będą jakimś rozwiązaniem, mam nadzieję że będzie chciał z nich korzystać, bo innego wyjścia na ta chwilę nie widzę. Niestety jak ze wszystkim, ktoś musi drzwiczki zrobić i zamontować, a że ktoś, rzadko bywa w domu, więc czekamy, ale powinniśmy się do końca m-ca doczekać. Póki co, Maurycy dokłada do robienia siku pod drzwiami, kupę w jakimś innym kącie i jakoś czas leci Spróbuję kliknąć zdjęcie Maurycego przy misce z kolacją, tylko muszę ostrożnie z tematem, żeby go nie wystraszyć i nie złapać u pana psa minusa
    2 points
  3. W nocy wystawiłam narzuty na OLX i właśnie się sprzedały. Hurrrrrraaaa. 80 zł dostaną szczebrzeszyniaki.
    1 point
  4. Wydawałoby się, że żegnając ich tak wiele można "przywyknąć", oswoić się z tym "bo takie jest życie", jak niektórzy mówią... ale każde pożegnanie boli tak samo mocno....a nawet każde kolejne chyba coraz bardziej.... W lipcu kotek Stitch, w sierpniu Majeczka, we wrześniu drugi z kotków - braci, w październiku Niusia, ledwie się zaczął listopad, a już Misio odszedł... liczba bid sama się ogranicza Coraz mi trudniej radzić sobie z tym.... ale co mam powiedzieć, gdy ktoś przywozi starego albo chorego psa? Dawno temu przyszedł do mnie mieszkający 4 domy dalej człowiek, że chce oddać "do schroniska" małą sunię. "Ale mój dom to nie jest schronisko, niech mi pan prześle zdjęcia albo ja przyjdę i zrobię, ogłoszę i znajdę jej dom" - taka była moja odpowiedź. Z braku owych zdjęć, 3 dni później poszłam do tego potwora...suni już nie było..."oddał w dobre ręce" - tak powiedział....i ja, i wetka jesteśmy pewne, że ją zabił - to taki człowiek jest, nigdy tego nie zapomnę i sobie nie wybaczę. Ja mu tą Tosię pół roku wcześniej na koszt stowarzyszenia sterylizowałam - po dwóch kolejnych miotach, którym domy znalazłam, "łaskawie" się na to zgodził... I dlatego nie potrafiłam odmówić - od niedawna jest u mnie shih-tzu, który jak się okazało ma poważnie chore nerki, a brałam go przekonana, że dom znajdzie w jeden dzień... bo ludziom ma się dziecko urodzić a tu czwarte piętro w bloku.... powód zawsze się znajdzie, jak się piesek znudzi... A ten przewracający się stareńki Bieduś? Przecież w schronisku chyba już w bramie poddali by go eutanazji.... I tak każde z nich trafiło do mnie w dramatycznej sytuacji - przecież nie da się nie pomóc takiej "najbiedniejszej biedzie" A roczny shih-tzu "z rodowodem" (jest na zdjęciach wklejonych powyżej przez maarit) szuka domu - tak, nawet rodowód (oczywiście z pseudo) mi dali razem z pieskiem... może znacie kogoś, kto przygarnie takiego pieska - z charakteru cudowny, kochany przytulasek.
    1 point
  5. Wreszcie. Dziękuję mariuszowi pp za zakupy i wpłatę ze znaczącą nadwyżką czyli 75+25= 100 zł.
    1 point
  6. Może w weekend się uda, bo sezon działkowy już zamknięty. Trzeba było szybko podjąć decyzję o zamknięciu ze względu na prognozę mrozu. Teraz pozostały nam spacerki osiedlowe.
    1 point
  7. Wczoraj miałam sms-a o kocurki czy aktualne, odpisałam, ale juz bez odzewu. I to wszystko. Może po kastracji, jak da się info, bedzie łatwiej. Bardzo chciałabym, żeby chlopaki jednak znalazły dom, bo wkrótce chyba na kredytach pojadę. Nie wiem, czy to wszędzie, ale w wiekszych miastach ceny wetów to istne szaleństwo. Zaczynajac od zapłaconych 1000 zł za dobę szpitalną we Wrocławiu (bez zabiegów i lekow) to wczoraj wieczorem za usunięcie kamienia w pęcherzu u psa ważącego 3,2 kg usłyszałam w Katowicach 5000 zł, a sama wizyta z nim wyszła ponad 600 zł + taksówki. Gdzie już był po wcześniejszej wizycie i badaniach w innej przychodni. Nie ogarniam tych cen, bo każdego staram się leczyć maksymalnie, jak sie da, ale chyba wkrótce skończą mi sie możliwości. Przecież ceny leków naraz tyle nie wzrosły. Za to apetyt wetów na forsę już tak. I nie dziwię się, ze ludzie nie chcą psów i kotów albo skąd biora się chore oddawane do schronisk. W czasie drogi do kliniki taksówkarz opowiadał mi historię dziewczyny, która miała umierającego nocą psa. Zawiózł ja do lekarza, ale ten powiedział, ze jesli poczeka z tym psem cierpiącym w agonii do rana, to bedzie kosztować 600 zł, a za eutanazję od razu nocą musi policzyć dwukrotność. Dziewczyna ponoc kierowcy płakała i pytała, co ma robić, bo nie miała takich pieniedzy. Straszne sa takie sytuacje. Wczoraj w nocy tez miałam podobny dylemat. W ciągu 1,5 tyg wydałam ponad 10 tys.zł na wetów i w perspektywie są do wydania kolejne tysiace. Dlatego będę bardzo wdzięczna za pomoc w oglaszaniu kotków, jak juz bedą po zabiegu. Zrobię im wtedy nowe zdjęcia. Nie chce już zostawić nawet jednego zwierzaka więcej.
    1 point
  8. Miluś i ta niezła dwójka swoją wdzięcznością i miłością niech utulą Marysię Przytulam i ja
    1 point
  9. Oczywiście ogonki dają też mnóstwo radości i powodów do radości, jak choćby Miluś który wiecznie ,,wylewa się" z posłanka... Jak on oddycha z tym nosem przyklejonym do płytek?
    1 point
  10. Za dużo nieszczęść na jedną osobę. Czy mari nie powinna już ograniczyć liczbę bid? Bo w końcu ona padnie.
    1 point
  11. Nie jest łatwo... Przygarnia te największe bidy - zazwyczaj schorowane, starsze i niepełnosprytne. I one sobie tak u niej beztrosko żyją, dźwiga je (choć jej nie wolno!), pielęgnuje, wozi na wizyty i walczy o nie... do końca... a później przeżywa każde odejście Jak dzisiaj! Kto ma młode psy, ten się cieszy takim "względnym spokojem" - rutynowa wizyta, szczepienia, ząbki, pazurki... (wiecie o co chodzi) Ona takiego "spokoju" nie ma, bo co rusz któryś ogonek niedomaga (delikatnie mówiąc, bo te choroby są grubego kalibru")... i odchodzi pozostawiając Marysię zapłakaną.
    1 point
×
×
  • Create New...